• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[1969] Marsz praw charłaków | Perseus & Avelina

[1969] Marsz praw charłaków | Perseus & Avelina
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
13.02.2023, 19:50  ✶  
Płyta winylowa obracała się nieśpiesznie pod igłą, drżąc nieznacznie pod nierównościami talerza, lecz z tuby oprócz charakterystycznego trzasku nie wydobywał się żaden dźwięk. Zrezygnowany Perseus postanowił wreszcie dać wiekowemu sprzętowi wytchnienie i odsunął ramię gramofonu od krążka, a następnie podwinął rękawy śnieżnobiałej koszuli, zlewającej się w niemalże jedność z jego papierowym licem i poluzował krawat.  To jednak nie sprawiło, że w mieszkaniu stało się mniej duszno; pomyślał wówczas, że urokiem starych kamienic był letni skwar oraz zimowy mróz - nigdy nic pomiędzy.
Poszedł więc do otwartego okna w akompaniamencie skrzypliwych jęków parkietu w jodełkę i usiadł na parapecie, a następnie sięgnął do kieszeni spodni po nieco sfatygowaną paczkę papierosów. Opalił jednego i zaciągnął się dymem, nikotyną przyjemnie kojącą zszargane nerwy. Popiół natomiast strzepał na ulicę; w domu profesora Owena zawsze panowały luźniejsze obyczaje, a raczej ich brak. Nic dziwnego, że Perseus, u progu swej magipsychiatrycznej kariery, lgnął do ekscentrycznego nauczyciela niczym ćma do ognia. Z wzajemnością zresztą, bowiem wkrótce zyskał miano ulubionego studenta profesora, a ich relacja przeniosła się na mniej oficjalny grunt.
A teraz jego mentor nie żył, a on od dnia pogrzebu codziennie odwiedzał wdowę po nim. Wyjeżdżając do Paryża obiecał sobie, że nigdy już nie wróci do Londynu. Owe "nigdy" prędko zostało zweryfikowane przez śluby, pogrzeby, a także inne mniej lub bardziej rodzinne uroczystości, na których zwyczajnie wypadało się pokazać. Cóż, mógł próbować uciec od przeszłości, ale ona i tak dopadnie go nad Sekwaną.
Zgasił niedopałek o parapet, a następnie rzucił go na opustoszałą ulicę ("Jakże niegrzecznie, panie Black!, usłyszał w głowie głos swej nauczycielki etyki z dziecięcych lat i zaśmiał się pod nosem). Już miał wycofać się z powrotem w głąb mieszkania, kiedy do jego uszu dotarły głosy; liczne głosy, skandujące i przekrzykujące się w kakofonii, z której trudno było wyłapać jakiekolwiek hasła. Hałas z każdą sekundą narastał, zupełnie tak, jakby rozkrzyczana masa miała zaraz zalać bruk przed kamienicą.
— Też to pani słyszy? Czy to jakaś pikieta? Zgromadzenie? Czy może ktoś urządził mecz quidditcha w środku miasta? — zapytał wdowy, która ni stąd, ni zowąd pojawiła się obok niego z tacą, na której znajdowały się ociekające wodą szklanki wypełnione rozkosznie chłodną lemoniadą. Przyjął poczęstunek z wdzięcznością, opróżniając naczynie niemalże natychmiast. Pozostawił jedyne smutne dwie kostki lodu błyskawicznie topiące się na szklanym dnie.
— Wydaje mi się, że to marsz praw charłaków, przynajmniej tak się mówi. Pół magicznego Londynu zablokowane! — odparła kobieta. Czerń jej sukienki czyniła jej twarz jeszcze bledszą niż zazwyczaj, zaś cienkie niteczki siwych włosów upięte w niski kok na karku i grube okulary przez które jej oczy wydawały się jeszcze większe, nadawały jej rachityczny wygląd. Wzruszenie ściskało go za gardło, gdy patrzył na zniedołężniałą staruszkę, która została na świecie sama. Jej jedyny syn, którego zdjęcie stało teraz oprawione na starym pianinie służącym jako ozdobna półka, zaginął na morzu lata temu.
— Ach tak — mruknął, nie wiedząc, co właściwie powinien powiedzieć. Jako przedstawiciel Szlachetnego i Starożytnego Rodu Black powinien okazać wyższość, jednakże nie potrafił. Miał chyba w coś, co nazywało się empatią i współczuł każdej osobie, która urodziła się magicznej rodzinie pozbawiona daru magii. Nie chodziło tu o sam ostracyzm - w jego rodzinie tego rodzaju przewinienie karane było zamianą w smolistą plamę na rodowym gobelinie.
— To nie ich wina, że tacy się urodzili, ale na Merlina, przejście ulicami miasta nie sprawi nagle, że... — nakręcała się pani Owen, a w tym samym czasie maszerująca masa wtoczyła się na ulicę. Wówczas Perseus i goszcząca go wdowa zgodnie zamilkli i wychylili się z okna na trzecim piętrze z zainteresowaniem.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#2
18.02.2023, 21:23  ✶  

Avelina miała jeden, konkretny plan na dziś – chciała spędzić czas na poddaszu z zaklęciami, które miały jakoś ochłodzić jej otoczenie. Zdecydowanie nie lubiła upałów i nie czuła się wtedy zbyt dobrze. Nie lubiła się pocić, nie lubiła, jak puchły jej dłonie od gorąca, że włosy zaczynały bardziej żyć swoim niż jej życiem. Zamiast tego została brutalnie wyciągnięta na marsz praw charłaków. Uważała, że słusznie walczy się o ich prawa – w końcu życie w magicznym Londynie nie było dla takich osób zbyt łatwe. Nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez magii i jak miałaby tkwić w tych magicznych uliczkach bez swojej różdżki. A ci ludzie rodzą się wśród czarodziejów, są od dziecka otoczeni magią, ale zostają zepchnięci na margines – zapomniani.

Trzymała się blisko swojej kuzynki wiedząc, że ona jest bardziej skora do uczestniczenia w takich przedsięwzięciach i jakoś ją poprowadzi w tym tłumie. Dziewczyna skandowała razem z tłumem jakieś hasła, ale Avelina tylko kroczyła za nią wspierając ich w milczeniu. Taka już była. Nie lubiła się odzywać. Było nawet przyjemnie. Czuła moc od tych osób, które się tu znajdowały i nawet poszczyciła wszystkich szerokim uśmiechem. Ludzie po pewnym czasie zaczęli się bardziej ściskać, a Avelina straciła z oczu Norę. Zaczęła czuć obawę i delikatny strach, że za chwilę zostanie staranowana. Trafiła akurat wśród ludzi, gdzie było więcej mężczyzn przez, co była miażdżona wręcz. Tłum niósł ją ze sobą, a ona dokładnie nie wiedziała już gdzie była i czy nadal był to marsz w dobrej wierze. Próbowała się wydostać z tłumu, gdyż czuła jak nie mogła już oddychać. Było gorąco, mokro od potu innych osób i głośno. Gdzieś było słychać krzyki, a ona nie za bardzo wiedziała, co się dzieje.

Ave od zawsze była typem osoby, która raczej siedziała w domu i nie brała udziału w takich marszach. Wolała zdecydowanie działać z ukrycia, po cichu, niezauważalna. W tym momencie była zdecydowanie niezauważona, ale teraz jej to nie odpowiadało. Kilka razy krzyknęła imię swojej kuzynki, ale ta zniknęła jej z oczu. Po wyklinała trochę pod nosem próbując wydostać się ze ścisku. Nienawidziła tłumów, a tu miał być tylko spokojny marsz. Zapomniała na co stać ludzi.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#3
26.02.2023, 00:26  ✶  
Tymczasem Perseus wciąż stał w tym samym miejscu i obserwował z okna kolorową falę demonstrujących, jaka przetaczała się przez ulicę pod budynkiem.  Skandowane hasła, w których wybrzmiewały takie wartości, jak szacunek i równość, nie wzbudziły na Blacku żadnego wrażenia; wychowano go bowiem w przekonaniu, że ludzie dzielili się na dwie kategorie - tych uprzywilejowanych, którzy dowodzić swej wartości nie muszą, gdyż o powagę nazwiska zatroskali się przodkowie (do których to zacnego grona należał Perseus) oraz tych, którzy na szacunek musieli sobie zapracować. Wzmianka o równości wywoływała natomiast u niego tylko pusty śmiech. Równość! Jedyną rzeczą, w jakiej ludzie byli sobie równi, była śmierć. Choć i nad tym można było polemizować - kamień filozofów lub biegłość w nekromancji mogły zmienić naturalny bieg rzeczy. Oczywiście, jako lekarz - i to nie byle jaki lekarz, bo magipsychiatra - miał obowiązek odnosić się do swych pacjentów należycie, lecz nawet uprzejmość względem przedstawicieli niższej klasy nie przekreślała tego, że Perseus Black był lepszy.
A przynajmniej w to chciał wierzyć.
Straciłby zainteresowanie maszerującymi, gdyby nie to, że z drugiej strony ulicy zaczęła nadciągać w ich kierunku uczestnicy kontrmarszu, choć trudno było nazwać tę wulgarną, rozkrzyczaną masę marszem; te wszak były z reguły pokojowe. Z wielkim zażenowaniem musiał przyznać, że w tej sytuacji brudna krew wykazała się większą klasą. I choć to niemożliwe, aby ukochany brał udział w tym cyrku, odruchowo wychylił się mocniej poza ramę okna i wytężył wzrok. Pragnął dostrzec go w tłumie, a jednocześnie z całych sił się zapierał.  Kiedy widział Elliotta po raz ostatni, a miało to miejsce na jego weselu, zdawał się być szczęśliwy w objęciach swej małżonki, znacznie szczęśliwszy, niż był z nim.
— Nie wygląda to dobrze — z zamyślenia wyrwał go głos wdowy, która wydawała się zaskoczona pojawieniem się kontrmanifestacji równie co funkcjonariusze Brygady Uderzeniowej, którzy desperacko próbowali skierować oba zgromadzenia w osobne uliczki. Na próżno. Wkrótce liderzy starli się ze sobą - z mieszkania na piętrze nie był w stanie usłyszeć o czym rozmawiają, zaś gwizdy i krzyki tłumu nie sprzyjały rozumieniu wypowiadanych zdań - na początku słownie, jednak zaraz w ruch poszły różdżki. Z góry widział każdy szczegół zajścia; mniej szczęścia mieli stojący z tyłu obu marszów czarodzieje, którzy zaczęli się niecierpliwić i przepychać. Kiedy zaś rzucone zostały pierwsze zaklęcia (nie zauważył, z której strony, ale dałby sobie rękę oddać, że to chyba ktoś trzeci, jakiś mąciwoda ukryty w sąsiednim budynku), dostrzec mógł jak charłaków i ich sympatyków ogarnia panika. Nie wszystkich, rzecz jasna. W części zebranych obudzili się bohaterowie, rzucający się do boju. W zaledwie kilkanaście sekund na ulicy zapanował chaos. Ktoś wyczarował kulę ognia, która trafiła przez otwarte drzwi balkonowe do mieszkania po drugiej stronie ulicy, wzniecając przy tym pożar. Inne zaklęcie trafiło w gzyms budynku, w którym znajdował się Perseus i wdowa po doktorze Owenie. Gruz posypał się w dół; nie zdziwiłby się, gdyby spadł komuś na głowę. Zanim to się jednak stało, zdążył pochwycić czarownicę i runąć z nią na podłogę. W miejscu, w którym przed chwilą stali, leżały rozsypane kawałki wybitej szyby oraz rozbita doniczka.
— Nic pani nie jest? — zapytał, pomagając kobiecie się podnieść, a zaraz ponownie - z nieco większą dozą ostrożności, czując jak kawałki szkła trzaskały pod jego butami - wyjrzał przez okno. Tym razem wizję przysłaniał mu dym unoszący się nad głowami maszerujących. Widział w nim świetliste przebłyski rzucanych zaklęć, podobne do błyskawic rozdzierających chmury i słyszał też paniczną kakofonię. Ma Merlina, a co jeśli jednak jest tam Elliott...? I chociaż logika podpowiadała mu, że na pewno go tam nie ma, coś nakazywało mu wstąpić w chaos.
— Muszę... muszę tam zejść... — oświadczył słabym głosem. — Niech pani trzyma się z dala od okien.
Zanim wdowa zdążyła zaprotestować, chwycił za swoją różdżkę i wybiegł z mieszkania.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
27.02.2023, 18:14  ✶  

Budynki zaczynały się walić, a w sercu Aveliny budził się okropny strach. Już nigdy, przenigdy nie wybierze się na żaden marsz – nie ważne z jakiego powodu on będzie. Teraz musiała skupić się na tym, aby przetrwać, aby nie zostać stratowanym. Przepychała się w losowym kierunku, aby jakkolwiek wyjść ze ścisku, ale było ciężko. Słyszała jak gdzieś rzucają zaklęcia, jak coś roztrzaskuje się o chodniki i ulicę. Jak ludzie głośno krzyczą i uciekają. Jedni stawali do walki, inni próbowali uciec. Gdzieś słyszała BUMowców, którzy chcieli bezpiecznie wydostać stąd ludzi.

Ave próbowała się do nich przedostać, ale nie było to zbyt łatwe. Jeszcze chwilę temu szła z tłumem lekko, wesoło i z mocą, że mogą zrobić wszystko, a teraz zamieniło się to w wielki koszmar. Krzyczała ze strachu i paniki, przepychając się tak samo jak inni. Wiedziała, że był to ogromny błąd, ale nie wiedziała, co miała robić. Nie było tu żadnego porządku, był ogromny chaos, który zgarniał rozsądek nawet takiej osoby jak ona.

W szkole też był tłum ludzi, który ruszał się w różnych kierunkach, gdy uczniowie spieszyli się na lekcje, ale ona zwykle nawet tego tłumu unikała. Czekała pod ścianą, aż zmniejszy się ruch i wtedy gnała szybko do swojej sali zajęć. Teraz nie miała jednak szansy na to, aby sobie po cichutku przeczekać ten panikujący tłum. Bała się okropnie, serce waliło jej w uszach tak głośno jakby właśnie próbowało uciec z jej klatki piersiowej. Jakiś mężczyzna pociągnął ją przez co o mały włos nie przewróciła się.

Jeśli Avelina Paxton teraz by się tu przewróciła prawdopodobnie spanikowany tłum zdeptałby ją jak robaka. Jakaś inna, pulchna kobieta popchnęła ją bokiem i poleciała gdzieś w lewo głębiej w tłum. Czuła się jak kafel na boisku przerzucany z jednych rąk do drugich. Brakowało jeszcze pałkarzy, którzy by ją odbili jak tłuczka gdzieś w dal.

Czuła jak strach ogarnia cały jej umysł, jak łzy pojawiają się w jej oczach. Kolejne kawałki gruzu, gdzieś niedaleko spadły, ludzie niczym fala tsunami posunęli się dalej deptając jej nogi, kalecząc łydki. Czuła okropny ból w prawej nodze, ale nie wiedziała, co się tam działo. Widok przesłonił pył, a oczy jeszcze bardziej się jej załzawiły – do tego doszedł jeszcze kaszel. Próbowała przedostać się w poprzek ulicy do jakiegoś zaułka, aby w jakikolwiek sposób uniknąć tego tłumu i zaklęć, które zbliżały się do jej ucha coraz bardziej. Naprawdę nie wiedziała, co się dzieje i to powodowało u niej jeszcze większą panikę. Powoli zaczynało jej brakować tchu i nawet głos jej słabł – którym próbowała wołać o pomoc jakąkolwiek.

Temperatura, która wokół panowała nie pomagała jej się uspokoić. Tak jakby skwar chciał, aby miała dzisiaj wyzionąć ducha. Nie sądziła, że pokojowy marsz może zamienić się w takie piekło na ziemi. Nie sądziła, że ludzie są w stanie stratować innych, aby tylko siebie ratować. Ciągle była odciągana, przepychana, tratowana, jej nogi były deptane, włosy szarpane. Ludzie nie zwracali uwagi na nic. Pragnęli w panice uciec gdziekolwiek. Wolała też się za bardzo nie rozglądać, ponieważ bała się, że zobaczy jakieś trupy. Prawie się o kogoś potknęła, ale w ostatniej chwili zachowała równowagę. Szybko pomogła jakiejś drobnej blondynce podnieść się na nogi, aby nikt jej nie zdeptał i kazała jej iść w kierunku, który dla Ave wyglądał na bezpieczny. Dziewczyna jednak nie miała na tyle siły i została pociągnięta przez ludzi dalej.

Ktoś zadrapał ją pod żebrami i poczuła, jak ból przechodzi przez jej ciało. Miała nadzieję, że nie zostaną jej żadne pamiątki. Nie chciałaby pamiętać takiego dnia, ale z drugiej strony, jeśli zapomni, że ten marsz się tak skończył to może być jakaś pechowa możliwość, że znowu by się na takowym znalazła.

Nie miała już za bardzo siły, nogi odmawiały jej posłuszeństwa, na oczy prawie nic nie widziała. Co chwilę musiała unikać bliskich kontaktów z brukiem pod stopami, co chwilę musiała uważać, aby kogoś nie zdeptać, choć inni mieli to w wysokim poważaniu. Gdzieś z prawej usłyszała, jak ktoś rzuca zaklęcia, więc przyśpieszyła kroku. Bała się, że sama zostanie przez kogoś zaatakowana. Nie wiedziała, kto przerwał ten spokój ani jaki miał w tym cel, ale bała się, że umrze tu albo zdeptana, albo zabita przez jakiegoś czarnoksiężnika.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#5
04.04.2023, 17:48  ✶  
Zdawało mu się, że pośród panikujących czarodziejów oraz wszędobylskiego dymu widzi znajome złote włosy, co było właściwie niemożliwe - Elliott nigdy nie mieszał się do polityki, nie w sposób tak jawny. Zapewne siedział teraz w pięknym ogrodzie swojego pięknego domu w towarzystwie swej równie pięknej żony o ciepłych dłoniach i równie ciepłym spojrzeniu i popijał gin. Czy aż tak desperacko pragnął go ujrzeć, że widział jego twarz w twarzach przypadkowych przechodniów? A jednocześnie starał się go za wszelką cenę unikać, odwracając twarz, gdy tylko ktoś o podobnej do jego fizjonomii minął go na ulicy.
Opuszczenie bezpiecznego mieszkania było szaleństwem, o czym prędko przekonał się na własnej skórze. Ktoś wbiegł w Perseusa, a on zatoczył się i wpadł na jeszcze inną osobę - mężczyznę, jak mu się zdawało - który z kolei odepchnął go wprost w panikującą grupę. W ostatniej chwili złapał równowagę; wiedział wszak, że gdyby się przewrócił, panikujący tłum by go stratował. Cóż, jak to mawiają - jakie życie, taka śmierć.
Chciał wycofać się z powrotem do kamienicy, z której wybiegł, lecz dozorca, widząc co się święci, zamknął bramę. Obawiał się, że nawet gdyby rozpoznał w nim gościa szacownej pani Owen, nie wpuścił go do środka. Istniało wielkie prawdopodobieństwo, że za Perseusem do środka wlaliby się inni spanikowani czarodzieje; kto wie, czy wśród nich nie byłoby prowodyrów tego chaosu pod przykrywką uchodźców. Rzucił pod nosem paskudne przekleństwo, po czym zaczął przedzierać się przez tłum, na drugą stronę ulicy, gdzie, jak mu się wydawało, było nieco spokojniej.
Ludzie wpadali na siebie i krzyczeli przerażeni, kolorowe światło rzucanych zaklęć raz za razem rozbłyskiwało ponad ich głowami. Omijał właśnie oderwany kawałek gzymsu, gdy wpadł na znacznie drobniejszą od siebie kobietę. Rozpoznał w niej Avelinę Paxton, choć w tamtym momencie nie potrafił skojarzyć jej twarzy z tym nazwiskiem. Po prostu był pewien, że już się spotkali.
— Znam cię — oświadczył niespodziewanie - nie są to bowiem pierwsze słowa, jakie wypowiada się w tego typu sytuacjach. Nie zdążył powiedzieć nic więcej - zaklęcie ponownie uderzyło w budynek pod którym stali i tynk posypał się prosto na nich. — Chodź — zacisnął dłoń na jej ramieniu i pociągnął ją w inne, jak mu się wydawało, bezpieczne miejsce.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#6
08.04.2023, 00:30  ✶  

Znajomy głos spowodował, że na chwilę świat się zatrzymał, a do umysłu dziewczyny wlała się nadzieja, że jednak dzisiejszy dzień będzie tym, który przeżyje. Krzyknęła schylając się, gdy tynk posypał się na jej głowę, ale z ulgą stwierdziła, że nic na nich nie spadło. Było to jednak kwestią czasu, więc lepiej było iść dalej.

Poczuła ciężką rękę na swoim ramieniu, która była w tym momencie czymś na kształt opoki, zaklęcia protego chroniącym ją przed złem. Pozwoliła się zaciągnąć w bezpieczne miejsce z ulgą. Przetarła oczy, aby w końcu zacząć coś lepiej widzieć i wtedy dopiero sylwetka Perseusa zaczęła jej przypominać kogoś znajomego, ale w całym tym amoku nie była w stanie go skojarzyć z odpowiednią osobą. Wszystko miało się wyklarować dopiero za chwilę, gdy dziewczyna odetchnie. Pocieszał ją fakt, że jednak go znała. Pozwoliła się prowadzić trochę jak kukiełka starając nie ciążyć mężczyźnie.

Ulokowali się między budynkami, które Avelinie z zerowym brakiem orientacji niewiele mówiły o jej położeniu na londyńskich ulicach. Spojrzała na swojego wybawiciela z ulgą, a do uszu docierały odgłosy krzyków i walki. Bała się nadal i jednocześnie chciałaby w jakiś sposób pomóc. Powinna się dostać do swojego sklepu i zorganizować jakiś zapas eliksirów leczących. Teraz jednak pozostawała kwestia jej wybawiciela. Zmrużyła powieki dysząc ciężko i czując, że adrenalina nadal krąży w jej żyłach pobudzając jej ciało strachem.

— Pe-Perseus? – zapytała niepewnie jakby nie do końca była pewna, czy spotkała właśnie jego, czy kogoś łudząco podobnego. Dawno się nie widziała z Blackiem, a nie śledziła jego kariery zawodowej, ani życiowej, więc miała prawo go nie pamiętać. — Dziękuję, że mi pomogłeś. – odpowiedziała próbując uspokoić swój oddech.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#7
22.04.2023, 12:07  ✶  
Znaleźli się w samym sercu niebezpieczeństwa. Gęsty dym zasnuwał ich wizje; od czasu do czasu rozjaśniały go magiczne rozbłyski. Kto rzucał zaklęcia? Gdzie stał? Atakował, czy chronił? Tego niestety nie było im dane się dowiedzieć, dlatego zmuszeni byli nieustannie się uchylać. Wkrótce ich ciała pokryła szara warstwa pyłu, który wdzierał się także do ich płuc, wywołując ataki kaszlu.
— Tak — potwierdził skinieniem głowy, wciąż nie potrafiąc wyłowić z meandrów pamięci imienia dziewczyny, ale te oczy... Och, był bardziej niż pewien, że kiedyś widział już te sarnie oczy, że próbował złapać to rozbiegane spojrzenie. Brudna krew, szeptał jadowity głos w jego podświadomości. I cóż z tego?, odpowiedział mu inny, ten sam, który wiele lat temu nakazywał mu pobłażliwość względem dziewczęcia w szafirze szkolnych szat. — Avelino — przypomniał sobie wreszcie jej imię, lecz zamiast uśmiechu, jakim obdarza się dawnego znajomego, na jego twarzy pojawił się grymas niepokoju. — Jeszcze ci nie pomogłem.
Gdyby teraz widzieli go rodzice... Ale Pollux i Daphne byli daleko, w domku myśliwskim w Oxfordshire, zajęci polowaniem na zające i plotkami. Zupełnie nieświadomi tego, że jego najmłodszy syn wrócił do Londynu, by pożegnać swego dawnego mentora. Z ust Perseusa wyrwało się nagłe westchnienie, sam natomiast poczuł się tak, jakby ktoś uderzył go obuchem. Och, jakże wygodnie nestorzy rodu Black opuścili stolicę, gdy zbliżał się ten nieszczęsny marsz! Znał przecież ich poglądy na temat czystości krwi aż nadto - wciąż pamiętał ból ojcowskich razów po tym, jak znaleźli u Perseusa mugolską książkę. Z drugiej jednak strony, czy było to rzeczywiście podejrzane? Zawsze, gdy w Londynie robiło się upalnie, wyjeżdżali na wieś.
Pociągnął Avelinę w stronę bramy jednej z kamienic. Była oczywiście zamknięta, ale łuk, pod którym się znajdowała, dawał im chwilowe schronienie. Nie mogli przecież tu dłużej zostać, napastnicy byli coraz bliżej - obawiał się, że nie będzie ich powstrzymywało to, z jak znamienitego rodu pochodzi magipsychiatra. Nie widział ich, ale czuł całym sobą, że nie zadają pytań.
— Spójrz na mnie — ujął jej twarz w dłonie, zmuszając dziewczynę do kontaktu wzrokowego. Zaraz potem ujął jej ręce w swoje dłonie i zaczął je oglądać. — Jesteś ranna? Coś cię boli?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#8
11.05.2023, 19:21  ✶  

Dobrze skojarzyła w takim razie osobę, z którą miała do czynienia. Już nie pamiętała za dobrze jakie były ich relacje w szkole, ponieważ nie miała za bardzo głowy do tego w tym momencie, ale Black raczej był dla niej dobry. Avelina nigdy też nie była osobą, która podpadała innym. Zawsze cicha, spokojna, nie wchodziła niepotrzebnie w interakcje z ludźmi. Jedynie stawała w obronie tych, którzy tego potrzebowali. Teraz jednak musiała zadbać o swoje bezpieczeństwo i cieszyła się, że trafiła właśnie na Perseusa, a on zdecydował się jej pomóc. Dziewczyna nawet nie myślała o tym, że mężczyzna jest z rodziny czystokrwistej, które prawdopodobnie były odpowiedzialne za ten atak. Nie miała żadnego zdania na temat tego co się działo wokół. Chciała się uwolnić z tego piekła i wrócić do swojego domu. Nie wychodzić przez najbliższe kilka dni siedząc pod kołdrą. Dla niej to było zbyt wiele. Gdy złapał jej twarz w obie dłonie spojrzała mu w oczy czując jak w jej oczach znowu zbierają się łzy od pyłu i strachu. Złapała lekko jego nadgarski czując jak głos jej drży.

— Boli mnie tylko prawa noga i nie wiem czy jestem ranna. Po prostu ludzie mnie deptali – wydusiła z siebie. – Pracuje w aptece z eliksirami, mam tam sporo eliksirów leczących. Jest na ulicy Pokątnej, prawie na samym końcu. Jeśli się tam dostaniemy będziemy bezpieczni. – szepnęła uwolniła twarz z jego dłoni, kaszlnęła w dłoń czując jak od pyłu gardło ją drapie.

Musieli znaleźć jakiś sposób, aby się stąd wydostać, aby dostać się w odpowiednie uliczki prowadzące do odpowiedniego miejsca. Sama nie miała dobrej orientacji w terenie i nie za bardzo wiedziała jak się tam dostać. Złapała jego dłoń i spojrzała na jego twarz.

— Dziękuję – szepnęła czując jak zalewa ją fala wdzięczności. Nie poradziłaby sobie tutaj sama. Nigdy nie była dobra w walce, nigdy nie była dobra w uczestniczeniu w takich wydarzeniach, a już na pewno nie potrafiła opanować swojego strachu, gdy przychodził stres przed tym, że może umrzeć.

Niedaleko nich znowu coś uderzyło w budynek i powstał ogromny huk. Musieli się stąd zbierać. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła w rogu blisko bramy ciasną uliczkę. Nie wiedziała dokąd prowadziła, ale może dzięki tej drodze unikną głównego zamieszania.

— Zobacz. – wskazała to miejsce i pociągnęła go w tamtym kierunku kuśtykając na prawą nogę. Miała nadzieję, że nic poważnego się jej nie stało. Puściła go przodem, ponieważ nie chciała prowadzić. Wiedziała, że raczej jak zacznie kierować nimi to trafią z powrotem w centrum zamieszek.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#9
17.05.2023, 21:13  ✶  
Gdyby mógł słyszeć jej myśli, obruszyłby się na określenie go dobrym; Perseus bowiem nigdy nie uważał się za człowieka dobrego. Owszem, na próżno doszukiwać się w nim cech dręczyciela (pochodził z dobrze sytuowanej czystokrwistej rodziny z wielowiekową tradycją - znał swoją wartość, nawet jeśli ta w ostatnich latach wydawała się mniejsza w zakrzywionym zwierciadle postrzępionego umysłu i nie potrzebował dowodzenia jej poprzez okrucieństwo względem słabszych), lecz objawiała się w nim znacznie gorsza cecha, którą w ramach wykonywanego zawodu został zmuszony pielęgnować - zobojętnienie na świat zewnętrzny. Należy tu także zauważyć, że okres, w którym poznał małą Avelinę Paxton, nie był dla Blacka szczególnie łaskawy; zbliżały się egzaminy zwienczające całą jego naukę w Hogwarcie, a relacja z najbliższym przyjacielem wisiała na włosku przez jego związek, nieudany zresztą, z czarownicą, której Elliott nie cierpiał. Były to problemy, z którymi jako nastolatek u progu dorosłości poradzić sobie nie mógł, dlatego też zbudował wokół siebie mur z książek i studiował je wszystkie, strona po stronie, skupiając się na zawartych w nich definicjach, bo tylko one były w stanie uspokoić jego myśli. Wtedy właśnie zjawiła się ta drobna, sprawiająca wrażenie zahukanej istota, która siadała naprzeciwko niego w bibliotece i nie mówiła nic. O czym zresztą mogliby rozmawiać? Dzieliła ich przepaść nie do pokonania w postaci różnicy wieku, pochodzenia oraz poglądów, w jakich zostali wychowani. Z perspektywy czasu uważał to za śmieszne, ale młodość ma do siebie to, że jest się przekonanym o nieomylności własnych osądów.
Niezaprzeczalnie jednak przyzwyczaił się do Aveliny - przywiązał - i teraz ryzykował swym wątpliwym zdrowiem, by wyprowadzić ją z centrum tego chaosu. Czując jej dłonie na swoich nadgarstkach odsunął się od niej nieznacznie, jednak wciąż przyglądał się jej uważnie.
— Ale jesteś w stanie iść? — zapytał z obawą; zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie jej nieść na rękach. — Dobrze, dobrze, pójdziemy na Pokątną.
Wypuścił ją, obserwując jak walczy z kolejnym atakiem kaszlu. To raczej nic poważnego, pomyślał, starając się uspokoić samego siebie. Dziewczyna była tylko trochę poturbowana i jeszcze wszędzie ten drażniący dym wdzierający się w płuca, ale nic poza tym. To dobrze, był przecież za nią odpowiedzialny.
Z zamyślenia wyrwał go jej dotyk; wówczas splótł swoje palce z palcami Aveliny i pozwolił się prowadzić, a gdy opuściła ją pewność siebie sam przejął inicjatywę.
— To zejście na Nokturn — krzyknął nad jej uchem, bowiem w zamieszaniu ciężko było o porozumiewanie się w inny sposób — Trzymaj się blisko mnie.
Objął ją ramieniem i przycisnął do siebie w taki sposób, by mijani przez nich czarodzieje - czarnoksiężnicy - nie byli w stanie dostrzec twarzy panny Paxton. Owiana złą sławą ulica była tego dnia wyjątkowo spokojna; domyślił się, że część szumowin, będących stałymi bywalcami tutejszych zaułków, prawdopodobnie bierze udział w zamieszkach. Z kilkoma z nich wymienił milczące pozdrowienia, większość jednak podejrzliwie odprowadzała go wzrokiem. Mieli właściwie wielkie szczęście, że nikt ich nie zaczepił. Wreszcie, po mozolnej wędrówce, która wydawała mu się całą wiecznością, atmosfera zaczęła się zmieniać, a oni dotarli na ulicę Pokątną. Wówczas oddał stery Avelinie, która wiedziała w którym miejscu dokładnie znajduje się jej bezpieczna przystań. Samo "sklep z eliksirami" niewiele mu mówił; od czterech lat w Londynie bywał tylko gościem, interesy zamykały się i otwierały, budynki zmieniały fasady, ludzie wyjeżdżali i na ich miejsce sprowadzali się nowi.
Przynajmniej najgorsze za nimi.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#10
04.06.2023, 15:22  ✶  

Avelina za to nigdy nie angażowała się w relacje z innymi. Tak, mogła siebie określić jako osobę dobrą, ale również chowała się za książkami i kociołkiem z bulgoczącym wywarem. Nie ingerowała w życie ludzkie jeśli nikt jej o to nie poprosił.  Nigdy nie poszłaby na ten marsz, gdyby nie miała kuzynki mieszającej się w takie wydarzenia. Teraz była okropnie wystraszona, okropnie zła, że nie została w domu i nie czytała kolejnych nowych książek, które stertą leżą przy jej łóżku i krzyczą, aby w końcu się za nie zabrała.

Zamiast tego była w zaułku, z prawie obcym mężczyzną. Oboje chowali się przed walącymi się budynkami i śmiertelnymi zaklęciami, które miały ich stąd odgonić. Lubiłam jego osobę, bo milczał, bo nie mówił, bo czytał, bo spędzał z nią czas i miała poczucie, że nie jest samotna, że nie musiała szukać dla siebie towarzystwa wśród rozgadanych rówieśników. Osoby starsze nie chciały rozmawiać z dzieciakami jakim w pewnym sensie wtedy była w jego oczach. Osoba starsza jaką był Perseus chciał spokoju. Wiedziała też, że jak miała problem z jakimś zagadnieniem to chętnie jej je wyjaśniał, ponieważ tak mógł sobie coś powtórzyć. Milczenie w przyjaźni było dla niej jak złoto.

Skinęła szybko głową. Nawet jakby nie mogła iść nie dała by siebie nieść. Nie było takiej opcji zbliżyć się aż tak do drugiego mężczyzny. Nie pozwoliłaby sobie na taką słabość. Była osobą dumną i choćby miała złamaną nogę chciałaby iść o własnych siłach. Znalazłaby chociaż jakiś badyl, aby się na nim opierać. Wydawało jej się, że miała po prostu tylko nogę mocno poobijaną i zapewne lekko opuchniętą nic poza tym. Nie chciała, aby Perseus czuł się za nią odpowiedzialny, ale nie była w stanie czytać mu w myślach oraz obawach.

Słysząc komunikat: Nokturn – spięła się lekko i pozwoliła się objąć. Wtuliła się tak, aby nikt jej nie rozpoznał, nie zapamiętał. Nie chciała się tu nigdy zapuszczać, wolała swoje miejsce pracy, gdzie była bezpieczna, gdzie nikt jej nie zaczepiał i nie zrzucał na łeb gruzu. Słyszała, że jakieś osoby nawet witały Blacka, ale nie myślała o tym, nie analizowała. Nie potrzebowała go oceniać i nigdy tego nie robiła. Nigdy nie patrzyła na niego źle i cieszyła się w głębi serca, że to właśnie jego spotkała, a nie jakiegoś podłego człowieka. Gdy tylko wyszyli na Pokątną poczuła ulgę. Rozejrzała się tylko za charakterystycznymi punktami i poprowadziła go w odpowiednim kierunku co jakiś czas pokasłując i nadal kuśtykając. Nie patrzyła na swoją nogę, ponieważ nadal obawiała się tego, co tam zastanie.
W końcu dotarli do Eliksirów Raven’a, a dziewczyna poprowadziła Blacka od zaplecza, gdzie mogli bezpiecznie się schronić. Tam usiadła na pierwszym krześle jakie napotkała i spojrzała w końcu na swoją nogę. Miała zdartą skórę, na której już powstawał strup. Pewnie będzie jakaś drobna blizna po zdrapaniu, ale nic poważniejszego się nie stało.

Sięgnęła do jednej ze szuflad i wyjęła eliksir wiggenowy, który od razu wypiła. Drugi flakonik wręczyła Perseusowi.

— Może ci się jeszcze kiedyś przydać. Dziękuję za pomoc Perseus. – głos miała lekko zachrypnięty. – Jeśli będziesz kiedyś potrzebować eliksirów to możesz się do mnie zgłosić chętnie ci się odwdzięczę za pomoc. – odpowiedziała cicho.

Gdy tylko doprowadziła się do porządku odczekała razem z Blackiem, aż wszystko na ulicach ustanie rozeszli się w swoje strony. Nie pozwoliła mu opuścić apteki dopóki na ulicach nie zrobiło się spokojnie i bezpiecznie.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (2277), Perseus Black (2471)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa