- No... Poza Irytkiem, on jest trochę... irytujący - dodała Brenna ku sprawiedliwości, by potem chłopiec nie mówił, że go oszukały. Chociaż tak, jak Heather darowała sobie wzmianki o wampirach, tak Brenna podarowała opowieść o zrzuconym żyrandolu, złośliwych przyśpiewkach i tym, jak Irytek wezwał nauczycieli do jej bójki z Vincentem, by wpędzić ich w kłopoty.
Mark nie wydawał się przekonany słowami Brenna, a ona, niestety, nie miała zielonego pojęcia, co zrobić, aby poczuł się lepiej. Lubiła dzieci, miała z nimi całkiem sporo kontaktu - byli w końcu Frank, Alice, Mabel - ale czasem obcowanie z nimi było bardziej skomplikowane niż najtrudniejsze śledztwa. Nie mogła nawet powiedzieć chłopakowi, że pieniądze nie mają znaczenia, bo przecież miały...
- Ruda, może zabierzesz Marka po szaty do sklepu Malkin? - zaproponowała w końcu, ściągając z półek książki, które znalazły się na liście potrzebnej pierwszoroczniakom. Z własnej inicjatywy dorzuciła do tego stosiku jeszcze dwie, Baśnie barda Beedle'a oraz Quidditch przez wieki, bo przyszło jej do głowy, że przejrzenie takich "nie naukowych" pozycji może pomóc chłopcu lepiej się odnaleźć. Najpopularniejsze w świecie czarodziejów baśnie oraz informacje na temat najpopularniejszego sportu zdawały się jej całkiem niezłym wyborem. Wyciągnęła cały zestaw ku Wood. Mogłaby zapłacić za niego sama, ale tak jak dla Marka była ważna kwestia finansów, tak miała wrażenie, że dla Heather jest ważne to, by sama pokryła większość kosztów wyprawki. - Ja ogarnę swoje zakupy i kupię wyposażenie na lekcje eliksirów. Wtedy miałybyśmy jeszcze pół godziny, żeby pójść na lody i odpowiedzieć na pytania Marka - powiedziała, uśmiechając się do chłopca. Podejrzewała, że tych ostatnich miał po pierwszej wizycie na Pokątnej bardzo dużo.