• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
jak poznałam Twojego ojca | styczeń 1969 | Geraldine & Sauriel

jak poznałam Twojego ojca | styczeń 1969 | Geraldine & Sauriel
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
07.05.2023, 22:17  ✶  
Zaułek gdzieś na Nokturnie


Geraldine Yaxley & Sauriel Rookwood

Zima była dosyć przygnębiającą porą roku. Geraldine zdarzało się albo wyjeżdżać na zagraniczne wyprawy, albo działać lokalnie. Trochę stawała w miejscu, akurat złożyło się tak, że tego roku nie wzięła udziału w żadnej wyprawie. Miało to na nią trochę negatywny wpływ. Monotonia zimowego krajobrazu nie do końca pomagała. Dużo piła, ale znalazła sobie zajęcie. Dostała zlecenie na pewnego wampira, zaczęła go szukać. Przepytała chyba większość mieszkańców Nokturnu, aby znaleźć jakiekolwiek informacje. Szło jej to raczej ciężko, ale się nie poddawała. W końcu była prawdziwym łowcą potworów, który zajmował się tym od pokoleń, a nie jakąś miękką fają, która poddawała się przy pierwszych problemach.

Udało jej się poskładać do kupy to, co usłyszała. Wiedziała czego powinna szukać. Miał nadejść ten moment, w którym wreszcie się jej uda. Złapie go. Rozwiąże problem okolicznych mieszkańców. Obserwowała go przez kilka ostatnich dni, stwierdziła, że jest już gotowa. Musiała to zrobić teraz. Nie było sensu zwlekać.

Szła przed siebie, powolnym krokiem. W dłoni miała różdżkę, u pasa, przy kurtce sztylet - gotowa na każdą ewentualność. Śnieg skrzypiał pod jej ciężkimi butami. Wszystko wokół wyglądało trochę jak w bajce - zimowy krajobraz miał w sobie coś magicznego. Mimo tego, że dzień był krótki, to nawet noce wydawały się mieć w sobie coś tajemniczego. Zamarznięty śnieg migotał w świetle latarni i gwiazd. Idealne warunki, aby zabić jakiegoś wampira. Tak się jej przynajmniej wydawało.

Zapaliła jeszcze papierosa. Jospeh Rookwood szedł przed nią. Czekała, aż skręci w zaułek i wreszcie będzie mogła go dopaść. Przyglądała mu się uważnie, nie mogła się doczekać, aż złapie go w swoje ręce. Jeszcze chwila, moment, a powinno się jej to udać. Rzuciła niedopałek na ziemię i ruszyła pewnym krokiem za wampirem. Nie bała się tej konfrontacji, to nie był pierwszy wampir na którego polowała. - Stój. - Powiedziała pewnym tonem, kiedy weszła w alejkę. Nikogo wokół nich nie było. Tylko ona i ten stary dziad.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
09.05.2023, 17:01  ✶  

Joseph Rookwood nie był zbyt znany w społeczeństwie czarodziei. Dlaczego? Ponieważ nie starał się o rozpoznawalność. Dużo podróżował, dużo go nie było, dużo znikał w mrokach Londynu, żeby tam kręcić się wokół stworzeń wyjętych spod ciemnej gwiazdy. I nie było w nim niczego zdziczałego. Był jak wiatr przeczesujący wydmy stworzone ze śniegu - poruszał niektórymi płatkami, a potem znikał tak samo cicho, jak cicho się pojawił. Nie zostawiał za sobą trupów. Nie rozsiewał wokół siebie widma śmierci. Nie plamił krwią bieli, po której można byłoby podążać. Próba znalezienia go, namierzenia i potem jeszcze stworzenia odpowiedniej sytuacji, by wpędzić go w pułapkę, była wyzwaniem nawet dla kogoś, kto doświadczenie z wampirami miał. Mimo to - wampir jak wampir. Kroczył miarowo po drodze, śnieg chrupotał pod podeszwami jego eleganckich butów. Ubrany w garnitur w kolorze granatu, wyprostowany, z jedną dłonią schowaną w kieszeni. Drugą dłonią trzymał fajkę, jednak jej nie palił. Kiedyś musiał mieć ciemne, może nawet czarne włosy, dziś pokryte były siwizną. Nic nie wskazywało na to, by był tak stary, jak był w rzeczywistości. I brak tej istotnej wiedzy mógł być przeważającym elementem całego tego polowania.

Słyszał jej kroki. Joseph zdawał sobie doskonale z tego, że od kilku dobrych dni jego śladami podąża młoda kobieta, łowczyni wampirów, jak dumnie nazwał ją w swojej głowie. Ta zabawa w kota i myszkę zdawała się być jednostronna - i nic bardziej mylnego. Joseph wcale nie bronił się przed byciem znalezionym i nie utrudniał całego precedensu. Może tylko troszeczkę, żeby polowanie potrwało dłużej, żeby obie strony mogły potem poczuć słodki smak satysfakcji, kiedy dopadną swoją ofiarę. Sęk w tym, że ofiara tutaj była jedna. I nie był to Joseph. Butny, stary wampir nawet się nie obejrzał za siebie. Oto więc była, zgodnie z jego oczekiwaniami. Tego późnego wieczoru, w tym urokliwym miejscu rozpalonym pomarańczowym blaskiem latarni. Jasne światło migotliwie odbijało się na czystym śniegu. Za każdym razem ten widok zachwycał go tak samo, mimo tylu lat. Tak, zgadza się, było coś absolutnie mesmeryzującego w zimie, w jej nocach jak i dniach. Było też coś urzekającego w tym, że kolejny raz jakiś łowca próbował na niego zapolować. Z jedynej słusznej prawdy - był wampirem. A wampiry krzywdziły ludzi, nie tak?

Wyraźny rozkaz przerwał napięcie i ciszę między nimi. Ona rozkazała, a on zatrzymał się. Zupełnie jakby Geraldine miała tutaj naprawdę jakąkolwiek moc sprawczą i była tą, która może dyktować warunki zabawy.

- Młodej damie nie wypada tak zaczynać konwersacji. - Miał głęboki, mrukliwy i miękki głos. Doskonały do śpiewu, doskonały do snucia opowieści nad kubkiem gorącej czekolady. Nie brzmiał złowrogo, stalowo, ale daleki też był od bardzo miłego. Na pewno jednak był lekki. Powoli obrócił się w stronę Geraldine, spoglądając na nią swoimi jasnymi, stalowymi oczami.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
15.05.2023, 11:30  ✶  

Geraldine poświęciła sporo czasu, aby go odnaleźć. Słyszała opowieści; różne. Zapewne nieco przekoloryzowane, nie powodowały u niej strachu, więc przeciwnie budziły ciekawość. Chciała go znaleźć i przekonać się ile w tym wszystkim jest prawdy. Kto kiedyś bardzo czegoś szukał wiedział, jakie okropne jest to uczucie. Gonić coś, czego nie można złapać, szukac, poruszać niebo i ziemię, aby trafić choć na niewielki ślad.

Ogromną satysfakcję więc czuła, że wreszcie jej się udało. Jeszcze moment, krótka chwila, a stanie z nim twarzą w twarz. Może trochę zbyt pewnie podchodziła do tej sytuacji, może powinna pojawić się tu z kimś, jednak była zbyt butna, aby prosić kogoś o pomoc. Wierzyła, że poradzi sobie ze wszystkim sama - jak zawsze. Najwyżej umrze, czy byłaby to aż tak duża strata? Gotowa była na śmierć, w końcu kiedy ciągle stąpało się na granicy trzeba było być na nią przygotowanym, mogła nadejść w każdej chwili. Wystarczyło, aby zawahała się na moment, zagapiła, a mogła stać się ofiarą bestii na które polowała.

Zatrzymał się, kiedy mu nakazała. Ona również zamarła w miejscu. Nie chciała na razie do niego podchodzić, musiała się przygotować do ewentualnego ataku. Mogą jeszcze chwilę porozmawiać, nim go zabije, bo taki był jej cel. Musiała się go pozbyć, aby nie zabijał już więcej niewinnych. W końcu wampiry zabijały ludzi, prawda? Były jednymi z najstraszniejszych bestii z opowieści dla dzieci, które opowiadali rodzice, aby wzbudzić w nich lęk przed samotnymi wędrówkami w ciemności.

- Czyżby? Skąd w ogóle to założenie, że jestem damą? - Młoda może i była, jednak do damy brakowało jej wiele. Nie była typową panną z dobrego domu, choć jej nazwisko mogło mówić, co innego. Nie wpasowywała się w schemat, która bowiem panna poszukiwałaby wampira, aby go zabić? Na pewno nie każda, młode damy wolały spędzać zimne wieczory w domach, czytając książki, marząc o swoim przyszłym księciu, jednak nie Yaxley - ona mogła być tym księciem na białym koniu, który mógł wyciągać księżniczki z opresji. - Chyba na Ciebie czas. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, który znajdował się przed nią. Powolnym krokiem zaczęła iść w jego kierunku, śnieg skrzypiał pod jej krokami, mroźny to był wieczór.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#4
23.06.2023, 18:18  ✶  

Śnieg zachrupał cicho pod eleganckimi, wypucowanymi butami Josepha, kiedy ten powoli obrócił się w stronę swojej rozmówczyni. Swojego kata, jak samą siebie widziała. Łowca, który dopadł ofiarę - tak miała brzmieć ta bajka. I przecież było oczywiste, kto tu kogo łowił. Kto na kogo polował. Srebrzyste włosy przecinane czernią, albo czerń przecinana srebrem, została poruszona dłonią mężczyzny. Ułożone w ładzie spływały na tył jego głowy i swoją długością nie spływały na notatki. Kończyły się swoimi falami i loczkami na szyi. Tak spotkały się spojrzenia - pozornie całkowicie żywe. Geraldine wiedziała jednak aż za dobrze, że gdyby dotknęła tego bladego człowieka to nie byłoby już żadnego wrażenia ludzkości. Mimo braku smrodu rozkładającego się ciała. Mimo tego, że jego inteligentne oczy przeciągały palcami po jej duszy, dotykały, przecinały. A ona odcinała już chyba jego głowę w swojej wyobraźni, czy wbijała kołek w jego klatkę piersiową.

- Hmm... - Czy to było założenie, że konkretnie ona jest damą czy akt grzeczności? Jakiekolwiek myśli były wysnute na temat tej, która za nim tutaj przyszła, pozostały skłębione pod tymi ułożonymi elegancko włosami, którym przyjdzie zaraz trwać w całkowitym nieładzie. Jeśli tylko wierzyć temu, że plan łowczyni zostanie wypełniony. Łowcy tak mieli do siebie, to leżało w ich naturze - ofiarą bezbronną się bawisz. Jeśli ofiara bawić się z tobą nie chce to należy ją poszturchać parę razy łapami, żeby znowu zaczęła skakać tak, jak tego zapragniesz. - To może być nadinterpretacja. - Podzielił się w końcu fragmentem myśli, ale nie nastało to od razu. Nie było napięcia w jego gardle, spięcia mięśni, które sugerowałoby, że ta zabawka, która wpadła w dłonie Geraldine, była do zabawy gotowa. Nie była. Ale też wampiry nie były zabawkami, którym należało pozwolić na otrzymanie szansy. Szansy na jakąkolwiek obronę. Bo czy rzeczywiście były straszniejsze bestie ponad te, co podawały się za ludzi? Pomiędzy liśćmi Joseph był dobrze schowany. W końcu kto szuka pojedynczego liścia w lesie?

Wampir nawet się nie poruszył, kiedy ten kruchy, szlachetny śnieg pokryła mleczna mgła. Przesunęła się złudnie między czerwonymi cegłami budynków, które dawno straciły swój blask i kolor w minionych latach. Stalowe, jasne oczy zalśniły czerwienią, gdy mrok objął jego pas jak dłonie dawnego kochanka. Pomiędzy mgłą przesunął się cień rosnącej sylwetki, gdy mordercza cisza osiadła na soplach zwisających z krańców dachów. Cisza. Tutaj, gdzie nikt usłyszy krzyku. Gdzie do nikogo nie dotrze płacz. Właśnie tutaj. O sztuce Nocnej Mary niektórzy wiedzieli, a inni opowiadali sobie legendy o potworach wyłażących z ciała, rozrywających skórę, wyduszających wrzask z płuc. Lecz opowiedzieć, usłyszeć, przeczytać - jak to się miało do tego, by tego doświadczyć?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (674), Sauriel Rookwood (878)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa