25.09.2026, 20:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2026, 20:07 przez Woody Tarpaulin.)
Przychodzi chłop do Zoologicznego i mówi:
— Chciałbym wynająć ptaka na jeden dzień.
Brzmi jak wstęp do dowcipu, lecz dokładnie to się wydarzyło i nie ma tu wcale puenty. Barczysty karczmarz z sąsiedztwa, Woody Tarpaulin, stanął przed ladą Zoologicznego na Nokturnie i już zdążył wyciągnąć sakiewkę.
— Lelka wróżebnika, panie Meadowes — uściślił stary, oglądając się przez ramię na asortyment w poszukiwaniu tegoż ptaszyska. — Ile to będzie za dwanaście godzin z ptakiem?
Znana mądrość: zawsze bądź o krok przed swoim przeciwnikiem. Taki ponurak to paskudna rzecz, lecz nie ten jeden chytrus śpiewa o śmierci — tak przynajmniej wierzył Woody Tarpaulin, człowiek starej daty i starego zabobonu. Znacie ponuraki. Patrzysz na takiego i kaplica. Jednym spojrzeniem przyklepuje ci wyrok. To nie zabawa dla amatorów, ale wszystko jest dla ludzi.
Wiecie, kto jeszcze ćwierka o śmierci? Lelki. Lelunie, lelusie kochane. Złote ptaszki.
Tak to więc sobie przemyślał pan Tarpaulin. Lelek wyczuwa nadchodzącą śmierć, ponurak śmierć sprowadza. Rachunek jest prosty, ptak wygrywa w przedbiegu, wie pierwszy. Krzykiem da znać, że ponurak jest niedaleko. Nie ma w tych obliczeniach marginesu na błąd.
Tego deszczowego dnia stary Tarp wynurzył się toteż z Rejwachu na obskurne aleje Nokturnu, aby pozyskać potrzebne ptactwo. Wierzył w lokalne biznesy, to wybór był oczywisty — sklep braci Meadowes.
Stąpając ciężko rapetami obutymi w stylowe kowbojki, z marsowym wyrazem na nieogolonej od paru dni facjacie, kroczył ku Zoologicznemu. Myślał, czy by przy okazji Meadowesom nie wcisnąć swojego najświeższego produktu — podrobionych świec lammasowych. O tak, to brzmiało jak coś, co by dobrze się wpasowało w ich ostatnie rozszerzenie oferty. Spalona Noc Spaloną Nocą, Samhain swoją drogą, ale na ubicie biznesu zawsze był dobry czas.
Wchodząc do lokalu, pan uprzejmie uchylił kapelusza, ale z mordy mu wcale nie odtajała ta groźna powaga. Nokturnowy zbir w pełnej krasie, o czym niekiedy niektórzy zapominali. Położył łapy na ladzie i rzecze:
— Chciałbym wynająć ptaka na jeden dzień.
— Chciałbym wynająć ptaka na jeden dzień.
Brzmi jak wstęp do dowcipu, lecz dokładnie to się wydarzyło i nie ma tu wcale puenty. Barczysty karczmarz z sąsiedztwa, Woody Tarpaulin, stanął przed ladą Zoologicznego na Nokturnie i już zdążył wyciągnąć sakiewkę.
— Lelka wróżebnika, panie Meadowes — uściślił stary, oglądając się przez ramię na asortyment w poszukiwaniu tegoż ptaszyska. — Ile to będzie za dwanaście godzin z ptakiem?
26/10/1972
O tym jak pan Woody Tarpaulin planował przechytrzyć ponuraka
O tym jak pan Woody Tarpaulin planował przechytrzyć ponuraka
Znana mądrość: zawsze bądź o krok przed swoim przeciwnikiem. Taki ponurak to paskudna rzecz, lecz nie ten jeden chytrus śpiewa o śmierci — tak przynajmniej wierzył Woody Tarpaulin, człowiek starej daty i starego zabobonu. Znacie ponuraki. Patrzysz na takiego i kaplica. Jednym spojrzeniem przyklepuje ci wyrok. To nie zabawa dla amatorów, ale wszystko jest dla ludzi.
Wiecie, kto jeszcze ćwierka o śmierci? Lelki. Lelunie, lelusie kochane. Złote ptaszki.
Tak to więc sobie przemyślał pan Tarpaulin. Lelek wyczuwa nadchodzącą śmierć, ponurak śmierć sprowadza. Rachunek jest prosty, ptak wygrywa w przedbiegu, wie pierwszy. Krzykiem da znać, że ponurak jest niedaleko. Nie ma w tych obliczeniach marginesu na błąd.
Tego deszczowego dnia stary Tarp wynurzył się toteż z Rejwachu na obskurne aleje Nokturnu, aby pozyskać potrzebne ptactwo. Wierzył w lokalne biznesy, to wybór był oczywisty — sklep braci Meadowes.
Stąpając ciężko rapetami obutymi w stylowe kowbojki, z marsowym wyrazem na nieogolonej od paru dni facjacie, kroczył ku Zoologicznemu. Myślał, czy by przy okazji Meadowesom nie wcisnąć swojego najświeższego produktu — podrobionych świec lammasowych. O tak, to brzmiało jak coś, co by dobrze się wpasowało w ich ostatnie rozszerzenie oferty. Spalona Noc Spaloną Nocą, Samhain swoją drogą, ale na ubicie biznesu zawsze był dobry czas.
Wchodząc do lokalu, pan uprzejmie uchylił kapelusza, ale z mordy mu wcale nie odtajała ta groźna powaga. Nokturnowy zbir w pełnej krasie, o czym niekiedy niektórzy zapominali. Położył łapy na ladzie i rzecze:
— Chciałbym wynająć ptaka na jeden dzień.
piw0 to moje paliwo