• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[30.07.1972] Feather | Vakel & Victoria

[30.07.1972] Feather | Vakel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
16.07.2024, 23:17  ✶  

Ciemnowłosa nie miała bladego pojęcia o tym, że Vakel wcale szaleńczo nie kochał swojej żony, a że ją szaleńczo nienawidził. Nie wiedziała, że małżeństwo zostało zawarte właściwie wbrew jego woli, że tak wile czasu był pod wpływem naprawdę potężnej magii. Nie wiedziała też, że tak bardzo kojarzy mu się z własną żoną, że nienawidzi jej równie mocno. Do tej pory Vakel odnosił się do niej zawsze dobrze, Lestrange myślała, że to właśnie dlatego, że miała tak dobry kontakt z Annaleigh; nie sądziła, że to właśnie to, ten kontakt, pomimo wyraźniej różnicy wieku, okaże się gwoździem do trumny, że to właśnie dlatego i przez pewną zbieżność charakterów, Dolohow najchętniej widziałby, jak ktoś miarowo uderza twarzą Victorii o betonową posadzkę, a później zostawia ją tak na pastwę losu. Że wolałby, by sczezła – nawet jeśli tak w gruncie rzeczy nie była tak wyrachowana jak Ann i nie zrobiłaby tego, co robiła ona. Przyszła tu do Vasilija w dobrej wierze, nigdy nawet w najśmielszych snach nie przypuszczając tego, co faktycznie o niej sądził, choć tak na dobrą sprawę to znał ją bardzo powierzchownie.

– Vasilij, może wyciągam z tego dużo za dużo, może tylko sobie dopisuję scenariusz do tego, czego nie rozumiem, ale wytłumacz mi… Weszliśmy do Limbo… i weszliśmy tam przeze mnie. Czym był ten fioletowy dym, który widziałam tylko ja? Czym były obrazy, które przez niego zobaczyłam? Czym było to uczucie tak silne, że nie potrafiłam… że nie chciałam się oprzeć, jakby to był mój obowiązek, największa powinność tego świata pomóc kobiecie, którą widziałam w dymie? Pomóc… obronić. Musiałam ją obronić i szłam prosto w ogień i weszłabym w niego sama, albo prosto pod nogi wielkiego żywiołaka, gdyby mnie nie powstrzymali. Dlaczego wiedziałam że musimy wejść w ogień? Skąd to wiedziałam? Jestem oklumentką, a jednak nie poczułam nawet tknięcia w moją świadomość, ani głosiku, nic – czym więc to było? Czym, jeśli nie jakimś wejrzeniem w coś, czego ludzie widzieć nie powinni? Vasilij zastanawiał się, dlaczego niektórzy po tym zdarzeniu byli bardziej religijni, a nie na odwrót, a Victoria znała odpowiedź, a przynajmniej znała swoją odpowiedź, bo nie mogła mówić za innych. – Zawsze uważałam to wszystko po prostu za bajki, że tam nic nie ma, że nie ma nikogo. Nie uważam, że bogowie, jeśli jest ich więcej, są mściwi. Uważam, że są ponad tym, a my jesteśmy dla nich tylko mrówkami. Dlaczego mścić się na mrówkach i za co? – to znaczy wiedziała za co, sama trochę się bała mrówek, ale to był malutki lęk, nic poza tym. – Myślę, że są obojętni, bo nie jesteśmy w stanie im zaszkodzić. Jeśli tamta kobieta była odbiciem boga, którego całą osobą pragnęłam chronić, a później widzieliśmy ją całkiem rozpłataną, a jednak pomimo rozkładającej się hmm… fizycznej powłoki, o ile w Limbo cokolwiek może być fizyczne, ta nadal mogła się z nami porozumiewać, to… Ja sądzę, że bogowie nas nie opuścili, po prostu obserwują. Może z ciekawości? Co zrobimy z zasadami? Jak taki eksperyment może? A może cykl to tamta kobieta? Może to właśnie cykl przyjął fizyczną formę, żeby łatwiej nam to było pojąć? Może to nie bogini, może nie ma bogów, może jest tylko cykl, byt i niebyt jednocześnie – to wszystko to był tylko wyrzyg jej umysłu, zbitek myśli, teorii niepopartych absolutnie niczym, gdybanie i filozofowanie, by jakkolwiek wytłumaczyć obrazy, jakie widziała oczami… a może wcale nie oczami, a duszą. Albo coś jej podali i była na prawdziwym haju, tylko kiedy i gdzie, skoro jej towarzysze zdawali się być przynajmniej trochę bardziej odporni?

Musiała przyznać, że Vasilij miał trochę racji: skąd ta energia się bierze? Jak była odnawiana, dlaczego u jednych to działało, a u innych nie? Mówił z sensem, musiała się z nim zgodzić, dlatego zamilkła na dłuższą chwilę, ewidentnie zamyślona nad tym, co mówił.

– A co jeśli… hmm… Co jeśli po prostu ta energia jest do nas wysyłana i trzyma się nas tak długo, odnawia się tak długo, póki nasze procesy życiowe podtrzymują dla niej naczynie, którym jesteśmy? I do pewnego momentu jest w stanie się regenerować, tak długo, aż nie odczepi się od ciała i nie dotknie znowu Limbo przy naszej śmierci? Nie wiem – ciemnooka wyraźnie zmarszczyła brwi, próbując złapać jakąś myśl, która kręciła jej się po głowie, zresztą jak zawsze, jak jakiś temat ją zafascynował. Lubiła teoretyzować, lubiła też te teorie sprawdzać, o ile było ku temu podłoże. Zawsze była głodna wiedzy, już od szkolnych lat – milion myśli i milion pomysłów, niektóre były strzałem w dziesiątkę, a niektóre wielkim pudłem. – Może faktycznie coś stamtąd zabrałam. Ale… w takim razie czemu jestem tak zimna jak trup? – była nawet pewna, że zabrała, ale nie mogła się przecież przyznać, że nekromantka robiła na niej testy na początku maja, a wszystko wskazywało na to, że jakaś obca energia wypełniała jej ciało. Zaś co z jej własną energią? Straciła ją? Zniknęła? Skryła się przyćmiona tą nową? Nie wiedziała. To były kolejne pytania bez odpowiedzi, w większości gdybanie, bo naprawdę nie uważała, że Dolohov będzie znał na to odpowiedź. I nie oczekiwała jej, jak zresztą na większość rzeczy, jakie powiedziała. Myślała raczej, że może… może będzie coś wiedział, przypuszczał, ale z innego powodu: bo jak sam to nazwał, jego umysł mógł przebywać wszędzie na raz. – Jesteś w stanie coś na ten temat wyczytać? Cokolwiek? – nie wiem, z  fusów? Z gwiazd,  kurwa, z… z dłoni, z dupy Maryny, szklanej kuli, liczb czy czegokolwiek innego, choćby tego strumienia świadomości.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#12
10.08.2024, 19:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2024, 20:59 przez Vakel Dolohov.)  
- Nie odnieś wrażenia, jakbym na siłę chciał wyszarpać cię z bycia utwierdzoną w byciu tak blisko spotkania z bogiem, to jest bardziej moja fascynacja tematem pchająca mnie do zadawania pytań, ale ileż ja widziałem w życiu rzeczy, których nie powinienem widzieć... Nosisz w sobie wspomnienia innych osób, najpewniej przez napełnienie się energią należącą do nich, dlaczego nie mogłaś doświadczyć zetknięcia z energią, która manifestowała się taki sposób? Nabierała kształtów, jakie my ludzie możemy łatwo zrozumieć? Z jakiegoś powodu to zawsze jest człowiek. Wszędzie doszukujemy się ludzkich twarzy. W plamach, w cieniu widzianym kącikiem zmęczonego oka. Tak, to jest ta koncepcja, która zawsze przyciąga moją uwagę. - Bo boskość od zawsze była tak bliska jego sercu. Lubił nazywać się bogiem, być bogiem, doszukiwał się w tym pragnieniu ludzi do postrzegania bogów przez pryzmat ludzkich zachowań i nadawaniu im ludzkiego wyglądu inspiracji do tego, kim mógłby się stać. I jasne, u podłoży tego wszystkiego leżał narcyzm, ale też... samotność. Nie mogła się oprzeć, bo to jej obowiązek. Zupełnie jak Peregrin niepotrafiący porzucić swojego stanowiska nawet wtedy, kiedy wykraczało to poza zakres jego obowiązków. Bycie dla kogoś tak istotnym, że szalał - jego substytut miłości.

- To, w jaki sposób działają nasze ciała jest według mugolskich teoretyków wynikiem ewolucji. Zawsze lubiłem sobie wyobrażać, że wykształciliśmy zdolność przyjmowania i oddawania energii nie bez powodu. To jest zakodowane w tym jak działamy. Jednym z najprostszych zaklęć nekromanckich jest to polegające na przekazywaniu energii. Nasze ciała potrafią ją zarówno z siebie wyciągać, jak i ją odbierać. Przyjmować jako swoją i wydłużać własne życie. - Z ciężkim sercem musiał przyznać, że Victoria Lestrange zadawała dobre pytania. Sprzeczne ze zbudowanym przez niego obrazem świata, ale on tego obrazu nie bronił, nie tej części. Bo ta część, której prawdziwość kobieta podważała znakami zapytania, nie dotyczyła bezpośrednio osoby. Pytania, nawet złe, nietrafnie sformułowane, przesiąknięte emocjami, Dolohov uważał za naturalną kolej rzeczy i coś nieuniknionego, jeżeli chcieliśmy się rozwijać.

- Nie jesteś.

Pokręcił głową.

- Oczywiście. Widziałem fragment tego, co ma się wydarzyć jeszcze przed sabatem, to nie mogą więc być sprawy nieprzewidywalne. - To mówiąc, sięgnął do szuflady, w której trzymał koszyk z klejnotami i kartami. - Nie jesteś zimna jak trup. - Wrócił do poprzedniego tematu, odsuwając koszyk i zabierając się za tasowanie idealnie zachowanej, chociaż leciwej już talii. - One są zimne, bo nie płynie w nich krew, ale jakoś nie słyszałem, żeby zionęły zimnem podobnym do twojego. - Więc nie była zimna jak trup.

- W takich sytuacjach najłatwiej zaczynać od ogólników, od tego więc zacznę. Spróbuj otworzyć się na to, nawet jeżeli twój umysł to twierdza.

Przy wyborze pierwszej z kart kazał jej pomyśleć o tym, co wydarzyło się na sabacie. O emocjach, jakie wtedy jej towarzyszyły. Środkowa karta miała być obrazem teraźniejszości, a dopiero trzecia - przyszłości, która zapewne najbardziej ją interesowała.

Rzut Tarot 1d78 - 21
Sąd ostateczny

Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

Rzut Tarot 1d78 - 45
Król Mieczy

Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

Rzut Tarot 1d78 - 19
Gwiazda

Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

- Sąd jest przedostatnią z kart Wielkich Arkanów i odpowiada za sytuację, w której pojawia się więcej niż jedno rozwiązanie. Znajdowałaś się w scenie, w której dalsze losy tego, na czym ci zależy zależały od twojego wyboru. Karty w rozkładnie mogą zostać wybrane w pozycji prostej lub odwróconej, twoja jest prosta Victorio, w moim odczuciu nie ma tu mowy o regresji ani poważnym błędzie. Cokolwiek się wydarzyło, poszłaś dobrą ścieżką, a wielkie dzieło, do którego prowadzi, chyli się ku końcowi. Karty mówią ci, żebyś pogodziła się z danym ci i zaakceptowała los będący konsekwencją twoich decyzji, jednocześnie zapowiada, że postawił wtedy kropkę, po której nadal toczą się kolejne zadania.

Król Mieczy to bezduszny władca swojego dworu i zwykle widuję go wtedy, kiedy nad osobą zadającą pytanie wisi ciężar jej rodziny, najczęściej ojca. Wiesz dobrze, jakie pytanie mógłbym zadać ci, prawda?
- O Lorda Voldemorta. Nie zadał go, bo był zbyt zapatrzony w siebie, aby uznać, że przywódca rebeliantów wysłałby po te odpowiedzi kogoś innego. - Uważam, że ta Arkana pojawiła się w tym rozkładzie ze względu na nabytą przez ciebie duchowość. Z tej perspektywy nabiera najprzychylniejszego dla ciebie znaczenia zdobywania nowej wiedzy i pogłębiania jej, chęci pójścia naprzód. Ta karta w przeciwieństwie do ciebie jest gorąca jak ogień i parzy swoją energią, ale ona nie sparzy cię, a jedynie rozgrzeje twoją duszę.

Przyszłość...


Przesunął palcami kartę Gwiazdy. Ze wszystkich dotychczasowych wydawała się najmniej oczywista. Naga kobieta zaglądająca w taflę wody, pochylająca się nad stawem, w którym nie odbijała się żadna z gwiazd na ciemnym niebie.

- To karta wdzięku i wyrafinowania. Czeka cię tam szansa, powiew świeżości nieprzerwany niczym oprócz delikatnego szumu wiatru. Stworzysz coś, nawet jeżeli nie wiesz jeszcze, co to jest, ale urodzisz w swoim umyśle coś nowego. Twój instynkt cię nie zawiedzie, a ta historia nie jest dla ciebie czymś, co miało zakończyć twój żywot, lecz pchnąć cię do przodu. Gwiazda zapowiada, że to historia twojego wielkiego wzniesienia.

Zebrał karty i przetasował je.

- Zadaj mi konkretne pytanie.


with all due respect, which is none
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
14.08.2024, 13:25  ✶  

Jedyne co mogła zrobić, to lekko wzruszyć ramionami. Oboje poruszali się po polu przypuszczeń, domniemywań i teorii, gdzie nic nie było pewne i zarazem wszystko mogło być możliwe. To całe zjawisko związane z Limbo mocno doskwierało Victorii, która starała się mocno stąpać po ziemi i nie wierzyć tylko w czyjeś słowo; zawsze było tak, że musiała sama sprawdzić, sama poczytać, sama wyciągać wnioski – do tego ją przecież stworzono, dlatego miała mózg, swój rozum, a potrzeba wiedzy i ciekawość zawsze była w niej silna. I jednocześnie… na własnej skórze doświadczyła Limbo, spotkania z jakimś bytem, który mógł ale nie musiał być bogiem, mógł to być tylko wytwór jej wyobraźni, zbiorowa halucynacja i tak dalej. Jednak to dotknięcie, spotkanie, otarcie się o ten drugi świat był tym, co kazało jej uwierzyć. Sprawdzała to nadal. Spirytysta skontaktował się z jej babcią, bo przypuszczała, że to jej wspomnienia mogła wchłonąć (a bała się, że pożarła ją całą…), zadawała jej pytania, by potwierdzić to, co miała w głowie – że to spajało się w całość. Była przekonana, że to było prawdziwe. I chciała też potwierdzić inne dziwne rzeczy, jakie z tych wspomnień wyciągnęła, by mieć pewność do pewności, że to naprawdę miało miejsce. Victoria naprawdę rzadko wierzyła komuś na słowo i jednocześnie w sprawach związanych z Limbo była do tego przymuszona. I usłyszeć, że jest szansa, że tego nie przeżyją… nie powinna w to wierzyć, a jednak bała się tego.

Skrzywiła się odrobinę na wzmiankę o mugolskich teoretykach, ale nie skomentowała tego, nie wstała obrażona, ani nic z tych rzeczy.

– Z twoim darem trudno byłoby mi uwierzyć, gdybyś powiedział mi coś innego. Że coś jest dziełem przypadku – wyznała za to, a kąciki jej ust nieznacznie drgnęły. Znała oczywiście zaklęcie, o którym mówił. Nie była taką ignorantką, jeśli chodziło o nekromancję, czegoś tam się przez lata nauczyła, ale obecnie nie eksplorowała zbytnio tej dziedziny, chociaż może powinna, skoro była jedynym lekarstwem na jej stan.

Nie jest? Co nie jest? Lestrange uniosła wyżej brew, bo ludzie sami to zaczęli mówić: że są zimni jak trupy, wzdrygali się w kontakcie z nią i resztą Zimnych, i tak naprawdę jedyna osoba, której tak otwarcie i kompletnie to nie przeszkadzało to wampir, z którym już nie była zaręczona. Obserwowała, jak Vakel sięga do szuflady, aż wyrwało jej się to niekontrolowane:

– Och – bo do tej pory tak o tym nie myślała. Nie jak trup? Patrzyła na talię kart tarota, zastanawiając się nad jego kolejnymi słowami, że zionęła zimnem w nieco inny sposób. Aż przekrzywiła głowę. – W takim razie jestem zimna bardziej niż trupy – stwierdziła w końcu po czym westchnęła i spróbowała się lekko uśmiechnąć, bo to była jej forma opowiadania żartów, tylko nie każdy łapał jej poczucie humoru. – Postaram się – kiwnęła głową, patrząc ponownie na dłonie Vasijia jak przekładał karty. Otworzyć się… Przymknęła na moment oczy, próbując się skupić, oczyścić umysł i na chwilę chociaż ściągnąć bariery, jakie roztoczyła wokół własnego umysłu. Czy to miałoby pomóc w stawianiu tarota? Nie miała pojęcia, ale nie chciała, żeby przeszkadzało… Skoro już z własnej i nieprzymuszonej woli udała się do kogoś, kto zechciał dla niej zerknąć w to, co niekoniecznie jest widziane gołym okiem. Normalnie nie robiła takich rzeczy i wściekała się strasznie po „przepowiedni” jaką usłyszała od Szeptuchy, bo nigdy nie pytała jej o zdanie, ale tu i teraz sprawa wyglądała zgoła inaczej.

Robiła więc co jej kazał, myślała o tym, o co poprosił, o emocjach, wspomnieniach. Z ciekawością zerkała na rysunki na kartach. Podniosła jednak spojrzenie, kiedy Vakel tłumaczył jej to, co widzi. Poszła dobrą ścieżką? Zakołatały jej teraz w głowie słowa, jakie usłyszeli w Limbo, o tym, że jeśli przejdą próby zbyt dobrze, to nie będą mieli jak wrócić… Ale wróciła. Więc może rzeczywiście wybrała dobrą drogę.

Ciężar rodziny i najczęściej ojca? Victorii bardziej ciążyła matka, to z nią była skonfliktowana i ona nakładała na nią presję, ojciec zwykle był gdzieś z boku i zdawał się cieszyć, że jego najstarsza córka przejawiala jego miłość do eliksirów. Ale Voldemort…? Nie miała z nim nic wspólnego. Zgoda – widziała go w Limbo i nie pokłoniła się, kiedy tego zażądał. Taką odpowiedź dostałby Vakel, gdyby jednak o niego zapytał. Że nie klękam przed nikim.

– Lubię ją zdobywać – przyznała, patrząc na rysunek króla siedzącego na tronie. – Wiedzę. Zawsze była sensem mojego życia – i rzeczywiście chciała pójść naprzód i to w dwóch różnych kwestiach: swojej zimnej przypadłości i wampirzej egzystencji. I uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Vasilij odkrył przed nią sens ostatniej z kart – bardzo zresztą łaskawej i dającej jej całkiem dużą nadzieję.

Zastanowiła się przez chwilę, nim zadała Vakelowi pytanie, a później jeszcze jedno. Zaś nim poszła, poprosiła też o te książki, o których mówił, z obietnicą, że niedługo je odda.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Vakel Dolohov (4087), Victoria Lestrange (5269)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa