• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
25.03.1972 | Vakel i Annie | Kamienica Dolohovów

25.03.1972 | Vakel i Annie | Kamienica Dolohovów
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#1
06.01.2023, 21:13  ✶  
Jaśminowa herbata parowała leniwie, gdy Annie unosiła co i rusz porcelanową filiżankę do ust, relaksując się pod wpływem jej smaku i aromatu. Miała dziś wolny wieczór, który zamierzała spedzić w wygodnym fotelu, w swoim własnym salonie, w odmianie do przesiadywania w gabinecie, który ostatnio stał sie dla niej prawie drugim domem. Miała duzo pracy, zamówienia i wizyty nieustawały, co zrzucała na karb zmiany pogody jak i swawole podczas Ostary. W znalezieniu wolnego czasu nie pomagały także dyżury w Św. Mungu, dlatego ten wyjątkowy dzień miała zamiar celebrować jak należy.
Wygodnie ułozona, z ręką trzymającą książkę, wyjątkowo nie skupiającą się na zagadnieniach uzdrowicielskich, a kryminał, zdawała się kompletnie nie zwracać uwagi na swoje otoczenie. Kominek ogrzewał pomieszczenie, wydobywały się z niego przyjemne trzaski drewna, mącace ciszę, która kojąco działa na zmęczoną głowę kobiety.
Nie potrzebowała tak naprawdę wiele więcej, ot, święt, słodki spokój.
Wydawało się, że to tak niewiele, a jednak zbyt długo nie mogła sie nim nacieszyć.
Usłyszała dziwny dźwięk, jakiś trzask. Wzdrygnęła się lekko, oderwała wzrok od książki, po czym spojrzała w stronę drzwi, które po chwili otworzyły się, stanąl w nich zaś nie kto inny, jak jej mąż.
- Vakelu, coś się stało? - zapytała ze zmarszonymi brwiami, niezbyt pewna, co mogło się wydarzyć. Czyzby coś stało się w pracy? Albo może jakaś nieprzyjemna wizja? Niepochlebny artykuł? Cóż, równie dobrze mogło się okazać, że ktos rozpuscił jakąś nieprzyjemną plotkę. Z tym wiedziała jak sobie poradzić.
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
16.01.2023, 14:57  ✶  
Dolohov, który w normalnych warunkach uważał się za wyśmienitego aktora zdolnego do rozegrania tego wszystkiego tak, żeby Annie wyszła na jeszcze większą idiotkę, teraz nawet nie próbował się powstrzymać! A niech ma! Nie miało to oczywiście żadnego związku z tym, że nie potrafił zapanować nad wzburzonymi emocjami, nad nienawiścią i rozczarowaniem, nad tym wszystkim, co się w nim kotłowało od tego nieszczęsnego poranka, podczas którego nie wypił porannej porcji herbaty. Jego poranny rytuał składający się z medytacji i filiżanki delikatnej herbaty okazał się niebywałą zgubą. Kto by pomyślał, że człowiekowi, który wszystko robił jak w zegarku i codziennie powtarzał te same czynności... było aż tak łatwo dolewać do napoju zawartość tajemniczej fiolki.

- ANNALEIGH - zawył na całe gardło, trzaskając dębowymi drzwiami tak, że jeżeli ktokolwiek w kamienicy próbował spać, to z pewnością już nie spał. Powierzchnia herbatki, którą tak spokojnie popijała jego żona, zatrzęsła się, tak samo, jak wszystkie ściany i meble. - ANNALEIGH DOLOHOV, DA? JA CI KURWA DAM PANIĄ DOLOHOV. Kurwiszcze piekielne, już ja cię dopadnę, ty flądro przebrzydła, ty frajerska chmuro, ty...

Każdy krok stawiany przez pana domu wyglądał niesłychanie karykaturalnie. Był wysoki, zdecydowanie za wysoki jak na jego wagę. Długie nogi, na których chodził niczym na szczudłach, trzęsły się z emocji, a on - wielki, górujący nad wszystkimi, pogroził jej palcem. A potem wziął kilka głębokich oddechów. Przez moment wyglądał, jakby się miał zaraz uspokoić, ale to nie miało miejsca. Zamiast tego podszedł do gabloty pełnej wyjątkowo cennych ksiąg i zaczął rzucać nimi w kobietę, którą jeszcze do wczoraj miał za wybrankę serca.

Rzucam na to, czy trafiam ci w piszczel.
Rzut T 1d100 - 10
Akcja nieudana


with all due respect, which is none
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#3
16.01.2023, 23:15  ✶  
Nie mogła zaprzeczyć, podawanie amortencji Vakelowi wydawało się łatwe. Wręcz za łatwe, jeśli zapytać o to Annie, do tego stopnia, że w pewnym momencie cała sytuacja zaczęła szarpać resztki jej sumienia, które gdzieś zaszyły się, niewyplenione przez jej ojca i matkę. Zresztą, wszystko zaczęło się właśnie przez rodzicielkę Annaleigh, która to podała jej eliksir, stwierdzając gładko, że innej szansy na znalezienie odpowiedniej partii i ustatkowanie się nie ma, a zostając panną, przyniosłaby tylko wstyd rodzinie. Annie uwierzyła. Nie miała za dużo do zaoferowania, szczególnie przez chorobę, która czyniła z niej bezużyteczną partnerkę na wielu płaszczyznach. Dlatego dzień za dniem dodawała kolejną dawkę eliksiru miłosnego, zapewniając sobie mężczyznę przy boku, bogatego, sławnego i wpływowego. Idealnego według jej rodziny. Ostatnio dawka ta jednak stawała się coraz mniejsza.
Coraz mniej miała ochotę okłamywać niewinną osobę, która w końcu była dla niej całkiem dobra w jej odczuciu. Nudziła ją ta farsa, działa jej w jakiś sposób na nerwy, chciała więc powoli odstawić eliksir, uwalniając Vakela od wpływu uroku.
Cóż, jeszcze nie wiedziała, że jej plan miał się nie udać.
Usłyszała wrzask towarzyszący wejściu Vakela, jej brwi zmarszczyły się w niezrozumieniu. Och? Czyżby ona coś zrobiła?
Nie, żeby pamiętała, zresztą, Vakelowi rzadko kiedy zdarzały się wybuchy złości skierowane na nią, oznaczało to, że musiała dokonać czegoś skandalicznego. Nie połączyła jednak jeszcze najważniejszych wątków, bo przecież dawka amortencji, może trochę zmniejszona, jednak nieznacznie, trafiła do filiżanki, jak zwykle, a nagła zmiana harmonogramu nie przyszła kobiecie do głowy. Na pewno nie po kilku latach jego ciągłego przestrzegania.
Dlatego właśnie z każdym wyzwiskiem jej brwi wędrowały coraz wyżej w niemym zdziwieniu i niezrozumieniu. Powoli odłożyła herbatę oraz książkę. Wyprostowała się, założyła nogę na nogę i splatając palce na kolanie, zaczęła czekać, aż nadarzy się okazja. by dowiedzieć się, o co na Merlina chodzi. Nawet przez chwilę wydawało się, że ta właśnie nastała chwile potem w jej stronę poleciał deszcz książek. Skuliła się, może jednak bez powodu, patrząc na koszmarną celność jej męża. Ostatnia z książek wylądowała przy jej stopie, otwierając się na obrazku przedstawiającym linie stosowane w chiromancji. Jej wzrok zatrzymał się na nim na chwilę. Czuła gotującą się w niej wściekłość. O nie, tak się bawić nie będą. Jej brwi zmarszczyły się groźnie, gdy spojrzała na równie wzburzonego Vakela.
Sięgnęła po różdżkę, celując w niego, nie bawiąc się w półśrodki.
- Porozmawiamy? - zapytała, w jej głosie ostrzegawcza nuta.
Na wszelki wypadek spróbowała jedna rzucić zaklęcie, które miało wyczarować linę związująca ręce Vakela z jego tułowiem, tak, by przynajmniej nie mógł znów niczym rzucić.

Rzucam na zaklęcie tworzące więzy, które zwiążą ręce mojego małża
Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#4
23.01.2023, 22:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2023, 22:34 przez Vakel Dolohov.)  
I że też ona akurat śmiała częstować go ostrzegawczą nutą. Cóż ona miała za tupet! Jej twarz, co by ją dzień temu uznał za najpiękniejszą na świecie, za objawienie Absolutu - teraz wydawała się tak mdła, tak obleśna, tak... Nosz nienawidził jej, kipiało w nim wiele emocji, każda komórka jego ciała krzyczała: zabij, ale to jedno, ostatnie tchnienie rozsądku wiedziało, że jeżeli się jej pozbędzie tu i teraz, to mu tego społeczeństwo nie wybaczy. I przez taką niedojdę, przez oszustkę, co go tak zwiodła, będzie się musiał tłumaczyć przed Wizengamotem i prawdopodobnie się nie wytłumaczy, bo Wizengamot wybaczał wiele grzechów, ale nie morderstwo z zimną krwią. I przez tego babsztyla, co przed nim siedział jak gdyby nigdy nic, przyjdzie mu spędzić najbliższe lata, o ile nie resztę życia, na jakieś wyspie pomiędzy niczym, krzycząc na całe gardło, chociaż go nikt tam nie mógł usłyszeć poza echem własnych myśli.

Był więc rozdarty. Tak - chciał ją zniszczyć. Chciał, żeby za tę zniewagę zapłaciła najwyższą cenę. Jeżeli by istniała klątwa zdolna do zniszczenia jej codzienności, zszargania jej szczęścia i spokoju, ale bez cienia szansy na zdeptanie jego dobrej opinii - rzuciłby ją tu i teraz, bez choćby mrugnięcia okiem. Niech ją tak boli, że resztę życia spędzi w jakiejś szkockiej posiadłości i próbuje szydełkować, nie zważając na strugi śliny spływające z opuchniętych ust. Ale nie - bo świat już go poznał jako wspaniałego, zakochanego męża. Pana domu, niesamowitego Vakela Dolohova, co o tej żonie mówił przez lata w samych superlatywach. Jak mu się to wszystko posypie, to się chyba popłacze. Nie, nie, nie i nie. Na brodę Merlina, miał jednocześnie ochotę stąd uciec i ochotę do skrzywdzenia jej tak, żeby to zapamiętała już na zawsze.

Punktem zapalnym okazało się ograniczenie możliwości jego ruchu. Kiedy tak rzucał przedmiotami i kopał w drzwi, dawał temu wszystkiemu jakieś ujście. A teraz, owinięty chuj wie czym, wpadł w istny szał.

- TY chcesz rozmawiać ZE MNĄ?

I jak tylko zasadził kopniaka w stolik do herbaty, to się rzucił w jej kierunku, chcąc wytrącić jej różdżkę z ręki.

- CHYBA PRZEZ PRAWNIKA.

Uczynił to zębami, z braku sensowniejszej opcji.

Rzut na ugryzienie małżonki.
Rzut T 1d100 - 23
Akcja nieudana

Rzut na wyszarpywanie się z więzów.
Rzut T 1d100 - 99
Sukces!


with all due respect, which is none
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#5
27.01.2023, 23:02  ✶  
Naprawdę próbowała zachować spokój i przedstawiać sobą postawę cywilizowanego człowieka, w przeciwieństwie do jej męża, który miotał się jak dzikie, opętane zwierzę, coraz bardziej miała ochotę rzucić jakąś paskudną klątwą. Najgorsze, że nie miała pojęcia, o cho mu chodziło, a sam nie chciał zdradzić, co wprowadziło go w stan czystej furii. To tylko wzmagało jej irytację, która zaczynała powoli wrzeć w jej żyłach.
Myślała, że unieruchomienie Vakela pomoże mu zapanować nad sobą, głęboko się jednak pomyliła. Widziała, jak ten wybucha, gdy emocje, które w nim się kotłowały, nie miały gdzie znaleźć ujścia, z drugiej strony jednak nie mogła pozwolić sobie, by ten rzucał w nią przedmiotami. Za bardzo raziło to w jej godność, którą, w przeciwieństwa do szarpiącego się męża jeszcze posiadała. A przynajmniej jakoś starała się ją utrzymywać.
Choć w końcu i ona musiała się poddać, a widok był to nadwyraz rzadki.
- Tak, chcę porozmawiać, bo uznaję to za lepszą opcję, niż demolowanie salonu - odparła oschło. - Tak jak to robią cywilizowani czarodzieje - wstała, w samą porę, bo za chwilę stolik, przy którym stała został przewrócony, wylewając na dywan jej herbatę. Patrzyła, jak płyn wnika w dywan, mrużąc przy tym groźnie oczy. Przeniosła wzrok na męża, tylko po to, by w ostatniej chwili zabrać rękę, unikając jego kłapiących zębów.
Patrzyła chwilę na niego, zaciskając mocniej dłoń na różdżce.
- Prawnik na pewno się ucieszy, jak mu opowiem, co zamierzałeś zrobić. Uderzenie przedmiotami, ugryzienie, jak myślisz, przyjmie dokument, jeśli pójdę na obdukcję do mojego ojca? - lód w jej głosie mógł chłodzić drinki w upalny dzień, nie było jednak na to nastroju.
Widziała, jak udaje mu się wydostać z więzów, przez co miała się jeszcze bardziej w gotowości.
- To jak, wyplujesz w końcu, co takiego uczyniłam, czy mam wyjść, trzasnąć drzwiami i poczekać, aż ochłoniesz, bo na razie to nawet nie wiem o ci się wsciekasz - mówiła, jej głos czasem ostrzejszy, niż zamierzała.
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#6
01.04.2023, 10:22  ✶  
Dolohov napuszył się jak paw. Próbował dostrzec w siedzącej naprzeciw niego kobiecie cokolwiek, co rozpalało w nim wcześniej wszystkie te pozytywne uczucia i nie odnalazł nic. Nic, co by go pchnęło w stronę przeproszenia jej, nic do by go skusiło do zaatakowania objętego przed wejściem tu stanowiska, choćby próby spojrzenia na to inaczej. To, że nie czuł w jej kierunku nic pozytywnego, nie było do końca prawdą, ale podszyty gniewem nie potrafił działać w inny sposób, niż raniąc wszystko wokół i…

Wypadało mu jednak dopuścić do głowy tę myśl, że nawet jeżeli Annaleigh należała do osób, które mógłby darzyć szacunkiem i sympatią, to został skrzywdzony. Dotknęła go krzywda – tak po prostu – był ofiarą niecnego oszustwa. Nie wiedział, czy kobieta wpadła na to sama, czy pomagała jej w tym cholera rodzina Lestrange, ale amortencję musiała podawać mu ona. Nikt inny nie miał do niego takiego dostępu, nie był na tyle blisko. Trelawney, chociaż spotykali się często, nie jeździł z nimi przecież na wakacje, nie spędzał z nim dni wolnych. Lyssa? Pojawiła się w jego życiu o wiele za późno, aby mógł ją w tej historii brać pod uwagę. Przez sekundę chciał nawet zrzucić to wszystko na swojego dzika, ale litości – nawet jakby się okazał świniołakiem, to by tego wszystkiego nie uknuł, bo po co. Stracił więc kilka długich lat nad spuszczaniem się po każdym wypowiedzianym przez nią słowie, zapewniając jej najlepsze życie, jakie mógł sobie dla niej wyobrazić, dbając o nią jak o swój największy skarb tylko po to, żeby okazała się największą jędzą, jaką spotkał. Tak, wyrządziła mu krzywdę. Zadarł nawet głowę do góry, kiedy powtórzył w niej tę myśl. Wyrządziła mu krzywdę i nie będzie mu teraz mówiła o cywilizowanych czarodziejach, skoro sama sięgnęła takich praktyk.

- Skoro chcesz ze mną rozmawiać, to może warto byłoby porozmawiać ze mną, a nie odurzać mnie i wykorzystywać na własną korzyść przez LATA – ryknął, wyraźnie wydłużając wypowiadanie ostatniego słowa. Lata, lata, stracił na nią LATA. – Cywilizowani czarodzieje nie dolewają sobie do herbaty eliksirów miłości, ty przeklęta cholernico. Zrobiłaś ze mnie kompletnego idiotę, ale nie to, nie… wcale nie to sprawia, że mam ochotę wydłubać ci oczy. – Wyswobodził się z krępujących go więzów, stając przed nią twarzą w twarz. I nie mógł uwierzyć w to co widział. W to kogo widział. Wszystko było inne. Wszystko było takie klarowne, takie wyraźne, kiedy dostrzegał każdy detal jej twarzy i potrafił go ocenić, potrafił wyczytać z wyrazu twarzy Annaleigh targającą nią irytację. –  Idź sobie do tego swojego ojca i mu powiedz, że zapomniałaś mnie zakląć  swoją mysią magią, bezczelna idiotko.
Nie mógł się już w nią tak wpatrywać. Wycofał się na kilka kroków, wrzasnął jeszcze raz, kopiąc ten cholerny stolik z całych swoich sił. I chociaż nie było ich wiele, mebel trzasnął pod naporem jego kończyny, pękając wzdłuż włókien. Następnie Dolohov przeszedł się po pomieszczeniu, ocierając spoconą twarz rękoma. Wyglądał jak chodzące nieszczęście – idealny mężczyzna, na jakiego próbował pozować, nijak miał się do obrazu kulejącego, oszalałego Vasilija Dolohova, jakiego mogła teraz oglądać. Ale to był właśnie on – chaotyczny, wykonujący bezsensowne działania i raniący sam siebie – takiego by go pewnie poznała, gdyby nie wywołała w nim w sztuczny sposób ciepłych uczuć. Obsesyjnie zakochany Dolohov był zupełnie inny – spokojny, traktujący ją z należytym szacunkiem, rozmyślający nad jej szczęściem i dobrostanem przy każdej możliwej okazji, dbający o wspólne interesy, zawsze nienagannie ubrany, poprawiający włosy kiedy tylko zobaczył w czymś swoje odbicie.

- Odebrałaś mi wszystko – powiedział nagle, wbijając wzrok w lustro. Sam to chyba widział – dno, o które uderzył dziś z samego rana, orientując się w tym, co się z nim stało. Wszystko? Ale co było jego wszystkim? Jego córka, cała i zdrowa, spędzała teraz czas na zewnątrz. Jego mieszkanie, jego bogactwo – nienaruszone, przydał im się nawet kobiecy gust i ręka, a Annaleigh chociaż korzystała z ofiarowanych jej wygód i nie wstydziła się bycia żoną Dolohova, wciąż zarabiała na siebie pokaźne sumy pieniędzy płynące z prywatnej kliniki. Życie osobiste? Nie miał go przecież nigdy, jedyna kobieta, którą kochał, zostawiła go dobrych dwadzieścia lat temu, a teraz spędzał czas wyłącznie z bandą siedzących nad opasłymi książkami, starych dziadów. – Zabrałaś mi klarowność widzenia – powiedział wreszcie po dłuższej przerwie, po czym głośno przełknął ślinę. – Żebyś ty to jeszcze zrobiła z miłości, ale musiałbym być idiotą większym od ciebie, żeby w to uwierzyć… Tyś to zrobiła PO CO? Wytłumacz mi to, bo naprawdę nie rozumiem, znudziła ci się twoja kamienica i postanowiłaś zamieszkać w mojej? Ktoś cię ściga, czy o chuj ci w ogóle chodzi? Dając mi to, zabierając mi moje badania to tak, jakbym ja ci zabrał ręce i możliwość mieszania tego twojego gówna w kotle. Możesz niby trzymać chochlę zębami, ale jaki w tym sens, jaka z tego jeszcze jest przyjemność? – Naprawdę próbował przemówić jej do rozsądku? Jaki miał w tym w ogóle cel? Nie wiedział, ale potrafił chociaż spróbować zagrać na emocjach Annaleigh, na przyrównaniu go do niej samej, bo wiedział przecież, jak kochała robić to co robiła.

Odetchnął. Oparł się o komodę i przez moment wyglądał tak, jakby się naprawdę uspokoił. Nie minęło jednak nawet dziesięć sekund, a on zrzucił z tej komody lampę. A później rzeźbę, talerzyk, wszystkie wycelowane w oddalone od niego ścianę. Jeżeli cokolwiek w jej ukochanym salonie miało przetrwać jego szał, to chyba jedynie to, co zostało wcześniej przyklejone do podłogi, bo wątpliwe było, aby w tym stanie wpadł na to, żeby rozproszyć magiczny klej zaklęciem.

- Spróbuj zrobić to jeszcze raz, to ukręcę ci łeb, przysięgam to na wszystko, co do tej pory osiągnąłem. – Pogroził jej palcem. – To jest koniec. Nie możemy się teraz rozwieść, bo mam kampanię w cholernej „Czarownicy” i zdążyłem wczoraj podpisać papiery przedłożone mi przez redaktora naczelnego, ale przysięgam ci, że jeżeli choćby spróbujesz podać mi to jeszcze raz, to się dowiesz, dlaczego na mojej rodzinie ciążą wielopokoleniowe klątwy.

Jego wzrok, wypełniony pogardą, wlepił się w nią, później w znajdujące się za nią drzwi.

- Wyjeżdżam – oświadczył. – Do czasu mojego powrotu masz się wynieść z mojej sypialni. Mój wuj będzie przychodził tutaj uczyć Lyssę znaków runicznych, więc nawet nie próbuj wykonywać w jej stronę żadnych ruchów. – Poprawił ułożenie swojej muchy, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc jego żałosnemu wyglądowi. – Porozmawiamy po moim powrocie.
Słowa Dolohova brzmiały już wyłącznie jak oświadczenia i rozkazy. Lestrange mogła z pewnością wyłapać znamiona jego apodyktycznej natury, nigdy jednak nie wymierzył tego tonu w nią samą. Z czułości ukrytej gdzieś pomiędzy wierszami nie ostało się już nic.

Chyba jedynie sam Absolut, wiszący nad nimi i mrugający do nich z góry wiedział, jakim cudem tej dwójce udało się dojść do jakiegokolwiek porozumienia w sprawie wspólnego życia. Nie ulegało jednak wątpliwości, że dynamika ich relacji zmieniła się już permanentnie. Uśmiechy widziane na okładce następnej „Czarownicy” były tak samo wesołe i ciepłe jak wcześniej, ale ich dusze przeżarte były wątpliwościami i niechęcią. Do siebie nawzajem, do siebie samych. Jego fani nie mogli przeoczyć tego, że Dolohov pojawiał się z żoną na salonach coraz rzadziej, chociaż to akurat musiało Annaleigh całkiem podpasować. Znajdowali się od siebie dalej, ale być może właśnie to pozwoliło im się chociaż trochę zrozumieć. Obserwując swoje poczynania z dystansu, mogli doszukać się wielu bezpośrednich podobieństw. W podejściu do życia, do pracy, do rodziny i do koneksji.

I jakkolwiek absurdalne to nie było, ta relacja wciąż dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Bo kiedy takie rzeczy się wydają, kiedy zaczyna się grać w otwarte karty, można zorientować się, że pomiędzy dwójką takich ludzi zawiązało się o wiele więcej nici, niż mógłby podejrzewać którykolwiek z Bletchleyów.

Koniec sesji


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (982), Vakel Dolohov (1889)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa