• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence

[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#11
09.12.2025, 01:15  ✶  
Było w tej nocy coś… Nienaturalnie lekkiego, jakby cała ta noc zdjęła z moich barków ciężar, którego nawet nie umiałem nazwać, to było najbardziej niepokojące, najbardziej piękne i najbardziej absurdalne uczucie, jakie do tej pory znałem. Ja, który przez lata nie miałem nic oprócz ciemnych ulic, cienia i kilku pieprzonych umiejętności przetrwania - stałem tu i chłonąłem jej obecność, jak człowiek, który po raz pierwszy w życiu nie musiał nigdzie uciekać. Było w tym coś bolesnego, było w tym coś odurzającego i było w tym coś cholernie nieodwracalnego. Gdzieś głęboko wiedziałem, że jeszcze kilka tygodni temu oboje byliśmy w miejscu, które nie miało prawa prowadzić do czegokolwiek sensownego - ona ugrzęzła w szarości dni, ja w nieustannej ucieczce, a jednak staliśmy tutaj, trzymając się za dłonie, tak blisko siebie, że czułem jej oddech na własnych ustach, a w jej głosie tę jawną, nieukrywaną pewność - pewność przyszłości. To było coś, czego ja nie pamiętałem, a czego ona - paradoksalnie - nigdy wcześniej nie dostała naprawdę. I nagle mieliśmy to oboje, po tej samej stronie, ze sobą, nie obok siebie.
Jej uśmiech… Tak, jej uśmiech potrafił rozbroić mnie bardziej niż cokolwiek innego, szczególnie gdy stała tak blisko, że wystarczyłoby jedno moje drgnienie, żeby to wszystko popłynęło dalej - pocałunki, dotyk, rozgrzana skóra, to niecierpliwe pragnienie, które wisiało między nami od ostatnich minut. Nachyliłem się delikatnie, niżej, tam gdzie jej włosy odsłoniły cieniutki pas skóry tuż przy szyi, ale zreflektowałem się sekundę później, kryjąc sfrustrowany oddech, gdy powróciłem do wcześniejszej pozy. Poczułem coś, co pojawiało się u mnie rzadko - tę znajomą, krótką falę ciepła pod mostkiem, kiedyś to ciepło mnie przerażało, wydawało się niewłaściwe, teraz dawało mi poczucie, że wróciłem na miejsce, którego nawet nie wiedziałem, że szukam.
A potem jej komentarz o „zafascynowanych archiwistach hotelowych” wyrwał ze mnie parsknięcie - ciche, chropowate, takie, które było bardziej prawdziwe niż jakikolwiek śmiech, jaki potrafiłem wykrzesać przez ostatnie lata.
- „Fascynacja” to jedno słowo na okleślenie wieloletniej flustracji. - Mruknąłem. - Chélie, ja im kompletnie buszyłem statystyki. Oni mnie pewnie plóbowali klasyfikowaś jako zjawisko palanolmalne.
Statystycznie rzecz biorąc - robiłem im dużo atrakcji.
„Jesteś bezczelnie dobry w wielu rzeczach, znikanie jest oczywiście jedną z nich.” O, to już nie był niewinny komplement. No, to już było wyjątkowo niebezpieczne zdanie, zwłaszcza wypowiedziane w momencie, kiedy byłem tak blisko, że czułem jej oddech na dolnej wardze. To było zdanie, które miało w sobie dokładnie tyle dwuznaczności, że moje dłonie same znalazły jej talię jeszcze pewniej, niż wcześniej. Spojrzałem na nią tak, jak patrzyło się na człowieka, który właśnie podał ci nóż, błyszczący, idealnie ostry, z tym, że nie przeznaczony, by zadawać rany - to wywołało na mojej twarzy ten uśmiech, którego kiedyś w sobie nie cierpiałem, bo zdradzał, jak bardzo działały na mnie jej pochwały. W Hogwarcie też tak było, wystarczyło jedno jej zdanie i już byłem gotów zrobić coś idiotycznego, tylko po to, by usłyszeć kolejne. Zacisnąłem palce na jej dłoni mocniej, zupełnie nieświadomie, a ona odwzajemniła ten uścisk - delikatniej, ale wystarczająco, bym poczuł to dokładnie tam, gdzie powinienem. Wzruszyłem jednak jednym ramieniem, udając niewinność, której w mojej twarzy nigdy nie było. Zawsze wiedziała, jak sprawić, by te części mnie, których nie powinienem lubić, brzmiały jak zaleta.
- Talent, ma chè. Czysty talent. - Nie udawałem jednak, że mnie to nie rusza - ruszało mnie wszystko - jej głos, jej ciało, jej bliskość. To, że tego chciała ode mnie - właśnie ode mnie.
- O tylu, ile będziesz chciała. - Odpowiedziałem wprost. - Ale nie dzisiaj. Dzisiejsze histolie… - Przesunąłem dłonią wzdłuż jej pleców, aż zatrzymała się tuż nad linią bioder. - Nie będą do opowiadania. - Powiedziałem tonem, który był pół szeptem, pół obietnicą.
Powoli - bardzo powoli - przesunąłem kciukiem po jej talii jeszcze raz, tylko po to, żeby zapamiętać ten dźwięk, westchnienie, napięcie, zanim oderwałem od niej dłoń i nadal trzymając ją za drugą rękę, zrobiłem pół kroku w tył. Nie dlatego, że chciałem się oddalić, tylko dlatego, że musiałem złapać oddech, by nie zatrzymać jej tu, nie zrobić tego, o czym z pewnością myśleliśmy oboje. Spojrzałem na nią, już nie tak blisko, ale nadal wystarczająco, by jej oczy zatrzymały mi serce. Merlin mi świadkiem - byłem zgubiony. Kompletnie, absolutnie zgubiony.
- Chodź, kochanie. - Powiedziałem spokojnie, ale tym tonem, który był wszystkim poza neutralnym. - Jesteśmy plawie na miejscu. - Ścisnąłem jej dłoń, mocno, pewnie, i ruszyłem z nią dalej, w stronę Savoyu, w kierunku światła odbijającego się w mokrym bruku.
Każdy krok był jak zaczynanie od nowa.
Każdy krok był jak otwieranie nowego życia.
Każdy krok prowadził mnie do pokoju, w którym ta noc miała się wreszcie stać tym, czym miała być.
I już nic, absolutnie nic, nie miało nas zatrzymać.
Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5578), Prudence Fenwick (4478)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa