27.05.2024, 22:39 ✶
15.06.1972
Richmond Park
Jagoda Brodzki & Isaac Bagshot
Ledwie powiał ciepły wiaterek, a masy ludzi, młodych i starych wypłynęły ze swoich dogrzewanych domostw na ulice, w lasy, parki, by złapać odrobinę słońca na twarzach. Spragnieni tego ciepłego wietrzyku niczym wody po długim biegu. Jaga nie mogła tej postawy oceniać, sama zachowała się jakże przewidywalnie. Chociaż uwielbiała swoją malutką chatkę w środku lasu, który przynosił ukojenie w te najcieplejsze dni, niczym morze w jej rodzinnej Dalmacji, czasami potrzebowała małej zmiany przestrzeni. Godzina była dość wczesna, koło południa, tak by wielu mugoli i czarodziejów nie kręciło się niepotrzebnie w okolicy i nie przeszkadzało jej zanurzać się we własnych myślach.
Włosy dzisiaj spięła w długi warkocz, ciągnący się po plecach aż do linii talii. Biała koszula z przewiewnymi rękawami, długa spódnica z wytkanymi w bieli kwiatami, a na nią dodatkowa warstwa z czarnego materiału, ozdobionego niebieskim haftem w kunsztowne róże. Zawsze wolała lepiej wykonane ubrania, jednak mniejszą ich ilość niż wypychanie szafy czymś, co włoży raz. Choć nieco nostalgiczne spoglądała na czasy, gdy mieszkała jeszcze w Jugosławii i miała dziesiątki sukienek ułożonych schludnie w ogromnej garderobie. Wątpiła jednak, że kiedykolwiek tam wróci, więc musiała nacieszyć się rzadkim w Anglii słońcem... Bo chociaż w Chorwacji łatwiej o ciepłe słoneczko, to burzowe chmury zebrały się nad jej życiem.
Dziwiło ją samą jak rzadko wracał do niej żal związany dawnym życiem.
Ne brini, i ti se meni sviđaš.
Pristupi k meni! Puno je mojih srca.
Ti i mjesec: dva nedohvatna cvijeta
na visokoj planini zaborava.
Powietrze pachniało przystrzyżoną trawą, gdy ułożyła warkocz na parkowej trawie tuż pod ogromną lipą. Trzymała książkę tak, by nieco cienia padało prosto na oczy i nie przeszkadzało w czytaniu kolejnych słów w języku, którego nikt w okolicy nie mógł zrozumieć. Tomik poezji, znaleziony gdzieś w skrzynce do wyrzucenia w antykwariacie. Ciekawiło ją, co musiało wystąpić, by ktoś przelał na papier właśnie takie słowa. Chociaż autorem była dorosła kobieta, te wersy wydawały się niczym wyciągnięte wprost z niepewnej, nastoletniej, pierwszej miłości. Jagoda zamknęła książkę, położyła obie ręce na ziemi i wzięła głęboki oddech. W dali jedynie cichy śpiew ptaków.
Tak mogłoby zostać na dłużej.