Być może, nie dało się tego w tym przypadku wykluczyć, w grę wchodziło stare jak świat porzekadło, mówiące o tym, że przeciwieństwa się przyciągają. Zdawało się to całkiem nieźle pasować do łączącej ich relacji i różnic, których nie można było tak po prostu przeoczyć. Gdyby w oparciu o to stworzyć obraz, braki jednego z nich najpewniej zostałyby wypełnione cechami typowymi dla tego drugiego. Osobowości Theona i Lycoris, zostałyby przedstawione w sposób zakładający wzajemne uzupełnianie się.
Interpretacja ta nie byłaby nazbyt odległa względem tego, jak to faktycznie wyglądało.
Kiwnął głową, kiedy usłyszał jej odpowiedź. Chociaż wszystko było w porządku, zwlekał z wypuszczeniem Lycoris ze swych ramion. Przez myśl mu nawet przeszło, że towarzyszące temu uczucie bliskości było całkiem przyjemne. Nie zatrzymał się na tym na dłużej. Tak samo jak ciemnowłosa, tak i Theon względnie szybko otrząsnął się z tego stanu.
Wrócił do siebie?
- O czym? Że prawie skręciłaś kostkę na nierównym chodniku? – zapytał w reakcji na jej słowa. Na tyle zgrabnie, na ile potrafił, próbował dać jej do zrozumienia, że przecież nic się nie stało. Nie wydarzyło się nic, do czego mieliby kiedykolwiek wracać, stawiając to drugie w mniej lub bardziej krępującej sytuacji. – Znów nie pozwalasz mi przedstawić siebie w roli bohatera i wybawcy. – dorzucił, starając się zmienić temat. Nieco rozładować atmosferę. Sięgnął po tym, co miał najlepsze.
Aktywność fizyczna nigdy nie była czymś, czego unikał. Choćby nawet w formie spaceru, który o tej porze – tak dnia jak i roku - przy tak przyjemnej pogodzie, zdawał się całkiem niezłym pomysłem. Z tego też względu nie próbował się od tego wymigać. Pozwolił by Lycoris wybrała trasę i zaprowadziła ich do miejsca, w którym chciała spędzić trochę czasu.
Cmentarz niekoniecznie budził pozytywne skojarzenia. Nie był też jednym z tych miejsc, gdzie ludzie chętnie przychodzili spędzać swój wolny czas. Nagrobki, specyficzna atmosfera, zapach... Nie każdemu musiało to odpowiadać. Niemniej, przynajmniej w tym konkretnym przypadku, nie dało się temu miejscu odmówić pewnego uroku.
Drzewa, krzewy, alejki, pomniki towarzyszące nagrobkom, przyozdobionym przez bukiety, wieńce... cmentarz połączony był z czymś na kształt parku. Nieco specyficzny, ale w żadnym razie wyjątkowy.
- Wina? Chciałabyś, żeby za tych, powiedzmy, 60 lat ktoś pił wino na Twoim nagrobku? – zapytał, pomysłu w żadnym razie nie krytykując ani nie skreślając. – Może jeszcze powinniśmy na nim zatańczyć? Albo, niczym para nas... – urwał, dochodząc do wniosku, że o tym, co właśnie przyszło mu do głowy, mówić być może nie powinien. Zwłaszcza w kontekście tego, co miało już miejsce w tym dniu.