• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[28 kwietnia 1972] Fergus & Elliott

[28 kwietnia 1972] Fergus & Elliott
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ze względu na mnogość kowenów, czarodzieje wierzą w niezliczoną ilość bogów - to indywidualna sprawa każdego czarodzieja. Najczęściej przeplatającą się przez boginią jest oczywiście Matka, nazywana również panią księżyca.

Pani Księżyca
#1
23.01.2023, 20:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 17:27 przez Pani Księżyca.)  

28 kwietnia 1972
Fergus & Elliott


Pomyślałby człowiek, że podczas pobytu w szpitalu zazna odrobiny spokoju...

Leżałeś właśnie w swoim łóżku, z nudów wpatrując się w sufit i zastanawiając się nad tym jak długo jeszcze będziesz musiał tutaj zostać, kiedy do Twojej sali wszedł on - ojciec z piekła rodem. Wyraźnie niezadowolony, zamiast zainteresować się Twoim stanem, z miejsca zaczął rugać. Nie pojawiłeś się w sklepie. Nikt go nie otworzył. Klienci dobijali się bezskutecznie do drzwi przez kilka kolejnych godzin! A do tego o wszystkim musiała poinformować go osoba trzecia. Jakbyś sam nie mógł napisać listu, wysłać sowy! Prawdziwa tragedia, prawda? Może byś nawet odpyskował, ale nie miałeś na to sił. Podobnie jak i na dźwignięcie się z łóżka, na które tymczasowo pozostawałeś skazany. No cóż. Tak to już czasem w życiu bywa. Trzeba było akceptować stan rzeczy.
Kiedy Twój ojciec nabrał powietrza, gotów wyskoczyć za chwilę z kolejną tyradą, przerwało mu pojawienie się intruza. Znajomego, który wpadł z wizytą? Pracownika szpitala? Przypadkowej osoby, która usłyszała coś więcej z korytarza? Cokolwiek. Intruz postanowił interweniować, stając w Twojej obronie.
Jak ta interwencja się zakończyła? 

Odkryj wiadomość pozafabularną
Zadanie losowe od Mistrza Gry, do wykonania w trakcie obecnego kwartału. Za jego rozegranie, graczom przysługuje 5PD. Jeśli zadanie zostanie poszerzone o kolejne sesje, będzie możliwe odebranie bonusowych punktów przy rozliczeniu całego kwartału. Proszę o ustalenie pasującej daty i zamieszczenia informacji w pierwszym poście (zaktualizuje również w swoim oraz w nazwie tematu). W przypadku problemów ze znalezieniem współgracza służę pomocą. W razie pytań oraz po dodatkowe informacje, zapraszam na PW.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
27.01.2023, 14:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 14:54 przez Elliott Malfoy.)  
Sytuacja Perseusa była niepokojąca. Ledwie dwa tygodnie odwiedzał go w jego własnym domu, aby pouczać Blacka o tym w jaki sposób powinien traktować jego siostrę, a teraz odwiedzał go w szpitalu po tym jak ktoś go porwał i dotkliwie pobił. Nie był pewien co o tym wszystkim myśleć, tej wiosny niespodziewane nieprzyjemności wydawały się czaić za każdym rogiem. Z natury podejrzliwy i pragmatyczny Malfoy czuł niepokój, który tylko wpływał na jego i tak niespecjalnie zdrowy przebieg snu. Od wielu lat zmagał się z bezsennością, zażywał na to eliksiry, tylko dzięki nim był w stanie zmrużyć oczy, gdy chłód okalał go z każdej, możliwej strony, a nieprzyjemne myśli nie odpuszczały, zwłaszcza po zamknięciu powiek.
Zamyślił się stojąc przed niewielką mapką na piętrze Św. Munga, nie szukając nawet spojrzeniem poleconej przez recepcjonistki sali. Po chwili poprawił materiał swetra, jaki miał założony na koszulę, pod eleganckim płaszczem. Wyglądał, jak zwykle, nienagannie. Średniej długości, acz schludnie przycięte blond włosy miał zaczesane do tyłu, żaden z kosmyków nie opadał mu na czoło, pokazując bladą twarz Malfoya, z niewielkimi cieniami pod oczyma, w całej okazałości. Kilka piegów zaplątało się na policzkach, można było je dostrzec tylko w momencie, gdy na lico padały promienie wpadającego przez okna słońca - a z tym przecież różnie bywało, zwłaszcza w Kwietniu i to w Londynie.
Opamiętał się i ruszył w kierunku pomieszczenia, w którym przebywał aktualnie jego przyjaciel, acz od dotarcia do celu powstrzymał go podniesiony, męski głos dochodzący z jednej z pobliskich sal. Zmarszczył brwi pozwalając swojej twarzy zastygnąć w grymasie skupienia, ale tylko na chwilę. Sens słów dotarł do niego wystarczajaco szybko, aby zorientował się, że jest świadkiem tyrady ojca do swojego dziecka. Nie był pewien w jakim wieku jest ofiara, która musiała tego wysłuchiwać, ale poczuł podskórne zirytowanie, a umysł przywiał wspomnienie reprymend Fortinbrasa, które sam dostawał, Merlin jeden wie, dlaczego. Chyba tylko z powodu ojcowskiej nieznośnej chęci utrzymania wszystkich pod swoją absolutną kontrolą. Nie wykluczał też, że takowe rozmowy sprawiały byłemu Ministrowi pewną satysfakcję i to chyba irytowało Elliotta w tym wszystkim najbardziej.
- Czemu zostaję powiadomiony od osoby trzeciej, że mój niewydarzony syn wylądował w szpitalu? Nawet listu nie potrafisz do ojca wysłać? - te słowa przelały czarę goryczy, Malfoy poczuł jak ręce zaczynają mu się pocić, a irytacja wzbierała tak szybko, jak woda na łódce z dziurawym dnem.
Zazwyczaj nie wtrącał się w prywatne sprawy osób trzecich, nieznajomych, bo też wolałby, aby w jego rozmowy nikt bez powodu się nie wcinał, ale w sali, gdzie ojciec zdawał się dawać swojemu synowi reprymendę nie było nikogo innego - ni personelu, ni matki, ni rodzeństwa. Blondyn w przypływie heroiczności, która raczej się u niego nie zdarza przekroczył próg pomieszczenia, czując jak gęstość atmosfery napiera na jego ciało, jak nie akceptuje obecności intruza.
Rozpoznał w starszym z mężczyzn znanego twórcę różdżek z Pokątnej, Ollivandera.
- Nie sądzi Pan, Panie Ollivander, że takie sprawy lepiej załatwiać w mniej publicznych miejscach? Chyba nie chce Pan, aby przyszli czy stali klienci pomyśleli, że traktuje Pan w tak przedmiotowy sposób swojego syna, już pomijam fakt, że robienie komuś wyrzutu, ze jest w szpitalu nie z własnej woli wydaje się niesamowicie niestosownym - spojrzał na Fergusa po raz pierwszy, niebieskie oczy zatrzymały się na opatrunku ręki oraz na opłakanym stanie chłopaka. Chociaż spojrzenie Malfoya nie wyrażało współczucia i raczej niczego konkretnego, tak jego ton miał w sobie lekki nacisk, z takowych, które radzą, aby nie kwestionować, co powiedział, bo może zrobić się nieciekawie.
- Może to nie moja sprawa, ale skoro rozmowa, a raczej Pański monolog dotarł do moich uszu, na pewno inni pacjenci i ich goście będą zdolni do wyłapania sensu wypowiedzi - dodał, czekając na odpowiedź, znów przenosząc spojrzenie z młodszego, na starszego z mężczyzn.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#3
28.01.2023, 22:07  ✶  
Pierwsza noc spędzona w szpitalu nie należała do najłatwiejszych. Nie wiedział jeszcze, że spłyną na niego koszmary, więc nikt też nie pomyślał, by podać mu stosowne eliksiry wykluczające pojawienie się snów. Gdy tylko zamykał oczy, widział krew i przerażenie na twarzach przyjaciół, a jego ciało automatycznie się spinało, kierowane przepływającym w żyłach poczuciem niepokoju. Gdy się ocknął, za oknami wciąż panował mrok, a jedynie latarnie uliczne pozwalały dostrzec jakiś zarys budynków znajdujących się na zewnątrz. Słyszał czyjś ciężki, świszczący oddech i dopiero po chwili do niego dotarło, że to jego własny. Nie zdołał już zasnąć, obserwując, jak niebo zmienia swoją barwę z granatowej w ciężką, wilgotną szarość kwietniowego poranka. Pojedyncze dźwięki przemykających korytarzami uzdrowicieli zaczęły przeplatać się z głosami, które już nie wysilały się na szept. Czasem coś zaskwierczało, innym razem brzmiało, jakby wybuchło, choć mógł to być jedynie efekt wypadku, z jakim czarodziej się w szpitalu pojawiał. Spory, śmiechy, łzy. Wszystko po trochu dochodziło do Fergusa tak, jakby znajdował się pod szklanym kloszem. Przytłumione, zniekształcone i duszące. Zaczynał gubić się w czasie, nie wiedząc już, ile tak przeleżał od czasu rozmowy z Brenną i późniejszej zmiany opatrunków. Mogło minąć pięć minut, a równie dobrze i całe godziny. Ta druga opcja zdawała się bardziej prawdopodobna, biorąc pod uwagę, że dawno już nastał dzień. Jakie to zresztą miało znaczenie, skoro prawie umarł?
Drzwi otwierały się i zamykały, gdy przechodziły przez nie kolejne osoby. Medycy pytający o jego stan i podający eliksiry; stażyści zainteresowani niecodziennym przypadkiem; starsza czarownica ze śniadaniem, skoro nie był w stanie podnieść się z łóżka w kierunku bufetu. Przestał zwracać na nich wszystkich uwagę, wpatrując się w sufit i licząc znajdujące się na nim dziury. Jedna, dwie, dziesięć kolejnych. Nie wiedział jeszcze, że w ciągu najbliższych dni miał się ich wszystkich nauczyć na pamięć. Nic więc dziwnego, że nie zauważył pojawienia się kolejnej osoby, która już na wejściu narobiła rabanu.
- Jak mam ci ufać w jakiejkolwiek kwestii, skoro nie potrafisz niczego dopilnować, jak należy? Zamykałeś sklep, to powinieneś go otworzyć! Przywykłem do tego, że szwendasz się po nocach, Merlin jeden wie gdzie, więc nie dziw się, że nie zaskoczyło mnie twoje zniknięcie. Zero odpowiedzialności, jakiegokolwiek taktu. Pomyślałeś w ogóle o klientach?
Fergus wpatrywał się w ojca beznamiętnym wzrokiem, wpuszczając te uwagi jednym uchem, a wypuszczając drugim, co najwyraźniej starszy Ollivander zauważył, bo z każdym kolejnym słowem podnosił coraz bardziej głos. Ale ile można było słuchać tego typu uwag? Zwłaszcza w sytuacji, w której znalazł się jego syn. Czuję się jak gówno, tato. Dziękuję, że pytasz. Ten jednak zdawał się nie dostrzegać bandaży znajdujących się na jego ręce, siności ust i niewyraźnego spojrzenia. Nie miał siły nawet wywrócić oczami, nie mówiąc już o wykłócaniu się z rodzicem. Poza tym wierzył, że ojciec przynajmniej pojawi się w towarzystwie mamy, która choć trochę by go hamowała swoją obecnością.
Zarejestrował tylko, że starszy mężczyzna zdołał przejść w swoim ruganiu do listu, który otrzymał od Brenny wczorajszego wieczoru, gdy wyszła ze szpitala po przesłuchaniu Fergusa. Drzwi otworzyły się kolejny raz w ciągu ostatnich paru minut, a w głowie bruneta przewinęła się wizja osób, które mogły u niego zawitać od uzdrowicieli, poprzez Norę, aż po Castiela. Widoku Malfoya stającego w jego obronie zdecydowanie się nie spodziewał. Uszczypnął się na wypadek, gdyby okazało się, że jednak wciąż śnił, a podświadomość podrzuciła mu w roli rycerza nie tego blondyna, którego powinna. Lekkie szarpnięcie skóry uświadomiło go, że tak wyglądała rzeczywistość. Skonsternowany przyglądał się tej dyskusji, której był głównym tematem, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
- Ma pan rację, panie Malfoy, że to nie pańska sprawa. Jedyne, co moi ewentualni klienci mogą wyłapać, to fakt, że mam nieodpowiedzialnego syna, który nawet nie potrafi poinformować o swojej abstynencji i muszę się tego dowiadywać od osób postronnych.
Fergus chciał się wtrącić, że Brenna akurat miała spory udział w całej tej akcji, będąc jedną z tych osób, dzięki którym wciąż nie wyzionął ducha (i przez to musiał wysłuchiwać bzdur głoszonych przez swojego ojca), a na dodatek jako brygadzistka prowadząca śledztwo była osobą upoważnioną do informowania Ollivanderów o sytuacji, w jakiej znalazł się ich syn. Naprawdę coraz bardziej żałował, że jego matka się tutaj nie pojawiła.
Starszy mężczyzna odwrócił się w kierunku Elliotta, nie patrząc już na swojego syna, a jedynie mierząc spojrzeniem intruza.
- Niestosownym zatem wydaje się to, że wyrzuty robi pan mnie, nie znając sytuacji. Prosiłbym pana, aby zajął się pan interesami własnej rodziny, zostawiając moją w spokoju.
Gdyby Fergus mógł, to zapadałby się pod ziemię, ale ograniczało go łóżko, na którym leżał. Przerzucał spojrzenie z ojca na Malfoya i z powrotem, jak gdyby obserwował jakiś pojedynek. Ostatecznie spróbował złapać wzrok blondyna, by rzucić mu bezgłośne: dziękuję, bo nic więcej nie był w stanie póki co zrobić. Wciąż mdliło go po nieprzespanej nocy i utracie krwi, a przede wszystkim od tego, że był spokrewniony z tym nadętym człowiekiem.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
28.01.2023, 22:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 22:55 przez Elliott Malfoy.)  
Być może zadziałał emocjonalnie, ale dzięki temu, że całe życie musiał udawać, kłamać i prezentować się nienagannie podczas przemówień to przeciwnik w tej debacie będący mężczyzną w średnim wieku, który na życie zarabia poprzez struganie drzewa i wkładania do niego magicznych rdzeni, nie wydawał się żadnym wyzwaniem. Zuchwałość Malfoya sięgała szczytu budynku Ministerstwa magii, a te miało sporo pięter; pnące się wysoko aż do szarych chmur rozciągających się nad stolicą Wielkiej brytanii wieże o ostrych zakończeniach, tak samo ostrych jak spojrzenie niebieskich oczu, gdy irytacja rozmówcy zwróciła się w jego kierunku.
Samemu Fergusowi przyglądał się jedynie chwilę, ale wystarczajaco długo, aby wyłapać podziękowanie wypisane na jego twarzy. Nie odpowiedział jak na razie niczym podobnym, skupiajac się na modulowaniu głosu i panowaniu nad mięśniami własnej pracy, bo ku swojemu zaskoczeniu nie było to wcale aż takie proste, jak z początku sądził. Jego relacja z własnym rodzicielem pozostawiała wiele do życzenia, więc każde zruganie, z jakim spotykał się od postaci, które miały chociaż odrobinę ojcowskiego zdecydowania, zwłaszcza w sytuacji dotyczącej relacji ojciec-syn, sprawiało, że Malfoyowi nieprzyjemnie ściskał się żołądek, a ciężkość wspomnień kładła się na klatce piersiowej ciężarem strachu.
Powściągliwość - jego mekka, nigdy nie zawodziła. Nawet w sytuacji, gdy poddał się instynktowi i, wbrew logice, bohatersko wstąpił do tej sytuacji, jak rycerz na białym koniu, za którego nikt raczej by go nie wziął i o bycie nim nie posądzał. W chłodnym spojrzeniu pojawiły się ogniki przekory, dominującej pewności siebie, która biła od całości osoby Elliotta, zwłaszcza, gdy otwierał usta i pozwalał słowom sprawić, że przeciwnik był bezbronny.
- Być może bym się z Panem zgodził, gdyby nie fakt, że tę 'nie moją sprawę' jest w stanie usłyszeć cały korytarz, pacjent za ścianą, a już definitywnie każdy uzdrowiciel, który wejdzie do tego pomieszczenia. Jestem w stanie zapewnić, że ktokolwiek, kto usłyszałby tak nieadekwatne do sytuacji zruganie byłby conajmniej zbulwersowany brakiem troski i zmartwienia o stan własnego dziecka - atmosferę w sali można byłoby ciąć nożem, gdyby ktoś faktycznie odważyłby się wściubić tutaj nos. W przeciwieństwie do rozmówcy, Elliott był opanowany i zdystansowany, choć jego ton przypominał papier ścierny, jaki samą swoją powierzchnią zdarłby warstwę skory powodując pieczenie. Spojrzenie, którym był mierzony wydawało się jedynie zachęcać go do odpowiedzenia na kolejne słowa, którymi obdarzał go starszy Ollivander. Malfoy nie miał w zwyczaju odpuszczać, coś było albo po jego myśli, albo nie działo się w ogóle. Fakt, musiał przed sobą przyznać, że wtrącanie się w perypetie rodzinne innych ludzi nie było odpowiednim zachowaniem, ale dopóki mógł to usprawiedliwić faktem, że reprymendę ojca słychać było na korytarzu i w innych salach, czuł się całkowicie w porządku ze zwracaniem uwagi temu człowiekowi. Napędzała go własna emocjonalność, którą ukrywał za wyćwiczoną maską, chłodnym marmurem konwenansów, pod którymi musiał uginać kark, aby prosperować w ministerstwie i pomiędzy członkami bliższej oraz dalszej rodziny.
- Dzięki staraniom jakie Pan wkłada w to, aby syn na pewno Pana usłyszał założę się, że teraz całe piętro ma conajmniej odrobinę pojęcia o tym jak Pańskie sprawy rodzinne wyglądają, może nie mieli wystarczająco odwagi, aby się z tym do Pana zwrócić bezpośrednio, acz podkreślam, nie sądzę, że mój szwagier, który leży w pokoju obok, siostra, która odbiera tutaj staż i inni, bliscy znajomi mojej rodziny byliby zadowoleni, że są bez własnej zgody zmuszeni wysłuchiwać jak bezsensownie okrutny jest Pan w stosunku do tego chłopaka - nie odpuścił, nie miał zamiaru. Ollivander mógłby się bronić prywatnością i faktem, że Elliott wciska swój nos, w nie swoje sprawy, ale nie w momencie, gdy tak wokalnie pouczał syna w miejscu, gdzie ktokolwiek mógłby się w rozmowę wtrącić. On sam, będąc całkowicie obcą osobą, bo z Fergusem nie miał nigdy do czynienia, uznał za słuszne ukrócenie tego teatrzyku. Być może wciąż był wyrozumiały niezbyt dosadny w swoich słowach, ale jeżeli starszy mężczyzna zamierzał kontynuować tę batalię, to Malfoy zamierzał o wiele dobitniej pokazać mu, że podnoszenie głosu na syna będzie ostatnim jego zmartwieniem, jeżeli ma zamiar w ten sposób kontynuować tę batalię, rugając nie tylko swoje dziecko, ale też Elliotta, który był zbyt dumny, aby jakąkolwiek krytykę odbierać od kogokolwiek, kto nie miał na imię Fortinbras a na nazwisko Malfoy. A nawet wtedy nie był zadowolony, a po prostu w ciszy wysłuchiwał ojcowskich uwag, później i tak się do nich nie stosując, jeżeli tylko akurat mógł.
Sposób funkcjonowania Malfoya był prosty - znał wystarczającą ilość osób, aby móc na kogoś wpłynąć w dyskusji nawet o taką, przysłowiową pierdołę. Nie sądził, że ktokolwiek chciałby kontynuować z nim batalię, na jakiejkolwiek płaszczyźnie, jeżeli mógł jej uniknąć - nauczył się tego bardzo szybko, więc też wykonywał tę zaletę, kiedy tylko mógł.
- Mam nadzieję, że doskonale się rozumiemy. - dodał, a jego brew drgnęła lekko, jakby ostrzegawczo. Ollivanderowie nie byli jedynymi wytwórcami różdżek na rynku, Elliott mógł się założyć, że gdyby tylko wsparł kogoś innego i przekonał do takiego wyboru wszystkich, którzy ufali jego opinii, prawdopodobnie zrobiłby mężczyźnie niemałą konkurencję.
Cóż, tak, był małostkowy, ale musiał być, w końcu pracuje w dziale, który zajmuje się podatkami i długami.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#5
30.01.2023, 19:16  ✶  
Fergus za nic nie potrafił sobie przypomnieć, by ojciec kiedykolwiek prowadził podobną rozmowę z jego starszą siostrę. Miała większą swobodę, nie musiała przejmować się różdżkarstwem, ani tym bardziej reprymendami na temat swojego zachowania i życiowych wyborów. Pewnie spory wpływ na tę sytuacje miał fakt, że urodziła się córką i – prędzej, czy później – miała zmienić nazwisko, nie zwracając sobą takiej uwagi na rodzinę. Fergus jako jedyny syn i jednocześnie najstarszy chłopak spośród kuzynów został z góry naznaczony na dziedzica Ollivanderów, czy tego chciał, czy nie. A zdecydowanie ta perspektywa mu się nie podobała. Ojciec miał w głowie swoją własną wizję na temat jego życia, która nijak nie współgrała z rzeczywistością. Każde najdrobniejsze przewinienie, odstępstwo od normy, od razu uruchamiało w nim tryb dyktatora, który nie rozumiał odmowy. I dwudziestosześciolatek spodziewał się tej rozmowy, planując przetrwać ją w milczeniu, wpuszczając jednym uchem, a wypuszczając drugim słowa swojego rodzica. Kiwając głową i udając posłuszeństwo, a także skruchę z powodu, jak on to ujął, braku odpowiedzialności za swoje czyny i pracę. Robotę, na której Fergusowi w ogóle nie zależało i do której chodził wyłącznie z obowiązku i przyzwyczajenia. Nawet jeśli zdarzały się momenty, że całkiem mu się podobała. Nie przyznałby tego jednak na głos, by jego ojciec nie triumfował.
Młodszy Ollivander czuł się, jak gdyby utknął na chyboczącej się łodzi pośrodku wzburzonego morza. W towarzystwie swojego zirytowanego życiem ojca i Elliotta Malfoya. To jeden z tych ludzi, z którymi nigdy nie zamieniłeś ani jednego słowa, ale wydaje Ci się, że go znasz. Elegancki, ułożony, urzędnik na jakimś wysokim stołku o (pewnie zupełnie z pozoru) idealnym życiu nadającym się do rubryki plotkarskiej w jakimś szmatławcu dla czarownic. Celebryta nie z własnego wyboru - którego zresztą ostatnim razem widział na zdjęciach w Proroku Codziennym, tuż obok brata Brenny na balu organizowanym przez Longbottomów. Tym, po którym Nora chodziła nie w sosie, ale nie wnikał, bo też nie chciała z nim na ten temat rozmawiać. Ile by dał, żeby ktoś przeszedł przez drzwi szpitalnej sali, uwalniając go od tej sytuacji.
- Tato, daj spokój – mruknął cicho, wciąż mając nieco zachrypnięty głos, przez co nie miał siły przebicia wobec dwóch dyskutujących ze sobą mężczyzn. Musiał jednak przyznać rację Malfoyowi, który twierdził, że nikt nie chciał tego słuchać. Gdyby nie był na swoim miejscu, pewnie też współczułby osobie na to skazanej.
- Zatem niech słuchają – odparł starszy Ollivander, zaciskając palce na metalowym zakończeniu łóżka Fergusa, aż mu zbielały knykcie. – Niech wiedzą, że bezmyślność nie popłaca i że leży tutaj z powodu własnej głupoty. Nic mu nie będzie, czym tu się martwić.
Zapaść się pod ziemię, czy wybuchnąć tak, że wysadzi wszystkie szyby w pomieszczeniu, uciszając tych dwóch na amen? Fergus już sam nie wiedział, co by wolał. Gdyby mógł, wstałby i wyszedł z tego pomieszczenia, pozostawiając ich samym sobie, ale dziś przerastał go nawet samodzielny spacer do łazienki.
- Pozostaje mi jedynie wyrazić panu współczucie, jeśli tylu członków pańskiej rodziny znajduje się w tym momencie w szpitalu – zauważył Ollivander, nie zastanawiając się nad własnymi słowami. Czy Fergus brzmiał tak samo, kiedy się z kimś kłócił? Zaczynał dostrzegać to podobieństwo i niezbyt mu się to podobało. Zwłaszcza że, choć tego już nie mógł do końca wiedzieć, dało się je też dostrzec w mimice twarzy, czy gestach, jeśli miało się do czynienia z nimi oboma, gdy znajdowali się w podobnym nastroju. Najwyraźniej syn zbyt wiele razy patrzył na awanturniczego ojca, by nie przejąć po nim kilku nieprzyjemnych sposobów zachowania.
Widział, że ojca praktycznie nosi od środka, zwłaszcza że zwracał się do niego w ten sposób ktoś o wiele od niego młodszy. A tego starszy Ollivander nie respektował, okazując szacunek wyłącznie względem własnego ojca i starszego brata. Prowadzenie tej rozmowy nie miało, przynajmniej zdaniem Fergusa, żadnego sensu. Niezależnie od wieku, Malfoy miał w tym wypadku o wiele więcej do powiedzenia, biorąc pod uwagę, że społecznie był o wiele wyżej rangą od zwykłych rzemieślników i sklepikarzy. A świat, w którym przyszło im żyć, był niezwykle hierarchiczny i nie dopuszczał do głosu byle kogo.
- Nadal uważam jednak, że wtrącanie się w moje metody wychowawcze…
- Nie sądzisz, że na wychowywanie mnie jest już trochę za późno? – zapytał Fergus, podpierając się na łokciach, by lepiej widzieć swojego ojca. Na jego twarzy pojawił się grymas, mieszanina irytacji i bólu wywołanego nagłym ruchem głowy. – Mój ojciec doskonale rozumie. Dziękuję za troskę, panie Malfoy – dodał jeszcze, odwracając wzrok na jasnowłosego mężczyznę. Liczył na to, że jego rodzic zaniecha dalszej dyskusji, ale najwyraźniej już zamierzał się do ponownego otwarcia ust. – Proszę, nic już więcej nie mów – dodał jeszcze w kierunku ojca. Normalnie pewnie po prostu kazałby mu się zamknąć, ale w obecności innej osoby po prostu mu nie wypadało. Hamował się, nie tylko z powodu wizyty Elliotta, ale też dlatego, że po prostu miał dosyć. Widział już w spojrzeniu Garricka, że nie da mu spokoju, stwierdzając po swojemu, że Fergus jest cwany wyłącznie na oczach innych ludzi. Może i miał w tym sporo racji, bo w innym wypadku już dawno rzuciłby to wszystko w cholerę.
- Wy czystokrwiści myślicie, że wszystko da się załatwić znajomościami i pieniędzmi – mruknął pan Ollivander, dość cicho, ale w pomieszczeniu było na tyle pusto, że jego głos odbił się echem. Fergus jęknął, chowając twarz w dłoniach, na co przy okazji syknął, bo ruch zranioną ręką przysporzył mu nieco bólu. Przegiął, naprawdę przegiął i chyba sam był tego świadom, bo zrzedła mu mina, czego jego syn akurat nie mógł dostrzec.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#6
08.02.2023, 01:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2023, 01:37 przez Elliott Malfoy.)  
Emocje zaczęły w nim powoli opadać, głównie za sprawą Fergusa, który swoimi wtrąceniami zdawał się, zaskakująco, uciszać rozgniewanego ojca. Malfoyowi nie umknęło jak zażarcie rurka szpitalnego łóżka była ściskana, chociaż zerkając w jej stronę udał, że skupia się na wypowiadającym kolejne słowa pacjencie.
Postanowił zmienić taktykę, zauważając, że wyrażając dobitnie swą opinię, nawet z odrobiną pogróżkowego tonu, nic tutaj nie wskóra. W niebieskich oczach nic się nie zmieniło, twarz blondyna wciąż zionęła chłodną obojętnością, gotową do przyjęcia kolejnych słów niczym tarcza ze spiżu. Dał się ponieść chwili, nie pierwszy raz, pewnie nie ostatni, ale przecież nie po to całe życie ukrywał się za ciężką płachtą kłamstw, aby teraz nie potrafić kompletnie zmienić kierunku rozmowy. Stary Ollivander był całkim innym człowiekiem niż Fortinbras, możliwe, że niektóre wypowiedziane przez niego słowa w kierunku swojego syna zahaczały o dyktatorskie tony ojca Elliotta, ale w ostatecznym rozrachunku nie było nawet czego porównywać. Z Garricka można było czytać emocje jak z otwartej księgi, a to co, poniekąd, pozwoliło Malfoyowi pomysleć o innym podejściu w tej rozmowie to właśnie to, jak rozzłoszczony był starszy mężczyzna. Fortinbras był marmurową statuą bez emocji, której nie dało się niczym zaimponować, a na niesubordynację reagował gniewem, niczym rasowy tyran, z którego obalenia cieszyłaby się niejedna dusza.
- Dziękuję, ostatnie czasy są niespokojne dla wszystkich, jesteśmy podatni na ciosy od losu niezależnie od statusu - zaadresował swoją sentencję do całości wypowiedzi starszego czarodzieja, skupiając się jednak najbardziej na fragmencie o rodzinie w szpitalu oraz na 'wy, czystokrwiści'. Pomimo swoich wcześniejszych słów, wolałby nie robić sobie wrogów z powodu tak błahych kwestii, jak kazanie zmartwionego ojca nad swoim przykutym do łóżka szpitalnego syna.
Zrobił to - wtrącił się. Wszedł w granice małego świata, który nie należał do niego. Nie wiedział jaką relacje Fergus ma ze swoim rodzicem, ale po jego wypowiedziach i samym tonie ojca wnioskował, że nienajlepszą. Zazdrościł brunetowi wolności w możliwości wypowiedzenia takich myśli, gdyby on sam skierował podobną wypowiedź do swojego rodziciela, to spokój byłby ostatnią reakcją, na jaką byłoby Fortinbrasa stać.
- Ma Pan rację - odparł nagle, ku własnemu zdziwieniu - wtrącanie się w Pańskie metody wychowawcze byłoby nietaktowne, gdybym to robił. Ja widzę jedynie dwóch dorosłych mężczyzn, jednego okropnie rozeźlonego, bo nie panuje nad sytuacją. Wiem jak to jest, kiedy coś nie idzie po naszej myśli, naprawdę. Sam ostatnio zostałem ojcem, chociaż nie miałem jeszcze czasu przekonać się jakie wyzwania szykuje dla mnie ta rola. Chyba głównie dlatego postanowiłem zwrócić uwagę na to wszystko - udanie, że rozumie się problemy oraz postawę rozmówcy zawsze łagodziło sytuację, przynajmniej w ekspertyzie Malfoya, głównie dlatego postanowił zaryzykować i odpuścić wypominanie Ollivanderowi kolejnych błędów. Z tonu jego syna wnioskował również, że gdyby kontynuował, złość Garricka skumulowałaby się później na Fergusie. Wiedział jak to działało - rzucanie przyjemnych uśmiechów do nieznajomych i późniejsza słona zapłata w czterech ścianach.
- Poza tym, straciłem niedawno małżonkę, więc zostałem z tym sam. Chyba zirytowało mnie, zwyczajnie, że w tak negatywny sposób zwraca się Pan do bliskich, których wciąż ma Pan blisko siebie, a przy ostatnich nastrojach społecznych i wszystkim tym, co nas spotyka jest to warte docenienia. - przełknął ślinę, nie był zrozpaczony po utracie Simone, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. Jeżeli mogła mu posłużyć za przykład w charyzmatycznej wypowiedzi, to miał zamiar jej użyć.
- Domyślam się, że złość była jednak podyktowana troską. - przerzucił spojrzenie z ojca, na syna nie brnąc dalej w to, jaka relacja pomiędzy nimi istnieje, a jaka istnieć powinna. Nie chciał zaogniać sytuacji, już na pewno nie tak, aby później odbiło się to w negatywny sposób na Fergusie.
'Wy czystokrwiści myślicie, że wszystko da się załatwić znajomościami i pieniędzmi', dudniło mu w głowie jak refren naprawdę irytujacej piosenki. Nie mogł odmówić tym słowom prawdziwości. Gdy napotykał w swoim życiu ścianę, blokadę, zwracał się do swoich kontaktów, pisał do ludzi, którzy byli mu coś winni, bo wcześniej to on był czyjąś drogą ratunkową. Znajomości i pieniądze pozwalały mu wieść dostatnie życie, ale czy szczęśliwe? Czasami zastanawiał się, czy jakby urodził się bez tego wszystkiego to byłby szczęśliwszy, ale scenka ze starszym Ollivanderem w roli głównej bardzo mocno uświadomiła mu, że mógł skończyć nieszczęśliwy, bez pieniędzy i bez znajomości. Z dwojga złego wolał swoją sytuację, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy tak naprawdę bał się wyjść poza bańkę uprzywilejowania, zlękniony że, gdy przekroczy granicę raz, ta zniknie nieodwracalnie.
- Znajomościami i pieniędzmi da się załatwić bardzo wiele spraw, niezaprzeczalnie. Ale na pewno nie naprawią one relacji rodzinnych, a o te tutaj się rozchodzi - zaryzykował, spojrzał też na najmłodszego z rozmówców, bo ten poruszył się gwałtownie, widocznie sprawiając sobie tym ból.
'Pan Malfoy' dziwnie wybrzmiało w ustach mężczyzny będącym prawie, że w tym samym wieku co on. Niby słyszał ten zwrot codziennie w pracy, ale coś mu nie pasowało w tym, jak brzmiało to akurat w tym pokoju, od tego człowieka, w tym wypadku. Wyciągnął zza pazuchy niewielką karteczkę.
- Możesz mi mówić Elliott. Gdybyś czegoś potrzebował po wyjściu ze szpitala, daj mi znać - wizytówka wylądowała na pościeli szpitalnej, Malfoy podniosł wzrok na starszego z rozmówców.
- Naprawdę mam nadzieję, że w przyszłości będzie Pan w stanie przekazać swoje zmartwienie o stan syna w mniej dosadny sposób - dopowiedział jeszcze, chcąc tym zdaniem podkreślić, że jakakolwiek pogróżka, jaka została rzucona we wcześniejszej wypowiedzi, zostanie wymazana z pamięci, jeżeli tylko starszy czarodziej zgodzi się poprowadzić dalszą część rozmowy w spokojniejszy sposób.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#7
15.02.2023, 20:32  ✶  
Mugole wierzą, że źli ludzie mogą trafić po śmierci do strasznego miejsca zwanego piekłem, gdzie będą skazani na wieczne potępienie i cierpienie męczarni w ramach kary za ich czyny. Dziadek powtarzał jednak w kółko, że piekło to tak naprawdę inni ludzie. Fergus nie wiedział, czy sam wymyślił te słowa, czy może je gdzieś przeczytał. Widywał go z książkami za każdym razem, gdy tylko starszy mężczyzna pojawiał się w zasięgu wzroku. Mógł nawet nie pamiętać dzieła, w którym odnalazł ten cytat, a mózg podpowiadał mu, że to jego własne zdanie. Młody Ollivander w to nie wnikał, póki wiedział, że w tym krótkim stwierdzeniu kryło się sporo prawdy. Bowiem inni ludzie rzeczywiście mogli zgotować ciężki los. Wystarczało parę nieprzychylnych słów powtarzanych w kółko, dzień w dzień, by obdarowywana nimi osoba w końcu w nie uwierzyła. Kiedy własny ojciec wmawia ci, że się do niczego nie nadajesz, to chociaż starasz się przeciw temu buntować, w głębi ducha rodzi się świadomość, że może mieć rację. Wszelkie pretensje zostawiają nie tylko niesmak, ale też ślad na duszy, który sprawia, że reaguje się lękiem na jakąkolwiek krytykę. Tak już jest. Niektórzy mogą twierdzić, że to tylko słowa… jeśli jednak dotyczą kogoś bezpośrednio, stają się aż słowami. Pytanie, czy nie dojdzie w końcu i do czynów?
Fergus nie znał Fortinbrasa Malfoya, przynajmniej nie osobiście, bo twarz byłego ministra magii widywał często w gazetach, gdy ten obejmował jeszcze to stanowisko. Nie miał pojęcia, jakim był mężem czy ojcem. Nawet nie chciał tego wiedzieć, zbyt pochłonięty problemami z własnym rodzicem. Wydawało mu się jednak, że niezależnie od pochodzenia i posiadanego majątku większość rodzin czarodziejów była taka sama. Pobudki bywały różne, ale relacje międzyludzkie pozostawały takie jednakowe od wielu lat. Każdy chciał być wyjątkowy, w rzeczywistości nikt nie był.
To zaskakujące, że w oczach Malfoya Ollivander zdawał się być uprzywilejowanym z powodu możliwości swobodnego wyrażania myśli. Dla Fergusa było to codziennością – być może zyskał dar od losu, skoro nie musiał obawiać się pyskówki z ojcem. Wiedział jednak, że jego rodzice nie byli na tyle cyniczni, by skrzywdzić dotkliwie swoje dzieci. Po prostu starali się za wszelką cenę ustawić im życie po swojemu.
Starszy Ollivander westchnął, zwalniając uścisk dłoni na metalowej barierce.
- Wyrazy współczucia z powodu pańskiej straty, panie Malfoy – powiedział już spokojniejszym tonem, choć jego głos wciąż brzmiał donośnie w sterylnym, ubogim w meble pomieszczeniu. – Pan widzi dorosłego mężczyznę, jednak ja widzę swoje dziecko – ciągnął, jak gdyby Fergusa nie było tuż obok i zerknął ukradkiem w jego stronę, na co syn wywrócił oczami, widocznie zirytowany całą tą dyskusją. – W końcu pan zrozumie, że niezależnie od wieku postrzega się ich jak kogoś, kogo wciąż trzeba kształtować i podpowiadać, jaką powinni obrać w życiu ścieżkę. Pańskie dziecko jest jeszcze małe, całe życie przed nim i pewnego dnia będzie musiał mu pan pomóc w wyborze. Ja niewiele już zdziałam, ale wciąż próbuję.
Słuchając własnego ojca, Fergus zmrużył oczy, marszcząc przy tym czoło. Czemu nie wykazywał się podobną mądrością w momencie, gdy tu przyszedł, tylko upierdzielał go za nieotwarcie sklepu? Najwyraźniej biznes zdawał mu się istotniejszy od członków własnej rodziny, choć teraz starał się udawać, że jest zupełnie inaczej. Mógłby przysiąc, że w ramach okazania skruchy Garrick będzie się teraz starał przypodobać Malfoyowi. Wszystko, by ratować własny tyłek po kilku zbyt bolesnych słowach.
Z dwojga złego… czy sytuacja Elliotta była w tym wypadku lepsza? Posiadał pieniądze i mnóstwo znajomości, ale był też zamknięty w klatce, z której nie mógł się wyrwać. Musiał podążać ścieżką tradycji i oczekiwań czystokrwistych rodów: ożenić się, mieć potomków, zajmować wysokie stanowisko w Ministerstwie Magii i ciągnąć dalej ten cyrk zwany dziedzictwem Świętej Dwudziestki Ósemki. Ollivanderowie też byli na tej pierwotnej liście, ale splamili krew powiązaniami z mugolami. Co było lepszą opcją? Teatrzyk czystokrwistych czy wizja wolności, powstrzymywana jednak tchórzostwem przed utratą kontaktu z własną rodziną? Tak naprawdę nic i nikt nie może naprawić relacji, jeśli my sami się na to nie zdecydujemy.
-  Fergus – przedstawił się krótko, obracając w palcach wizytówkę, którą otrzymał. Czuł na sobie ostre spojrzenie ojca, w którym wyczuwał naganę. Znajomości, hm? Najwyraźniej sam w jakiś sposób jedną z nich pozyskał. Wiedział jednak, że nic za darmo i gdyby chciał kiedykolwiek skorzystać z pomocy Malfoya, pewnie będzie musiał mu się odwdzięczyć czymś podobnym. W gruncie rzeczy już wisiał mu przysługę za to, że próbował powstrzymać Garricka przed dalszą reprymendą i był mu za to naprawdę wdzięczny, choć jednocześnie zawstydzony tym, że ktoś tak wysoko postawiony musiał oglądać scenę tego rodzaju. Dwudziestocześciolatka przykutego do łóżka i jego ojca drącego się z byle powodu, chyba tylko dla samego faktu unoszenia głosu.
- Szczerze powiedziawszy, mam wrażenie, że tylko dosadnością jestem w stanie coś wskórać – odpowiedział blondynowi pan Ollivander. – Nawet sobie pan nie zdaje sprawy, panie Malfoy, ile stresu można się najeść, otrzymując krótką wiadomość od urzędniczki, że mój syn jest w szpitalu i nie wiedząc nawet, co się stało. Mam jednak świadomość, że mój Fergus co rusz pakuje się w kłopoty, już w szkole ciągle w nie wpadał…
- Tato, skończ – jęknął brunet, znów mając ochotę zapaść się pod ziemię.
- Cały czas dostawałem listy z Hogwartu, że coś zmajstrował z tym Rookwoodem. I nic się nie zmieniło po dziś dzień, dlatego proszę o zrozumienie.
Typowa rodzicielska gadka, której Fergus za nic nie potrafił zrozumieć. I coraz częściej się obawiał, że gdyby sam miał kiedykolwiek zostać ojcem, co na szczęście chyba mu niespecjalnie groziło, to byłby aż nadto podobny do swojego własnego. Te same wybuchy złości, próby tłumaczenia sobie własnego zachowania i podejście „ja wiem lepiej”, które nie prowadziło do zupełnie niczego.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#8
28.02.2023, 04:56  ✶  
Chociaż jego pierwsze słowa były podyktowane zirytowaniem, tak to minęło, gdy zorientował się, że starszy Ollivander w ten sposób wyraża jedynie troskę o swoje dziecko. Tego nigdy nie mógłby zarzucić Fortinbrasowi, nawet jeżeli były Minister Magii robił coś, aby chronić rodzinę, robił to dlatego, że był jej przyszłą głową, a teraz, od 1966 roku, już aktualną. Nie uważał, aby krzyczenie na Fergusa było dobrym wyjściem, sądząc po słowach, jakich jego ojciec użył, młody Ollivander nie dałby sobie przemówić do rozsądku, że ojciec chce dla niego dobrze. Elliott nawet nie probowałby tego w dyskusji z młodszym czarodziejem, uznając, że to wina Garricka, że nie potrafi przejawiać troski w inny sposób. Z resztą, to w końcu nie była jego sprawa, prawda? Nie musiał dalej w to wnikać, mieszać się czy zagłębiać i szczerze? Sprawiało to, że mógł odetchnąć z ulgą, przynajmniej w myślach. Niepotrzebnie wmieszał się w dyskusję, ale jeżeli, w przyszłości, mogłby być kimś, kto podniesie poszkodowanego syna na duchu, to przynajmniej tyle dobrego z tego wyszło. Malfoyowi wydawało się czasem, że błędne koło błędów rodzicielskich nigdy się nie skończy, głównie dlatego był tak sceptyczny co do posiadania swoich własnych pociech, przynajmniej z początku. Wiedział, że na dłuższą metę nie wygrałby z ojcowskich i rodzinnym 'należy przedłużyć ród'.
- Zapewne sobie nie zdaję, przynajmniej jeszcze - przyznał - Aczkolwiek, od czasu do czasu, lepiej odpuścić i pokazać, że zależy nam na drugiej osobie. Zwłaszcza, gdy ta mogła otrzeć się o śmierć. O tym wiem, jak nikt inny. - nie wiedział w jakim stanie był Fergus, ale po tym, co widział, wnioskował, że w nienajlepszym. Nie chciał jednak zakładać, że jego rany były az tak poważne, stąd przypuszczający ton.
Mógł dać radę starszemu Ollivanderowi co do tego, aby szczerzej wyrażał swoją troskę i nie powstrzymał się. Argument dopiero co pochowanej żony był idealny, aby mężczyzna tego nie podważał, a przynajmniej wydawało mu się, że w tym momencie ten będzie miał wystarczająco dużo przyzwoitości, by nie kłócić się z młodym wdowcem, którego strata była tak świeża.
Uśmiechnął się krótko do Fergusa, jakby pokazując, że rozumie mniej-więcej w jakiej pozycji on się znajduje w tej rozmowie. W gruncie rzeczy, faktycznie, trochę rozumiał, bo jego własny ojciec miał tendencje do przejmowania kontroli w dyskusji, nawet gdy jego dzieci były dojrzałe wystarczająco, aby nie musiał tego robić. Nie miało to, mimo wszystko, nic wspólnego z rodzicielską troską, a raczej chęcią zaistnienia i obsesyjnego trzymania ręki na pulsie; kontrolowanie innych oraz ich ruchów zawsze było głównym celem starszego Malfoya. W oczach Elliotta, ojciec nie posiadał współczucia, empatii czy nawet niezbyt był zdolny do miłości. Jak było naprawdę? Trudno było stwierdzić, bo Fortinbras prawdziwe ja skrywał za marmurem twardszym niż ten, który zdobił jego dzieci.
- Nie będę wam już przeszkadzał - dodał jeszcze, zanim ruszył w kierunku wyjścia.
- Szybkiego powrotu do zdrowia życzę - zwrócił się do Fergusa i skinął głową na pożegnanie do jego ojca, gdy wychodził z pomieszczenia.

Koniec sesji


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (2820), Fergus Ollivander (2634), Pani Księżyca (253)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa