27.02.2023, 21:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2023, 21:39 przez Cynthia Flint.)
To dopiero byłaby dla Cynthii niespodzianka, gdyby znała kogoś, kto w przeciwieństwie do Fergusa, który z trudem przełamywał się do wypicia herbaty w jej biurze, miała czasem gościa, który skusiłby się na ciastko. Nie rozumiała strachu przed śmiercią, który panował w społeczeństwie, skoro i tak każdy oddech do niej prowadził.
- Hmmm.. Chyba masz rację. - przyznała mu bez mrugnięcia nawet czy dyskusji, bo przecież nie było sensu koloryzować. Castiel dużo lepiej radził sobie z ludźmi, chociaż w czasach szkolnych było odwrotnie. Im więcej trupów miała w palcach, tym trudniej było jej znaleźć kontakt z oddychającymi reprezentantami ludzkiego gatunku. Sałatki były czymś, co lubiła i właściwie to zaproponowała mu najlepszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy! Oczywiście nie mógł tego wiedzieć, bo prawie się nie znali, więc myślał, że zrobiła z omal lub nawet dwumetrowego mężczyzny, pluszaka królika. Wino pasowało do sałatki, ot cały sekret. I nie było tak ciężkie, jak burbon lub gorzkie, jak whisky. - Więc eklerki. Mój ojciec ma też przyzwoity Rum, jeśli lubisz.
To była rekompensata za propozycję wina.
Trochę współczuła mu bólowi, który towarzyszył odrastającej kości i mogła jedynie mieć nadzieję, że było warto brać udział w Marszu, nawet za taką cenę. Że osiągnął cokolwiek, co przyszedł tu osiągnąć i ominą go większe kłopoty. Ludzie byli tacy nierozważni w ostatnich miesiącach. Mimowolnie przesunęła spojrzeniem dookoła, sunąć po twarzach mijających ich ludzi. Był tu jeszcze ktoś znajomy, kto padł ofiarą paskudnego zaklęcia? Na szczęście nie dostrzegała swojego bliźniaka.
- Poniekąd dzięki temu to masz więcej niespodzianek w życiu. - zauważyła, chcąc tym razem zaprezentować swoją umiejętność pocieszania, chociaż niekoniecznie osiągnęła zamierzony efekt. Prawda była taka, że ona prywatnie niespodzianek nie lubiła i nie rozumiała entuzjazmu połowy społeczeństwa na ich temat, ale może Theon lubił. Nie zamierzała mu oczywiście grozić, ostrzegać — nic jej nie zrobił, a mógł okazać się przydatną znajomością. Lodowa korona nie spadnie jej z głowy i nie rozkruszy się na milion kawałeczków, gdy czasem zainteresuje się czymś żywym. Kimś żywym. - Jeśli mam być szczera Yaxley, to nekromancja zupełnie do Ciebie nie pasuje. Może jednak będę umiała Ci pomóc, gdy będziesz potrzebował.
Wzruszyła delikatnie ramionami, pozwalając sobie wolną dłonią przesunąć jasne pasma na plecy oraz poprawić nieco sweter. Już prawie minęli największe skupiska aurorów, mogli udać się do jednej z bocznych uliczek i uciec z tego cholernego miejsca. Nie zniosłaby kolejnej dramatyzującej buzi, z której płynęłyby słowa niezrozumiałe przez towarzyszący im szloch.
- Oczywiście. W Mungu będzie teraz mnóstwo Aurorów. - przytaknęła jedynie, nie mając najmniejszego problemu z ugoszczeniem go w domu Flintów. Musiała tylko napisać list po powrocie, a potem mogła zająć się już przygotowaniem dla niego porcji eliksiru, eklerek i rumu, o ile to ostatnie byłoby jego życzeniem.
Razem z cichym trzaskiem zniknęli, zostawiając alejkę pustą.
- Hmmm.. Chyba masz rację. - przyznała mu bez mrugnięcia nawet czy dyskusji, bo przecież nie było sensu koloryzować. Castiel dużo lepiej radził sobie z ludźmi, chociaż w czasach szkolnych było odwrotnie. Im więcej trupów miała w palcach, tym trudniej było jej znaleźć kontakt z oddychającymi reprezentantami ludzkiego gatunku. Sałatki były czymś, co lubiła i właściwie to zaproponowała mu najlepszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy! Oczywiście nie mógł tego wiedzieć, bo prawie się nie znali, więc myślał, że zrobiła z omal lub nawet dwumetrowego mężczyzny, pluszaka królika. Wino pasowało do sałatki, ot cały sekret. I nie było tak ciężkie, jak burbon lub gorzkie, jak whisky. - Więc eklerki. Mój ojciec ma też przyzwoity Rum, jeśli lubisz.
To była rekompensata za propozycję wina.
Trochę współczuła mu bólowi, który towarzyszył odrastającej kości i mogła jedynie mieć nadzieję, że było warto brać udział w Marszu, nawet za taką cenę. Że osiągnął cokolwiek, co przyszedł tu osiągnąć i ominą go większe kłopoty. Ludzie byli tacy nierozważni w ostatnich miesiącach. Mimowolnie przesunęła spojrzeniem dookoła, sunąć po twarzach mijających ich ludzi. Był tu jeszcze ktoś znajomy, kto padł ofiarą paskudnego zaklęcia? Na szczęście nie dostrzegała swojego bliźniaka.
- Poniekąd dzięki temu to masz więcej niespodzianek w życiu. - zauważyła, chcąc tym razem zaprezentować swoją umiejętność pocieszania, chociaż niekoniecznie osiągnęła zamierzony efekt. Prawda była taka, że ona prywatnie niespodzianek nie lubiła i nie rozumiała entuzjazmu połowy społeczeństwa na ich temat, ale może Theon lubił. Nie zamierzała mu oczywiście grozić, ostrzegać — nic jej nie zrobił, a mógł okazać się przydatną znajomością. Lodowa korona nie spadnie jej z głowy i nie rozkruszy się na milion kawałeczków, gdy czasem zainteresuje się czymś żywym. Kimś żywym. - Jeśli mam być szczera Yaxley, to nekromancja zupełnie do Ciebie nie pasuje. Może jednak będę umiała Ci pomóc, gdy będziesz potrzebował.
Wzruszyła delikatnie ramionami, pozwalając sobie wolną dłonią przesunąć jasne pasma na plecy oraz poprawić nieco sweter. Już prawie minęli największe skupiska aurorów, mogli udać się do jednej z bocznych uliczek i uciec z tego cholernego miejsca. Nie zniosłaby kolejnej dramatyzującej buzi, z której płynęłyby słowa niezrozumiałe przez towarzyszący im szloch.
- Oczywiście. W Mungu będzie teraz mnóstwo Aurorów. - przytaknęła jedynie, nie mając najmniejszego problemu z ugoszczeniem go w domu Flintów. Musiała tylko napisać list po powrocie, a potem mogła zająć się już przygotowaniem dla niego porcji eliksiru, eklerek i rumu, o ile to ostatnie byłoby jego życzeniem.
Razem z cichym trzaskiem zniknęli, zostawiając alejkę pustą.
Koniec sesji