• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.10.72] Włączyć i wyłączyć

[25.10.72] Włączyć i wyłączyć
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
09.09.2026, 09:28  ✶  
Great Hangleton


– …to naprawdę było dziwne i bardzo mnie przeraziło. Widziałem tę dwójkę tu już wcześniej, od kilku dni sypiają w zaułku… myślałem, że to po prostu pijaczyny, rozumieją panie, po Spalonej Nocy niektórzy nie dali sobie rady. Wyszedłem akurat na spacer z psem, mijałem ich, obaj wyglądali okropnie, a gdy nagle wyłączono prąd, obaj zaczęli zachowywać się zupełnie inaczej. Zdawało się, jakby odzyskali siły, myśleli jasno, zaczęli coś mówić. Nawet podszedłem bliżej, ale wtedy włączyli światło, a oni znowu słaniali się na nogach i bełkotali. Trochę, jakby człowieka dało się włączyć i wyłączyć pstryknięciem palców. Starałem się z nimi porozmawiać, próbowałem rozpraszać magię, przyniosłem im trochę jedzenia… no próbowałem, naprawdę, ale nie wiem, co zrobić, żeby im pomóc.
Głos informatora, rozbrzmiewający w pomieszczeniu, był właściwie jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu. Brenna siedziała w jednym z foteli w bezruchu, obserwując go, a przed nią parowała nietknięta filiżanka z herbatą. Wysłuchała całej opowieści w milczeniu, zanim krótko zapewniła go, że na pewno spróbują im pomóc i są bardzo wdzięczni za to, że ich poinformował.
Gdy wyszły z powrotem na zewnątrz, w chłodny, październikowy wieczór, Brenna poprawiła szalik tak, by zasłaniał i tak odrobinę odmienioną twarz. Nie paliła nigdy, a jednak to był jeden z coraz częstszych ostatnio dni, gdy nagle fantazjowała o papierosach. Powietrze było wilgotne i zdawało się, że już tkwi w nim zapowiedź nadciągającej zimy, choć nie przeminęło nawet Samhain.
– Co o tym myślisz? – spytała Heather, spoglądając na nią. Poprosiła, by ta wzięła tego dnia czapkę: Wood była trochę zbyt rozpoznawalna ze swoją rudą czupryną, a chociaż pomaganie dwójce zagubionych czarodziejów nie było niczym nielegalnym, lepiej zwracać na siebie jak najmniej uwagi. – Brzmi prawie jak nekromancja, siły zabierane i przywracane, ale niezbyt sobie wyobrażam, żeby było to powiązane ze światłem…
Skręciła za róg: kierowała się od razu do zaułka, w którym mieszkali ci bezdomni czarodzieje. Wiedziała, że niektórym nie da się pomóc, ale czuła nieprzyjemny skręt w żołądku na myśl o tym, że ci tkwili tu od paru tygodni i nikt się tym nie zainteresował, bo… bo jeżeli chodziło o coś związanego ze Spaloną Nocą, to raczej nie byli ludzie w szponach nałogu od tak dawna, że przepadli dla świata i pomoc nic nie da, bo nie zechcą z niej skorzystać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
09.09.2026, 17:04  ✶  

Ruda uważnie słuchała tego, co miał im do powiedzenia informator. Nie wchodziła mu w słowo, rejestrowała to, co miał im do powiedzenia i układała sobie to w głowie. Bezdomni… to byłoby zbyt proste, zwłaszcza, że próbował do nich dotrzeć i mu to nie wyszło. Czy mogli zostać przeklęci? Zaczarowani? Kto to właściwie wiedział, opcji było wiele, Wielka Brytania nie była aktualnie bezpiecznym miejscem. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że wolałaby chyba umrzeć, niż zostać doprowadzona do obłędu. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak to jest, gdy ktoś tak mocno miesza Ci w głowie - zdecydowanie wolałaby tego nie sprawdzać.

Po wysłuchani historii, dopiciu herbaty wyszły na zewnątrz. Powiew wiatru splątał jej włosy, naciągnęła więc na głowę kaptur, który całkiem skutecznie chronił ją przed nim, a do tego zasłaniał jej twarz, dzięki czemu nie rzucała się w oczy.

- Nie mam pojęcia jaki związek z człowiekiem może mieć wyłączenie prądu. - To brzmiało bardzo dziwnie, no bo niby jak to miało wyglądać? Znikała elektryczność to odzyskiwali rozum, kiedy się pojawiała nagle byli w letargu. Nie słyszała nigdy o czymś podobnym (nie, żeby była jako świetnie oczytana, ale nie wątpiła w to, że gdyby coś takiego się komuś kiedyś przytrafiło to każdy znałby taką historię).

- Myślisz, że to może być klątwa? tylko niby jak, da się w ogóle zrobić coś takiego? - Pewnie się dało, wszystko się da, no ale jakoś ciężko jej było sobie to zwizualizować. - Nikt nie zainteresował się ich zniknięciem, jeśli to nie są prawdziwi bezdomni… to znaczy ludzie w kryzysie bezdomności… - Poprawiła się, bo warto było mieć szacunek do każdego, tak nakazywała kultura, czyż nie? - To dlaczego nikt ich nie szukał, no jak Twój bliski nie wraca do domu to raczej zaczynasz się przejmować. Gdyby Erik nie wrócił to poruszyłabyś niebo i ziemię, aby go odnaleźć, ich sobie tak pozostawiono na pastwę losu? - Niby wiedziała, że niektórzy mogli zostać uznani za zmarłych przez to, co wydarzyło się w Spaloną Noc, ale tak czy siak nie do końca rozumiała tę sytuację.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
10.09.2026, 09:23  ✶  
– Też tego nie rozumiem. Przecież nie mogą czerpać siły z prądu elektrycznego… – powiedziała, ale potem… potem zaczęła się nad tym zastanawiać. Bo czy naprawdę nie mogą? Czy w ogóle powinna zakładać cokolwiek, w tym szalonym miejscu, w które zamieniła się po Beltane Anglia?
– Klątwa… właściwie zdaje mi się, że to możliwe? Gdyby powiązać ją z wywoływaczem, światło – ciemność? – zastanowiła się, bo to brzmiało jak lepszy trop niż nekromancja i może Heather miała rację. – Nie jest powiedziane, że mają rodziny. A jeżeli mają, to że ich nie szukają. Jeżeli zaginęli z dala od miejsca zamieszkania… mogli nie zostać rozpoznani. O ile nie jest tak, że faktycznie są… cóż, szaleni. Tego też nie możemy wykluczać, niektóre substancje mogą po prostu zniszczyć głowę…
Z jej ust wyrwało się westchnienie, bo szukanie zaginionych powinno być rolą Brygady, ale mieli tak dużo roboty po Spalonej Nocy i tyle osób pozostawało zaginionych, że po prostu nie dało się być w każdym zakątku Anglii, czy akurat w nim nie przebywał ktoś, kogo poszukiwano. Teraz większość albo uznano za martwych, albo odnaleziono w szpitalach, ale wciąż kilka zdjęć wisiało na specjalnej tablicy z zaginionym. I Brenna prawie liczyła, że to może być ktoś z nich.
– Poruszyłabym niebo i ziemię dla każdego z was – odparła miękko. Ale poruszenie nieba i ziemi mogłoby nie wystarczyć, i nie były wcale pewne, czy ci ludzie nie odeszli od dotychczasowego życia w szpony nałogu z własnej woli. Jeżeli istniał jednak sposób, by im pomóc, zamierzała zrobić, co może, aby go znaleźć.
Skręciły za róg.
Najpierw wyczuły zapach: nie jakoś bardzo intensywny, ale jednak nieprzyjemny, woń ciał niemytych może nie od wielu miesięcy, ale na pewno od jakiegoś czasu. Szalik trochę pomagał, ale tak naprawdę łatwiej było sobie z tym poradzić głównie dlatego, że obie już w pracy bywały w niekoniecznie przyjemnych miejscach. Dwóch mężczyzn kuliło się pod jakimiś szmatami i kartonami, a Brennie na ten widok ścisnęło się serce.
– Przepraszam? – spytała, podchodząc nieco bliżej. Odruchowo rękę wyciągnęła nieco w bok, aby Heather na razie nie zbliżała się do nich: musiała brać pod uwagę, że któryś na przykład wyciągnie nóż – Czy mogliby panowie z nami porozmawiać?
Jeden z nich usiadł. Drugi dźwignął się, powoli. A potem z ich ust zaczęły płynąć numery: recytowali, jakby ktoś lub coś wkładało te słowa w ich usta wbrew ich woli. Zupełnie jak ci, których popiół spalonej nocy napełnił bojaźnią przed Voldemortem – tyle że liczby, nie słowa tego, który obwołał się Czarnym Panem…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#4
10.09.2026, 20:58  ✶  

- Niby nie mogą, ale co jeśli jednak mogą? - W sumie dlaczego by nie mogli? Ruda nie była jakąś specjalistką, ale świat się zmieniał, być może dało się jakoś połączyć energię elektryczną z wyłączaniem mózgu? Kto to właściwie wiedział, może warto byłoby znaleźć jakiegoś specjalistę w tej dziedzinie, czy coś.

- Może klątwa, albo jeszcze coś innego, może ktoś stworzył im taki powrót do ustawień fabrycznych, wiesz, jakieś zauroczenie, czy coś, co ma określony system działania. Nie wiem, czy tak się da, ale co jeśli się da? - Była jedną z tych osób, które uważały, że jak się czegoś chce to wszystko się da, więc może właściwie to też mogło się zdarzyć. Nie musiała bać się tego, że głośno myśli, nie sądziła, żeby Brenna ją oceniała, bez względu na to jakie głupoty by pierdoliła.

- Musimy wziąć pod uwagę wszystkie możliwości, nigdy nie wiadomo co mogli w siebie wlewać. - Różne były eliksiry, niektóre z nich mogły naprawdę mocno zryć mózg, ale, czy aż tak? Wolałaby tego nie sprawdzać, to znaczy ona sama nigdy nie miała podobnych ciągot.

Miała świadomość tego, że sporo osób otrzymało status osób zagubionych po Spalonej Nocy. Część pewnie była martwa - spłonęła i pozostał po nich proch. Niektórzy być może mocno odczuwali to, co się wydarzyło i postanowili nie wracać, ludzie różnie reagowali na sytuacje zagrażające życiu.

- To niezdrowe, tak trochę. - Heather pewnie zrobiłaby podobnie dla swoich bliskich, jednak nie otaczała się, aż tak dużym kręgiem znajomych jak Brenna, więc to nieco ograniczało to, kogo miałaby szukać.

Skręciły za róg. Zapach uderzył ją znienacka. Ale jebie. Powiedziała w swojej głowie, tak właściwie to nie tylko w swojej głowie, bo przesłała tę wiadomość również do głowy Brenny. Nie powiedziała tego na głos, bo nie chciała nikogo urazić, w sumie w ogóle powinna się tym przejmować? Póki co przecież nikogo tu nie było, być może ten zaułek po prostu tak śmierdział, kto to mógł wiedzieć.

Nie miały jednak wyboru, tylko szły dalej, skoro miały sprawdzić o co chodziło z tymi bezdomnymi, to musiały się przełamać, zresztą Ruda pewnie znalazłaby w swojej głowie jakieś wspomnienie, gdzie coś śmierdziało bardziej od tego miejsca. Wtedy coś poruszyło się pod ścianą. Zatrzymała się nie do końca bowiem wiedziała na co patrzą, mogło to też być jakieś zwierzę, dopiero gdy bardziej się przyjrzała tym zwiniętym kulkom zrozumiała, że byli to ludzie.

Brenna zaczęła do nich mówić, Ruda nawet na sekundę nie spuszczała z nich wzroku gdyby przypadkiem przyszły im jakieś głupie pomysły do głowy. Zareagowali, ale nie tak jak się spodziewała. Recytowali cyfry, na jej twarzy malowało się zdziwienie, bo nie miała pojęcia, co to właściwie oznaczało, dlaczego cyfry, dlaczego akurat takie. - No nieźle. - Mruknęła pod nosem.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
11.09.2026, 10:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 10:24 przez Brenna Longbottom.)  
– Masz rację – odparła Brenna krótko, bo faktycznie musiały teraz spodziewać się i niespodziewanego. A jej wiedza na tematy nekromancji, klątw oraz bardzo dziwnej magii, jakiej nikt nie spotkał od wielu lat, raczej nie leżała na szczególnie wysokim poziomie.
Mimo to ten stan…
Nie, to nie tak, że go znała. Zdawał się jednak jakby trochę znajomy. Przypatrywała się im zdumiona, a umysł podsunął ten moment, w którym do jej głowy wcisnęły się słowa o tym, że ogień wszystko pochłonie. Mieszkała też z dwójką osób, które zmagały się z podobnym problemem: Millie i Erik przez jakiś czas przecież zmagali się ze skutkami Spalonej Nocy, Moody przy okazji zebrania mówiła coś o hipnotyzerze… Brenna nie była jednak pewna, czy to na sto procent to, choćby dlatego, że ci ludzie recytowali coś innego, a i nie miała okazji często słyszeć słów manifestu.
Pijany lub naćpany człowiek prawdopodobnie mógł wyrzucać z siebie ciągi liczb. Jakoś jednak wątpiła, aby robił to w tak idealnej synchronizacji z innym człowiekiem: zupełnie jakby ćwiczyli ten występ całymi dniami. Wyciągnęła z kieszeni notatnik i podała go Heather.
– Zapisz te liczby, proszę – szepnęła do niej, bo może był w nich jakiś klucz, którego nie pojmowała, a który odnajdzie choćby numerolog. Sama zaś zbliżyła się do nich, ostrożnie. Z każdą chwilą upewniała się jednak, że raczej nie stanowią zagrożenia. Byli wychudzeni. Wyraźnie zziębnięci. Żaden z nich nie sięgał po broń czy po różdżki, i wpatrywali się przed siebie pustym wzrokiem. Potrzebowali pomocy specjalistów: na pewno najmniej hipnotyzera, a pewnie najlepiej magipsychiatry. – Czy panowie mnie słyszą? – zapytała, ale żaden z nich nie odpowiedział.
Wciąż recytacja.
Wbiła spojrzenie w ich twarze, pokryte zarostem, zaczerwienione od zimna. Jedna pozostawała całkowicie obca. Ale im dłużej przypatrywała się tej drugiej, tym bardziej miała wrażenie, że gdzieś ją już widziała.
– Ruda, czy on ci nie przypomina Henry’ego Owensa? Wydaje mi się, że jego żona zgłaszała zaginięcie – powiedziała z pewnym wahaniem, a potem zsunęła szalik i ostrożnie, nie wykonując gwałtownych ruchów, narzuciła go na ramiona zmarzniętego mężczyzny. – Trzeba ich stąd zabrać i popytać o to nazwisko w okolicy.

Mamy info, że rodziny na pewno ich szukają, więc zakładam, że zgłoszono ich zaginięcia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#6
11.09.2026, 19:47  ✶  

Heather nie wiedziała zbyt wiele o tym, co mogło ich spotkać. Ominęła ją przyjemność zapoznania się z klątwą podobną do tej osobiście. Nie były to jej dziedziny magii, więc nie interesowała się tym tematem jakoś szczególnie. Słyszała, że niektórzy nieco świrowali po Spalonej Nocy, ale jej to nie dotyczyły, więc niespecjalnie wsłuchiwała się w to, co mówili.

To na co właśnie patrzyła nieco ją zdziwiło. Nigdy nie spotkała się z czymś podobnym. Mężczyźni wydawali się być w letargu, recytowali ciąg cyfr, zsynchronizowali się w tym, wzbudzało to dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać. Mogli być odurzeni, ale czy aż tak? Mogli sobie wkręcić swoją, wspólną fazę, ale czy w taki sposób? Noe do końca wydawało jej się to prawdopodobne, ktoś musiał namieszać im w głowach, bo niby jakie mogło być inne wytłumaczenie tego, na co właśnie patrzyły. Nie wydawali się też jakoś szczególnie przejmować ich obecnością, mieli swój własny świat, który kręcił się wokół tego ciągu cyfr.

- Jasne, już zapisuje. - Wyciągnęła niewielki notes i ołówek z kieszeni swojego płaszcza. Zaczęła notować cyfry, tak jak prosiła Brenna. Sprawdziła to jeszcze trzy razy, aby nie daj Merlinie nie popełnić błędu w zapisie. Czuła, że to może być dość istotne i nie chciała spieprzyć sprawy. Słabo by wyglądało, gdyby wywaliła się na czymś tak prostym jak zapisywanie cyfr na kartce ze słuchu.

Longbottomówna się do nich odezwała, ale nie reagowali. Nie przestawali recytować, wydawali się być w tym zapętleni.

- A kim jest Henry Owens? - Zmrużyła oczy, a na jej twarzy malował się specyficzny wyraz, który rzadko się tam pojawiał - myślała, bardzo intensywnie myślała, ale nic nie przychodziło jej do głowy. - Nie mam pojęcia, ale jeśli tak myślisz, to może faktycznie tak jest? Tak, czy siak warto byłoby to sprawdzić. - Jeśli Brennie wydawało się, że wygląda znajomo, to nie mogli tego tak o zlekceważyć, zwłaszcza, że najwyraźniej ktoś bliski go szukał.

- Jak ich stąd zabierzemy? - Pewnie będą musiały podzielić się ładunkiem, westchnęła ciężko - jak kurewsko nienawidziła teleportacji, ale chyba nie widziała innej możliwości w tym momencie.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
14.09.2026, 08:35  ✶  
Liczby w uszach Brenny nie miały żadnego sensu. Jej pierwszą myślą było skojarzenie z numerologią, ale lata nauki były zamierzchłym wspomnieniem, a ona nigdy nie radziła sobie z tym przedmiotem zbyt dobrze. Nie skojarzyła tego ani z współrzędnymi geograficznymi, ani z kopalniami – nie wiedziała nawet, że takie znajdują się w pobliżu. Jedyne co, to że to nie był stan naturalny, skoro zdawało się, że oto jedna osoba przemawia ustami dwójki ludzi.
– Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że jest na listach zaginionych, więc ktoś jednak go szuka – mruknęła do Heather, a potem przygryzła wargę, podnosząc się. – Właściwe pytanie, to kurde gdzie. No pewnie może im podać jakieś eliksiry wzmacniające i nakarmić, ale…
Urwała, bo w tym „ale” mieściło się sporo rzeczy. Na przykład że należało ją uprzedzić, upewnić się, że ta dwójka nie jest niebezpieczna, rozejrzeć się w pobliżu, a najlepiej byłoby też najpierw dać im chociaż coś na przebranie. Nie wspominając o tym, że nie miała pojęcia, jak zareagują na teleportację, a wolała nie zgubić głowy, bo zaczną się wyrywać.
– Myślę, że najpierw zabierzemy ich bezpośrednio do Zakątka i spróbuję ich przekonać do kąpieli – stwierdziła z jakąś rezygnacją. Głos rozbrzmiał bezpośrednio w głowie Heather. Jeśli to nie wyjdzie, może przynajmniej użyje jakiś zaklęć, aby usunąć część brudu, zanim poprosi o pomoc Norę. – Przypilnujesz ich chwilę, ja się tu jeszcze rozejrzę. A jeżeli nie wpadną w dziki szał, przeniosę ich do Nory i spróbuję upewnić się, że to na pewno Owens. Wolałabym w takim stanie nie oddawać ich bezpośrednio Ministerstwu, jeżeli to ma coś wspólnego ze Spaloną Nocą, to cholera wie, czy informacja nie pójdzie do nieodpowiednich osób.
I czy ktoś wtedy nie spróbuje ich skrzywdzić. Brenna słyszała o różnych efektach ubocznych Spalonej Nocy, ba, niektórych doświadczała na własnej skórze, ale do tej pory nie widziała czegoś takiego. I musiała sprawdzić, kto poszukuje Owensa, zanim się do tej osoby zgłosi, bo jeżeli tylko jakiś „przyjaciel”, też lepiej było najpierw to sprawdzić.
Totalnie potrzebujemy własnego hipnotyzera, dodała jeszcze, choć to była myśl bardziej dla niej, do Heather nadana trochę przez przypadek.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1501), Heather Wood (1130)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa