• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[16.04.1972, mieszkanie Stanleya] Nigdy więcej ogórków z rynku | Stanley & Sauriel

[16.04.1972, mieszkanie Stanleya] Nigdy więcej ogórków z rynku | Stanley & Sauriel
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
02.08.2023, 19:30  ✶  

Na całe szczęście żadnych koni kraść nie musieli, a przynajmniej nie teraz. Te 40% to będą mieli w alkoholu do spożycia kiedy już zakończą swoje ogórkowe przygody - wtedy polecą w melanż stulecia, a wóda zryje banie i będzie świnio branie, ponieważ jak to mawiał klasyk... teraz po wódzie wszystko mi jedno... Czy coś takiego.

Nie rozumiał zdziwienia. Specjalnością Stanleya było siedzenie po X godzin w jednym miejscu i wypełnianie raportów, co było idealnym przygotowaniem do godzinnych oględzin ogórków w doniczkach. Czy dorabiał w szklarni na wakacjach? Jeżeli bycie darmową siłą roboczą swojej matki zalicza się do tego kręgu - to oczywiście, a jeżeli nie, no to cóż - No... Powiedzmy - przyznał, spoglądając niemal spod byka jak drugi cieszy się niczym głupi do sera. Problem był jeden - nie było sera. Gdyby nie rozchodziło się o tą ważną sprawę to mógłby to puścić mimo woli. Udać, że nic się nie stało. A tak? Musiał mieć na niego oko... Ale tylko jedno, ponieważ drugim musiał doglądać zielonych roślinek.

Sauriel słodził mu jak nikt inny. Ciągle obsypywał go komplementami, chwalił, doceniał. Kiedy tylko otwierał swoją jadaczkę serce się radowało, a jeszcze bardziej gdy ją przymykał. Czasy dosiadania się do fajnych dup były dawno za Borginem. Teraz pozostały mu tylko grubo zakrapiane libacje alkoholowe w towarzystwie samych samców - to było najbardziej męska rzecz jaką mógł zrobić. Nie zmieniało to faktu, że czasami, w latach świetności, sprawdzało się pełnoletność... Chociaż Rookwood miał nikomu o tym nie wspominać.

Dla Stanleya, przyjaciel mógł robić w jego mieszkaniu niemal wszystko. Gdyby tylko chciał położyć swoje giry na stole - proszę bardzo ale żeby tylko nie śmierdziały. Jeszcze by to wpłynęło negatywnie na uprawę roślin, a tego bardzo by nie chcieli. W głębi duszy wierzył w oddanie sprawie ich dwójki. Widząc jednak jak poważnie podchodził do tej sprawy, wierzył, że Sauriel nie pokusi się i nie zaryzykuje wyłożenia swoich syrek na blat.

No jak to jak? Głuchy jesteś czy udajesz? Może od tej rudej Ci słuch odebrało? Zastanawiał się słysząc komentarz wspólnika - Sprawdź. Musi być - zachęcał, upierając się, że nie mogli zostać przecież oszukani. Napisał do jedynego eksperta, którego znał w tej kwestii. W końcu Longbottom pomogła mu zdać pszyrkę w szkole - musiała wiedzieć co jest 5 z tymi roślinami - Po pierwsze to nie do debila jakiegoś... - uniósł palec do góry chcąc dopowiedzieć, że musiałbym do Ciebie napisać, hehe. Taki przyjacielski żarcik by był ale jednak nie - Tylko do Danielle. Puchonka taka. Pewnie nie znasz, chociaż powinieneś. Na pewno byście się dogadali - przyznał znak listu. W końcu Sauriel lubił ciekawostki i różne mniej lub bardziej mądre rzeczy, a Puchoni chyba też... A może nie? Nie wiedział już teraz ale w sumie nie obchodziło go to za bardzo - A to nie tak, że ogr zje wszystko? - dopytał. Stanley nie spotkał nigdy żadnego ogra aby móc go o to zapytać. Może więc Rookwood jednego takiego spotkał i to wiedział? - Widzisz. Mówiłem, że to stara książka i dziurawa... - rzucił tak jakby to co mówił było prawdą. Co by nie mówić - było. Gdyby tylko ktoś wyszukał w indeksie "dalie", zobaczyłby że ta strona jest wyrwana. Borgin chcąc kiedyś zakupić takie kwiaty, wyrwał jedną stronę i pokazał sklepikarce. Dzięki temu zabiegowi miał pewność, że dostanie te kwiaty, których potrzebuje.

Jak powiedział tak zrobił... Stary wstał. Brakowało tylko, żeby po mleko poszedł jak Robercik... Ale w sumie to Sauriel syna nie miał. Po mleko iść nie musiał, zresztą go nawet pewnie nie pił. Co innego gdyby miał iść po rudą - ojojoj, pierwszy byłby w sklepie aby zakupić buteleczkę tego trunku - Jak chujowe łopatki? Łopatka to łopatka! Ciesz się, że łopaty nie przyniosłem! - odparł we własnej obronie, a następnie skierował się do komody z której wyciągnął drewnianą linijkę - Tym zmierzymy 1.5cm - oznajmił, unosząc w triumfalnym geście swoją zdobycz.

Powrócił do stołu, założył gumowe rękawiczki i wziął pierwszą doniczkę do której nasypał do niej ziemi, a następnie jakby nigdy nic wepchnął tam linijkę aby odmierzyć odpowiednią długość. Z boku musiało wyglądać to przekomicznie - zwłaszcza, że Stanley wyciągnął do tego język jakby to zadanie wymagało nadprogramowego skupienia. Bez słowa operował w ziemi. Widząc, że wepchnął wystarczająco głęboko, podebrał łopatką trochę ziemi i sięgnął do woreczka. Z chirurgiczną precyzją wyciągnął dokładnie dwa nasionka - nie jedno, nie trzy, a tym bardziej nie cztery. DWA. Po prostu dwa. Przeliczył je jeszcze 8io krotnie zanim włożył do doniczki i przysypał ziemią - Uff... Ciężka ta robota z tą glebom - przyznał, przecierając pot ze swojej skroni. Tak bardzo skupiony na jakimś zadaniu nie był od bardzo dawna... Ostatnio chyba za czasów Hogwartu albo i nawet wcześniej.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
04.08.2023, 17:39  ✶  

Gdyby Sauriel posiadała sumienie, to właśnie czułby się winny tego, jak bardzo Stanleya podpuścił. Na szczęście dla siebie i na nieszczęście dla Stanleya - sumienia nie miał. Więc tak to się niestety dla jego przyjaciela miało skończyć, że miał wypełniać dokumenciki, jedno oko mając na to, co pisze, a drugie na zielone potwory, które w jego świecie miały dostać nibynóżek i miały próbować uciekać. Czasami naprawdę zastanawiał się, gdzie jest problem i czy Stanley wszystkim daje się tak wkręcać, czy może tylko osobom, którym ufał. Z drugiej strony chyba też dałby się Stanleyowi wkręcić, jakby ten mu powiedział, że się przepisy gdzieś tam zmieniły i teraz musi, no nie wiem, przy podpisie dokumencików złożyć odcisk ust. Chyba? Bo przecież biegające ogórki brzmiały naprawdę absurdalnie...

Rookwood był jaki był, czasami kręcił głową na Stanleya i nie dowierzał, że w niektórych momentach był tym bardziej ogarniętym, ale doceniał Stanleya, szanował i... jak to na przyjaciela przystało - musiał po prostu mu wytykać porażki życiowe! Jak to, że teraz to już kobiety mogą od niego uciekać, a nie wręcz przeciwnie, bo za mało ćwiczy! I w ogóle za dużo czasu spędza za biurkiem. Takie uroki przyjaźni? Ale też wiedział, że każdy potrzebował komplementów, no takich prosto z serducha. Borgin sobie nie raz i nie dwa zasługiwał na to. Okej, pojebany pomysł z ogórkami - ale zarazem jaki genialny! Jakie to było zajmujące, ciekawe i jakie zabawne! Bo Sauriel się świetnie bawił. Na szczęście jednak przy tej świetnej zabawie faktycznie chciał, żeby te ogórki wyrosły. Na nieszczęście był skory do tego, żeby palnąć coś takiego jak to, że ziarenka się będą wykopywać i uciekać. Gdzieś musiał istnieć balans w tym okrutnym wszechświecie.

- Zapamiętam. Danielle spec od ogórków. I to tych zielonych, a nie tych w spodniach. Chyba że..? - Uniósł tutaj brew, patrząc pytająco na kolegę. No bo może to jakaś jego kochanka? Może jednak Stanley dojrzał! Może ma KOBIETĘ, SAMICĘ?! Nie, no niemożliwe. Bardziej się zastanawiał, czy to z Hogwartu jakaś tam jego... eks, z którą kontakt ma po dziś dzień. Akurat w tym temacie nie negował zdolności uwodzenia swojego fumfla. - Chowaj ten paluch bo ci go do dupy wsadzę. - Ooo, nie musiał dokańczać, Sauriel bardzo dobrze wyłapał, co tu mogło być dopowiedziane! Ale powiedział to w zasadzie ze śmiechem. Samego siebie w końcu nazywał debilem. I fakt, jakby napisał do niego to... no tak. Jak do debila. Bo jego odpowiedź brzmiałaby pewnie jako standardowe: co kurwa? - Na ograch to ja się kurwa znam jak na ogórkach. A nawet i gorzej, bo o ogórkach teraz coś wiem. - Na przykład, że ich odmianę jedzą ogry. Czekaj, jedzą? Saurielowi zaczynało się już wszystko pierdolić!

- Penisem sobie odmierz te 1,5cm, kurwa linijką będzie mierzył... - Chciał już powiedzieć, żeby palcem zrobił dziurę i chuj, no przecież ogórkom i nasionom to jedno! Ma być mniej więcej! Ale nie powiedział. Kurwa, to przecież Stanley. STANLEY SYN ROBERCIKA. Tego, co wyszedł po mleko. No tak, Sauriel by po rudą był pierwszą. Ale mleko? Na chuj mu mleko? Ogórki go nie wymagały, więc nie ma to żadnego sensu. Machnął ręką stwierdzając, żeby już sobie mierzył tą linijką, a sam sobie nalał whiskey bo czuł, że będzie jej potrzebował więcej. Pewnie temu to zejdzie teraz półtorej roku na dokładne odmierzanie średnic, głębokości i chuj wie jeszcze czego.

Sauriel prychnął po prostu śmiechem widząc Stanleya w jego pełnym zaangażowaniu. Kurwa... dla gościa to naprawdę sprawa życia i śmierci.

- Dobra, pomogę... - Wziął od niego trochę tych ziarenek i poszedł z drugiej strony. I tak, zamierzał Stanleya oszukiwać, że to półtorej centymetra. Bo on wcale tego nie liczył i się tak nad tym nie pocił. Natomiast Stanley był tak zajęty swoją robotą, że chyba tego nawet specjalnie nie zauważał. Natomiast, żeby nie było, to czarnowłosy bardzo się starał, żeby jednak mniej więcej była taka sama głębokość i sam odliczał po dwa ziarenka. No tak pisali. Tak miało być. Kurwa, jakby te ogórki temu Stanleyowi nie urosły to by mu chyba nigdy nie wybaczył... Trzeba było podejść do tego poważnie. Nie ma rady.

Grunt (hehe), że wspólnymi siłami osiągnęli cel!



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
06.08.2023, 14:52  ✶  

Borgin czasami zastanawiał się dlaczego został tak pokarany przez życie. Najpierw stary co w bojowym zadaniu po mleko wychodzi, potem matka co chce aby skończył w szpitalu (chyba nie psychiatrycznym ale kto wie?), a na koniec kumple i przyjaciele którzy byli chyba najgorsi z tej całej listy. Patrząc momentami na Sauriela miał wrażenie, że gdyby położył się na podłodze to byłby na jego poziomie... ale z drugiej strony to musiał być też poziom Stanleya skoro tak dobrze się dogadywali. W końcu swój do swego ciągnie albo z kim przystajesz takie się stajesz? Czy to mogło oznaczać, że już za kilka tygodni, Borgin będzie mógł się tytułować "Ogórkowym Baronem"?

Ciężko westchnął słysząc komentarz przyjaciela. Czy był zdziwiony? Nie. To było właśnie to czego się po nim spodziewał - Nie - odparł, chcąc uciąć jego wszelkie domysły - Nic nas nie łączyło, nie łączy i nie będzie.. Oczywiście po za znajomością - dopowiedział aby rozjaśnić wszelkie niepewności. Sauriel mógłby się pewnie trochę zdziwić gdyby Stanley mu powiedział o jednym, małym fakcie - mianowicie, że już dawno dojrzał i przestał się zaganiać za innymi damami jak Reksio za szynkom. Można śmiało stwierdzić, że miał kobietę, która miała nad nim pełnię władzy. On był niczym marionetka w jej rękach. Wpadł jak śliwka w kompot lub jak kto woli pod pantofel. Czy mu to przeszkadzało? Nie... chociaż może nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak? Życie pokaże jak bardzo będzie to miało na niego wpływ i czemu jest już za późno na ewentualną próbę ucieczki z tych szponów.

- Hyhyhy... - zaśmiał się pod nosem - trochę jak świnka, ponieważ można było usłyszeć pojedyncze kwiknięcie - na reakcje Rookwooda. Prawdę mówiąc, gdyby nie te setki, tysięcy godzin wypełniania wszelkiej maści raportów to Borgin też by odpowiadał na większość listów w ten sposób co jego wspólnik. A tak to chociaż nauczył się podstaw jakiejś ogłady, prezencji czy ładnego pisania listów w zależności od potrzebnej akurat formatki - Czyli jesteś prawie ekspertem. Tak jak sądziłem... - rzucił jeszcze. W głowie miał jedno pytanie ale nie odważył się go zadać. Czy to przypadek, że ogór pisze się prawie tak samo jak ogr? To musiało mieć coś ze sobą wspólnego... Stanley wiedział, że będzie musiał to sprawdzić w jakiejś księdze lub podpytać swoich kolegów z ministerstwa, wszak tam też były takie tęgie głowy jak on sam.

- No a czym innym chcesz to mierzyć? Chyba nie na słowo honoru - odparł z oburzeniem w głosie. Najpierw mu kurwa każe znaleźć coś od czego można odmierzyć, a potem się pulta o linijkę. To pewnie test... Sprawdza mnie Pokiwał głową na zgodę ze swoim wewnętrznym ja, które było jeszcze głupsze od samego Borgina. Wszystko musiało być idealne - co do milimetra. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Wszyscy czekali, aż powinie im się noga, a oni nie mogli na to pozwolić.

Odkąd zaczął odmierzać te półtora centymetra, był tak skupiony że żadna informacja do niego nie dochodziła. Był we własnym świecie - perfekcji, idealności czy zbytniego dbania o szczegóły. Prawdę mówiąc, ogórkom raczej było obojętne czy będą 1.47 lub 1.52 centymetra pod ziemią. Im to było bez różnicy - co innego Stanleyowi. Po pierwszym udanym zasadzeniu, przeszedł od razu do drugiego i ponownie z pieczołowitością przystąpił do działania. Mniejsza o to, że Sauriel w tym czasie zdążył pewnie zrobić z 12 innych doniczek, robiąc to na tak zwane "oko".

- Uff... Jest kolejna - podniósł wzrok z nad drugiej doniczki i rozejrzał się po stole - Wszystko już zrobiliśmy? - zdziwił się, rozglądając z pewnym niedowierzaniem po stoliku. Jesteśmy zajebiści w te ogrodnictwo... Przetarł ręce na znak ich sukcesu - Dobra. To pozostały jeszcze dwa pytania... - stwierdził, biorąc swoją szklaneczkę w dłoń z której następnie pociągnął solidny łyk - Po pierwsze ile trzeba je podlewać? A po drugie, gdzie my je potem wsadzimy? Bo chyba trzeba będzie je przesadzić gdzieś? Matka tak robiła, że na wakacje znikała na kilka dni aby to porozsadzać gdzieś tam - przyznał z lekkim syknięciem na koniec. Ta ruda jednak trochę paliła ale było to przyjemnie - jakby sam Merlinek stópką dotknął po gardełku.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
11.08.2023, 23:23  ✶  

Ach, właśnie nie było niezauważalne, przynajmniej dla Rookwooda, że Stanley jakoś nie ćwierkał o panienkach. Już nie było a to idę z tą, a to z tamtą, a czy widziałeś jakie nogi ma ta blondi z Gryfonów? I jeszcze parę innych atrybutów, które mogły mężczyznę zachwycić. Nie był pewien, czy te podboje trwają, czy może wycięte zostały całkowicie - obstawiał, że całkowicie. Natomiast winił za to nie stabilną miłość, a stabilne papierki, w których za chuja niczego romantycznego znaleźć się nie dało. Chuja też znaleźć się nie dało, chyba że narysowało się go na marginesie karteczki, co pewnie tym dupkom z Ministerstwa nie przypadłoby do gustu. Ostatnie, czego się spodziewał po Stanleyu to tego, że się ustatkował. Dlatego teraz popaatrzył na niego przeciągle, zastanawiając się, czy ten się z niego zgrywa, czy może jednak on tak całkiem na serio.

- Aay... powiedzmy, że ci wierzę. - Uśmiechnął się do samego siebie pod nosem. Fakt, że były różne poziomy ludzi i że był poziom Sauriela, który nie raz i nie dwa dostał już po mordzie za to, jaką jest świnią i jaki jest obcesowy w swoich chamskich tekstach i zachowaniu. I tutaj nie szczędził ani kobiet ani mężczyzn, choć raczej kobiety miały gorzej. Facetom zazwyczaj po prostu łamał nos, na kobiety rąk raczej nie podnosił. Raczej. Taki z niego był dżentelmen. Pomyśleć, że kiedyś był naprawdę dobrym chłopakiem... chyba nikt by mu dzisiaj w to nie uwierzył. Z drugiej zaś strony były kobiety, które uważały, że jest czarujący i chętnie z nim flirtowały. Ale to pewnie urok złego chłopca, bo jakoś kiedyś tak nie było. Płynnie się jakoś wymienili ze Stanleyem, bo znowu w Hogwarcie Sauriel flirtami był niezainteresowany. Teraz sobie odbijał, ot co.

- Każdy baronowy król ogórków potrzebuje swojego specmistrza ogórkowego. - Sauriel wystawił rękę w kierunku Stanleya na piątkę. No bo co on, ledwie tutaj marny interpretator boskiej księgi ogrodnictwa, w której przekazywana była z pokolenia na pokolenie wśród Borginów wiedza o ogóraskach. A robił, co mówił i starał się, jak mógł! Rozumiał z tego, co rozumiał, to i przekaz wiedzy był... wątpliwej jakości. Bo o jajeczkach, z których rodzą się ogórki i jeszcze próbują uciekać w trakcie. Szkoda gadać. A teraz jeszcze w to wszystko zostały zamieszane ogry. I chociaż czarnowłosy tępy nie był to miał absolutne zawroty i zamieszania głowy od wszystkich informacji, które się dzisiaj tutaj zwaliły. Za dużo tego. Cukinie, cukgórki, czy jak to tam było, a jeszcze kurwa bakłażan i w środku tego - ogr! Dobrze, że Sauriel nie podzielił się problemem z orkami ze Stanleyem, bo dopiero by była debata... W końcu były orki z wody, orki zielone potwory i orki na polu do ich orania. I kurwa co, kto powie, że to nie jedna i ta sama orka?! No jak to udowodnić?! Sauriel nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Tak i nie wiedział, czym różni się ogórek od ogra. Ale kiedyś na pewno się dowie.

Sauriel zrobił całą resztę doniczek i na końcu tak przystanął, patrzył na tego Stanleya, który obliczał pitagorasa w dołkach ogórkowych...

- Świetnie sobie poradziłeś! - Pochwalił go i poklepał po plecach. Ale tak po ludzku, zachęcająco! A nie tak, jak potrafił, że ludziom tchu w płucach brakowało. - Nalej rudej, siadaj pan, bo się pewnie spociłeś po tej robocie i słuchaj. - Jak gdyby nigdy nic i jak gdyby Stanley sam dzielnie zrobił wszystkie doniczki Sauriel odsunął mu zasłużone krzesło, usiadł naprzeciwko i znów otworzył wielką księgę wiedzy ogórczanej. - To robi się tak...

Biorąc pod uwagę, że mieli całą whiskey do wypicia sama nie jestem pewna, czy którykolwiek z nich cokolwiek zapamiętał z tej lektury o tym, jak z ogórkami postępować. Ale w końcu ważne było to, że im się wydawało, że tak!


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4580), Stanley Andrew Borgin (4997)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa