• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[26.04.1972, Prosektorium] Cienie | Atreus & Cynthia

[26.04.1972, Prosektorium] Cienie | Atreus & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
15.05.2023, 13:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 11:49 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Zbliżała się pora lunchu, gdy błękitne oczy powędrowały spojrzeniem w stronę leniwie poruszających się wskazówek zegara. Były ciężkie i metalowe, czasem przycinały się w okolicach dwunastej, wydając z siebie charakterystyczne skrzypnięcie, jednak Cynthia zdążyła do tego przywyknąć. Do wszystkiego w tym prosektorium była właściwie przyzwyczajona i nawet gdyby teraz zrządzeniem losu utraciłaby w jakiś sposób zmysł wzroku, umiałaby się odnaleźć w chłodnym, surowym wnętrzu. Założyła ostatni szew na klatce piersiowej czarodzieja w średnim wieku, obcinając nitkę i przyglądając się swojemu dziełu z umiarkowanym zadowoleniem, zerknęła na pogrążoną jakby we śnie twarz. Obcując tak blisko ze śmiercią, czując na karku widmo jej oddechu, nie umiała już reagować na kolejne zwłoki emocjonalnie, chociaż akurat Flint zawsze była powściągliwa w gestach oraz słowach. Było to tylko mięso, pusta skorupa, kości otulone piękną mozaiką mięśni, pomiędzy którymi tkwiły ciemne i zastygłe w bezruchu organy. Człowiek był pięknym, dopracowanym mechanizmem, raptem maleńkie uszkodzenie, niewinny zakrzep lub źle postawiona stopa mogła sprawić, że powietrze przestawało uciekać spomiędzy warg, a w ślepiach zastygło przerażenie. Wyraz oczu trupów był zawsze niezwykle interesujący, najczęściej bowiem wyglądali, jakby zdawali sobie sprawę z tego, że za chwilę umrą. Westchnęła bezgłośnie, chowając ciało w przeznaczonym do tego miejscu, a następnie uprzątnęła stół oraz narzędzia, aby na samym końcu zdjąć rękawiczki i umyć ręce. Odwiesiła swój śnieżnobiały kitel, podchodząc do biurka i nachylając się nad papierami, przesunęła po nich wzrokiem. Ilość morderstw wcale nie malała, trupy znajdowano praktycznie codziennie, a przez to kostnice zapychano niezwykle szybko, zrzucając praktycznie wszystko na popleczników budzącego coraz większy strach czarnoksiężnika. Dokładało jej to raportów, bezsensownej pracy w dokumentach i pochłaniało czas, który mogła znacznie lepiej spędzić. Ucząc się, pracując nad miksturą lub robiąc kolejną sekcję, z których miała tyle frajdy — co było w jej mniemaniu doskonałym sposobem na mijający dzień. Zwilżyła wargi, tym razem niemaźnięte karminową szminką i sięgnęła do włosów, wysuwając z nich cienką i ostrą spinkę celtycką z eleganckim zdobieniem, która utrzymywała jej kok nad karkiem. Jasne pasma rozsypały się po plecach, a ona ruchem różdżki, która leżała na blacie, machnęła w stronę czajnika, chcąc się napić herbaty lub kawy — jeszcze nie zdecydowała. Zajęła miejsce w fotelu, sięgając po eleganckie, szare pióro i z odrobiną znużenia w spojrzeniu, zaczęła wypełniać raport, stawiając kropkę po dacie urodzenia w momencie, gdy drzwi do prosektorium się otworzyły. Mimowolnie podniosła jasne spojrzenie znad pergaminu, lustrując wzrokiem przybyłego na miejsce Atreusa Bulstrode. Twarz jej złagodniała, jej umysł wybrał odpowiednią maskę w ciągu kilku sekund, gdzie roznoszące się echem kroki mężczyzny, dotarły uszu. Kobieta posłała mu krótki uśmiech, stukając wymownie piórem w wypełnianą rubryczkę. - Dzień Dobry. Twój raport zaraz powinien być gotowy. - wyjaśniła mu, zdając sobie doskonale sprawę z celu wizyty. Wskazała ruchem głowy na fotel, sugerując, aby zajął miejsce, a sama przewróciła stronę, powracając wzrokiem do tekstu.
Czajnik zaczął gwizdać, sugerując tym samym czas decyzji dotyczącej gorącego naparu. - Napijesz się czegoś? - zaproponowała oczywiście grzecznie, nie zapominając o swoim gościu, gdy wstała, wygładzając materiał eleganckiej sukienki i skierowała kroki w stronę blatu, aby zaraz wyjąć z tkwiącej pod nim szafki swoją ulubioną filiżankę oraz drugą, na wypadek, gdyby miał ochotę na kawę lub herbatę. W ostatnich dniach pracownicy ich departamentu byli wyjątkowo terminowi.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
30.05.2023, 02:38  ✶  
Kiedy jeszcze był w Brygadzie Uderzeniowej, uważał że znalezienie trupa było niczym gwiazdka. Zawsze tego typu zgłoszenia przyjmował z umiarkowanym entuzjazmem i tylko takim, bo nie chciał żeby ktoś pomyślał sobie coś absolutnie niewłaściwego. Dla niego zwyczajnie była to okazja - na to, by wreszcie pośród mandatów za źle zaparkowane miotły wydarzyło się coś ekscytującego. Cały proces dochodzenia tego kto kogo zabił i dlaczego, też sprawiał że aż chciało mu się żyć, chociaż musiał przyznać, ze najbardziej w tym wszystkim lubił momenty zatrzymań. W końcu niecodziennie można było poznać mordercę, a ci nawet często należeli do takich, którzy nie chcieli tak zwyczajnie dać się złapać magicznej policji, a Bulstrode miał to do siebie, że lubił szeroko pojętą akcję. Trupy natomiast, nawet jeśli wydawały się całkiem dobrym początkiem dnia, to w ostatecznym rozrachunku niewiele go obchodziły. Zdawał sobie sprawę, że ich ciała często opowiadały jakąś historię i były zagadką, która aż prosiła się by ją odkryć, ale on sam niewiele w tym wszystkim widział. Ograniczał się do przyjęcia raportu od koronera i wierzenia mu na słowo, że to co znalazł faktycznie było istotne i miało sens.
Właśnie taki raport był mu teraz potrzebny. Na cale szczęście też, daleko było mu już do gówniarza z BUMu i mógł się chwalić oznaką aurora. Nie zmieniało to jednak faktu, że do całej sprawy i dochodzenia podchodził raczej entuzjastycznie. Wkroczył więc do prosektorium dziarskim krokiem, już od progu posyłając Cynthii jeden z tych szelmowskich, może nieco głupkowatych uśmiechów. Nie dość, że mógł dostać informacje w kwestii sprawy, to jeszcze w całkiem miłym towarzystwie. Żyć nie umierać.
- Wspaniale - oznajmił w odpowiedzi, wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw. Szybko też ruszył w kierunku wskazanego przez nią fotela, gdzie rozsiadł się. Przez moment zastanawiał się, czy w sumie nie powinien wstać i jej wyręczyć, ale powiedzmy sobie szczerze, absolutnie mu się nie chciało. Zamiast tego otaksował ją spojrzeniem.
- Jak zwykle wyglądasz nienagannie - uraczył ją niezobowiązującym komplementem, na wzmiankę o herbacie kiwając tylko głową. Chwila przerwy w pracy, tym bardziej że technicznie musiał poczekać jeszcze trochę na to, po co tu przyszedł, jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - Mam nadzieję, ze mój truposz nie sprawił ci zbyt wiele problemów.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
31.05.2023, 22:30  ✶  
Trupy zawsze były niczym gwiazdka. Doskonały prezent, fascynująca zagadka. Stan organów wewnętrznych, paznokci, skory na palcach — wszystko to zdradzało sekrety ludzkiego życia w sposób, którego ludzie nie chcieliby pokazywać. Cynthia doskonale wypracowała swoje maski, udoskonaliła sztukę dostosowania się do otoczenia i chociaż ciekawa sekcja zwłok była jedną z nielicznych rzeczy, która umiała sprawić, że serce blondynki zabiło mocniej i wydobyć z niej jakąś emocję, również nie pokazywała entuzjazmu. Ministerstwo nie odebrałoby tego w sposób właściwy, a ona chciała zrobić karierę, dopóki mogła. Nekromancja też była przecież źle zrozumiana przez czarodziejów i obowiązujące ich prawo. Nie spodziewałaby się jednak, że takie odczucie byłoby tym, co łączyło ją z Atreusem, którego o uśmiech na widok truchła to nie podejrzewała zupełnie. Co prawda kontekst był inny i cel, ale wszystko zaczynało się od zwłok, cały proces. Jedno ciało mogło zapewnić mnóstwo atrakcji.
Omiotła go spojrzeniem błękitnych oczu, pozwalając sobie na wyuczony, odrobinę kokieteryjny uśmiech, przesuwając bezwstydnie wzrokiem po jego sylwetce oraz twarzy. Z początku wydawała się wszystkim nieśmiała i odrobinę głupiutka, tak też chciała być postrzegana, aby nie zwracać na siebie uwagi, ale każdy, kto chwilę dłużej przebywał w towarzystwie jasnowłosej, mógł stwierdzić, że wcale nie była aż tak nieśmiała. Gdy chciała, umiała pociągać za odpowiednie sznurki, zdobyć informacje, których potrzebowała — niezależnie, czy od aurorów, czy od przedstawicieli innych departamentów mieszczących się w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Bulstrode wyglądał całkiem przyzwoicie, trzeba było mu to oddać.
- Obawiam się jednak, że nic ciekawego. Zwykłe zatrucie, popularna mieszanka roślin dostępnych w sklepach zielarskich. - wyjawiła mu z delikatnym wzruszeniem ramion, spoglądając już teraz w papiery, bo w jakiś sposób wiedziała, że zdecyduje się usiąść i wcale mu się aż tak nie śpieszyło, aby wracać za swoje biurko. Miał doskonałe wyczucie, bo czajnik szybko zaczął wydawać z siebie zniecierpliwiony gwizd. - Jak zwykle przesadzasz, ale to bardzo miłe. Ty również wyglądasz nienagannie. Przygotowywanie dla Ciebie raportów to sama przyjemność, zawsze terminowe i zawsze szybko odebrane, nie tkwią dniami w chłodni.
Odpowiedziała mu, odszukując jego spojrzenia, aby tym samym bez słów skomentować jego wzrok, który chwilę wcześniej po niej przesunął. Nie miała nic przeciwko, była przyzwyczajona. Czajnik gwizdał dalej, więc wstała i ze spokojem zabrała się za herbaty, przygotowując odpowiednią mieszankę do filiżanek, które potem zalała i zakryła dopasowanym do kompletu spodkiem z małymi dziurkami, aby napar mógł się odpowiednio naparzyć. Postawiła jedno naczynie przed nim, a drugie przed sobą, dodatkowo różdżką przywołując puszkę z ciastkami, którą otworzyła i zasugerowała tym samym, aby się częstował. Usiadła naprzeciw, zakładając nogę na nogę, ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy i omiotła go zaciekawionym spojrzeniem, pozwalając sobie oprzeć dłonie o blat biurka, nieopodal leżącego na nim raportu oraz szarego pióra. - Ostatnio macie dużo pracy, ale wyglądasz na zadowolonego.
Stwierdziła bardziej, niż zapytała, a błękitne tęczówki znów odnalazły jego spojrzenie. Cyna była dobrym obserwatorem, dlatego też nawet gdy tego nie chciała, instynktownie skupiała się na gestach oraz mimice twarzy swojego rozmówcy. Trochę z nudy, trochę z przyzwyczajenia, ale i odrobiny ciekawości. Tak naprawdę, to o Atreusie wcale dużo nie wiedziała.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
30.06.2023, 18:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2023, 17:36 przez Atreus Bulstrode.)  
- Nie mów mi tak, proszę - odezwał się, wyraźnie zawiedzony jej diagnozą. Nie zamierzał nawet ukrywać, że liczył na coś o wiele bardziej ciekawego, nawet jeśli sam denat już na pierwszy rzut oka wcale nie zapowiadał, że w raporcie z sekcji zwłok na jego temat przeczyta jakieś rewelacje. No cóż... mówiło się trudno.
- Moja droga, kazać ci czekać brzmi jak jedna z największych zbrodni, jakie można popełnić. Nie śmiałbym więc czegoś takiego robić. - prychnął wręcz teatralnie, podkreślając tylko słowa, które właśnie powiedział. Jakby faktycznie w ten sposób traktował całą tę sytuację i pojawiał się na czas nie przez zwykłą ludzką przyzwoitość, a przez sympatię do jej osoby. Pewnie gdyby tylko spytać Rookwooda, czy Atreus zawsze bywał u niego punktualnie, to ten tylko skrzywiłby się z niesmakiem.
Przyglądał się jej dalej, kiedy przygotowywała herbatę i przywoływała ciastka, ale już nie tak obcesowo. Początkowo, kiedy tylko mieli przyjemność pierwszy raz razem pracować, wydawała mu się dość nudną, raczej nieśmiałą dziewczyną, z którą ciężko było zamienić parę ciekawszych zdań. Dość szybko jednak okazało się, że pod tą dość miałką powierzchnią, kryje się raczej ciekawa istota, która doskonale wiedziała jak grać w grę pozorów i jak w niej wygrywać. Bawiło go to, ale też zwyczajnie ciekawiło, bo traktował to jako kolejną zagadkę, którą można było rozwiązać.
- Trochę tak - wzruszył ramionami, obracając postawione naczynie, tak żeby potem wygodniej było mu po nie sięgnąć. - Ale lubię patrzeć na to z tej strony; więcej pracy potencjalnie oznacza więcej akcji i mniej bezużytecznego siedzenia za biurkiem, a to akurat bardzo mi się podoba. - Poprawił się nieco w fotelu, wspierając się o podłokietnik i opierając głowę na zwiniętej pięści. - Mam tylko nadzieję, że zwiększona praca w naszym biurze nie przekłada się na urwanie głowy u ciebie. - dorzucił jeszcze, uśmiechając się do niej lekko, nawet szczerze, a nie jednym ze swoich wyuczonych i wystudiowanych uśmiechów. - Do tego, za parę dni czeka nas Beltane. Szefostwo postanowiło zwiększyć ilość patroli, więc wszyscy przygotowują się. Nie mówiąc o tym, że coś zwyczajnie wisi w powietrzu... - westchnął, faktycznie nieco zaniepokojony tym, jak prezentowały się sprawy. Nie chodziło o jakieś wyraźne, jasno określone zagrożenie, a raczej o to, jak męczący był ten cień niepokoju, który kładł się na całym Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
01.07.2023, 23:31  ✶  
Jego słowa sprawiły, że mimowolnie usta jej drgnęły, a kąciki ust uniosły się ku górze w akcie swoistego rozbawienia. Jego podejście nie było typowe dla biura, w którym pracowali i być może dlatego Cynthia lubiła przygotowywać raporty dla Atreusa bardziej niż dla pozostałych. Podobnie jak blondynka, on również liczył na coś ciekawszego, bardziej makabrycznego niż te wszystkie pospolite zbrodnie w afekcie lub nieudolne morderstwa.
Bulstrode byłby nawet uroczy, gdyby nie był tak beznadziejnym przypadkiem kobieciarza i flirciarza. Był niewinny, niegroźny i Flintównie trudno byłoby go traktować na takiej płaszczyźnie poważnie, odbierała więc jego słowa niczym zwykłe droczenie się, ot tak, dla zasady. Z drugiej jednak strony warto było traktować innych tak, jak inni traktowali Cię, więc Cynthoa miała dla niego przygotowaną odpowiednią maskę z odrobiną wyuczonej skrupulatnie kokieterii. Uniosła więc dłoń, delikatnie wachlując drobną buzię, aby podkreślić przywołany małym podstępem rumieniec na policzku. - Oh i widzisz, Bulstrode? Jeszcze się przez Ciebie czerwienie. - westchnęła równie teatralnie, pozwalając sobie puścić mu oczko, zanim wróciła spojrzeniem do przygotowywania herbaty. Typowo angielski zwyczaj, ten napar w akompaniamencie wszelkiej maści ciastek, który zakorzeniony był chyba w każdym mieszkańcu Wysp Brytyjskich.
Granie nieśmiałej, cichej i przede wszystkim znacznie głupszej, niż była w rzeczywistości, przyniosło tylko zysk. Owszem, często ją zagadywano lub zaczepiano przez przyzwoitą aparycję oraz urodzenie, ale wciąż mogła lawirować z dozą niewidzialności, była w stanie pociągać za odpowiednie sznurki, uzyskiwać właściwie informacje. Nie pamiętała już, w którym momencie to wszystko się zaczęło, gdy prawdziwa Cyna zniknęła gdzieś za taflą lodu, jak i wyczulonych gestów, ale nie umiałaby z tego teraz zrezygnować. Wiedziała, że Atreus trochę to widzi, te rysy na idealnym wizerunku córki Wiliama Flinta i chyba z odrobiny zadziorności, dla czystego rozbudzenia ciekawości czarodzieja, pozwalała sobie okazjonalnie na więcej słów, więcej gestów w jego kierunku. Nie sądziła jednak, że używał porównania do zagadek, puzzli, które ona sama tak uwielbiała.
Upiła łyka herbaty, słuchając tego, co mówił, obserwując nienachalne wzruszenie ramion i trudno było się jej nie zgodzić — przesiadywanie za biurkiem było nudne. Kobiecie wydawało się, że to najgorsza z możliwych forma pracy, gdzie na próżno szukać było wśród piętrzących się na blacie papierów czegoś bardziej ekscytującego, namacalnego. Wszak czy taki pracownik nie miał tylko słów? Zwilżyła usta, podnosząc wzrok znad naparu wprost na mężczyznę. - Trudno mi się nie zgodzić z płynącymi z tego zaletami. Muszę przyznać, nie spodziewałam się niczego innego po Tobie. Zawsze wydawałeś mi się człowiekiem akcji, czynu. - zaczęła ze wzruszeniem ramion, które było bardzo podobne do tego, które mężczyzna zrobił wcześniej. Pokręciła delikatnie głowa, przez ułamek sekundy w nienaturalnie jasnych, błękitnych tęczówkach widoczna była niewielka iskierka, która zgasła równie szybko, co się pojawiła. - Nie było dobrze, gdyby natłok waszej pracy nie zwiększał ilości mojej. - nieco ją zaskoczył uśmiechem, który ją podarował, zbił z tropu, przez co i ona pozwoliła sobie na mały, aczkolwiek prawdziwy gest z jej strony. Gdy uśmiechała się naturalnie, jej twarz wcale nie wydawała się taka nieśmiała, ale wciąż delikatna. Wszak mało kto wiedział, że ona uwielbiała mieć kontrolę. - Korytarze w Ministerstwie wrzą od plotek i obaw na temat Beltane. Jedni ponoć przyjdą szukać miłości, inni zapomnienia, kolejni będą chcieli uczcić tradycję, a jeszcze inni.. Cóż, wykorzystać tłum do przekazania swoich poglądów.
Skomentowała jego westchnienie, robiąc kolejny łyk herbaty ze swojej filiżanki. Nic nie można było poradzić na całun z ciemnych chmur, który zdawał się tylko gęstnieć nad Londynem, Doliną oraz okolicami, tymi najbardziej przez czarodziejów zamieszkiwanymi. Czarnoksiężnik coraz dosadniej prezentował swoje poglądy, czasem wpędzając w popłoch pracowników Ministerstwa. Miała jednak wrażenie, że wielu chętnie do konserwatyzmu by wróciło, wychodząc zza zasłony, która dzieliła ich od tyle słabszych mugoli. Jeśli jednak Aurorzy chcieli wzmocnić ochronę, wysłać więcej ludzi, to chyba nie było czym się na dłuższą metę martwić? Byłby na tyle szalony, aby wsadzać kij w mrowisko? - Myślisz Atreusie, że nadciągnie burza?
Jej pytanie było jasne w swojej niejasności, rzucone zapewne w ten sposób, bo chwilę później jeden za stażystów wszedł do pomieszczenia, zabierając coś z jej biurka i witając się z nimi skinieniem głowy, zanim wyszedł, wracając do pracy i zamykając za sobą drzwi. Smutna prawda była taka, że większość z nich była po prostu przypadkiem beznadziejnym.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
02.08.2023, 17:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2023, 02:56 przez Atreus Bulstrode.)  
Nie posiadał jakichkolwiek złudzeń co do tego jak się prezentował i jak był odbierany przez innych. Cynthia więc ani trochę nie myliła się, uważając go za flirciarza czy za kobieciarza, bo prawdę powiedziawszy, właśnie takie zachowanie sprawiało mu przyjemność. Lubił dawać uwagę i przyjmować tę z podobnym charakterze - może właśnie dlatego tak bardzo lubił odbierać od niej raporty, bo Flintówna odpowiadała na jego energię. Dla Bulstrode'a była to przyjemna zabawa i odskocznia od nudy aurorskiego biura. - Pozostaje mieć nadzieję że to nie pierwszy i nie ostatni raz - uśmiechnął się do niej szelmowsko.
Kiedy Atreus był młodszy, szczególnie będąc w szkole, bardzo podobały mu się dziewczyny, które wydawały się idealne. Ładne buzie, które kryły mniej więcej tyle samo, co pokazywały. Z czasem jednak to właśnie te drobne rysy i pęknięcia zaczęły go przyciągać, jakby podświadomie czuł, że samo bycie idealną mu nie wystarczy. Może dlatego to właśnie z Elaine się zaręczył - gdyby była idealną, pozbawioną pęknięć panną, nawet nie znalazłaby się w okolicach stolika do kart. Nie wspominając już o tym, że zdecydowałaby się podjąć jego wyzwanie, a kiedy przegrała - nie brnęła by w to dalej. To, jak ich relacja prezentowała się na dzień dzisiejszy, nie miało wiele do rzeczy, jednak Bulstrode zawsze z pewną satysfakcją myślał o tym, jak znaleźli się tak blisko siebie i jak zaintrygowany był nią, kiedy rozkładali karty. Wciąż gonił za tym uczuciem - za poczuciem zaskoczenia, za którym podążała satysfakcja.
Atreus wyprostował się nieco, wyraźnie zadowolony, że takie właśnie wrażenie na niej sprawiał. Tak było, takie były fakty - jak to się mówiło. Co prawda, niektórzy uważali to za wadę, albo przynajmniej cechę, która nieco utrudniała mu pracę w ministerstwie, szczególnie te aspekty, które koncentrowały się na dokumentacji. Na szczęście jednak, posiadał nadgorliwego brata, który siedział w biurze.
Miło było widzieć tę odrobinę niepewności, czy może zawahania. Cokolwiek to tak naprawdę było, nawet jeśli cieżkie do jasnego określenia, Bulstrode czuł odrobinę satysfakcji w tym, że wyłapał i doświadczył odrobiny naturalności z jej strony. Wyraz jego twarzy nie zmienił się jednak, jakby aż za dobrze rozumiał istotność tych drobnych momentów, kiedy opadała maska i może zwyczajnie nie chciał jej płoszyć. Nie chciał, by żałowało nawet odrobiny szczerości.
- Zawsze lubiłem Beltane - na nowo rozparł się wygodnie w fotelu, podsuwając sobie do ust filiżankę i upijając z niej nieco. - Trywialne określenie, wiem, ale jest coś przyjemnego w tym całym szukaniu miłości i jej rytuałach. Wchodzenie na pal zawsze wydawało mi się dość zabawne, nie mówiąc o tym, że wreszcie robi się ciepło, nie to co na Ostarze. Szukanie miłości, zapomnienia czy oddawanie honoru tradycji... nigdy nie będę miał nic do tego. Do wyrażania poglądów... też. - zawahał się nieco, jakby przez moment zastanawiając się nad tym co mówił. Zamilkł też, kiedy jeden ze stażystów wszedł do pomieszczenia, zabierając z biurka jakieś dokumenty. Przez cały czas obserwował go, chociaż raczej spojrzeniem wyczekującym, aż ten wreszcie zrobi co miał i sobie pójdzie, niż tym jawnie niechętnym. - Nie jestem w stanie przepowiedzieć przyszłości, ale to co widzę teraz... - mówił nie tylko o plotkach czy nastrojach na korytarzach ministerstwa, ale też o tym co podpowiadało mu jego trzecie oko. - Jestem tego pewien. Chciałbym się mylić, albo przynajmniej by ta wspomniana burza była zaledwie lekkim deszczem. Jeśli ktoś chce wyrażać swoje poglądy - niech to robi. Ale nie w sposób, który dostarczałby mi dodatkowej ilości pracy, kiedy mogę wspinać się na pal z wiankiem jakiejś ładnej dziewczyny.
Początkowo jego słowa brzmiały poważnie, a jego spojrzenie skierowane było raczej w filiżankę i jej zawartość, niż na samą Cynthię. Martwił się, bo nawet jeśli lubił znajdować się w środku akcji, nie znaczyło to że lubił wracać z nich prosto na łóżko w sali Munga. Wolał pozostać żywy, nic więcej. Z czasem jednak jego głos rozluźnił się, szczególnie na koniec, gdzie wyraźnie przybrał żartobliwy, może nawet nieco zaczepny ton, co szło w parze ze spojrzeniem, które też uniosło się, zaczepiając w błękitnych oczach kobiety.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
14.08.2023, 23:43  ✶  
Nie było jej sprawą, jakie życie prowadzi Atreus, ale pewna była, że lepiej żyć z nim w dobrych stosunkach. Odrobina niewinnego flirtu nikogo nie zabiła, zwłaszcza jeśli tak doskonale wpasowywała się w wybraną przez nią maskę, którą podczas spotkań z nim nieco przekształca od tej, którą zwykle miała na Ministerskich korytarzach. To była jakaś jego magia, ale Bulstrode umiał rozluźnić atmosferę, jednać sobie ludzi — być może za sprawą tego szelmowskiego uśmiech, który jej właśnie posłał, a być może za sprawą bystrych i błyszczących oczu. Nie znała go na tyle, aby wybrać właściwie, bo poza pracą i mijaniem się na kilku przyjęciach — głównie tych świątecznych, gdzie zbierano pieniądze na sieroty, magiczne stworzenia lub dla chorych i biednych czarodziejów, to nie miała z nim większej styczności. Odpowiedziała jednak odrobinę słodszym, jakby niewinnie zawstydzonym uśmiechem, kiwając przy tym głową na zgodę z jego słowami. To na pewno nie był ostatni raz, żadne z nich nie planowało chyba zmieniać pracy. Ruchem głowy zgarnęła na bok uporczywe, mieniące się srebrem pasmo, które próbowało przykleić się jej do ust.
Bycie idealną było czymś pożądanym przez ich rodziców, przez głowy magicznego społeczeństwa i tym samym, jej własnego ojca. Dostosowała się więc podążyła za jego wskazówkami, nie pozwalając sobie na pomyłki lub zachowania niewłaściwie. Istniało jednak powiedzenie, stare i być może nawet mugolskie, nie była pewna, ale bardzo się jej podobało: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Stary Flint nie miał więc pojęcia o tym, co wyczyniała jego córka, gdy nikt jej nie widział lub spędzała czas z tym nielicznym gronem osób, przy których pozwalała sobie na bycie sobą.. Cokolwiek z bycia sobą w niej pozostało. Na szczęście, zaręczynami nie musiała się martwić, przynajmniej na razie.
Być może, gdyby mieli sposobność spędzenia ze sobą chwili poza ścianami, w których tkwiły często przysłowiowe uszy, byłoby inaczej. Nie spłoszyła się chwilową słabością, ułamkiem sekundy pozbawionym całej tej Cynkowej, nienagannej otoczki. To chyba też miało związek z jego talentem do jednania sobie ludzi. Ciekawe, czy ten sposób bycia działał również w przypadku wpadania w tarapaty? Jasne, błękitne tęczówki przesunęły po jego sylwetce z zainteresowaniem, nieco dłużej zatrzymując się na twarzy. Pozwoliła sobie na dłuższy moment zatonąć w jego spojrzeniu, jednak żadne pytanie nie uciekło spomiędzy jej warg. Nie przeszkadzało jej to, jak się rozsiadł, była przyzwyczajona do jego prezencji, nieco chaotycznej, ale pasującej do tego, co sobą reprezentował. Przytaknęła głową na znak, że słucha, jednak nie przeniosła nigdzie spojrzenia, pozwalając mu w dalszym ciągu tkwić bezpośrednio na jego oczach. Trudno było nie przyznać, że ów święto do niego nie pasowało, ale powstrzymała się również od skomentowania tego w tak bezpośredni sposób. Zamiast tego sama zwilżyła usta w naparze, robiąc małego łyka.
- Beltane pozwala na chwilę porzucić ciężar z ramion i po prostu cieszyć się nocą, nasączoną celtycką mocą. W każdej legendzie jest ziarno prawdy, ale muszę przyznać, że ciężko uwierzyć mi w magiczną moc ognia oraz kwiatów, które miałyby powiązać Cię z drugim człowiekiem. Brzmi to jednak całkiem romantycznie.
Cynthia nie była chyba romantykiem, a przynajmniej nie takim skrajnym, jednak doceniała piękno krajobrazu lub zapachów. Ludzie celebrowali to, o czym w szarej codzienności zdawali się zapominać, goniąc za sławą oraz za galeonami. Czy miała coś do tego? Nie, bo przecież to też nie było jej sprawą, a wychodziła z założenia, że należało żyć i dać żyć innym. Nie zbawi się świata, nie spotka się każdego zamieszkującego go człowieka i nie przeżyje się za niego życia. Tkwiła w swojej bańce — czasem przytłaczającej, ale jednak komfortowej i uporządkowanej wedle jej priorytetów.
Stażystę przywitała z uroczym uśmiechem, odpowiadając na krótkie pytania, a potem odprowadziła go wzrokiem, nieśpiesznie powracając do swojego rozmówcy wzrokiem. Nie mogła mieć pretensji do kogoś, kto wykonywał swoje obowiązki, nawet jeśli odrobinę nieporadnie, bo każdy kiedyś zaczynał. Zastygła w bezruchu, gdy mówił, pozwalając sobie zawiesić spojrzenie gdzieś w przestrzeni. Działania popleczników czarnoksiężnika zdawały się coraz śmielsze, gwałtowniej wchodzące do zwykłego życia, równie zwykłych czarodziejów. Nie chciała się w to angażować, nie miała żadnego powodu. Owszem, wiedziała o Lou, znała jego sekrety, a przynajmniej większość z nich, ale wychodziła z założenia, że im mniej wie, tym lepiej i bezpieczniej dla czarnowłosego. Nie chciałaby go narażać.
- Lekki deszcz byłby orzeźwiający, ale tu się zanosi na pioruny. - zaczęła z początku tonem dość spokojnym i poważnym, jednak podłapała jego zaczepkę, pozwalając sobie przywołać na lica bardzo delikatny odcień różu. Ot, tak, dla nuty dramatyzmu i dodania kolorów w ten szary dzień. - A co, jeśli wtedy magia druidów zadziała i wianek sprawi, że Twoje losy się z tą Panną splączą? - zapytała z odrobiną zadziorności, zaczepki w głosie. Doskonale wiedziała, że miał narzeczoną i nie byłaby zachwycona, a dodatkowo przecież nie wierzyła w działanie tego wszystkiego. Powtarzane z pokolenia na pokolenie miało zachęcać do celebrowania oraz zabawy, nic więcej. Niemożliwe przecież, aby kwiaty oraz ogień w akompaniamencie styczności fizycznej splotły ze sobą dwoje ludzi, często tak przypadkowych i zupełnie ze sobą niewspółgrających. Odwzajemniała jego spojrzenie, trzymając w dłoniach filiżankę. - Mam nadzieję, że pomimo pracy, uda Ci się wspiąć na ten pal. Kto wie, może nawet podrzucę Ci swój wianek, ale cśśś. - zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu, puszczając mu krótkie oczko, figlarne, dla rozluźnienia atmosfery związanej z ciemnymi chmurami i śpiącą w nich burzą, która krążyła nad Londynem. Twarz jednak zaraz jej złagodniała, nabrała codziennego wyrazu, a ona sama znów zrobiła kilka łyków
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
05.09.2023, 03:30  ✶  
Może i romantyzm był właściwym słowem, jakim należało określić rytuały Beltane, ale niekoniecznie tym, na którym Atreusowi w całej zabawie zależało. Owszem, romantyzm pomagał, ale nie w pleceniu wianków czy wrzucaniu ich na pal, a w czymś o wiele bardziej ulotnym i przyjemnym. Podczas tego święta każdy był skory do uniesień, tych mniejszych i tych większych, a Bulstrode z radością szukał szans na te wszelkie dopełnienia rytuałów, jak to można było określić następstwa oczarowania jakiejś bardzo przyjemnej panny. Prawdę powiedziawszy to chyba nigdy z Beltane nie wyszedł z niczym więcej niż listowiem we włosach, bo chwile ulotne miały to do siebie, że szybko przemijały. Szczególnie w jego wypadku.
Sam romantyzm w życiu codziennym, był dla nieco pewnego rodzaju zagadką. Ale taką, którą niekoniecznie kwapił się rozwiązać. Jakaś idea tego konceptu umykała mu, sprowadzając się jedynie do słabości serca. Jeśli podejmował się czynów powszechnie uważane za romantyczne, to głównie dlatego że odnosił wrażenie, że dokładnie ta konkretna rzecz powinna zostać zrobiona. Że tego wymagały konwenanse. Nie znaczyło to jednak, że nie umiał doceniać piękna, bo zawsze chętnie patrzył na obraz czy przyjemny krajobraz, ale te widoki zwykle nie poruszały dogłębnie jego duszy. Zwyczajnie były.
Pokiwał lekko głową, przyznając jej rację. Działania popleczników Czarnego Pana zwiastowały, że wraz z nimi nadciągał istny sztorm. Na myśl o tym Bulstrode czuł niepokój, ale też ekscytację, bo co innego pozostawało mu w obliczu ewentualnych pojedynków? Fakt, że śmierciożercy wydawali się bardzo... przekonani o racji swoich przekonań i to, że w ich następstwie mógł trafić na stół Cynthii, wcale nie studził jego zapału.
- Matko, uchowaj - rzucił do niej, obdarzając ją rozbawionym spojrzeniem. Taka wizja wydawała się... ciekawa, ale na pierwszy rzut oka było widać, że absolutnie nie wierzył w tego typy rzeczy. Wspiąć się na pal by skraść całusa i nieco więcej to jedno, ale wiązać się na całe życie? Jak do tej pory nie doświadczył takiej mocy, więc czemu miałby teraz?
- Oo, w takim razie, jeśli się zdecydujesz, to z największą przyjemnością zawieszę go na samiusieńkim szczycie - oznajmił jej z zadziornym uśmiechem przyczepionym do ust, odrobinę tylko ściszając głos, nieco na jej modłę. Wizja zobaczenia Flint na Beltane nagle wydała mu się całkiem zaskakująca, ale w gruncie rzeczy przyjemna, jakby nigdy wcześniej jakoś o tym nie pomyślał. Z wciąż lekkim uśmiechem wypił resztę herbaty, która znajdowała się w jego filiżance i odstawił ją grzecznie na spodek.
- Ale tak szczerze, mam nadzieję że uda mi się uciąć z tobą chociaż krótką pogawędkę podczas święta. Patrole bywają nudne, a twoje towarzystwo zawsze przyjemne. Jeśli jednak postanowisz pobawić się na którychś atrakcjach, to polecam unikać goblińskiego koła nagród. Już na Ostarze miałem z nim problem i podejrzewam, że typ oszukuje. Po świecie rozpłynął się, ale tym razem mam zamiar coś z tym zrobić. - mimo, że pierwsze słowa wymawiał tonem przyjemnym, ze standardowym uśmiechem przyczepionym do twarzy, to kiedy tylko temat spłynął na goblina, na twarzy pojawiła się zaciętość. Miał z nim na pieńku na samą myśl o tym małym, pomarszczonym karle humor mu się psuł.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#9
09.09.2023, 22:44  ✶  
Uczucia było skomplikowane, a do tego z czasem blakły i znikały. Zapędzały człowieka w pętle, a gdy się wybudzał, tkwił w tym samym momencie, w którym był, gdy ta się zaczęła. Cynthia zupełnie nie rozumiała całego entuzjazmu z tym związanego, ale w Ministerstwie i na ulicach magicznego świata nie mówiło się o niczym innym, jak o słodkim i romantycznym Beltane. Nigdy nie szukała uniesień, a już zwłaszcza w takich miejscach, chociaż uwieńczenie celebrowania z sianem lub kłosem trawy we włosach zdawało się przez wszystkich porządne. Atreus był psem na baby, ale mógł sobie na to pozwolić — zarówno poprzez uosobienie, jak i aparycję, a także zawód i zawartość sakiewki. Młode Czarownice szukały kogoś takiego na kochanka, ale również i męża. Ah te ludzie przyjemności i pragnienia, które ogłupiały i zdawały się wpływać negatywnie na to, co było ważne. Cyna nigdy chyba nie była w kimś zakochana, nigdy nie miała czasu mieć chłopaka, a jej doświadczenie z mężczyznami kończyło się na pocałunkach, głównie zastosowanych jako środek do osiągnięcia celu w jej małych przedstawieniach.
Cyna zawsze uważnie obserwowała swojego rozmówce, jakby próbowała przesiąknąć do jego wnętrza, jak przy sekcji zwłok. Dowiedzieć się wszystkiego. Im częściej miała okazję rozmawiać w ten sposób z Bulstrodem, tym więcej dostrzegała rzeczy, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka. Nie był na pewno romantyczny, ale rzuciłaby galeona i obstawiła, że cenił sobie niespodziewane dopływy adrenaliny, również w kwestii relacji damsko-męskich. Jego oczy błyszczały jednak bardziej, gdy przychodziło właśnie do magii praktycznej i bojowej, wykazania się w jakiś sposób. Może przed sobą, może przed społeczeństwem, a może miał kogoś, na kim zwyczajnie chciał zrobić wrażenie. Nie miała powodu, aby zapytać o jego poglądy, nie była wścibska, chociaż trochę zastanawiało ją, czy jest po któreś stronie — dlatego, że trudno było przypasować go do jednej. A może tkwił jak ona, gdzieś pomiędzy? Obdarzając go rozbawionym nieco uśmiechem, całkiem szczerym, pomyślała, że on się związków zwyczajnie bał. Zobowiązania były przerażające, nie mylił się, podobnie jak ten etap docierania się z drugim człowiekiem, gdy zakończyły się niespodzianki i odkrywanie głównych cech charakteru.
- No nie wiem, czy matka Cię uchowa. Jesteś całkiem popularny, obawiam się, że dostaniesz mnóstwo wianków, których autorki będą liczyły na to, że ta magia zadziała z tym swoim romantyzmem całym. - wzruszyła delikatnie ramionami, trochę nawet zadziornie. Nie wyglądał na człowieka gotowego do ożenku. Te ogniskowe brednie były tak podobne do niedorzecznego wróżbiarstwa, że sama Flintówna na swoje słowa pokręciła jedynie głową z rezygnacją. - Tak, a potem te harpie mnie rozszarpią lub zmienią w kamień, jak bazyliszek.
Przekręciła głowę i ściągnęła nieco brwi, aby dodać dramaturgii i powagi do swojej wypowiedzi. Prawda była taka, że Cyna miała zupełnie gdzieś te wszystkie damy i jeśli Atreusa by chciała, to by sobie po prostu go wzięła lub też zrobiła wszystko, aby go mieć dla siebie, używając ładniejszych słów. Królowa Lodu kryła się jednak za grubym, zimnym murem. Idąc jego śladem, dopiła napój, pozwalając, aby jasne pasma włosów spłynęły jej do przodu. Niechętnie to przyznawała, ale nie lubiła okłamywać samej siebie — odwiedziny Atreusa w prosektorium zawsze były dobrze spędzonym czasem, odpoczynkiem od skalpela, kostuchy i innych dramatów. Podniosła na niego spojrzenie, gdy zaczął mówić, odstawiając pustą filiżankę i zwilżając wargi, aby pozbyć się z nich smaku, odrobinę cierpkiego.
- Jak uda mi się zajrzeć na sabat, porwę Cię na kieliszek dobrego wina albo kawę. Jeśli nie będziesz już zajęty oczywiście. Pamiętajmy o harpiach, Panie Bulstrode. - uniosła palec ostrzegawczo, zanim zgarnęła nim wcześniej zagubione włosy znów za ucho i wyprostowała plecy. Nie odwracała od niego wzroku, zastanawiając się nad sprawą tego goblina. Aż tak nabroił, że teraz Pracownik Ministerstwa siedział mu na karku? - A to chociaż ciekawe nagrody? - zapytała w końcu, bo nigdy z takowego nie miała okazji skorzystać. Zresztą, teraz też nie planowała, podobnie jak z wianków i innych atrakcji, poza wspomnianym wcześniej winem lub drobną przekąską z dobrą, mocną kawą. - Nie pozwól, aby jakiś goblin popsuł Ci humor.
W jakiś sposób, brak humoru i co za tym idzie, tego łobuzerskiego uśmiechu, zupełnie do niego nie pasował. Cynthia chciała dodać coś jeszcze, ale jeden ze stażystów wszedł do pokoju, obdarzając go pokornym spojrzeniem i kłaniając się lekko, podał jej jakieś papiery — do których zajrzała niechętnie. - Wybacz Atreusie, muszę wracać do pracy. Nowe ciało, nowa sekcja. To Twój raport. Nie myśl o goblinach, prędzej o wiankach i trawie. - dodała jeszcze zaczepnie, nie chcąc mówić więcej przy młodym chłopaku, który mógł źle coś zrozumieć. Puściła jednak mężczyźnie krótkie oczko, po tym, jak podała mu chwilę później papiery i w towarzystwie swojego podopiecznego wyszła, skupiona już na pracy, chociaż ze wciąż odpowiednią maską. Atreus wyszedł zaraz za nimi, kierując się do swojego gabinetu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1904), Cynthia Flint (3396)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa