03.07.2024, 11:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2024, 11:35 przez Anthony Shafiq.)
Czekał na coś, na ciąg dalszy kaźni. Na kolejny cios w głowę, kolejne uderzenie młotkiem w trzewia, kolejne absurdalne oskarżenia. Nie wiedział czy w ogóle usłyszy warunki z którymi mógłby negocjować jakkolwiek wobec tego szaleństwa, które się tu działo. Panna nie była przecież w ciąży, on z powodzeniem mógł pokryć koszta jej leczenia, ba! Zadbać o to, by zapomniała o całym zdarzeniu i z czystym, otwartym "wypolerowanym" umysłem podchodziła do kolejnych relacji. Ale nie... to chodziło o zemstę, o urażoną dumę braci, którzy nie dopilnowali swojej podopiecznej, krewnej czy przyjaciółki. Jak wiele razów będzie musiał znieść, by nasycić ich próżność, która ni jak nie odwróciłaby szkody?
Drżał w napięciu i strachu, lecz zamiast tego co spodziewane, usłyszał gwałtownie rozwierane drzwi, a potem mimo zwieszonej głowy, kątem oka wychwycił ruch, więc oczy instynktownie podążyły za odrzuconymi ku ścianie ciałami opraców, a nadzieja zalśniła w umyśle na nowo złocistą smugą. Był przed momentem nieprzytomny, więc nie miał świadomości tego ile czasu minęło, ani gdzie w ogóle się znajduje. Ale teraz był absolutnie przekonany, że jego niedola nie będzie trwała w nieskończoność. A gdy odwrócił głowę w drugą stronę by zobaczyć któż też go odnalazł w tej ciemnej godzinie, pustka omdlenia przestała być jakkolwiek kusząca.
– To rzeczywiście Ty... – westchnął cicho, słowami echem odbijającymi się z innych okoliczności, znad innej wody niewielkiego ogrodu pewnej posiadłości w Little Hangleton. Erik mógł nie rozumieć jego zdziwienia wtedy, ani ulgi która przychodziła dziś. Mógł nawet nie słyszeć jego słów w ferworze starcia. Anthony zbyt wiele razy przy różnych okolicznościach, jak chociażby miesiąc temu u Abbotów, gdy była nagląca potrzeba ingerencji funkcjonariuszy magicznej policji, zbyt wiele razy nosił ciężar rozczarowania. Zaiste, kogóż obchodzili jacyś tam aurorzy, gdy tym, który chronił i pomagał mógł być Erik Longbottom? Nigdy w sumie nie miał okazji zobaczyć go w akcji, podczas służby, w okolicznościach pachnących krwią i strachem. A teraz proszę, miejsce w pierwszym rzędzie mu się przytrafiło! Nagle wszystkie niedogodności stały się małą ceną, za tę słodką nagrodę, a adrenalina i walące chwilę temu z przerażenia serce tylko podbijało to obezwładniające wrażenie zalewających go po brzegi uczuć uwielbienia.
Drżał w napięciu i strachu, lecz zamiast tego co spodziewane, usłyszał gwałtownie rozwierane drzwi, a potem mimo zwieszonej głowy, kątem oka wychwycił ruch, więc oczy instynktownie podążyły za odrzuconymi ku ścianie ciałami opraców, a nadzieja zalśniła w umyśle na nowo złocistą smugą. Był przed momentem nieprzytomny, więc nie miał świadomości tego ile czasu minęło, ani gdzie w ogóle się znajduje. Ale teraz był absolutnie przekonany, że jego niedola nie będzie trwała w nieskończoność. A gdy odwrócił głowę w drugą stronę by zobaczyć któż też go odnalazł w tej ciemnej godzinie, pustka omdlenia przestała być jakkolwiek kusząca.
– To rzeczywiście Ty... – westchnął cicho, słowami echem odbijającymi się z innych okoliczności, znad innej wody niewielkiego ogrodu pewnej posiadłości w Little Hangleton. Erik mógł nie rozumieć jego zdziwienia wtedy, ani ulgi która przychodziła dziś. Mógł nawet nie słyszeć jego słów w ferworze starcia. Anthony zbyt wiele razy przy różnych okolicznościach, jak chociażby miesiąc temu u Abbotów, gdy była nagląca potrzeba ingerencji funkcjonariuszy magicznej policji, zbyt wiele razy nosił ciężar rozczarowania. Zaiste, kogóż obchodzili jacyś tam aurorzy, gdy tym, który chronił i pomagał mógł być Erik Longbottom? Nigdy w sumie nie miał okazji zobaczyć go w akcji, podczas służby, w okolicznościach pachnących krwią i strachem. A teraz proszę, miejsce w pierwszym rzędzie mu się przytrafiło! Nagle wszystkie niedogodności stały się małą ceną, za tę słodką nagrodę, a adrenalina i walące chwilę temu z przerażenia serce tylko podbijało to obezwładniające wrażenie zalewających go po brzegi uczuć uwielbienia.