Oczekiwanie, że wszystko czego się podejmiemy ułoży się w idealny sposób... było niebezpieczne. Nikt nie był nieomylny, nikt (nawet i sam ten pierdolony Dolohov) nie mógł przewidzieć wszystkiego, nie mógł założyć z góry, że wie idealnie kto podejmie się działań przeciwko naszemu sukcesowi. Flynn powinien już na tym etapie to rozumieć - nie był tępy, nie był w tym wszystkim nowy, zdążył już nabrać sporo doświadczenia, a jednak - popełniał te same błędy.
ŁAPAĆ GO!
Krzyk brygadzisty poniósł się po ulicy, a zgromadzeni wokół czarodzieje zaczęli nerwowo rozglądać się dookoła siebie. Mężczyzna od razu zrozumiał, że nie ma żadnych szans na ukrycie się przed nachalnym wzrokiem ludzi. Szybkie zaklęcie mające odwrócić ich uwagę od jego twarzy, kaptur zarzucony na głowę i biegnie - czarne pukle wystają spod niego, on jednak ma nadzieję na to, że żadna z tych osób go po tym nie zapamięta. (Spoiler: mylił się.) No i biegnie - na złamanie karku, po brukowanej ulicy, tak szybko jak tylko mógł. ŁAPAĆ ZŁODZIEJA!
Musiał ich jakoś zgubić, a przeciskanie się przez zszokowany tłum wydawało się najgorszym pomysłem na świecie. Skręcił więc w jedną z bocznych alejek, którą można było skrótem dostać się na Nokturn, a przynajmniej tak mu się wydawało, ale ścieżka mająca potencjalnie uratować mu tyłek, była zablokowana wysoką ścianą, a pomiędzy budynkami nie znalazł nic, co mogłoby pomóc mu się schować. Stała tam tylko jakaś dziewczyna - strasznie młoda i chyba odrobinę skołowana zamieszaniem. To była straszna klisza, ale objął ją szybkim ruchem, oparł się plecami o ścianę i przysunął ją do siebie blisko, chcąc wyglądać na przynajmniej odrobinę wyluzowanego. Był rozgrzany od biegu, dyszał i próbował nie patrzeć w bok, nie chcąc zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Oczywiście ta zagrywka mu się nie udała, takie rzeczy udawały się chyba tylko i wyłącznie w filmach - Brygadziści wbiegli do tej bocznej alejki, a Edge musiał zareagować szybko - pchnął tę dziewczynę w ich stronę, a kiedy ci spróbowali złapać ją i uchronić przed upadkiem, ten rzucił się na gzyms budynku jak małpa i zaczął wspinać po ścianie tak, jakby była to najłatwiejsza rzecz na świecie, chociaż nikt normalny nie powinien móc utrzymać się w takiej pozycji. Pracownicy Ministerstwa rzucili kilkoma przekleństwami i kontynuowali swój pościg, bo Edge zniknął w wybitym oknie i po chwili Pokątna wróciła do typowego dla siebie hałasu rozmów i spokojnego rytmu poruszania się odwiedzających ją czarodziejów.
Avelina znów znajdowała się w alejce sama. I nic się jej nie stało. No, przynajmniej fizycznie. Psychicznie musiała być naprawdę rozbita przez to, że kimkolwiek był ten skoczny drań, który obmacał ją na ulicy, nie mógł być szczególnie inteligentny, bo obejmując ją, zgubił przypiętą do paska, materiałową sakiewkę zawierającą najpewniej to, co ukradł. Był to cios podwójny, bo nie zauważyli tego ani on, ani ścigający go Brygadziści.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.