• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
Mieszkanie na obrzeżach niemagicznego Londynu | 3 maj 1972 | Avelina & Cody

Mieszkanie na obrzeżach niemagicznego Londynu | 3 maj 1972 | Avelina & Cody
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#21
21.02.2023, 18:43  ✶  
W opinii Alice nic tutaj nie szło tak, jak iść powinno. Zacznijmy od tego, że tej dziewczyny w ogóle nie powinno tutaj być w takim stanie! Na Merlina, to wszystko przyprawiało ją o zawroty głowy i to dosłownie. Wiedziała co prawda, że jej przyjaciel jest młodym wampirem, który wciąż uczy się samokontroli, ale nie przypuszczała, że przyjdzie jej ratować go z takich opresji! Ona nigdy się na to nie pisała! Nigdy nie brała pod uwagę, że będzie musiała robić takie rzeczy! Owszem, przywykła do naprawiania tego, co Cody był łaskaw spierdolić, ale nie musiała przy tym jednocześnie ratować innych niemalże od śmierci...
Alice nawet nie przypuszczała, że informacje dotyczące sposobu komunikacji pomiędzy nią, a wampirem, mogą być tak ciężkie do zniesienia dla innych. Dla niej, po takim czasie, był to sposób kompletnie normalny, a wręcz można by rzec naturalny momentami. Nawet nie przypuszczała, że dla biednej Aveliny mogło to wyglądać tak, jakby oboje zmawiali się przeciwko niej. Choć podejrzewała, że w podobnej sytuacji pewnie mogłaby odnieś takie samo wrażenie jak obecna tutaj dziewczyna.
Złość buzowała w jej żyłach i nie mogła nic na to poradzić. W tamtym momencie powinna leżeć jeszcze w swoim ciepłym łóżku, odpoczywając przed kolejnym dniem pracy, jednak zamiast tego, wkurwiała się na wampira. Wzięła się pod boki, patrzą na niego naprawdę groźnym spojrzeniem.
- Lekko głodny?! - powtórzyła za nim z nieukrywanym przekąsem w głosie. Wskazała dłonią na wciąż znajdującą się na kanapie dziewczynę. - Czy ona wygląda ci na ofiarę lekko głodnego wampira?! - Głos mimowolnie unosił jej się ku górze z każdym kolejnym słowem. Słowotok, jakby później wydobył z siebie Cody, zarówno werbalnie, jak i w jej głowie, w niczym nie pomagał.
W pewnym momencie Alice zacisnęła mocno powieki, zakryła uszy dłońmi, próbując w tej sposób wyciszyć jego głos, każdego rodzaju. Ale wciąż go słyszała, co w niczym nie pomagało.
Wiedziała doskonale, że sytuacja jest bardzo poważna. Naprawdę chciała pomóc przyjacielowi za wszelką cenę. Do cholery, nie zamierzała jednak dobierać Aveline prawa do decydowania o swoim losie!
- Błagam, skończ - powiedziała w końcu, wbijając w niego ostre spojrzenie błękitnych tęczówek. Cisza, która w tamtym momencie nastała była dla niej niczym błogosławieństwo samego Merlina. W końcu mogła zebrać myśli i mieć pewność co do tego, że są wyłącznie jej a nie wtaczanymi przez Cody'ego wprost do jej głowy. - Nie możesz decydować za Aveline o tym, co się stanie. Nie masz takiego prawa. I jeśli sądziłeś, że cię w tym działaniu poprę, to niestety, byłeś w błędzie - powiedziała powoli i spokojnie. Wiedziała, że prawdopodobnie wbijała mu właśnie nóż w serce, ale nie mogła postąpić inaczej. Trzeba to odpowiednio rozwiązać. Zadbać o to, abyś zawsze miał świeżą krew pod rękę. Znaleźć osoby, które dobrowolnie Ci ją oddadzą a jestem pewna, że podobna sytuacja się nie powtórzy.
Obróciła się z powrotem w stronę Aveline z naprawdę umęczonym wyrazem twarzy.
- Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, musisz wiedzieć, że mój przyjaciel jest świeżym wampirem. A mówiąc świeżym, naprawdę mam to na myśli. On jeszcze nie potrafi się kontrolować. To, co przytrafiło się Tobie, było pierwszym takim przypadkiem. - Próbowała to jakoś wyjaśnić, choć nie była pewna, czy miała ku temu jakiekolwiek prawo. Jednak mimo wszystko Cody był jej przyjacielem.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#22
21.02.2023, 22:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2023, 22:50 przez Avelina Paxton.)  

Gdy zabronił jej skorzystania z łazienki zmarszczyła brwi. Może i był świeżo ugryzionym wampirem, ale chyba pamiętał, że ludzie potrzebują korzystać z łazienki? Prychnęła na jego wypowiedź i usiadła na łóżku. Źle się czuła leżąc pod kocami, gdy ten tak wałęsał się po pomieszczeniu. Może i był najedzony, ale mu nie ufała i nie miała zamiaru się tak łatwo poddać. Jeśli chciał zyskać jej przychylność musiał się naprawdę dobrze postarać, bo aktualnie jego próby nawiązania przyjaznej relacji leciały ku zeru.

Słuchając jego wypowiedzi czuła narastający gniew, ale nie potrafiła wybuchnąć, nie potrafiła podnieść głosu. Avelina nigdy nie wypowiadała się nawet jeśli ktoś pytał ją o zdanie. Zawsze szczędziła na słowach. Teraz, gdy słuchała tego jak mężczyzna tłumaczy się z zranienia jej czuła gniew i ochotę wyśmiania go. Co to za wytłumaczenie, że był lekko głodny? Jakaś totalna bzdura usiana wymówkami.

Alice podniosła głos na mężczyznę, na chwilę skuliła się w sobie, ale potem wybuchła potęgą, której Ave jej zazdrościła. Nigdy nie miała siły krzyczeć na innych. Broniła się tylko sarkazmem i wrednymi słowami, ale nigdy nie krzyczała, nie podnosiła głosu. Prędzej uciekłaby zamiast się z kimś kłócić.

Avelina przestała skupiać się na mężczyźnie, a jej wzrok poleciał wprost na blondynkę. Wzrok ciemnych oczu Paxton obserwował jak jej dłonie lądują na talii, jak biodro wysuwa się lekko na bok, jak mina jej tężeje i patrzy groźnie na wampira. Tak, Ave właśnie podziwiała Alice, że potrafiła podnieść głos na bestię, która mogła je obie zabić bez najmniejszego problemu. Nie ruszała się z miejsca tylko obserwowała i słuchała uważnie jej słów. Nie chciała słuchać Cody’ego, gdyż jego głos ją w tym momencie drażnił, ale Alice wydawała się być fascynująco potężna.

Gdy zwróciła się do niej Ave obudziła się z dziwnego letargu zafascynowania blondynką. Mrugnęła kilka razy oczami odganiając z nich łzy, które znowu się w nich zbierała. Nie wiedziała, czy to było spowodowane zmęczeniem, czy naprawdę chciała płakać, ale to teraz było mało istotne. Alice do niej mówiła, a Avelina musiała skupić wszystkie szare komórki na tym, aby jej wysłuchać.

Podniosła się w końcu z kanapy i spojrzała na Cody’ego. Wszystko co jej teraz powiedziała – Ave wiedziała. Cody ją o tym poinformował, ale to nie było wytłumaczenie. Nigdy nie powinien opuszczać domu będąc lekko głodnym. Jej dłonie właśnie cały czas gniotły siebie nawzajem. Nie mogła zagryźć wargi jak to zawsze robiła, nie mogła skubać zębami naskórka, bo jedna kropelka krwi, a Cody znowu może się na nią rzucić. Zaskakująco łatwo przychodziły do niej te myśli o tym, że on może zrobić krzywdę.

— Wiem. Powiedział mi. – odpowiedziała jej nie chcąc zostawiać jej bez odpowiedzi. – To nie zmienia faktu, że nie chcę tracić pamięci. Chcę pamiętać to, co się wydarzyło, dla własnego bezpieczeństwa – wyjaśniła. – I chciałabym naprawdę skorzystać z łazienki. – dodała jeszcze spuszczając w końcu wzrok z twarzy wampira.

Czuła, jak serce tłucze się jej w piersi, bo wiedziała, że właśnie walczyła o swoją kontrolę, o wolność wyboru i jej strachu oraz doświadczeń z niebezpieczeństwami świata. Wiedziała, że również jej własna decyzja na temat tego, czy powie o tym, co zrobił, czy też nie może wpłynąć na jego życie. Jednocześnie jego egzystencja na świecie była nienaturalna, ale z drugiej strony był istotą myślącą, osobą, która podejmowała decyzje. Bała się powiedzieć o tym komukolwiek, ponieważ wiedziała, że będzie miała na rękach jego własną krew. Z drugiej strony jeśli nie powie, że Cody atakuje bez kontroli – ktoś może znowu zginąć. Bała się podejmować takie decyzje, ale nie potrafiłaby skazać kogoś na śmierć nawet jeśli zrobił jej krzywdę. Nie miał nad tym kontroli, a ona sama pchała się w jego łapska. Była to tak cholernie trudna decyzja, że miała ochotę zapaść się pod ziemię.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#23
22.02.2023, 20:05  ✶  
Sytuacja nie była łatwa ale nie zamierzał dać się stłamsić oskarżeniom. Żałował tego, co zaszło lecz nie ma najmniejszego sensu siedzieć, załamywać ręce, płakać i bić się ze skruchą w pierś. To niczego nie naprawi ani tym bardziej nie zmieni. Nie umknęło mu spojrzenie Aveliny wpatrującej się w Alice jak zbawienie. Jakże dobrze ją rozumiał. Podobnie zerkał na przyjaciółkę kiedy miała szansę wyciągnąć go za uszy z kłopotów. Teraz jednak nie planował ustąpić.
- Tak, wygląda na ofiarę lekko głodnego wampira. Wiesz, mogła umrzeć. A mimo wszystko przyniosłem ją tutaj bo jednak zależy mi aby postawić ją na nogi. Chyba, że nie obchodzi cię to, że próbuję to naprawić tylko wolisz mi powtarzać jak źle zrobiłem? Dla twojej wiadomości - doskonale zdaję sobie z tego sprawę. - odparł ze zgryzotą i nie dał się zbić z pantałyku, odbijał zgrabnie oskarżenia. Skrzyżował ręce na ramionach przyjmując postawę zamkniętą.
- Jeśli macie jakąś fantastyczną alternatywę dzięki której będę mieć pewność, że nazajutrz nie zginę z różdżki aurorów - jestem otwarty na propozycje. - teraz rozłożył ręce na boki pokazując wszem i wobec, że chętnie przyjmie całą masę pomysłów rozwiązania tej sytuacji. Póki co słyszał jedynie, że jego pomysły są do bani. Owszem, nie były dobre ale obecnie jedyne, jakie przychodziły mu do głowy. Chętnie zmieni swoje plany jeśli tylko uzyska gwarancję, że Avelina na niego nie doniesie. Nie potrafił jej zaufać, nie po tym gdy ją skrzywdził i gdy zobaczył w jej oczach strach na swój widok. Czuł w kościach, że tę relację zniszczył już na samym początku drogi.
- Naprawdę uważasz, że pojawi się ktoś chętny do regularnego nalewania mi swojej krwi do kubka? - odpowiedział głośno na jej telepatyczną sugestię bo nie wierzył, że po świecie mógłby chodzić taki szaleniec. Nie śmiałby nawet o coś takiego prosić bo było to po prostu niebezpieczne. Nie potrafił kontrolować pragnienia w chwili kiedy czuł zapach i smak krwi.
Przeniósł wzrok na Avelinę. Nie zauważył kiedy wstała. Pocieszało go, że była w stanie utrzymać się na własnych nogach. Westchnął kiedy ponowiła żądanie wizyty w łazience.
- Idź. Czysty ręcznik jest na dolnej półce. - wskazał kciukiem przez ramię drzwi znajdujące się dosłownie półtora metra za jego plecami. Łazienka była bardzo ciasna; jak nic dwie osoby stanowiłyby tam już solidny tłok. Wanna, turkusowo-białe płytki, malutka umywalka... o luksusach można pomarzyć. Tyle dobrego, że było tam czysto. Zrobił krok w tył kiedy miała go wyminąć. Nie, nie odda jej różdżki, nie wierzy, że nie deportuje się przy pierwszej lepszej okazji. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi znów westchnął.
- Zapytam Williama co o tym sądzi. - wymamrotał w kierunku Alice jednak nie szeptał więc łatwo byłoby go podsłuchać. Kilkukrotnie wymawiał już to tajemnicze imię jednak do tej pory nie wyjawił do kogo należy i jaka relacja łączy go z właścicielem tego miana. Podszedł do szafki i nakreślił tam kilka pospiesznych oraz niewyraźnych zdań.
- Serio, Al, jeśli masz jakiś pomysł to ja chętnie zmienię moje plany. - zwinął list w rulonik i popatrzył na blondynkę ze zbolałą miną. - Nie mam absolutnie nic za co mógłbym wykupić przysięgę jej milczenia. - ratował swoją skórę; to takie normalne, że próbował zadbać o swoją marną przyszłość. Jeśli ceną tego musi być wymazanie Avelinie pamięci... o ile w ogóle mu się to uda... musi podjąć to ryzyko. Na chwilę zniknął w kuchni po to, aby przywiązać list do nogi rudej sowy i wysłać ją przez okno do Williama. Wrócił dosłownie po paru chwilach i oparł się plecami o parapet okienny.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#24
01.03.2023, 17:07  ✶  
Szczerze mówiąc miała całkowicie dosyć tej całej sytuacji. Nie podobał jej się fakt, że dzięki Cody'emu znów została wplątana w jakiś problem. Niekiedy zastanawiała się jak to jest, że chłopak potrafił przyciągać do siebie same kłopoty, niemniej wciąż pozostawało to dla niej kompletnie niezrozumiałym faktem. Chyba już nawet przestała próbować to w jakikolwiek sposób pojąć, bo działania te były po prostu bezcelowe. Nie przynosiły jej nic ponad ból głowy na myśl o tym, co jeszcze może go spotkać.
Dla niej cody wciąż był tym samym chłopakiem, z którym spędzała tak wiele czasu jeszcze będąc w zamku. Dla niej niewiele się zmieniło. Nie potrafiła spojrzeć na niego jak na bestię, bo był to stosunkowo nowy stan rzeczy. Tym bardziej ciężko było jej postawić się w sytuacji Aveline, gdzie ona nie miała okazji poznać jego zalet, jedynie wszystkie wady, które zaprezentował jej tego wieczoru. Alice potrafiła spojrzeć ponad wampirzą maskę i dostrzec po prostu jej przyjaciela. Ale czasem nawet jej brakowało po prostu względem niego cierpliwości.
- Jaki to jesteś wspaniałomyślny, że jej nie zabiłeś! - Nie mogła powstrzymać się od ironii, która wręcz sączyła się z jej ust. Dla niej stwierdzenie, że Aveline mogła umrzeć, nie było żadnym pocieszeniem.
Jego kolejne komentarze zbyła po prostu machnięciem ręki, nie zwracając na to większej uwagi. Mózg Alice pracował na najwyższych obrotach, próbując znaleźć logiczne rozwiązanie tej sytuacji. Nawet nie zauważyła kiedy Aveline wyszła do łazienki. Próbowała wpaść na pomysł, który pozwoli na to, aby nikomu nie stała się krzywda. Jeśli Cody zamierzał zdecydować się na usunięcie wspomnień dziewczyny, ona nie zamierzała na to patrzeć i brać udział w tym procederze.
- A gdybyś nie musiał jej kupować? - powiedziała w końcu, chyba bardziej do siebie, niż do Cody'ego. W jej głowie pojawiło się rozwiązanie, choć nie mogła mieć żadnej pewności co do tego, że będzie ono skuteczne. - A co gdybyś sam poszedł do biura aurorów i powiedział o incydencie? Nie musiałbyś być może dokładnie opisywać zdarzenia, jednak mógłbyś wspomnieć, że coś takiego miało miejsce i chcesz ich prosić o pomoc, aby podobne rzecz nie działy się w przyszłości.
Alice naprawdę próbowała wpaść na coś, co pozwoli wszystkim wyjść z tego z twarzą. Naprawdę się starała, jak mogła. Tylko pytanie, czy jej przyjaciel w ogóle uznawał podobne rozwiązanie.
- Mógłbyś poprosić Aveline, aby poświadczyła, że coś takiego miało miejsce, bez zbędnego wdawania się w szczegóły - dodała po chwili spoglądając na wampira.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#25
05.03.2023, 21:45  ✶  

Coś w niej drgnęło, gdy mężczyzna wspomniał o osobie, która by dobrowolnie oddała mu krew. Dziwna była to myśl i wizja – osoby ustawiające się w kolejce przed wampirem, aby wypił ich krew. Było to naprawdę przerażające, trochę niewolnicze. Dreszcz przeszedł jej po plecach, a brwi mocno się zmarszczyły, gdy o tym myślała. W głowie nadal miała widok jego oczu, gdy ją atakował i było to okropnie straszne uczucie. Avelina miała szansę poznać jego dobrą stronę, to od niej zaczęli swoją znajomość. Niestety mężczyzna to totalnie schrzanił pozostawiając w jej sercu wielką dziurę strachu i obaw. Gdy wskazał jej łazienkę, która była tak blisko niego zawahała się, ale w końcu ruszyła mijając go. Nie spojrzała na niego jednak nie chcąc zmieniać swojego zdania.

Weszła do niewielkiego pomieszczenia i się w nim zamknęła. Oparła się o drzwi wypuszczając z siebie ciężko powietrze jakby dopiero teraz odetchnęła. Skorzystała z toalety a potem wstała i stanęła przed niewielkim lustrem patrząc na swoje okropne oblicze. Rozmazany makijaż sprawiał wrażenie jakby przebrała się za mugolską wersję czarownicy, wyblakła, czerwona szminka rozmazała się jej w okolicach ust mieszając się z krwią. Wykrzywiła twarz w niemym szlochu, nie chciała, aby ją usłyszeli, ale okropnie się bała. Ręce zacisnęła na niewielkiej umywalce drżąc. Musiała się wziąć w garść, ściągnęła bluzkę i nachyliła się nad umywalką, aby obmyć swoją twarz i szyję lodowatą wodą. Postarała się zmyć krew z ust i szyi, następnie papierem zmyć chociaż odrobinę zaschnięty makijaż, a potem wysuszyła się z wody ręcznikiem. Mokrymi dłońmi uczesała na nowo włosy wiążąc je w wysokiego kucyka. Ubrała na powrót przepoconą i brudną od krwi koszulkę i cicho westchnęła.

Chciała do domu, chciała się stąd wydostać i już na niczym jej nie zależało. Patrzyła na siebie i uznała, że nie jest to warte tego strachu, nic nie jest warte, aby tkwić w pieprzone łazience wampira nawet cena kontroli. Uderzyła lekko pięścią w ścianę z bezradności, kopnęła ręcznik, który rzuciła niedbale na ziemi. Musiała rozładować to dziwne uczucie bólu, które czuła w brzuchu. W końcu padła na kolana przed toaletą i zwymiotowała.

— Kurwa – szepnęła do siebie chwilę później wypłukując usta z tego dziwnego uczucia po zwróceniu zwartości swojego żołądka.

Wyszła z łazienki nie patrząc na dwójkę zebranych tutaj osób.

— Zrób co musisz i daj mi wrócić do domu – odpowiedziała drżącym głosem.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#26
05.03.2023, 23:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 23:30 przez Cody Brandon.)  
Postawa Alice drażniła go. Rozumiał, że jest zmęczona, wstrząśnięta i zła bo sprowadził ją w środku nocy do takich kłopotów ale mogłaby już zejść z jego głowy.
- Nie jestem skory do żartów i twojej zgryźliwości.- wycedził przez zaciśnięte zęby, posyłając jej przy tym wściekłe spojrzenie. Odprowadził wzrokiem Avelinę. Za każdym razem gdy na nią spoglądał czuł w trzewiach coś bolesnego. Wyrzuty sumienia. Podszedł do okna i uchylił zasłonę. Do świtu pozostały z jakieś trzy godziny. Nie było czasu na długotrwałe dywagacje. Decyzję już podjął bo nie znał żadnej innej alternatywy.
- Ty mówisz poważnie?- odwrócił się do blondynki i nie wierzył własnym uszom.
- No jasne, jeszcze może z uśmiechem położę głowę na pieńku kiedy będą przymierzać się do jej odcięcia?- wykrzywił usta w grymasie.
- Wampiry i wilkołaki to dla ludzi dno, jakbyś nie wiedziała. Jak nic przebaczą mi ten występek. W najlepszym przypadku poznam Azkaban od środka.- odgryzł się, będąc już na nią zagniewanym. Próbował siebie ratować więc nie uważał, że dobrym pomysłem będzie spowiedź w Ministerstwie Magii. Konsekwencje jakie wyciągną mogą być dla niego opłakane. Tutaj musi sobie radzić sam - zatuszować zbrodnię i cieszyć się, że Avelina będzie żyła. Nie skończyło się to tragedią, która mogłaby rzutować na całe jego życie.
Avelina wróciła. Roztrzęsiona. Ponownie poczuł w piersiach to ukłucie bólu. Niestety lecz spostrzegł jej drżące dłonie i to tylko niszczyło samopoczucie.
- Przykro mi, że nie mam innego rozwiązania. - odezwał się cicho. Nie musisz na to patrzeć. Zadbam o to, aby nic jej nie było. Myśl telepatyczna pomknęła w stronę Alice na którą już nie spoglądał. Wskazał dłonią Avelinie fotel, aby usiadła. Zajął miejsce naprzeciw, na pufie. Wcisnął kciuk i palec wskazujący a kąciki swoich oczu i pospiesznie szukał innego rozwiązania. Nie potrafił go odnaleźć. Przez dłuższą chwilę milczał i gdy zdał sobie sprawę, że nie oddycha drgnął. Podniósł na nią wzrok.
- Nie będziesz pamiętać tego wieczoru i nocy. Więc nic nie stoi na przeszkodzie żebyś wiedziała, że od razu spodobał mi się twój głos gdy na mnie wpadłaś w tym zaułku. Nie jest taki suchy i zmęczony życiem. Jest taki barwny. - nikt nie musiał go słuchać. Mówił to bo był przekonany, że zapomni o tym raz na zawsze.
- To było jak słońce nocą. I mnie nie zabiło.- uśmiechnął się sam do siebie za te porównanie. Podniósł różdżkę i jej ciepły kraniec przytknął do skroni Aveliny. Popatrzył w jej oczy.
- Wybacz mi. Oblivate.- światło wsiąkło w siateczkę żył pod cienką skórą jej skroni. Skoncentrował się na tym świeżym wspomnieniu, które nie miało jeszcze chwili aby osiąść w pamięć długotrwałą. Wychwycił je, czuł to na wierzchniej krawędzi czaru. Powoli odsuwał dłoń a pomiędzy jej skronią a jego różdżką wyrastała srebrzysto-biała wstęga wspomniana. Zabierał je, starał się zrobić to na tyle leciutko aby nic jej nie bolało. Czuł jej wzrok na sobie gdy odbierał jej wolność wyboru. Wspomnienie zostało wyciągnięte. Rozproszył je w powietrzu nad ich głowami. Opuścił różdżkę i wstrzymał oddech. Czy zemdleje? Czy zaśnie? Krzyknie? Czy się udało? Znieruchomiał niczym pełnoprawny posąg.





Czar Oblivate na bazie Zauroczenia
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#27
06.03.2023, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2023, 00:00 przez Alice Jackson.)  
W życiu nie sądziła że kiedykolwiek stanie przed takim wyzwaniem, jakim było powstrzymanie Cody'ego od jego pomysłu. W ocenie Alice był to pomysł kompletnie beznadziejny i bezsensowny. Mówiła o tym prosto z mostu, ponieważ uważała że czas na delikatne rozwiązania i słowa minął. Jak widać Cody również był tego zdania.
Naprawdę starała się wymyślić lepsze rozwiązanie. Wspinała się na wyżyny swojej kreatywności sądząc że to coś da. Sama głęboko wierzyła w to że porozumiewanie z ministerstwem magii może im coś dać. I usilnie próbowała przekonać wampira do tego. Tyle że gdy tylko powiedziała, co miała powiedzieć, widziała w jego oczach, że to na nic. Miała wrażenie, że on nawet nie próbował wziąć innego rozwiązania pod rozwagę. Świecie przekonany o tym że tylko on ma rację, nie chciał nawet myśleć o innym sposobie. Alice miała nawet rzucić mu kolejny pomysł, ale zaniechała tego. Stała po prostu przed nim, z opuszczonymi bezwiednie barkami, już nawet nie zdenerwowana jedynie załamana tym, czego dziś doświadczyła. Wpatrywała się w niego, próbując pośród znajomych rysów twarzy dostrzec znajome wnętrze, które było jej bliskie przez tak wiele lat. Nie mogła go odnaleźć i to sprawiało że chciało jej się wyć.
Otrząsnęła się gdy Ave weszła do pomieszczenia. Alice czuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Do jej oczy wróciła zaciętość która wcześniej tam gościła.
- Kim ty jesteś... - powiedziała bardzo cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jej przyjaciel zginął gdzieś pod maską bestii. Tutaj nie było jej przyjaciela.
- Nie zamierzam się temu przyglądać. Aveline, bardzo mi przykro że przyszło nam poznać się w takich okolicznościach. - Nie spojrzała ponownie na Cody'ego. Podeszła do dziewczyny i delikatnie uścisnęła jej dłoń. W jej oczach zatańczyły łzy, które skutecznie powstrzymywała. Potem po prostu pozostał po niej główny trzask towarzyszący teleportacji.
Gdy tylko znalazła się ponownie w swoim mieszkaniu, od razu udała się do toalety, korzystając z okazji że jej chłopak wciąż spał. A tak rozpłakała się. Płakała długo rzewnie, nie mogąc się powstrzymać. Rozpaczała nad utratą przyjaciela, który nie była pewna czy mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić.

[Zakończenie tematu Alice]
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#28
06.03.2023, 01:30  ✶  

Widząc łzy w oczach Alice poczuła ukłucie zawodu, że nie udało im się znaleźć lepszego rozwiązania. Był to chyba jej najgorszy dzień w życiu i jeszcze nie mogła go zapamiętać. Pozwoliła jej ścisnąć swoją dłoń, ale nie była w stanie nic z siebie wydusić na pożegnanie. Moment, w którym Alice zniknęła pozostawiając ich dwójkę samych poczuła więcej obaw, niż jak wychodziła z łazienki. Nie spodziewała się, że dziewczyna zostawi ich samych i to przeraziło Aveline. Nie chciała zostawać z Codym sam na sam, ale teraz nie miała już wyboru. Patrzyła na niego z obawą w oczach, dlaczego miała mu zaufać, że naprawdę usunie jej tą pamięć? Dlaczego miała usiąść w tym fotelu i dać się pozbawić kontroli?

Gdy Cody wskazał fotel Ave przeniosła na niego wzrok swoich ciemnych oczu, zaschło jej w ustach i nadal miała posmak swojej zawartości żołądka, ale to nie była najważniejsza rzecz  tym dniu. Z duszą na ramieniu usiadła w fotelu i w końcu odważyła się na niego spojrzeć. W oczach miała łzy, które próbowała powstrzymać przed ich opuszczeniem, pełne usta drżały z obawy przed tym wszystkim. Dłonie położyła na udach splatając je ze sobą. Przekrzywiła głowę w bok czując jak łzy zaczynają spływać jej po policzku. Nie była w stanie mówić, bo wiedziała, że jeśli tylko się odezwie zacznie głośno płakać lub wpadnie w histerię. Było jej okropnie smutno, że ich znajomość musiała się skończyć w tak brutalny, bolesny i straszny sposób. Czuła, że Cody ukrywał w sobie kogoś dobrego, ale został on zastąpiony widokiem krwi i utratą przytomności.

— Przykro mi. – szepnęła tylko, a potem on rzucił zaklęcie i Avelina poczuła jak ciemność zasłania jej oczy – straciła przytomność. Umysł opanował spokój, cisza, błoga niepamięć. Nie wiedziała, co działo się z jej ciałem, ale czuła spokój i było to dobre. Chciała, aby się nie kończyło. Chciała, aby trwało wiecznie.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#29
13.03.2023, 19:20  ✶  
Nie podejrzewał, że tak mocno zaboli go decyzja Alice. Wyszła a on odprowadził ją wzrokiem i został tutaj z dziurą zrobioną w sercu. Rozumiał, że mogła się nie zgadzać z jego postanowieniem jednak zostawić go tutaj, bez wsparcia? Co z tym obiecanym niegdyś "będę przy tobie nawet w kłopotach"? Może przestawało to obowiązywać gdy w grę wchodziło cudze życie...? Opuścił wzrok a jego energiczna postawa przygasła w pewnego rodzaju przygarbieniu. Nie odpowiedział już nic. Skupił się na Avelinie. Naprawdę żałował, że nie ma innego rozwiązania. Nie miał po prostu pomysłu. Gdyby ktoś podał mu sensowną alternatywę (bez podkładania głowy aurorom) to chętnie zmieniłby zdanie. Niestety ale tego zabrakło. Avelina się poddała. Alice się poddała. Został sam. Musiał wytrzymać, doprowadzić to do końca a dopiero potem iść zapijać smutki... a nie, już nie mógł alkoholem zagłuszać sumienie. Niech to szlag. Zapewne pójdzie do kasyna licząc, że los przyniesie mu szczęście skoro ostatnimi czasy dostawał pechowe okoliczności.
Stało się.
Odebrał jej wspomnienie.
Zemdlała i z dwojga złego cieszył się, że jest nieprzytomna. Przez chwilę siedział nad nią z załamanymi rękoma, pocierał swoje powieki jakby próbował wcisnąć je w głąb czaszki. Westchnął i zabrał się do pracy póki dzień się jeszcze nie zaczął. Rozpoczęła się magia - wyciągnął z jej rzeczy klucze do sklepu alchemicznego o którym wspominała, jej plecak został pomniejszony i ukryty w jego kieszeni, założył jej kurtkę i kaptur na głowę, narzucił na nią zaklęcie krótkotrwałej niewidzialności i wyszedł z mieszkania. Potrzebował mnóstwo czasu aby dostać się do Londynu i miejsca jej pracy. Dosyć dużo mu o tym opowiadała więc przynajmniej wiedział jak się przemieszczać - korzystał nade wszystko z ciemnych uliczek, zaułków i co najważniejsze - tysiąc razy ponawiał to zaklęcie niewidzialności na niej. W efekcie gdy wchodził do sklepiku to miała niewidoczne stopy. Posadził ją na krześle, opierając głowę na stoliku. Zaklęciem usunął z niej kurtkę i odwiesił ją na wieszak. Plecak postawił w losowym miejscu, zapominając, że wewnątrz znajdował się słoik z Niebieskim Płomieniem i grawerem mknącego galopem konia. Improwizował - wszystko co leżało na biurku przysunął bliżej jej twarzy aby po przebudzeniu myślała, że nie zdążyła wyjść z pracy bo zasnęła. Kręcił się wokół niej cicho i namiętnie, jakby mając problem aby zostawić ją w spokoju. Miał już wychodzić kiedy zdał sobie sprawę, że miała ubranie poplamione krwią. Na szczęście zdążył i to usunąć zaklęciem. Gdy za oknem robiło się już niebezpiecznie widno musiał wychodzić. Ociągał się już zbyt długo... bo gdy dobiegł do przeciwległej ulicy słońce na dobre się obudziło. Musiał wejść do pobliskiego sklepu i czekać na zachmurzenie aby móc wrócić do siebie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Jackson (2614), Avelina Paxton (5604), Cody Brandon (5759)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa