• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 12.09 Apartament Shafiq'a | Jolene, Quintessa & Anthony] Woskowe łzy

[Jesień 72, 12.09 Apartament Shafiq'a | Jolene, Quintessa & Anthony] Woskowe łzy
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
08.10.2025, 21:06  ✶  

—12/09/1972—
Anglia, Londyn
Jolene Bletchley, Quintessa Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=BIimW1W.png]

Osłonię dłonią
Światło świec
Tak dobre dla nas
Obojga jest
Jesteśmy dawni
Jesteśmy ładni
Przy migotliwym
Świetle świec

Tam się zamyka
Nie sięga wzrok
W głęboką noc
A te szalone ćmy
Woskowe łzy
I ty



Dzień dogasał i Anthony J. Shafiq gasł razem z nim.

Chmury ciążące nad Londynem powoli dopiero się rozrzedzały, wciąż swoją obecnością przypominając o koszmarze, który postanowił na nich zesłać mężczyzna każący nazywać się lordem. Podróż ulicami magicznego Londynu przypominała chyba dla każdego przemieszczanie się podobne do konduktu żałobnego. Szczerbate miasto, szczerbate życie, kto przetrwał, a kto musiał szuflą zbierać to co pozostało z jego dobytku?

Anthony nie cierpiał z tych powodów. O nie. Jego apartament miał się wybitnie dobrze, zaskakująco i Matce był wdzięczny, że jego przyjaciele z tajnej siatki samozwańczych struży prawa znali jego intencje i nie tracili czasu na infiltrowanie jego osoby wobec tak jaskrawej poszlaki. Wiedział już, że rezydencja w Little Hangleton również nie oberwała bardziej niż wybicie okien i wypaczenie ram od żaru unoszącego się feralnej nocy w powietrzu. Och nie, Anthony nie cierpiał dlatego.

Dotknął go kryzys urodzaju.

Mężczyzna, który pośród innych sprawnie zakładał maskę, społeczną personę, wygadanego polityka, elokwentnego filantropa... był w gruncie rzeczy samotnikiem, ceniącym sobie nade wszystko wieczór na miękkim pachnącym szezlongu, przy akompaniamencie łagodnego Chopina, z kieliszkiem wybornego wina w jednej dłoni i adekwatną lekturą w drugiej. Cisza spokój i błogosławiona równowaga od miesiąca jednak nie była jego udziałem, a teraz... TERAZ miał dodatkowo kilka głów przymusowej adoptowanej rodziny na głowie.

Oczywiście Morpheus był mu jak brat, ale przecież miał własną przestrzeń, niemalże kawalerkę z odrębną łazienką i kluczem do drzwi. Oczywiście Jackie była realnie jego siostrą, więc odstąpił jej własną sypialnię, w imię niedawnego przymierza zawartego w Kairze, jako akt dobrej woli i bardzo dosadne okazanie, że nie są to li tylko słowa rzucone na wiatr. Rodzina Bletchley'ów jednak...

Westchnął wspinając się po okurzonych sadzą schodach, których nie dało się domyć.

Byli głośni. Byli wszędzie. Byli cały czas. Oczywiście wczorajsza nocna pogawędka z Juliánem finalnie pomogła mu w uspokojeniu myśli i zaśnięciu. Oczywiście, nie zamierzał wnikać w ich wewnętrzne konflikty podsłuchanej przypadkiem bardzo głośnej kłótni z jego młodszą córką. Oczywiście, że starsza bardzo lubiła książki i mówiła dużo o tym jak dobrze mieć jego podręczny zbiór pod jej własną ręką. Oczywiście, że żona aurora okazała się przyjaciółką Quintessy (zaiste trudno było nie być przyjacielem Quintessy!) a dwie kobiety przyjaciółki w jednym mieszkaniu wieczorami... I jeszcze te... rzeczy które zaczęły się pojawiać. Podstępne dekoracje, do jego eleganckiego, urządzonego w klasycznym, monochromatycznym stylu mieszkaniu!

Nacisnął klamkę. Wszedł do środka licząc, że będzie mógł przemknąć niezauważony do biura, w którym obecnie miał swój ciasny pokoiczek. Z ulgą przyjął że się udało - biuro miało drzwi blisko wejścia, zaraz za gościnną łazienką. Dom szumiał od głosów. Miał wrażenie, że jego głowa zaraz eksploduje. Poza głosami były też zapachy, które go tak intrygowały co irytowały, nie miał szansy rozsądzić.

Ostatecznie z bardzo ciążkim sercem, pozostawił swoją ministerialną szatę, przebierając się w świeża koszulę i wełniany blezer koloru błękitnego. Przeczesał palcami włosy. Nie odważył się spojrzeć w lustro. Musiał być dobrym gospodarzem tego niekończącego się przyjęcia. Dobrym. Gospodarzem.

Miał wrażenie, że jeśli powiedziałby cokolwiek niemiłego komukolwiek, to Quintessa zdzieliłaby go ścierką przez głowę jak wszystkie książkowe mamy. Westchnął po raz kolejny. Czy ktoś go zapyta jak mu minął dzień w pracy? Wnętrzności mierzwiły go od takich dziwacznych zachowań. Musiały mierzwić. Musiały mrowić. To był mechanizm ochronny, ale Anthony był zbyt zmęczony i zbyt pewien własnych przekonań, by dopuścić taką informację do siebie.

Zamiast tego więc w nowym już ubraniu wyszedł, umył ręce w gościnnej łazience (CO TO ZA KWIATKI PRZY LUSTRZE! CZYJE TO RĘCZNIKI? DLACZEGO KTOŚ NAMALOWAŁ TU SZMINKĄ SERDUSZKO?!) westchnął po raz trzeci żałośnie, wiedząc, że za moment nie będzie miał na to pewnie szans i... ruszył do kuchni próbując możliwie wiarygodnie się uśmiechnąć

A jednak... to co zobaczył w kuchni przeszło jego najśmielsze oczekiwania, a uśmiech zastygł na jego twarzy grymasem grozy, a nie sympatii.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#2
15.10.2025, 00:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2025, 13:51 przez Jolene Bletchley.)  
Wydarzenia ostatnich paru dni sprawiły, że świat Jolene stanął na głowie.

Pożar strawił większość jej rodzinnego miasta, szpital Świętego Munga był przepełniony rannymi, a dom, w którym spędziła pół życia, został nawiedzony przez ducha. Na szczęście jej rodzina przetrwała Spaloną Noc bez większych strat, a to było najważniejsze.

Bletchley zdawała sobie sprawę, że w porównaniu do większości ofiar, miała ogromne szczęście. Niektórzy ludzie stracili w atakach kończyny, bliskich albo cały dobytek. Możliwość zamieszkania w luksusowym apartamencie była czymś więcej, niż mogłaby sobie wymarzyć po stracie dachu nad głową. A jednak, pomimo całej wdzięczności do Shafiqa, powrót z pracy na Horyzontalną napełniał ją pewnym smutkiem.

Naprawdę nie powinna przykładać zbyt dużej wagi do czegoś tak trywialnego, jak stan ich starej chałupy w Dolinie Godryka. Przecież zgodnie z powiedzeniem "home is where the heart is", dom był tam, gdzie znajdowali się jej bliscy. Jednakże dla Jo, tamten budynek symbolizował coś więcej niż tylko lata wspomnień. Doświadczenie dorastania w pozbawionym miłości domu sprawiło, że chciała stworzyć dla swojej rodziny przestrzeń pełną bezpieczeństwa i komfortu. Dom, który kupili z Julianem, stanowił więc symbol zerwania z przeszłością oraz nadziei na lepszą przyszłość. Przez lata starała się, by jej córki na każdym kroku czuły, że są kochane. By miejsce to stanowiło oazę dla wszystkich bliskich jej sercu.

A teraz przebywanie w tym budynku wywoływało jedynie strach.

Apartamentowi Anthony'ego Shafiqa nie można było nic odmówić; był na tyle przestronny, by pomieścić parę rodzin, oraz elegancko udekorowany. Był piękny, ale... Pozbawiony duszy. Podobnie jak mieszkanie, które Jolene pamiętała ze swojego dzieciństwa. Nie powinno więc dziwić, że czuła wewnętrzną potrzebę uczynienia tego miejsca bardziej przytulnym. Zresztą, nie zajęło dużo czasu, by familia Bletchleyów w pełni się rozgościła i powróciła do swojego naturalnego stanu. Byli głośni. Byli wszędzie. Byli cały czas. I właśnie za to Jo ich kochała.

Naprawdę nie chciała nadużywać gościnności Shafiqa; nie miała pojęcia na czym dokładnie polegała jego współpraca z Julianem ani gdzie leżały granice cierpliwości polityka. Na początku starała się nie zostawiać po sobie żadnych śladów obecności, by nie zdenerwować gospodarza, ale z czasem się rozluźniła. Pomogła w tym obecność innych gości, zwłaszcza dzieci, przy których i tak nie dało się utrzymać idealnego porządku. Tak więc, za zachętą Tessy, postanowiła uczynić przestrzeń apartamentu bardziej swoją. A że uwielbiała gotować, naturalnie zaczęła od kuchni.

Choć po prawdzie była to raczej jadalnia, w której przechowywano pożywienie (oczywiście, żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie przygotowywał jedzenia samodzielnie). Być może zasoby te wystarczały dla zaspokojenia potrzeb samotnego kawalera, lecz w przypadku rodziny pełnej głodomorów, sytuacja wyglądała inaczej. Jolene przejrzała wszystkie szafki, a następnie poczyniła niezbędne sprawunki. Zadbała o zaopatrzenie "kuchni" we wszystkie składniki potrzebne do sporządzenia wielowartościowych posiłków (mięsnych i wegetariańskich). Kupiła również swoje ulubione przyprawy oraz zioła, które do tej pory hodowała w ogródku. Po paru dniach przyzwyczaiła się już do gotowania w nowym miejscu. Wykonywanie znanych czynności dawało namiastkę normalności, choć oczywiście nic nie mogło zastąpić jej ukochanej kuchni.

Dzisiejszego wieczoru jednak pomieszczenie to nie służyło do przygotowywania jedzenia.

By pozbyć się ducha nawiedzającego dom w Dolinie Godryka, należało przeprowadzić egzorcyzm. A do przeprowadzenia egzorcyzmu potrzebne były świece. Na szczęście Jo hobbystycznie tworzyła świeczki i była w tym całkiem dobra. Zamierzała więc spróbować własnoręcznie stworzyć wszystkie składniki potrzebne do wypędzenia ducha. Chciała w ten sposób nie tylko oszczędzić pieniądze, ale także znaleźć sobie jakieś relaksujące zajęcie.

Tak więc kupiła niezbędny sprzęt i rozłożyła się w "kuchni" o takiej porze, by nie przeszkadzać reszcie domowników. Myślała, że uwienie się szybko, ale w pewnym momencie przyszła Tessa i zaczęły wspominać czasy, kiedy to w Hogwarcie piło się po kątach szmuglowany alkohol. Jakoś tak wyszło, że któraś z nich wspomniała o zasobach wina ich gospodarza, więc zdecydowały się skorzystać (oczywiście, Shafiq wcześniej udzielił im pozwolenia). Ostatecznie więc robienie świeczek upłynęło w dość zabawnej atmosferze, wspomaganej procentami. Przy okazji narobiły też trochę bałaganu...

Gdy Anthony przekroczył próg kuchni, jego oczom ukazała się dość nietypowa scena. Blaty i podłoga pokryte były plamami z wosku (ewidentnie ktoś miał problemy z nalewaniem do formy), na stole walały się bawełniane knoty, olejki i przeróżne intensywnie pachnące składniki. Stygnące formy świeczek oraz brudne garnki wskazywały, że nie sprzątano tu od dłuższej chwili. Po środku tego całego chaosu stały dwie roześmiane pięćdziesięciolatki z kieliszkami w dłoniach.

– Pamiętasz to najtańsze wino, które kupiłam za moją pierwszą wypłatę? Było absolutnie okropne, ale wtedy się nim upijałyśmy... – Jolene była na tyle zaabsorbowana rozmową z przyjaciółką, że zarejestrowała obecność gospodarza dopiero po chwili. – Och, dobry wieczór. Przepraszam za... – machnęła wolną ręką wokół. Najwyraźniej alkohol stłumił jej zmysły na tyle, że nie przejęła się za bardzo wyrazem twarzy Shafiqa.

!Trauma Ognia
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
15.10.2025, 00:05  ✶  
Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#4
27.10.2025, 21:02  ✶  
Strata domu liczyła się z…
Cóż, z wieloma rzeczami.
Ale nie było to coś, na co ktokolwiek mógłby się przygotować. Nie spędzała w końcu losowego czwartku, siedząc przy stole w jadalni i przeglądając dziennik z adresami różnych przyjaciół, aby potem przepisać ich na listę zatytułowaną wdzięcznie: W razie gdyby dom spłonął. Nikt normalny nie myślał o takich rzeczach.
Chociaż w chwili porządkowania zastępczego biurka w zastępczej sypialni miała ochotę biczować siebie z przeszłości. Dlaczego o tym nie pomyślała? Dlaczego, nawet w ramach żartu, nie chciało się jej zamówić dodatkowych materiałów u stolarza albo uznać nagle, że powinna zrobić remont? Może wysłałaby wtedy meble do renowacji i dzięki temu siedziałyby teraz zamknięte bezpiecznie w jakimś magazynie. Dlaczego nie zachciało się jej uporządkować pamiątek rodzinnych? Dlaczego nie zawiozła większej ilości do antykwariatu? Teraz przynajmniej nie musiałaby deptać rozbitego szkła z licznych ramek w poszukiwaniu zdjęć, które przeżyły pożar.
Przesunęła pióro tak, aby leżało symetrycznie w stosunku do obitego skórą dzienniczka. Nie należało się tym teraz przejmować. Przynajmniej nie tego wieczoru. Powtarzała sobie w końcu, że dzisiaj spróbuje odpocząć. Nie była jednak pewna czy wręcz sterylne wnętrze apartamentu Anthony’ego jej w tym pomoże, choć… Widziała już powoli owoce pracy Jolene, która systematycznie wprowadzała więcej ciepła do suchego, modernistycznego mieszkania Shafiqa. Kochała chłopaka, ale żeby wybierać taki dywan do przedpokoju? I białe kafelki do łazienki? Ona sama skułaby wszystko (może i własnoręcznie, a wszyscy, którzy ją znają, tylko potwierdziliby tę wersję) i zamiast tego wstawiłaby tam różnokolorowe płytki. Do tego boazerię na modłę pseudo-barokową przy lustrze i zdobioną fasetę przy suficie. No, może jeszcze przy okazji jakiś świecznik?
— Okropne? — powtórzyła po przyjaciółce, parskając śmiechem. — To mało powiedziane! To była taka lura… Ale wtedy myślało się, że alkohol ma tak smakować, więc nic dziwnego, że piłyśmy wszystko do końca. Merlinie…
Powachlowała się wolną dłonią po spąsowiałej twarzy.
Siedziały w tej kuchni już chyba kilka godzin. A przynajmniej od momentu, jak weszła tam Tessa, bo pani Bletchey zdecydowanie okupowała serce mieszkania już od dłuższej chwili. Zdążyły w tym czasie zrobić i zjeść obiad, otworzyć do niego butelkę białego wina — przygotowanie mintaja w białym sosie zobowiązywało do użycia takiego, a nie innego koloru — z, oczywiście, uprzednim odsunięciem świec i całego pierdolnika lekko na bok. Potem znowu wróciły do pracy i tak jakoś złożyło się, że otworzyły kolejną butelkę.
Na blacie, zaraz obok forem z stygnącym woskiem, stała mała deska z pokrojonymi serami i papierowe zawiniątka z wędliną, której jakoś nie za bardzo chciało im się rozkładać na talerze.
Cieszyła się, że choć okoliczności nie były ani trochę przyjemne, to razem z Jo i tak jakoś na tym skorzystały. Nie pamiętała kiedy ostatnio spędzała z nią tak dużo czasu — obie były strasznie zarobione, a jak już człowiek zdążył się zbić, to tylko w przerwie na kawę.
A teraz, kiedy zarówno Tessa, jak i wszyscy Bletchey’owie przesiadywali na stancji u ich cudownego gospodarza, obie kobiety miały coś w rodzaju nieustannego nocowania. Jednej z pierwszych nocy czarownice zgodnie wyrzuciły Juliána z łóżka, które zajmowali razem z Jo, aby mogły razem posiedzieć i porozmawiać. Mąż wylądował gdzie indziej, ale tym to już się nie przejmowały, bo pokojów było na tyle, że na pewno coś sobie znalazł. One za to przesiadywały do późnej nocy, przytulając butelkę wina i kolejno podając ją sobie — w końcu komu by chciało się iść po kieliszki? Poza tym, to i tak oznaczało tylko i wyłącznie więcej naczyń do mycia. Nie chciały też budzić Anthony’ego.
Na którego Tessa zwróciła teraz wzrok.
Parsknęła do kieliszka, a potem zaraz zaśmiała się na widok jego zbolałej miny.
— Kochany, dzień dobry! — zawołała do niego, łapiąc się za policzek, a potem machnęła lekko przegubem, mieszając wino w krysztale. — Jak w pracy? Dużo śmiesznych dokumentów do wypełnienia? Może zjesz coś? Obiad, przekąskę? A może jednak wina?
Zrobiła krok w jego stronę, ale tak, jak wcześniej opierała się biodrem o wyspę kuchenną, tak teraz poczuła, że jej błędnikowi to się zdecydowanie nie podobało. Co to było za wino, cholera jasna? Szło prosto do głowy…
Odłożyła zatem kieliszek i zbliżyła się do Jo, aby objąć ją dłonią w pasie i oprzeć brodę o jej ramię. Uśmiechnęła się do czarodzieja, zamrugała powoli. A potem wyciągnęła rękę w bok i zgarnęła kawałek serca.
— Wyglądasz na zmęczonego — zauważyła tylko.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
29.10.2025, 21:26  ✶  
Przez moment stał, milczał, nie oddychał, a tylko szklisty wzrok przślizgujący się po jego pięknej kuchni...

Był zmęczony owszem. Napięcie zabijało go od środka. Poczucie winy. Bezsilność. Potrzeba zrobienia czegokolwiek. Chęć ukrycia się przed wszystkim.

Miał być dobrym gospodarzem, dlatego nie zaczął krzyczeć. Podszedł sztywno do otwartej drugiej butelki, gestem dłoni przywołał do siebie kieliszek i wlał doń całą zawartość, która pozostała jeszcze nietknięta.

- Zaraz przyniosę Wam nową. - sądząc po opowieściach tegoroczny opalooki powinien im przypaść do gustu. Lekki, mieniący się złocistym łagodnym różem, jak łuska smoka inspirującego winiarzy do takiego a nie innego odcienia trunku. No chyba, że piły w kubkach. Barbarzyńcy, pomyślał upijając nadmiar wina, który nie powinien się zgodnie z uznaną w świecie standaryzacją znaleźć w tymże kieliszku. Palcami chciał złapać kawałek sera, ale skrzywił się na myśl o jego lepistej i tłustej konsystencji, poszukał więc widelczyka.

- Nie odchodzę z Ministerstwa. Jonathan kazał mi zostać. - Odpowiedział Quintessie ignorując na razie obecnośc Jolene, której przecież nie znał, ale energetyka łącząca ją z przyjaciółką sprawiała, że trochę w jego wyobrażeniu obecnych domowników stanowiły dwugłową hydrę. Nie opłacało się ścinać któregoś z łbów, historia uczyła że w jego miejsce rosną dwa kolejne.

Wosk.

Wszędzie wosk.

Z trudem przełknął, a jego żołądek bezczelnie zaskomlał. W sumie to było chyba jego śniadanie...

- Ustaliliśmy warunki brzegowe naszej koegzystencji w biurze - raportował dalej głosem pozbawionym wyrazu. Jako gospodarz powinien błyszczeć, powinien zabawiać, powinien zapewniać gościom dobry humor. Co zrobić, gdy nie mógł przestać myśleć o tym, że blatu tego stołu nie doczyści, żadne zaklęcie? I nie miało znaczenia, że stół ten z pewnością nie był antyczny, a przed Spaloną Nocą w tym miejscu Shafiq pojawiał się dwa razy do roku, bo zwykle jego skrzat domowy Wergiliusz teleportował mu jedzenie wprost do gabinetu lub sypialni?

Ale zaraz... bo mówił tylko o sobie... Zwilżył wargi, posiadając absolutną pustkę w głowie na ten moment konfrontacji. Nie, to nie była walka. To było w domyśle miłe wieczorne spotkanie w kuchni.

- Ładny kolor. - wskazał na jedną z nielicznych świeczek, która dla niego posiadała kolor. Przypominał jej oczy Lorien. Nie mógł jednak wykluczyć, że jest to ciemny fiolet, a pozbawione możliwości widzenia czerwonego oczy interpretują to jako kobalt. - Dobrze słyszeć, że odpoczywacie po tym co Was spotkało. - spróbował się uśmiechnąć do Jo, gdy podobnie chciał uśmiechnąć się do Quintessy, jakoś ześlizgnął się by uniknąć skrzyżowania ich spojrzeń.
- Może nie będę Wam przeszkadzał, pójdę do... do siebie. - do biura. Tak. W sypialni mogła być Jackie.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#6
11.11.2025, 17:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2025, 18:00 przez Jolene Bletchley.)  
Na szczęście reakcja przyjaciółki pomogła trochę rozładować niezręczną atmosferę. Jolene dalej nie mogła się nadziwić, że Longbottom zwracała się do Shafiqa w tak bezpośredni sposób; ich nowy gospodarz był przecież wysoko postawionym politykiem. A jednak w jej interakcjach z Anthony'm czuć było prawdziwą troskę. Najwyraźniej więc Tessa zamieszkała w apartamencie na Horyzontalnej nie w ramach odpłaty za jakąś przysługę, a ze względu na swoją przyjaźń z właścicielem.

Gdy poczuła na sobie dotyk drugiej kobiety, instynktownie objęła ją ramieniem. Wiele razy już przytulała przyjaciółkę w różnych okolicznościach, ale nigdy nie spodziewałaby się, że będzie to robić w "kuchni" czarodziejskiego celebryty.

Shafiq ewidentnie nie był zadowolony ze stanu swojej "kuchni", ale powstrzymał się od reprymendy. Wręcz przeciwnie, zaczął rozmawiać z Tessą na temat... Swoich prywatnych spraw? Jolene poczuła się jak intruz – podobnie jak wtedy, kiedy rodzice kazali jej szpiegować w poszukiwaniu plotek. Jednakże Anthony'emu najwyraźniej nie przeszkadzała obecność Bletchley. Być może uznał ją za nieistotną, a może ufał, że nie sprzeda jego sekretów jakiejś gazecie. Tak czy siak Jolene mogła wsłuchać się, co też politykowi leżało na sercu – a były to doprawdy fascynujące wyznania.

Planował odejść z Ministerstwa? Dlaczego, przez pożary? I kim jest ten Jonathan? Skoro pracował razem z Shafiqiem, to być może Jo kiedyś czytała o nim w gazecie, ale prędzej skojarzyłaby nazwisko niż imię. Naprawdę nie lubiła wtrącać się w nieswoje sprawy, ale... Ale skoro Anthony był jej gospodarzem, to warto było wiedzieć, jak się czuł.

Rzut na aurę Anthony'ego.
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 16
Akcja nieudana


– Ach? Dziękuję. – w pierwszej chwili nie ogarnęła, że Shafiq zwrócił się także do niej. Choć mężczyzna nie skomentował wprost bałaganu, zrobiło jej się głupio ze względu na to, do jakiego stanu doprowadziła "kuchnię". A także fakt, że przez gości nie mógł swobodnie chodzić po własnym mieszkaniu. – Nie przeszkadza pan. Zresztą, świece już powinny być gotowe, więc zaraz zabiorę się za sprzątanie. – mówiąc to, skierowała się w stronę form z woskiem.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#7
25.12.2025, 20:07  ✶  

Rzut na świeczki, rzemiosło III
Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1083), Jolene Bletchley (1088), Pan Losu (40), Quintessa Longbottom (712)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa