Nie chciał straszyć Olivii. Nie miał jednak jak zwrócić na siebie jej uwagę. Mógłby co prawda wstać i pokuśtykać do niej. Wtedy by zwróciła na niego uwagę. Był wyższy od niej, rzucał się w oczy. Ale ostatni upadek trochę nadwyrężył nogę. Musiał oszczędzać się. Regenerować rany. Musiał odzyskać siły, aby móc być oparciem i wsparciem dla ukochanej, a nie ciężarem. Gdyby też mógł używać swojego głosu, aby go usłyszała, nie musiałby kombinować. Rzucając niewinną papierową kulką. Od razu przeprosił Olivię, w języku migowym.
"- Przepraszam."Chciał jej jedynie ułatwić poszukiwanie sposoby, na wysłanie odpowiedzi listownej. Widział, że krzątała się, nie mieli wszystkiego pod ręką.
List został wysłany do wspomnianej Mille. Okno szczelnie zamknięte. Kiedy panna Quirke próbowała ogarniać wnętrze, Tristan również się rozejrzał, oświetlając sobie różdżką. Szukał jakiegoś koca. Dodatkowego elementu, aby mogli się w nich schować, dodatkowo ogrzać. Coś znalazł w jednej ze szafek. Z pomocą zaklęć, przywołał go do siebie. Nie nadgryziony przez mole, troszkę może zakurzony, ale z podstawowymi zaklęciami, dało się go jakoś oczyścić. Gdy Olivia skończyła swoje krzątanie się i doprowadzenie trochę wnętrza do używalności, jak tylko usiadła obok niego, narzucił koc i na nią. Objął ją ramieniem, przytulając do siebie. Jak swój cenny skarb. Potrzebowali odpocząć. Ale też pomyśleć, co dalej. Czy faktycznie otrzymają jakąś pomoc? Ułatwiłoby im to, podniesienie się po stratach.
Cisza była jak cmentarz. On nie mógł mówić, a Olivia nie miała na to najwyraźniej ochoty. Te ostatnie dni i noce, mocno zmieniły ich od środka. Tristan spojrzał na twarz ukochanej, a po chwili, ucałował jej czubek głowy. Musiał się pozbierać. Musiał przezwyciężyć traumę, aby ją chronić. Po coś przeszedł szkolenia aurorskie i pracował w zawodzie. Tego się nie zapomina.