• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[ Marzec 1972 ] – Let it live and die

[ Marzec 1972 ] – Let it live and die
Puszek Okruszek
It was a bad idea
Calling you up
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
kręcone, blond włosy | jasne, niebieskie oczy | jasna cera | mówi szybko, głośno | mocno gestykuluje | jej osoba cała żyje | 152 cm | 58 kg | nie jest wychudzona, ma trochę ciała, biust, na który czasami narzeka | ubiera: kolorowe spódnice, w kwiatowe wzory, koszulki na szerokich ramiączkach, wszelkiego rodzaju kamizelki, czasami sandały, a czasami wygodne, buty do chodzenia po lesie, jeśli udaje się w teren ubiera wygodne, luźne spodnie.

Kim Skamander
#11
21.01.2024, 23:33  ✶  

Wciągnęłam ze świstem powietrze, gdy dopadł mojej ręki. Poruszyłam się niespokojnie, ale nie szarpnęłam się, ani nic z tych rzeczy. Byłoby to zbyt nierozsądne. Wpatrywałam się w niego jak łapie moją rękę, jak przystawia usta do mojego nadgarstka i poczułam tylko ból, gdy przebił moją skórę do krwi. Stęknęłam z bólu, kolana ugięły mi się pod moim ciężarem, ale nie upadłam. Dalej twardo stałam zaciskając drugą rękę na pogrzebaczu. Oddychałam szybko, ale starałam się to robić równo, aby uspokoić zdenerwowane serce i przestraszony żołądek, bo zaczynał mnie boleć. Bałam się, że jednak się nie powstrzyma, że jednak mnie zabije, a potem będzie się robił z tego powodu jakies głupoty. Wyrzuciłam to z głowy i skrzywiłam się, gdy mocniej złapał moją rękę, gdy mocniej zaczął pragnąć tej krwi. Z nerwów czułam jak mój żołądek robił fikołki, zaczynało mi się też robić słabo. W końcu trafiłam coraz więcej krwi.

Astaroth kurwa powstrzymaj się. Błagałam wręcz w myślach próbując dać mu szansę. Był tym wampirem krótko. Zaledwie trzy miesiące? Na to by wychodziła, bo wtedy zaczął mówić, że jest chory. Mógł jeszcze nie mieć odpowiedniej kontroli. Zacisnęła dłoń w pięść, tą z której pił.

– Asek – wyrzuciłam z siebie zachrypniętym głosem. Bolała mnie już ręka i wiedziałam, że jak teraz nie zareaguje to za chwilę mogę nie mieć sił, więc zamachnęłam się pogrzebaczem i przywaliłam mu w plecy z całej siły jaką jeszcze miałam. Gdy odsunął się na chwilę od ręki, szybko mu ją wyrwałam i rzuciłam zaklęcie odpychające, aby zaraz spętać mu nogi, by nie mógł się ruszyć. – Pójdę opatrzeć ranę i zaraz do ciebie wrócę, obiecuję – powiedziałam do niego wybiegając szybko z pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi. Nie chciałam, aby jeszcze bardziej kusił się zapachem mojej krwi. Wbiegłam do łazienki, a tam zajęłam się prowizorycznym opatrunkiem. Wróciłam do niego najszybciej jak się tylko dało już z owiniętą bandażem ręką. – Jak się czujesz? – zapytałam podchodząc do niego z ręcznikiem nasączonym wodą, aby w razie czego umyć mu twarz. Ruchem ręki zdjęłam z niego czar pętający, aby mógł się już normalnie poruszać.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#12
23.01.2024, 23:20  ✶  
Brutalna rzeczywistość przestała mieć znaczenie, a picie krwi... że niby obrzydliwe? Z której strony, ja się pytałem? To było najlepsze, co mnie spotkało przez ostatnie dni, więc piłem więcej i więcej, najwięcej, do utraty tchu, którego na dobrą sprawę nie potrzebowałem. Już nie.
Uśmiechałbym się, gdybym nie miał zajętych ust. Śmiałbym się, gdybym chciał przerywać ucztę. Nie chciałem. Nie zamierzałem. A zdrobnienie mojego imienia, które usłyszałem tak blisko, nakazało mi jedynie jeszcze bardziej pilnować skarbu, do którego się dobrałem. Tak, mój skarb, moja krew. I wręcz zarzekałem się, że to uczucie będzie ze mną do końca, póki, cóż, się nie zdziwiłem potężnie.
Czy jeszcze chwilę temu rozważałem, czy Kimi będzie w stanie zrobić mi krzywdę...? Hah! Nic bardziej mylnego! Najwyraźniej nie robiło jej to różnicy, czy to głaz, drzwi albo jej najdroższy przyjaciel, bo momentalnie wyprostowałem się z powodu bólu w plecach i jednocześnie warknąłem niezadowolony, wkurwiony wręcz. Nie miałem jednak czasu ani możliwości na reakcję, bo zaraz niewidzialna siła odepchnęła mnie od Kim i uderzyłem lekko w ścianę, co mnie też nieco przebudziło z oczarowania krwią.
Podniosłem prawą dłoń do ust. Taką bardziej niepewną, bo nie chciałem tego oglądać, a jednak przetarłem wargi mokre od krwi Kimi i teraz wpatrywałem się w moje brudne palce. Nie powstrzymałbym się. Nie dałbym rady. Chciałem ją pić i byłoby tylko gorzej, gdyby się wyrywała. Wiedziałem to. Nie miałem zielonego pojęcia, co mógłbym zrobić aby to zmienić. Zdawało się być... procesem niezwykle odległym. Huh.
Oblizałem te palce i usta. Nie mogłem zaprzeczyć, że było pysznie. Picie krwi było jakieś takie... czystsze niż picie krwi obcych ludzi, ale było mi teraz głupio, że widziała mnie... takiego. I że nie dałem rady się powstrzymać. Matko, jakie to było dobre. To uczucie mocy, życia, magii. Wpływała we mnie wraz z krwią i teraz czułem się lepiej, silniej, bardziej... żywy? Heh. Jak gdybym mógł zmienić swój status martwego...
- Czuję się lepiej... i gorzej - przyznałem, patrząc na nią tak z dołu wyjątkowo, bo wciąż siedziałem tyłkiem na podłodze. Wziąłem od niej ten ręcznik, żeby się przetrzeć, choć zapewne nie było już co ścierać, ale jednak wolałem chociaż udawać, że nie byłem uzależniony od chlania krwi. - Powiedz mi lepiej, co z tobą...? Nie... za bardzo...? Ta twoja ręka...? - zapytałem, zastanawiając się, jak to mogło wyglądać pod tym opatrunkiem.
- Nieźle się urządziłem, co? Zrezygnowałem z pracy w Ministerstwie... i poluję. Na potwory. Na ludzi jeszcze nie poluję - stwierdziłem, uśmiechając się z lekkim żalem. Na kogoś musiało popaść, więc popadło na mnie. - Najgorsze jest to, że typ, który mi to zrobił, spierdolił i dalej jest na wolności. Fajnie, co? - dodałem nieco podkurwiony, bo taki był ze mnie łowca od siedmiu boleści, że nie dość, że dałem się ugryźć i wyssać do cna, to jeszcze pozwoliłem mu uciec. Duma, męska duma ucierpiałaby tu najbardziej, gdyby to jednak życie nie poszło w pizdu.
Puszek Okruszek
It was a bad idea
Calling you up
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
kręcone, blond włosy | jasne, niebieskie oczy | jasna cera | mówi szybko, głośno | mocno gestykuluje | jej osoba cała żyje | 152 cm | 58 kg | nie jest wychudzona, ma trochę ciała, biust, na który czasami narzeka | ubiera: kolorowe spódnice, w kwiatowe wzory, koszulki na szerokich ramiączkach, wszelkiego rodzaju kamizelki, czasami sandały, a czasami wygodne, buty do chodzenia po lesie, jeśli udaje się w teren ubiera wygodne, luźne spodnie.

Kim Skamander
#13
28.01.2024, 19:51  ✶  

Nie chciałam go skrzywdzić, ale nie mogłam postąpić inaczej. Zabiłby mnie w końcu, a tego by sobie nigdy nie wybaczył. Byłam zdolna do tego, aby go za wszelką cenę powstrzymać przed zrobieniem jakiegoś głupstwa. Widziałam w jego oczach wcześniej jak mocno był przerażony tym, że mógłby mi coś zrobić, więc pilnowałam tego, aby nie posunął się za daleko. Ufałam mu nawet po tym jak zobaczyłam, że jest mu ciężko się powstrzymać. Był moim przyjacielem, moją miłością i bratnią duszą, nie zamierzałam go tracić, ani pozwolić mu na czynienie zła. Na upadanie w otchłań tego dziwnego pożądania, które się w nim zrodziło.

Tak, patrzenie na niego jak z ogromnym łaknieniem wgryzał się w moją rękę było obrzydliwie przerażające, ale wolałam, aby był bezpieczny i żeby już mnie nie zostawiał. Nie chciałam być znowu sama. Z czasów szkolnych miałam tylko jego. To z nim przemierzałam korytarze Hogwartu, to z nim wychodziłam po to, aby poznać najmroczniejsze sekrety naszej szkoły. Raz udało nam się znaleźć tajne przejście, ale szybko zapomnieliśmy, gdzie ono było. Miałam wrażenie, że wtedy wszystko było łatwiejsze, nasza przyjaźń, nasze podróże. Od śmierci ojca wszystko zaczynało iść w podłym kierunku, a tu się okazuje, że mój Astharot stał się wampirem łaknącym krwi.

Uśmiechnęłam się szeroko i machnęłam dłonią jakby to była drobnostka, jakby coś takie było w moim życiu codziennością (nie było). Usiadłam obok niego i oparłam głowę o jego ramię zamykając na chwilę oczy. Byłam zmęczona, nie byłam w stanie się skupić i chciało mi się spać. Czułam jak mięśnie mi drżą, jak lekko kręciło mi się w głowie, ale nie chciałam go bardziej martwić. Sama się na to zgodziłam, sama chciałam mu oddać swoją krew. To prawie jak wolontariat, nie? Hah!

– Daj już spokój Ask – odpowiedziałam przytulając się do jego ręki z cichym pomrukiem. – Nie jest tak źle, ale musisz nosić ze sobą eliksir wiggenowy i uzupełniajacy krew, bo jak to ma tak wyglądać to nie wiem, czy będziemy mogli podróżować tak szybko jak wcześniej. Będę więcej spać – zaśmiałam się cicho. – Czaisz? Bo mam nadzieję, że mnie już nie zostawisz i będziemy razem znowu zwiedzać świat. Tak poza tym to w sumie mama zmusiła mnie do dołączenia do Brygady w Ministerstwie. Okropnie tam nudno. I ty jako wampir nie możesz nikogo dziabnąć bez pozwolenia, bo stracisz głowę. DOSŁOWNIE! Stary – spojrzałam na niego krótko, ale zaraz szybko wróciłam do przytulania się. Zauważyłam, że jego zapach się trochę zmienił. Był inny, ale nie wiedziałam, co to było.

– Zgłosiłeś to w Ministerstwie? Powinni się tym zająć, ale jednocześnie będą wtedy mieli ciebie na oku, czy nad sobą panujesz. Ask, obiecaj mi, że nie będziesz nikogo atakować, że nie będziesz zmuszał ludzi do tego, aby dali ci krew. Obiecaj mi, proszę. Możesz się zawsze do mnie zgłosić. Nie rozumiem czemu bałeś się, że nie dam sobie z tobą rady? – uderzyłam go z pięści w brzuch, ale tak lekko, tak po przyjacielsku, tak w zemście i złości za to, że mnie opuścił.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#14
28.01.2024, 23:33  ✶  
Nie podobało mi się to, że Kimi tak bagatelizowała fakt, że stałem się krwiopijcą, jak gdyby to, co miało przed chwilą miejsce, wcale nie zagrażało jej życiu. Ba!, planowała podróże, nasze wspólne podróże, tak we dwoje, kiedy ja obawiałem się nosa wyściubiać poza dom, szczególnie kiedy nie byłem bezpośrednio po... jedzeniu. Jedzeniu, tak. Nie chciałem jej psuć tego pięknego obrazka, tylko że został on już popsuty trzy miesiące temu. Musiałem myśleć realistycznie, a nie pchać się jak ta pchła na każdy fajny sierściuchowaty grzbiet.
Objąłem ją ramieniem, choć zwątpiłem by było to dla niej przyjemne, to obejmowanie przeze mnie, w porównaniu z tym, co miało miejsce jeszcze nie tak dawno temu. Byłem chłodny, zimny. Nie biło mi serce, w żyłach nie płynęła krew. Stałem się trupem. Nie było nic przyjemnego w trupach.
Ciekawe byłem, co dokładnie czuje, jaka była różnica, ale obawiałem się o to zapytać. Na tę chwilę nie chciałem znać odpowiedzi, choć wiedziałem, że w końcu to zrobię. W celach naukowych, rzecz jasna.
  - Nie zgłaszałem tego w Ministerstwie. Rodzina trzyma to w tajemnicy, więc gdybyś mogła... zachować to dla siebie, byłoby świetnie - odezwałem się i milczałem, bo nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Nie chciałem jej odrzucać, ale tak miało być lepiej. Nie kontrolowałem tego, jak dobrze zauważyła. Byłem niebezpieczny. Potrzebowałem Gerarda, żeby czuwał nade mną, kiedy będę... Tak, nie mogłem tego robić w warunkach niekontrolowanych. Chciałem więcej. Wciąż mi było tak ciepło na myśl, że mógłbym... więcej.
Przytuliłem ją mocniej do siebie, obawiając się, że to właśnie taka ostatnia nasza chwila. Nie chciałem tu być jakąś dramatyzującą nastolatką, ale chyba właśnie na taką miałem wyjść. Cóż, jeśli będzie trzeba, to po prostu pojadę po chamie.
- Jesteś cudowna, Kim, ale... to ty mi obiecaj, że więcej nie będziesz mi podtykać ręki, kusić mnie do picia krwi ani... się do mnie zbliżać. To niebezpieczne - zauważyłem niepocieszony, patrząc gdzieś w bok. Nie chciałem widzieć jej reakcji. Wolałem ją zapamiętać uśmiechniętą i promienną, a nie chcącą mnie zamordować. - Nie mogę już podróżować. Muszę poznać... i oswoić...? Muszę ogarnąć to, czym się stałem. To nie jest tak, że mi powiesz nie atakuj ludzi, ja powiem ok i sprawa załatwiona. Odezwałem się do ciebie, bo się nakręcałem, nie mogłem przestać myśleć o tym, że jesteś tu żywym workiem krwi, w który mogę się wgryźć. Nie chciałem by to miało miejsce, to, co się zdarzyło, ten incydent, bo jednak nie chciałbym cię zabić. Nie chciałbym nikogo zabić... Może oprócz tego zwyrola, co mi to zrobił, ale... Wiesz, o co mi chodzi, nie? - zapytałem, łapiąc ją za rękę. Obawiałem się, że zaraz to lekkie uderzanie z pięści mogło się przerodzić w coś bardziej potężniejszego. Z drugiej strony, Kimi zdawała się być znużona. Nawet drżała. Nie chciałem by to była prawda, ale chyba już przesadziłem. Z tym czymś. Piciem. Tej krwi. Jej.
Kim mogła zauważyć, że ten ogień życia, który się we mnie tlił jeszcze podczas naszych ostatnich spotkań, gdzieś zgasł. Teraz to właściwie liczyło się tylko przetrwanie. I niewyssanie kogoś do cna. Nie chciałem być potworem, więc miałem nadzieję, że ona to zrozumie.
- Przykro mi, Kim - szepnąłem do niej jedynie. Chodziło o mnie, o jej ojca, o głupią pracę w BUMie, o to wszystko złe, co nas spotkało w ostatnim czasie. Poruszyłem się i przytuliłem ją mocno do siebie. Nie chciałem by myślała, że jej już nie chcę. Po prostu nie chciałem jej krzywdzić.
Puszek Okruszek
It was a bad idea
Calling you up
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
kręcone, blond włosy | jasne, niebieskie oczy | jasna cera | mówi szybko, głośno | mocno gestykuluje | jej osoba cała żyje | 152 cm | 58 kg | nie jest wychudzona, ma trochę ciała, biust, na który czasami narzeka | ubiera: kolorowe spódnice, w kwiatowe wzory, koszulki na szerokich ramiączkach, wszelkiego rodzaju kamizelki, czasami sandały, a czasami wygodne, buty do chodzenia po lesie, jeśli udaje się w teren ubiera wygodne, luźne spodnie.

Kim Skamander
#15
29.01.2024, 20:57  ✶  

Nie przeszkadzał mi jego chłód. Może odrobinkę nie byłam do niego przyzwyczajona, ale dawało się to znieść. Liczyło się dla mnie, że znowu był obok, więc, gdy tylko mnie przytulił odetchnęłam z ulgą. Ręka pulsowała mi bólem, nie było to przyjemne, ale nie miałam przy sobie żadnych leków przeciwbólowych. Nie spodziewałam się, że coś takiego mnie spotka. Gdyby mnie ostrzegł załatwiłabym wszystko, co byłoby w takiej sytuacji potrzebne. Pieprzony gbur i dziwak! Jak mógł mi nic nie powiedzieć. Miałam do niego więcej żalu niż obrzydzenia, tego ostatniego praktycznie było najmniej. Żal był spowodowany tym, że mi nie zaufał, że mi nie powiedział, bo myślałam, że mówiliśmy sobie o wszystkim. Ba!, wiedział nawet o tym kiedy dostałam pierwszej miesiączki, a nie mógł mi powiedzieć o tym, że został pieprzonym wampirem?! Nie powiedziałam jednak tego głośno, nie chciała wysypywać na niego za dużo żalu. Czułam, że i tak pluł sobie w twarz, że nie był w stanie się powstrzymać, czułam jego strach jakby był moim własnym strachem, ale może byłam idiotką – nie bałam się go. Wiedziałam, że damy sobie radę.

– Zachowam, ale to dosyć nie rozsądne posunięcie. Nie jesteś winny tego, że jakiś frajer zamienił cię w wampira. Mogę ci pomóc go odnaleźć. W końcu jestem Brygadzistką! – puściłam do niego oko, ale ostatnie słowo było wypowiedziane dosyć ponuro. Na bank rozumiał dlaczego, bo nigdy nie chciałam pracować w samym Ministerstwie. Byłam wolnym strzelcem i robiłam, co chciałam. Nie lubiłam takiej pracy pod prawem. Może to było też spowodowane tym, że moja mama zawsze była chłodna i zdystansowana?

– Debil – odsunęłam głowę od niego i spojrzałam na niego jakby właśnie próbował mi wcisnąć kit, że świnie potrafią latać. – Słuchaj Ask – powiedziałam z delikatną złością – Nic ci nie podtykałam. Potrzebujesz zgody, aby być bezpieczny. Od przypadkowej osoby z ulicy takiej zgody NIGDY nie otrzymasz, rozumiesz? Musisz zaakceptować to w jakiej jesteś sytuacji i ode mnie zawsze uzyskasz pomoc. Ode mnie też masz pewność, że ci pierdolnę zaklęciem w plecy jeśli będziesz posuwał się za daleko. Ze mną masz też pewność na gacie Merlina, że mnie nie zabijesz, bo ci na to nie pozwolę, rozumiesz? Jesteś aż tak głupi, aby myśleć, że będę się ciebie brzydzić, bo jakiś psychopata cię zabił i zmienił w wampira? Na serducho Bogini typie, jesteś moim przyjacielem. Kocham cię i nie opuszczę. – czułam jak oczy mnie pieką, bo zbierały mi się w nich łzy. Usiadłam na swoich piętach, aby móc na niego spojrzeć. – Dobrze wiesz, że potrafię magię bezróżdżkową, dobrze wiesz, że nie zawaham się ciebie odciągnąć w drastyczny sposób, co ci dzisiaj udowodniłam. Daj sobie pomóc, bo sam to zbzikujesz. Rozumiesz? Pomogę ci zapanować nad tym głodem. Wiem, że jest sporo wampirów, którzy panują nad pragnieniem. Poćwiczymy – szepnęłam drżącym głosem. Nie mogłam znieść tego jak bardzo był przerażony, jak bardzo zdziczał przez swoja obawę, że kogoś skrzywdzi. To łamało mi serce.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#16
29.01.2024, 22:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2024, 22:17 przez Astaroth Yaxley.)  
Kurde! Jakaś taka głupia sytuacja z tego wyniknęła, melodramatyczna na tyle, że już miałem jej po dziurki w nosie, a na domiar złego, to raczej nie potrafiłem być chamiszczem z prawdziwego zdarzenia względem Kimi, bo już mi się serce... Czy co tam się krajało u wampirów...? Sumienie? Cóż, już nie mogłem patrzeć na to, że ma załzawione oczęta, a co to by dopiero było, kiedy by wstała i stąd wybiegła zapłakana? Cóż, Ojciec mnie zabije. Matka mnie zabije, a siostra to dobije... może z litości. Głupi byłem i tyle. Miałem to niej zbyt dużą słabość i potem kończyłem jak kończyłem z głupimi akcjami na koncie, w tym z przyjaciółką w postaci worka krwi. Nie podobała mi się ta wizja cholernie, ale dla niej najwyraźniej stała się idealnym wyjściem z naszych beznadziejnych sytuacji, więc nie przytaknąłem, ale jednak przytaknąłem. Ona na pewno już wiedziała po moim wymownym niezadowoleniu, że wygrała tę bitwę. I oby wygrała wszystkie kolejne, bo nie chciałem patrzeć na jej trupa.
Dźgnąłem ją w brzuch za te moje wcześniejsze dźgnięcie w brzuch i poderwałem się nawet ze swojego miejsca by ją przygwoździć swoimi rękoma do podłogi.
- Sama jesteś debilką! Chcesz iść pod wampirzy ząb z własnej nieprzymuszonej woli - zaśmiałem się z niej dla rozładowania atmosfery. - Czy to ładnie takie rzeczy przyrzekać na serducho Bogini Matki, hę? Weźmie i ci spierze dupę, a ja będę na to patrzył.
Nie sądziłem bym w najbliższym czasie opanował głód na tyle, bym nie potrzebował interwencji osób trzecich. Za bardzo mnie to kręciło, kiedy jadłem, więc czekała mnie długa przeprawa poprzez pokusy. Chciałem czuć się żyw, pełen energii, a to zapewniała mi krew, której nie mogłem tak łapczywie chwytać. Z roztropnością, umiarem, elegancją swego rodzaju. Może faktycznie Kim mogłaby mi pomóc, być może bardziej skuteczniej niż Gerard, ale... Da sobie radę. Byłoby fajnie. I fakt faktem, że przechodnie za nic by się nie zgodzili na wyssanie krwi, a za takiego przystojniaka się nie uważałem by każda panna zamierzała rzucać się w moje ramiona, nawet pomimo wampiryzmu, choć zapewne kilka takich by się znalazło. Tak na tym Woodstocku to... I w Hiszpanii też w sumie nie narzekałem na brak powodzenia. Ale byłem wtedy z Kimi, więc wolałem bawić się z nią niż jakimiś przypadkowymi laskami.
- Potem o tym wszystkim pogadamy. Zdaje się, że jesteś znużona. Nie mogę na to patrzeć... To przeze mnie??? - zapytałem ją, wstając i wyciągając rękę w jej kierunku, ale nie po to by pomóc jej wstać, chociaż trochę potemu właściwie. Tylko że od razu pochwyciłem ją w ramiona. Była taką małą lalką, hehe. Już zdążyłem zapomnieć, jaka była niska i drobna w porównaniu ze mną. Szkoda tylko, że ta słodycz zewnętrzna nie łączyła się z jej wnętrzem. Kim nie była słodka, była z charakteru upierdliwym człowiekiem.
- Było mnie zdzielić wcześniej. Jak mam ci ufać, skoro też nie masz umiaru, jak i ja....? - zapytałem ją zaczepnie. Dokuczałem jej bardziej niż się przypierdalałem. Decyzja została podjęta, co nie oznaczało, że nie będę o tym myślał, że nie będę żartował na ten temat w sposób lekki albo mroczny, więc... W sumie było coś w tym uroczego, że mnie zdzieliła pogrzebaczem. Była szkrabem-psychopatą. Aż się zaśmiałem na tę myśl, a jeśli zapytała, to się nawet rozprułem, co sądzę o jej metodach walki z wampiryzmem.
Puszek Okruszek
It was a bad idea
Calling you up
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
kręcone, blond włosy | jasne, niebieskie oczy | jasna cera | mówi szybko, głośno | mocno gestykuluje | jej osoba cała żyje | 152 cm | 58 kg | nie jest wychudzona, ma trochę ciała, biust, na który czasami narzeka | ubiera: kolorowe spódnice, w kwiatowe wzory, koszulki na szerokich ramiączkach, wszelkiego rodzaju kamizelki, czasami sandały, a czasami wygodne, buty do chodzenia po lesie, jeśli udaje się w teren ubiera wygodne, luźne spodnie.

Kim Skamander
#17
08.02.2024, 14:20  ✶  

Miałam nadzieję, że Astaroth będzie miał wystarczająco oleju w głowie, aby mnie nie porzucać drugi raz. Wtedy już pragnienie krwi nie będzie dla niego największym problemem, a ja z osinowym kołkiem, który wepchnę mu w pierś! Może przesadzałam, ale taka już byłam, nie? No ludziska do jasnej cholery nie chciałam go stracić, nie z powodu tego, że stał się jakimś wampirem. Wolałabym, aby po prostu mnie zabił niż opuścił? Nie wiem, może jestem zbyt zmęczona, aby myśleć, może jestem zbyt rozkojarzona, aby logicznie myśleć. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym jak na tym, że od dzisiaj mój kochany Asek miał być krwiopijcą, bestią łaknącą krwi. Spojrzałam na niego z troską, z tym błyskiem ciepłego uczucia w moich niebieskich oczach. Miałam nadzieję, że mnie zrozumie.

Z moich ust wydostało się zaskoczone jęknięcie. Spojrzałam na niego z delikatną złością, bo nie wolno mu było mnie atakować z zaskoczenia. W prawdzie była to zasada, którą właśnie wymyśliłam, a której on jeszcze nie zdążył zaakceptować, ale jednak zaraz się zaśmiałam czując jak moje policzki nabierają kolorów czerwieni. Moja blada twarz zawsze szybko się rumieniła, co często było powodem z jego strony do śmiania się ze mnie.

– Nie udawaj gargulcu, że ci to przeszkadza – wytknęłam do niego język nie przestając się uśmiechać. – Poradzimy się, zobaczysz. – dodałam jeszcze patrząc na niego z iskierkami wesołości w oczach.

Skorzystałam z jego pomocy i podniosłam się ku górze, ale zaraz potem wylądowałam w jego ramionach; przewróciłam oczami. Przekrzywiłam lekko głowę i wytknęłam do niego język znowu.

– Świat nie kręci się tylko wokół ciebie. Może wykończył mnie inny przystojny wampir, hm? – zażartowałam, ale zaraz pokręciłam głową – Odrobinę ty, ale byłam też od rana na nogach, zjeżdżałam na nartach, intensywny dzień. Wziąłeś sobie tej krwi dosyć dużo, ale spokojnie. Prześpie się i powinno być dobrze. Ile w ogóle potrzebujesz tej krwi, aby nie umierać i czuć się odpowiednio? – zapytałam dosyć niepewnie. Faktem było to, że jeszcze trochę potrwa nim moja głowa zaakceptuje to, że on musi pić krew, a nie whisky, czy mój ukochany rum.

– Hej, to nie tak, że nie mam umiaru. Jeszcze sama nie wiem, w którym momencie jest za dużo okej? Nauczymy się nowej sytuacji i niedługo będzie lepiej. Coś się wymyśli. Może można to cofnąć? W sumie nie wiem. Poczytam później o wampirach – odparła ziewając przeciągle. – Chodź spać. Jutro zrobisz mi śniadanie w ramach rekompensaty – wyszczerzyłam się uroczo i wskoczyłam mu na ręce, aby mógł mnie zanieść. Niech się do czegoś przyda, nie? – Co cię tak bawi? – prychnęłam trzymając się go mocno. No dalej, do sypialni panie Yaxley krzyczały moje oczy.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#18
18.02.2024, 20:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 20:17 przez Astaroth Yaxley.)  
Obyśmy się nauczyli tej nowej sytuacji, bo nie ręczyłem za siebie, jeśli dojdzie do gorszego incydentu niż dziś. Nie chciałem tego mówić Kimi, obarczać ją swoimi mrocznymi myślami, ale rozważałem różne opcje, w tym definitywną śmierć, więc zdecydowanie preferowałbym, gdybyś nauczyli się tej nowej sytuacji. Nie lubiłem tego, czym się stałem... Słowo wampiryzm, wampir czy sformułowanie picie krwi wciąż topornie przechodziło mi przez głowę, a przez usta jeszcze ciężej. Jakieś wariactwo totalne. Może to  jednak okaże się być złym snem i jutro obudzę się u boku Kimi na jakimś Bali?
- Bawi mnie to, że jesteś szkrabem-psychopatą. Zdzieliłaś mnie po plecach pogrzebaczem... Pewnie będę miał niemałego sińca. Skąd ty bierzesz tę siłę? - zapytałem ją tak bardziej kpiąco, dla sportu, choć na dobrą sprawę to powinna być delikatną paniusią, a nie walecznym gnomem. - I druga zabawna sprawa, że ja nie śpię. Właściwie, to śpię, ale nie muszę spać. W okolicy grasuje potwór, więc pewnie będę na niego polował, ale jak wrócę to chętnie zrobię ci śniadanie - odparłem. W ramach rekompensaty mogłem być jej uniżonym sługą. Przynajmniej dopóki będzie mnie raczyć swoją słodką krwią. Huh. Jak myślałem o tym życiodajnym uczuciu, jak gdyby ktoś mnie ładował czystą energią, całą mocą świata, to miałem ochotę na więcej, więc tym samym nie byłem pewien, czy były jakieś granice w piciu krwi i czy istniało ogólne nasycenie.
Wzruszyłem ramionami na tyle, na ile pozwalało mi niesione ciało Kimi. Ruszyłem na dół po schodach. Ostrożnie, żebyśmy się oboje po tych stromych schodach nie zjebali w dół. Dopiero by było.
- Za wiele nie wiem. Najchętniej bym non stop... pił krew. Wcześniej... raczej miałem udostępnione mniejsze porcje, więc nie bez powodu unikałem wychodzenia z domu - zauważyłem, ciesząc się, czując niemałą ulgę, że Skamander była tak blisko mnie, że mogliśmy się dotykać. Brakowało mi jej, jej ciepła i tej naiwności, wiary, że wszystko się jakoś ułoży.
- A jadłaś coś dziś, tak poza tym, czy tylko chlałaś? - zapytałem ją, bo mnie taka znienacka myśl naszła, że znowu mogła iść sobie w kulki z normalnym odżywianiem się. Czasami doprowadzała mnie tym do szału, ale w końcu się grzecznie słuchała i jadła. Pytanie, czy było co czekać do śniadania, czy już teraz trzeba było w nią wpychać prowiant...? - I powie mi, milejdi, do których komnat zanosić? Gdzie chcesz się zdrzemnąć? - dopytałem, bo nie byłem pewien, czy ten pokój gościnny co zwykle.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (4263), Kim Skamander (3673)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa