Avelina
Wyrzucona za drzwi Avelina nie miała pojęcia jak bardzo się pomyliła. Stojąc na korytarzu, zobaczyła pędzącego w swoją stronę ducha dziecka, dziewczynki – najwyżej dziesięcioletniej, a potem dostrzegła zbiegającą po schodach trójkę ludzi, z którymi przypłynęła na Perłę Morza. Jakby tego było mało, zaledwie kilka sekund po tym, jak ich zobaczyła, poczuła nieprzyjemne uczucie gdy duch aurora przeniknął przez ścianę kajuty i zahaczył o jej ramię. A jeszcze sekundę później uderzył w nią ból, jakby ktoś ściskał jej serce – zabolało tak bardzo, że aż zabrakło jej tchu w płucach i pociemniało przed oczami.
W tym czasie, kompletnie nieświadomy tego co się z nią działo, duch aurora przyklęknął na jedno kolano i wyciągnął ramiona do nadbiegającej dziewczynki.
- Maddie. Jesteś cała i zdrowa – wykrztusił.
- Sutherland! – zapiszczała, wtulając się w niego. Na twarzy martwego dziecka pojawiły się półprzezroczyste łzy. – Próbowałam ich ostrzec. Próbowałam powstrzymać panią Fawley. Próbowałam nie dopuścić do tego, żeby Perła Morza znowu zatonęła. Próbowałam… - zająknęła się. Jej ciałem wstrząsnął szloch. – Tak bardzo się bałam, że ona wyssa cię do końca.
Z atrium dobiegł kolejny kobiecy krzyk. Duch dziewczynki odwrócił w tamtą stronę głowę. Choć za życia miał najwyżej dziesięć lat, teraz sprawiał wrażenie gotowego do walki. Tylko czy dzieci powinny walczyć?
Ból serca, który czuła Avelina zaczął ustępować. Znowu mogła oddychać.
Augustus
To nie było takie proste. Zaklęcie zadziałało. Augustus poczuł, jak trzyma w rękach serce Marianne, ale to serce okazało się przeraźliwie zimne. Ściśnięcie go sprawiało mu fizyczny ból, poczuł się niemal tak, jakby zaciskał palce na własnym sercu, jakby był z leżącą połączony jakimiś niewidzialnymi nićmi.
W pewnym momencie zabolało go tak bardzo, że aż zabrakło mu tchu i pociemniało mu przed oczami. Aż osunął się na podłogę. I to był ten moment, w którym lodowate serce Marianne zamieniło się w morską pianę.
Augustus poczuł jak powoli zaczął wracać mu oddech a ból jego własnego serca zelżał. Jednocześnie czuł się dziwnie, powietrze wokół niego rezonowało, obraz falował a gdy podniósł wzrok dostrzegł wiszący nad nim półprzezroczysty, nieruchomy cień. Tuż nad ziemią unosił się migoczący duch Marianne. Wyglądała dokładnie tak samo jak jej leżące na łóżku w sypialni ciało. Patrzyła na niego poważnym, smutnym wzrokiem.
- Chyba powinnam ci podziękować – wyszeptała. – Miłość rodzica to czasem największa kara dla dziecka.