• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy

[31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#1
05.10.2026, 22:05  ✶  

—31/10/1972—
Miejsce obchodów Samhain, Dolina Godryka (około godziny 13/14)
Sebastian Macmillan & Geraldine Greengrass-Yaxley, Benjy Fenwick



Błogosławiona jesteś, Pani, która rodzisz światło w oceanie ciemności, a ścieżki naszych dni splatasz jak nici w pradawnym krośnie. Do Ciebie wznosimy swe prośby, bo Twoja dłoń prowadzi nas przez mgliste doliny cieni, modlił się Sebastian, poruszając bezgłośnie wargami, szukając w znajomym rytmie modlitwy ukojenia przed nękającymi go troskami. W innych okolicznościach zapewne już dawno by się ze wszystkim uwinął i poszedł odwiedzić sąsiednich wystawców zanim obchody zaczną się na dobre wraz z nadejściem wieczoru.

Teraz nie w głowie mu było buszowanie po innych straganach. Nawet gdyby miał do tego teraz głowę, to doprowadzenie do porządku stoiska, którym miał się zająć wraz z towarzyszącymi mu kapłankami, okazało się dużym wyzwaniem. Budka… nie zachwycała. Gołe deski, brak obrusów, mała lada… Cały ten obrazek ratowało tylko względnie rozsądnie zamontowane zadaszenie oraz towar rozłożony na praktycznie każdej wolnej powierzchni. Nawet pod tym względem było tu nieco ubogo; większość asortymentu powędrowała na obchody w Little Hangleton.

Z drugiej strony, może to i lepiej? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ta noc nie miała skończyć się dobrze. Z początku wydawało mu się, że po prostu trafiają do niego wyjątkowo niefortunne plotki, jednak… Informacje na temat pochodu na Polanę Ognisk dostał aż z trzech różnych źródeł. Atreus Bulstrode. Ambrosia McKinnon. I tajemniczy anonim. Jak kuriozalne było to, że najbardziej przekonała go właśnie nieoznakowana wiadomość? I to na tyle, aby posłać ostrzeżenie do Geraldine Yaxley? Greengrass-Yaxley, poprawił się bez większego pomyślunku, poprawiając poły czarnej szaty z wyszytymi miedziano-pomarańczowymi zdobieniami.

Musiał uznać to za fakt: grupa wiernych faktycznie zamierzała przedrzeć się dziś na Polanę Ognisk, nie bacząc na ochronę wysłaną tutaj przez Ministerstwo Magii, jak i na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa czające się w cieniu drzew Kniei Godryka. Zwłaszcza w cieniu jednego konkretnego drzewa. Odwrócony dąb. Tak, to też był spory problem… Może nawet większy niż mu się wydawało? Zespół badawczy wprawdzie wysłuchał jego sugestii, aby poświęcić drzewo i pozbyć się go raz na zawsze, jednak… Wątpił w to, aby go posłuchano. Ich ambicja, a może wręcz arogancja była po prostu zbyt duża.

I to chyba najbardziej go niepokoiło: jeśli zdecydowano się na nieścinanie drzewa, to zapewne wciąż bezcześciło Polanę Ognisk swoją obecnością. Oznaczało to też, że tłum mógłby zetrzeć się też z samym dębem i broniącego go oddziałem Ministerstwa Magii. Sebastian zacisnął pięści na samą myśl. Życzenie sobie tego, aby zbuntowanym wiernym udała się ta wycieczka było czymś irracjonalnym, a jednak… Nie mógł wyzbyć się przeświadczenia, że ich gniew mógłby spopielić to przeklęte drzewo. Wystarczyłoby jedno zaklęcie. Iskra. Zbłąkany płomień, który Matka skierowałaby w odpowiednie miejsce. Siła wiary jej wyznawców zwróciłaby w jej posiadanie miejsce kultu odebrane jej przez Śmierciożerców.

Macmillan przymknął oczy i wziął kilka głębokich oddechów. Wyjął z pudła zestaw książek autorstwa siostry Fantazji i zaczął rozkładać ja na głównej ladzie; wcześniej wystawili jedynie kilka sztuk, jednak te zostały bardzo szybko wykupione przez pierwszych gości sabatów. Głównie tych starszych, którzy buszowali wśród wciąż rozstawianych stoisk i nie mieli wystarczająco wigoru, aby bawić się w Święto Duchów do późnych godzin nocnych, a mimo to chcieli wziąć udział nawet w tak wczesnym etapie uroczystości. Rozsądni ludzie, pomyślał Sebastian, starając się wykrzesać z siebie chociaż minimalny uśmiech z którym mógłby witać gości sabatu.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Asortyment stoiska:
  • różności:
    • zakładki do książek z kolorowymi frędzlami z widoczkami:
      • głównej siedziby kowenu w Londynie;
      • festynu na Ulicy Pokątnej (Lammas '72);
    • zakładki do książek z kolorowymi frędzlami z ruchomym wizerunkiem Matki;
    • kalendarze z kapłanami kowenu na rok 1973;
    • herbata ziołowa sprzedawana w papierowych torebkach;

  • literatura:
    • śpiewniki kowenu
    • modlitewniki kowenu;
    • książka kucharska ”Jesienne przekąski kapłanki Fantazji”;
    • książka kucharska ”Wielka księga przysmaków kapłanki Fantazji”;
    • kolorowanka dla dzieci ”50 miejsc kultu kowenu Whitecroft”;
    • książeczka ”szukam i znajduje” (znajdź arcykapłana Percivala na każdej z 50 plansz książki);

  • koszulki oversize z nadrukami:
    • Matka mnie wspiera bardziej niż kawa
    • W imię Pani Księżyca
    • Samhain '72: Mój pierwszy sabat
    • Przeżyłem/Przeżyłam Beltane '72 (napis ewidentnie został wykonany odręcznie, osoby prowadzące stoisko nie widzą, skąd wziął się ten wariant koszulek)

  • rozgadane kapłanki wciskają niektórym klientom darmowe broszury:
    • ”Jak wejść w Yule z sercem pełnym światła?” (zestaw 10 modlitw oraz 10 cytatów przygotowujących do wejścia w nastrój zimowych obchodów)
    • ”Walpurgisnacht, czyli jak Niemcy obchodzą Beltane” (felieton napisany przez siostrę zakonną o podobieństwach i różnicach między oboma świętami, data wydania wskazuje na luty 1972 roku)
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
8 godzin(y) temu ✶  

Sprawa wydawała się jej całkiem prosta. Skoro sam kapłan z Kowenu postanowił napisać jej o swoich obawach dotyczących tego, jak będzie przebiegał sabat to postanowiła osobiście się tutaj stawić, żeby czuwać. Poprosiła o wsparcie kuzyna, z którym od jakiegoś czasu współpracowała, bo mu ufała i wierzyła, że tak jak ona nie będzie obojętny na to jak mogło się to potoczyć. W lesie czaiło się prawdziwe niebezpieczeństwo, z którym miała niewątpliwą przyjemność się spotkać i jakimś cudem wyjść z tego cało. No nie do końca cudem, bo zdawała sobie sprawę z tego, że Kromlech w którym się wtedy znalazła pozwolił jej przeżyć noc i wyjść cało z lasu. Podzieliła się informacjami o tym z kilkoma osobami, wolała nie zostawiać tego dla siebie, bo przecież samo to, że ten krąg znalazł się w lesie i dało się w nim przeczekać noc sporo zmieniał. Najwyraźniej istniały runy, które mogły jakoś działać na widma. Pokazała to wspomnienie Benjy'emu z racji na jego rozległą wiedzę o runach i rytuałach, wierzyła, że zdoła z tego coś wyciągnąć. Niekoniecznie jeszcze mieli możliwości sprawdzić, jak mu poszło, ale wiedziała, że pracował nad pewnym prototypem, oby nie musieli dzisiaj sprawdzać, czy faktycznie działał.

Ustaliła z Sebastianem, że spotkają się w Dolnie, aby porozmawiać. Listownie ciężko było uzyskać wszystkie informacje, być może coś im umykało, warto więc było po prostu przegadać całą sprawę, a że wspomniał o tym, że będzie znajdował się przy stoisku, to właśnie tam zamierzała się udać na samym początku swojej wizyty w Dolinie Godryka.

Umówili się z Benjym na miejscu. Pojawiła się w punkcie, który ustalili chwilę przed czasem. Rozglądała się uważnie po okolicy kalkulując ile właściwie ludzi jest tutaj obecnych. Zdawała sobie sprawę, że większa część społeczeństwa będzie znajdowała się w Little Hangleton, bo to tam miała odbywać się ta oficjalna, sabatowa część. Poinformowała też ojca o tym, co mogło się wydarzyć, dzięki czemu później miało do niej dołączyć kilku z członków stowarzyszenia Artemis, razem będą czuwać nad wszystkim. Niekoniecznie interesowało ją to całe starcie między Ministerstwem, a zwykłymi zjadaczami chleba, Geraldine obawiała się tego, co siedziało w lesie i że to, co się wydarzy mogło zakłócić ten stan rzeczy. Zdecydowanie lepiej dla wszystkich, gdyby te stworzenia nie przekroczyły linii lasu. Ojciec wspomniał w liście coś o tym, że one ciągle trzymały się lasu dlatego, że znajdowało się tam coś, czego pragnęły. To było całkiem pokrzepiające, bo najbardziej bała się tego, że te stwory mogłyby rozleźć się po świecie. Nie zmieniało to jednak faktu, że ludzie którzy wejdą do lasu znajdą się w niebezpieczeństwie, nie wydawało jej się, żeby mieli świadomość jak bardzo ryzykowali wchodząc tam, a poniekąd uważała, że rolą jej i osób z którymi współpracowała była ochrona przed niebezpiecznymi stworzeniami, a więc nie widziała innej opcji, jak to, żeby się tutaj znaleźć i czuwać.

Kiedy zjawił się jej kuzyn mogli w końcu ruszyć na poszukiwanie kowenowego straganu, gdzie powinien obecny być i ksiądz, z którym mieli do pogadania. Naprawdę ceniła sobie zaufanie Sebastiana i to, że właśnie do niej zwrócił się o wsparcie. - Myślisz, że to stoisko będzie widoczne? - Zapytała jeszcze Benjy'ego rozglądając się wokół. Nie miała pojęcia jak wielki stragan mógł przygotować Kowen.

- Sebastian wspominał w liście, że ma pewne przeczucia, w sumie wiadomo jak jest, lepiej z nim porozmawiać o tym, jak to wszystko widzi. - Nie wspominała chyba Benjy'emu, że kiedyś właśnie między innymi z kapłanem znalazła się w lesie próbując przeprowadzić drobne dochodzenie, z którego niekoniecznie coś wyszło, stąd się właściwie znali.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
3 godzin(y) temu ✶  
Teleportacja nigdy nie należała do moich ulubionych sposobów przemieszczania się, choć po latach pracy z klątwami, zabezpieczeniami oraz rzeczami znacznie gorszymi od zwykłego zawrotu głowy nauczyłem się znosić ją bez większego marudzenia, zawsze zostawiała po sobie jednak ten sam krótki, nieprzyjemny ślad w moim ciele, ucisk za oczami, szarpnięcie w żołądku i wrażenie, że przez ułamek sekundy wszystkie moje wnętrzności postanowiły znaleźć się gdzieś indziej, dlatego kiedy pojawiłem się w Dolinie Godryka chwilę przed umówionym spotkaniem z Gerdą, odczekałem kilka oddechów, zanim ruszyłem przed siebie, poprawiając płaszcz ze skóry i uważnie rozglądając się po okolicy. Tegoroczne Samhain z pewnością nie było i nie miało być tak tłumne jak niegdyś, nie musiałem tutaj bywać przez ostatnią dekadę, aby to wiedzieć, lecz sam środek dnia przyciągnął tutaj wystarczająco wielu ludzi, żeby zlokalizowanie jednej konkretnej osoby wymagało więcej uwagi niż zwykle, na moje szczęście, Geraldine nie należała jednak do tych kobiet, które potrafiły zniknąć w podobnym otoczeniu, więc po krótkiej obserwacji wypatrzyłem ją stojącą nieco na uboczu i lustrującą okolicę z miną kogoś, kto zamiast świętować zdążył już policzyć wszystkie możliwe drogi wyjścia. Nie to, abym sam się temu dziwił, wręcz przeciwnie, chociaż nie dało się ukryć, iż dostrzegłszy ją taką poczułem się jednocześnie tak samo rozbawiony, co odrobinę zbity z tropu, bo przez lata zdążyłem przywyknąć do tego, że to ja sam zazwyczaj byłem tym typem osoby.
Podszedłem do niej miarowym krokiem, skinąłem głową na powitanie i zatrzymałem się obok, jeszcze przez moment patrząc w stronę ulicy, zanim przeniosłem uwagę na nią, przez chwilę zastanawiając się, czy bardziej wypatrywała mnie, Sebastiana, czy czegoś, co mogło wyłonić się spomiędzy drzew. Nie musiała mi właściwie tłumaczyć powagi sytuacji i znaczenia tego, że kapłan Macmillan napisał do niej z obawami dotyczącymi przebiegu wieczornej części celebracji sabatu, sam fakt wystarczał, żebym potraktował sprawę poważnie, szczególnie że chodziło o noc, podczas której zwykła ostrożność potrafiła okazać się niedostatecznie dużym zabezpieczeniem.
Zresztą od chwili, kiedy moja kuzynka pokazała mi wspomnienie ze swojego spotkania z widmami, mniej lub bardziej regularnie wracałem myślami do Kniei, kromlechu, układu run na tamtejszych kamieniach i tego wszystkiego, co jeszcze mogło się kryć wewnątrz zamkniętego terenu, próbując zrozumieć, czy działanie konstrukcji utrzymującej tamte stwory na dystans wynikało z konkretnej kombinacji znaków, właściwości budulca, miejsca, czy może z czegoś, czego jeszcze nie potrafiłem nazwać ani wymyślić. Prototyp znaku ściśle odwzorowany w pomniejszonej wersji na talizmanach, nad którymi pracowaliśmy, mógł zweryfikować część teorii, naprowadzając nas na właściwy tok pojmowania całego problemu - to fakt - chociaż zdecydowanie wolałem, żeby jego pierwszym prawdziwym testem nie było dzisiejsze pospolite ruszenie, ponieważ czas, w którym Zasłona stawała się szczególnie cienka nie był dobrym momentem na lekceważenie tych kilku żelaznych zasad zdrowego rozsądku, jakich nawet ja nie potrafiłem zbyć lekką ręką, szczególnie kiedy kilka niezależnych informacji wskazywało w tę samą stronę. Preferowałem nie przekonywać się dzisiaj, czy zabezpieczenie działało pod rzeczywistym obciążeniem, jeżeli musiałbym sprawdzać je przy okazji ataku widm albo czegoś jeszcze gorszego, oznaczałoby to, że dzień poszedł zdecydowanie nie w tę stronę, którą planowałem, chociaż większość moich planów przecież i tak poszła się gonić. Cóż, tym razem niewątpliwie mogło być gorzej.
Spojrzałem w stronę linii lasu majaczącego ponad zabudowaniami - drzewa wyglądały spokojnie, lecz spokój nie oznaczał bezpieczeństwa, szczególnie w dzień taki jak ten, kiedy granice były słabsze i bardziej rozmyte, rytuały silniejsze, zaś okolica była pełna ludzi, którzy mogli spróbować wleźć tam z czystej ciekawości. Niepokoiła mnie przede wszystkim ta część historii, której nadal nie potrafiliśmy zamknąć w żadnym rozsądnym wyjaśnieniu - stworzenia pozostające w gęstwinie, ponieważ znajdowało się tam coś, czego pragnęły, brzmiały lepiej niż stworzenia mogące w każdej chwili zostać stamtąd wywabione lub uwolnione, by swobodnie przemieszczać się po okolicy - jeżeli rzeczywiście istniał bodziec utrzymujący je w jednym miejscu, należało jednak ustalić jego naturę, zanim ktoś spróbował wejść między drzewa z przekonaniem, że skoro miał przewagę liczebną pod postacią innych oszołomów, to nic szczególnie złego nie mogło się wydarzyć.
- Liczę, sze kowen postanowił pszygotowaś coś odpowiednio… Celemonialnego. - Odparłem, bo właściwie niewiele wiedziałem na temat tego, jak dotychczas wyglądały stragany rozstawiane przez nich w tym miejscu, ale doświadczenia z podobnymi instytucjami podpowiadały mi, iż mało która lubowała się w skromności i braku teatralnego przesytu. Nie czekałem jednak na odpowiedź, tylko ruszyłem obok niej, czujnie obserwując drogę prowadzącą w stronę straganów i wypatrując czegoś, co zdecydowanie nie przypominało oszczędnego w asortymencie, lecz jednocześnie poukładanego stoiska, które nagle wyrosło na horyzoncie.
- No. - Odchrząknąłem, darując sobie chwilowo dalszy komentarz, tylko przyspieszając kroku. Im szybciej mieliśmy porozmawiać z Sebastianem, tym szybciej mogliśmy dowiedzieć się, czego właściwie powinniśmy się obawiać - jeżeli kapłan miał przeczucia, wolałem ich wysłuchać już teraz, przed zachodem słońca, zanim przeczucia postanowiły zamienić się w raport z miejsca zdarzenia.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (777), Geraldine Greengrass-Yaxley (576), Sebastian Macmillan (717)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa