04.04.2024, 21:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2026, 23:36 przez Alexander Mulciber.)
Hogwart, łazienka Jęczącej Marty
Było krzywo.
- Jest krzywo - oświadczył gniewnie Alexander, przenosząc spojrzenie na Eden, która, jak mu się wydawało, wydała z siebie przed chwilą odgłos podejrzanie przypominający pogardliwe prychnięcie.
Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że za chwilę napotka wzrokiem jej zniesmaczoną minę… Niestety, wiedział, że dziewczyna jest skłonna się na niego obrazić i zwyczajnie sobie pójść, jeżeli wkurzony powie jej teraz, że pentagram, który od dobrych kilku minut próbował narysować na łazienkowych płytkach wielkim, czerwonym flamastrem, jest równie krzywy, co jej morda, kiedy się tak zupełnie bez powodu marszczyła na organizację całego przedsięwzięcia.
Dosłownie kilka chwil temu przestali się kłócić o to, czy do aktywacji znaków runicznych i symboli mocy, które uparcie nie wychodziły Mulciberowi - nie posiadającemu artystycznych inklinacji - nie powinni mimo wszystko użyć prawdziwej krwi, nie zaś czerwonego tuszu. Ty wiesz ile musiałbym rozbić nosów, żeby poleciało odpowiednio dużo krwi?, obruszył się Alex. Może i ślizgonka miała w zanadrzu jakieś mroczne uroki i gotowa była wykrwawić jakiegoś puchona w ofierze dla wielkiego Salazara Slytherina, którego to misję próbowali właśnie dokończyć w szkolnej toalecie, po tym, jak dorwali się do tej samej książki o teoriach spiskowych, w której opisana była legenda Potwora Slytherina; bo czasami sam Mulciber zastanawiał się: “co tak naprawdę siedzi w głowie Eden Malfoy?”.
Takie rozważania nachodziły go zwłaszcza wtedy, gdy ta otwierała usta, by uraczyć go finezyjną (a co najlepsze, kompletnie pozbawioną wulgaryzmów) kaskadą inwektyw, tchnących w równym stopniu dziecięcą naiwnością co jakimś popierdolonym sadyzmem, których subtelna struktura z perspektywy językoznawczej nie śniła się nawet najlepszym jasnowidzom. Ale Alexander, mimo wszystko, podejrzewał, że dziewczyna za bardzo lubiła pozę lodowatej księżniczki z dobrego domu by zaryzykować upapranie wykrochmalonego mundurka krwią. Cała ta ciężka praca spadłaby więc na niego - niedoczekanie!
- Ćwiczyłaś w ogóle tę inkantację, co przetłumaczyłem ze starorunicznego? - zapytał w miarę cywilizowanym tonem, coby za bardzo się nie nudziła i nie mogła kręcić nosem na to, że tak długo zajmuje mu rysowanie pentagramu.
Eden Malfoy była dziwną dziewczyną. Nie tak dziwną, jak Ambrosia McKinnon - która jednego dnia wypłakiwała się w jego ramię na szczycie wieży zegarowej, ogarnięta jakimś dziwnym atakiem paniki, a kolejnego, z gruboskórną obojętnością uparcie rywalizowała z nim podczas lekcji wróżbiarstwa, jakby wszystko to kompletnie nie miało miejsca - nie tak dziwną, jak on sam, z jego starannie pielęgnowaną otoczką skonfliktowanego ze światem i samym sobą młodocianego jasnowidza o egzotycznym pochodzeniu; nie, w niej tkwił zupełnie inny rodzaj dziwności… Ale chyba właśnie dlatego tak ją lubił. Po prostu.
Wzdrygnął się nagle, jakby przeszedł go zimny dreszcz, i mimowolnie odchylił w tył: na kilka sekund przed tym, jak z ziemi wypłynął - ni stąd ni zowąd - duch.
- Jest krzywo - zgodziła się Jęcząca Marta, wywijając wysoko w powietrzu fikołka.
Miała szczęście, że od dawna była martwa, i że była dziewczyną, bo w tym momencie Alex miał ochotę wstać, i wyjść z siebie - do sąsiedniego planu astralnego - żeby jej wpierdolić.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat