• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
marzec 1972 | Castiel & Elliott

marzec 1972 | Castiel & Elliott
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#1
08.01.2023, 17:59  ✶  
Szczerze mówiąc to nie spodziewał się, że Elliott będzie miał ochotę na spotkanie. Nie zdziwiłby się gdyby ten odciął się od wszystkich na dłuższy czas. Nie potrafił sobie wyobrazić co musiał przechodzić, został wdowcem w tak młodym wieku i to jeszcze sam na sam ze swoim małym synem. Skoro jednak wyraził chęci na spotkanie to gotów był poświęcić i całą noc, jeśli jakoś mu to pomoże. Znał Simone, też ubolewał mocno nad jej śmiercią - czuł to w postaci obciążenia w żołądku, zimnego dreszczu i przerażenia skrytego na tyłach głowy. Dobrze znał te objawy, już przez to przechodził po utracie matki. Minęło tyle lat a wciąż pamiętał jej śmierć, jej krzyk, wrzask Cynthii... może sama świadomość, że byłby w stanie zrozumieć żałobę Elliotta cokolwiek tu pomoże? Nie wiedział, ale oferował niewymagające towarzystwo. Pojawił się z papierową torbą, w której znajdowała się butelka whiskey, świeżo kupiona w pobliskim sklepie. Dokupił do tego słodki gazowany napój jakby sprzedawca wiedział do czego będzie mu to potrzebne. Kilkukrotnie zapukał do drzwi nowego mieszkania Elliotta.
- Cześć. - wyciągnął rękę by uścisnąć mocno jego dłoń. Mimo całej sytuacji od Castiela aż tchnęło spokojem bowiem miał w zwyczaju trzymać mróz, ból i strach wewnątrz głowy. Nie pozwalał temu wyjść na światło dzienne tak długo jak był w stanie wytrzymać.
- Jak się trzymacie? - zapytał, podając mu butelkę i zdejmując wierzchnie okrycie. - Nie znam się w ogóle na dzieciach ale twojemu synowi też coś przyniosłem. - podał mu średnio dobrze zawinięty miękki pakunek w którym znajdowała się błyszcząca i chichocząca piłka, która to lubiła uciekać przed małymi rączkami. Nigdy nie czuł się do końca pewien w towarzystwie Elliotta. Ten, mimo swojego przygnębienia, wciąż w pewnym sensie emanował pewnością siebie i wewnętrzną siłą, która czuł, że mogłaby być toksyczna gdyby ktoś ustanowił sobie z niego wroga. Niewątpliwie rozmawiał z silną jednostką i tylko wzajemny szacunek oraz umiejętności sprawiały, że nie czuł się przy nim niczym zamazany cień.
- Zaoferowałbym się przygotowaniem alkoholu ale jeśli powierzysz mi to zadanie to po jednym łyku będziemy nieprzytomni. - uczciwie przyznał, że nie powinno się przydzielać mu zadań związanych z przygotowaniem i jadła i napitku. Przynosił z reguły gotowce.
Rozejrzał się po mieszkaniu, w którym jeszcze nigdy nie był. Poczuł się dziwnie bo nie wiedział co ma teraz ze sobą zrobić. Przypomniał sobie jak się czuł po utracie matki i przede wszystkim był drażliwy na punkcie współczucia i cudzego żalu. Mimo tej świadomości jakoś zamilkł gdy w gardle urosła gula, chwilowo uniemożliwiająca zdolność mówienia.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
10.01.2023, 05:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 06:29 przez Elliott Malfoy.)  
Wieczór był chłodny prawie tak samo jak nieodgadnione spojrzenie niebieskich oczu, gdy spoczęło na postaci gościa, którego zaprosił w progi swojego aktualnego lokum. Dom wydawał się ciepłą, przytulną ostoją w porównaniu do ostrych rys bruku i budynków centralnego Londynu. Wyżłobione częstym deszczem rynny oraz okiennice jak i latarnie, rzucające resztkę światła na chodniki, dla tych, którzy w tych niebezpiecznych czasach zdecydowali się na wieczorny spacer, wtapiały się w monumentalność stolicy imperium. Były jednocześnie zachęcające jak i powodujące, że włoski na karku stawały dęba, jakby wieki przesmykujące się przez alejki i większe ulice kładły ciężar na barkach każdego przechodnia przypominając mu, że stąpa po podłożu, jakie widziało upadek nie jednego człowieka, w znaczeniu dosłownym i nie. Podobnie odbierało się Elliotta, który z powodu swojego nazwiska nosił na ramionach przymus wielkości, czując jak z każdym krokiem oczekiwania wobec niego samego, nałożone jeszcze przez dziada i pradziada wbijają się w każdy cal skóry, zaczynają płynąć w żyłach wraz z krwią; jak stają się nierozrywalną jednością, złączoną w pianie nadchodzących jedna za drugą fal kolejnych wydarzeń.
- Dobry wieczór - uścisnął dłoń Flinta, dopiero, gdy wpuścił go do środka i zakluczył drzwi, prawie że na cztery spusty, a te zamknęły się z charakterystycznym kliknięciem, bo mechaniczne i widoczne zamki nie były jedynym, co dbało o ich bezpieczeństwo w tych czterech ścianach.
Spokój, jaki wyczuwał od Castiela nie był ani trochę zaskakujący, a jedynie upewniający w fakcie, że zaproszenie go tego wieczora miało bardzo dużo sensu. Sam Elliott miał w sobie wystarczajaco dużo chłodu, aby niektórzy, po rozmowach z nim musieli strzepywać szron z ramion i czubku nosa, więc rezerwą oraz pewnego rodzaju dystansem emocjonalnym ze strony rozmówców niezbyt się przejmował, płynąc z nurtem, odgrywając swoją idealnie wyuczoną rolę.
Malfoy prezentował się nienagannie - przynajmniej w kontekście ubrań. Miał na sobie idealnie wyprasowaną koszulę, spiętą spinkami u mankietów, ciemne spodnie, a na to wszystko narzucony ciemnozielony szlafrok, który mało przypominał materiał, jaki narzucało na siebie rano większość ludzi, aby nie czuć chłodów poranka, a bardziej kojarzył się z kunsztem, który wykorzystywało się przy tworzeniu marynarek i eleganckich płaszczy. Klapy były zdobione złota nicią, ale ta gubiła się w ciemnych odcieniach, pozostając jedynie małym akcentem. Same włosy mężczyzny nie były tak dobrze ułożone jak zawsze, pozostając w naturalnym nieładzie, jego zmęczenie podkreślały też worki pod oczyma, które zazwyczaj maskował dobrej jakości maściami od magicznych wytwórców. W tym okresie odpuszczał je sobie, aby przez nękającą go od lat bezsenność wyglądać bardziej wiarygodnie w żałobie, której, przecież tak naprawdę w ogóle nie obchodził wewnętrznie. Śmierć Simone była dla niego wybawieniem, ale o tym nie mówił na głos, pozostawiając tę tajemnicę między sobą, Perseusem oraz siostrą bliźniaczką; bezpiecznie zapieczętowaną słowami przysięgi, które jakby miały być złamane to skończyłoby się to surowymi konsekwencjami.
- Nicholas już śpi, ale na pewno ucieszy się z nowego przedmiotu, na którym będzie mógł się na chwilę skupić. Niesamowicie trudno o uwagę tak małego dziecka, ale pewnie nie chcesz o tym słuchać, to dość monotonny temat, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają swoich pociech - nie chciał ciągnąć tematu syna, tak samo jak bardzo mocno skupiać się na swoich uczuciach w tej rozmowie, więc celowo odpowiedział, a zarazem nie na zadane przez Flinta pytanie, skupiając się na reszcie jego wypowiedzi dotyczącej Nicholasa oraz przyniesionych prezentów.
Zaprowadził gościa do salonu, w którym światło zaczęło się tlić, dopiero, gdy przekroczyli jego próg. Ten prezentował się dobrze, chociaż dębowe półki dookoła kominka nie były całkowicie zapełnione tomami książek oraz innymi przedmiotami, niektóre z nich leżały na pobliskich witrynach i komodach. Kanapy i fotele były nieskazitelne, wyglądały jak nowe i bardzo dobrze zgrywały się z resztą pomieszczenia, tak samo jak niski stolik z ciemnego drewna. Okno w pomieszczeniu było teraz zaciągnięte ciężkimi zasłonami, a w kominku palił się ogień.
- Gdzie moje maniery, dziękuje, że o nim pomyślałeś, no i o mnie też. - posłał mu blady uśmiech, coby nie straszyć gościa swoim neutralnym, prawie ze wyciosanym w marmurze wyrazie twarzy, który zdobiły bardzo dobrze ukształtowane, uniesione odrobinę do góry brwi.
- Usiądź, nie krępuj się nieładem, dopiero co przenosimy się do tego domu, tamten miał w sobie za dużo... - miał zamiar powiedzieć 'wspomnień', ale celowo zrobił pauzę, aby jego uczucia i emocje nie wydawały się sztuczne, zaplanowane. Przełknął ślinę - za dużo wszystkiego. - dokończył metodycznie ściszając głos, brzmiąc jak ktoś, kto po prostu nie chciał przygniatać swojego towarzysza nadmierną ilością negatywnych emocji związanych z tragedią, jaka niedawno się wydarzyła.
Odstawił przyniesioną przez Castiela butelkę na barek, który, mimo ze Elliott dopiero  co wprowadzał się do tego miejsca, był wyposażony odpowiednio. Wyciągnął z niego kompletnie inny alkohol, już otwarty, bo butelka była w połowie pusta.
- Skoro tak, to mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zaczniemy czymś innym, chciałbym dokończyć to, co już jest otwarte - skłamał gładko, bo tak po prawdzie miał po prostu swoje gusta, z którymi nie chciał iść na kompromis, a obrażanie gościa wybrzydzaniem czy odstawianiem przyniesionego przez niego trunku z innego powodu wydawało się niesamowicie nie na miejscu, więc też tego nie zrobił - To gin, może być, czy jesteś większym koneserem whisky? - dopytał, bo mimo że sam zamierzał pić, to co już otworzył, tak nie chciał wciskać Flintowi tego, czego ten miał nie przełknąć. W końcu obydwoje mieli cieszyć podniebienia.
Przymknął przy tym dwuskrzydłowe drzwi, machnąwszy różdżka i wypowiadając zaklęcie pod nosem, a te zasuneły się cicho, pozostawiając tylko lekką szparę. Nie chciał budzić dziecka, bo te, gdy miały ledwo ponad jeden rok bywały bardzo wrażliwe na hałasy. Nie, aby nie posiadał w przeznaczonym do tego pokoju niańki, która była na każde skinienie, ale w momentach, gdy zapraszał kogoś do siebie do domu wolał ją odprawić i być sam z gościem, lubił swoją prywatność.
- Wybacz mi tę bezpośredniość, ale muszę przyznać, że tak jak twoje towarzystwo jest niesamowicie podnoszące na duchu samo w sobie, tak miałbym, poza tym, jeszcze jedną sprawę do omówienia. - zaczął, gdy, również zaklęciem sprawił, że odpowiedni alkohol rozlał się do szklanek, tak jak sam sobie tego życzył i jak gość chciał. Drinki znalazły się w ich rękach, gdy Elliottowi również udało się usiąść w jednym z foteli, aby kontynuować rozmowę.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#3
10.01.2023, 20:27  ✶  
Przesunął wzrokiem po eleganckim szlafroku Elliotta. Coś mu się nie zgadzało w tym obrazie, nienaganne ubranie kontrastowało z wyrazem twarzy, cieniami pod oczami, potarganymi włosami. Nie skomentował tego w żaden sposób, milcząco współczując jego sytuacji. Na jego miejscu przez pierwsze parę dni nie wiedziałby jak się nazywa a co dopiero myśleć o przyjmowaniu gości. Skoro jednak tego potrzebował to przeznaczy dla niego tyle czasu ile należy. Mimo wszystko w oczach Elliotta widział spokój. To chyba dobrze, to znaczy, że trzymał się w ryzach z myślą o małym synku. Nie od dziś wiedział, że rozmawia z silnym człowiekiem a dzisiaj utwierdzał go w przekonaniu.
- Słuchać umiem ale rozumiem. Niech śpi, a temat dziecięcych zabawek nie ucieknie.- odpowiedział lekko wymijająco bo faktycznie nie był to temat, który go interesował. Dla niego dzieci to mali głośni ludzie więc nie czuł żadnej potrzeby obcowania z nim dłużej niż wymaga przypadek.
- Gustownie urządzone.- pochwalił nieco zwięźle wyposażenie wnętrza, zauważając synchronizację kolorów i stylu. Nic nie raziło w oczy, wszystko ze sobą współgrało. Nie był jednak koneserem architektury czy mebli z wyższej półki. Nie chciał na siłę prowadzić takiej konserwacji bo to niepotrzebnie wydzierało z niego energię. Nie znajdowali się na bankiecie gdzie rozmowy o neutralnych tematach były wskazane. Próbował wybadać jeszcze dokładne samopoczucie Elliotta - czy oczekuje tych wszystkich procedur spotkania, w których obaj zostali wychowani (choć Malfoy z większym naciskiem) czy jednak swobody prywatności. Półmrok tego nie ułatwiał. Oparł dłoń o skórzany chłodny fotel i zerknął na swojego rozmówcę.
- Nie przejmuj się manierami.- zasugerował drugą formę spotkania, nieoficjalną. Mają zamiar cieszyć podniebienie trunkami więc nie ma tu miejsca na sztywność.
- Bałagan mnie nie odstrasza. Dzięki.- usiadł jednak na sofie, przy podłokietniku. Położył łokieć na oparciu i rozmasował swój spięty kark.
- Nie ma problemu, zmiana otoczenia czasami pomaga.- nie chciał też go naciskać do okazywania żalu utratą żony. To trudna sytuacja. Był tu aby wesprzeć ale za to absolutnie nie umiał pocieszać. O zgrozo, może pospieszył się z propozycją spotkania a faktycznie nie był przygotowany na wytrzymanie cudzego cierpienia? Koniecznie muszą się napić. To powinno wzmocnić jego umiejętności społeczne, nawet jeśli będą tymczasowym złudzeniem.
- Jestem otwarty na nowości.- uniósł rękę w pojednawczym geście, patrząc na niego z tej odległości. Było mu obojętne co przygotuje, byle nie zawierało substancji narkotyzujących. Taką miał naturę, że potrzebował nieco więcej alkoholu aby się upić. Cokolwiek Elliott przygotuje, powinien dać radę to wypić bez szybkich zawrotów głowy. Rozmasował kącik ust kiedy Malfoy przeszedł tak bezpośrednio do sedna sprawy. Uniósł brwi w zaskoczeniu, wyczuwając w jego głosie arystokratyczne zmiękczanie gruntu miłym słowem. Podziękował skinieniem głowy za trunek, obejmując palcami szklankę. Lekko nią poruszył, obserwując jak tafla alkoholu łagodnie faluje.
- Jasne. Śmiało. - odezwał się po paru sekundach milczenia, zaraz to dokładając do mimiki spokojny uśmiech.
- Zaciekawiłeś mnie.- popatrzył przelotnie w chłodne oczy i uniósł szklankę w jego stronę.
- By towarzystwo zawsze było wyborne.- niecodzienny toast, luźny, uniwersalny, poprzedzony szczerym słowem i pół uśmiechem. Upił łyk ginu, od razu analizując piekący na koniuszku języka smak.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
15.01.2023, 06:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 06:11 przez Elliott Malfoy.)  
Sztywność była drugim... a nie, trzecim imieniem Elliotta, więc bez niej czuł się czasami jak bez ręki. Zwłaszcza przy ludziach, których trzymał blisko, ale nie na tyle blisko, aby rozluźnienie było jego pierwszą myślą. Z domu wyniósł raczej przekonania, że nie można opuszczać gardy, nawet przy najbliższych, co często było niesamowicie męczące i odizolowywało go od świata, zarówno od ciepła innych. Kiedyś, jak był młodszy lgnał do niego jak ćma do powieszonego na ganku światła, ale z wiekiem zauważył, że tymczasowe przyjemności nie zawsze są warte świeczki. Zamykał się w sobie z każdym, kolejnym rokiem jeszcze bardziej.
- Dziekuję - odparł krótko, a na kolejne stwierdzenie uniósł brwi, odrobinę teatralnie, ale celował swoimi zachowaniami w to, aby być odebranym odrobinę mniej chłodno - Mowienie 'nie przejmuj się manierami' do człowieka takiego, jak ja, jest jak próba nauczenia starego psa nowych sztuczek, ale pewnie masz trochę racji - zaśmiał się pod nosem, jakby rozochocony przyzwoleniem drugiego mężczyzny na brak używania wyuczonych formułek.
Skoro dostał dowolność to skomponował drinka odrobine słodszego, a raczej gorzko-słodkiego, posługujac się nutami nieco owocowymi, ginem oraz bąbelkami toniku. Pomimo wietrznej pogody wrzucił do obydwu szklanek po dwie kostki lodu. Nie był typem, który przepadał za faktycznymi, mocnymi oraz czystymi alkoholami. Pił je, gdy wypadało, gdy musiał wlewać w siebie bursztynowe trunki, bo oczy zbyt dużej ilości osób skupnione było na tym, co akurat w siebie wlewał. Nie musiał sie tym martwić w domowym zaciszu, a uznał, nawet, że Castiel doceni taki gest szczerości, jeżeli o rodzaj przyrządzenia alkoholu chodzi. W koncu zawsze było do odejscie od 'manier' czy 'sztywności', w których atmosferze Flint nie chciał przesiadywać.
- Też nie pomaga fakt, że nie miałem siły się przebrać po pracy - wyżalił sie, bo przecież temu miał służyć ten wieczór. Nie był jednak typem emocjonalnym, więc poza krótkimi zdaniami, jakie miały świadczyć o jego roztargnieniu z powodu utraty tak bliskiej osoby, nie był nazbyt wylewny - Więc musisz mi wybaczyć tą 'wielko-panieńskość', ludzi zazwyczaj to przygniata, masz rację, ale to kwestia przyzyczajeń. Nie powiem, że moje dorastanie miało cokolwiek wspólnego z kształtowaniem relacji z rodzicami, bardziej wdrążaniem jak się zachowywać, po co, w jaki sposób do kogo mówić - machnął ręką, kręcąc palcem młynek niby od niechcenia - et cetra, et certa - dodał poniekąd znudzonym tonem i wywrócił oczyma, jakby samo myślenie o domu rodzinnym przyprawiało go o mdłości, ale też zaraz uśmiechnął się neutralnie, pokrzepiająco, upewniajac Castiela, że raczej była to luźno wypowiedziana myśl, niż gorzki żal, który spędza mu sen z powiek.
- I odpowiednio rozluźnione - żartobliwy ton przesmyknął się przez głoski, gdy Elliott uniósł szklankę. Upił odrobinę trunku, pozwalajac, aby ten rozszedł się po podniebieniu przyjemnym, słodkawo-gorzkim smakiem. Wziął drugi łyk, niewielki, bo zaraz po tym odstawił szklankę na niewielki stolik, chcąc skupić się na kolejnej cześci rozmowy.
- Cóż, dla ciebie sprawa jest to zapewne bardzo codzienna, dla mnie niekoniecznie. Mój dziadek zostawił mi sygnet, ma pewne specjalne właściwości, na których zatrzymaniu w nim bardzo mi zależy. Niestety, wnioskuje, że albo od początku, o czym dziadek nie wiedział, bo przywiósł go z Indii, nie był pierwszym właściwielem, lub po fakcie, wyladowała na nim jakaś klątwa.  - zrobił pauzę, pochylajac się w fotelu, przez co przybliżył się do swojego rozmówcę. Pokazał mu bladą dłoń o długich palcach - lewą -, na najkrotszym z nich widniał złoty sygnet z małym szafirem u góry i wzorami fal u dołu. Mozna było go otworzyć.
- Zanim coś powiesz, tak sprawdzałem zawartość, nic w nim nie było. Dzaidek go nosił, nie wydawał się zbyt przejętey ani niezdrowy, a jego śmierć nie miała z tą biżuterią związku. Ja, natomiast, nie mogę sygnetu ściągnąć, a czuję tez, że władza w dłoni powoli zanika. - widać było, ze czuje z tego powodu dyskomfort, być może podskórne zirytowanie, że musi prosić o pomoc, stawiajac się w podatnej na zranienie sytuacji.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#5
17.01.2023, 21:18  ✶  
Próbował pójść za poradą zasugerowaną Elliottowi i również się rozluźnić, choć trochę. Nie było to proste bo nade wszystko przeszkadzało mu wyprasowane w kant ładne ubranie Elliotta zakryte równie aksamitnym szlafrokiem. Ten ubiór całkowicie do siebie nie pasował, nie potrafił zrozumieć co Elliott miał w głowie chodząc po domu w ładnym ubraniu, a zakładając szlafrok do przyjmowania gości. Za nic w świecie nie mógł się przez to rozluźnić a przecież nie poprosi Malfoya o zdjęcie zbędnego odzienia. Frustrujące.
- Moja matka mawiała, że na naukę czegoś nowego nigdy nie jest za późno. Jestem pewien, że jak się postarasz to zapomnisz na chwilę o tych manierach… ewentualnie alkohol może zmiękczyć pamięć.- uśmiechnął się luźno, tak szczerze i obserwował sobie Malfoya przygotowującego drinki za pomocą zgrabnej magii. Był gotów zaufać tworom alkoholowym wychodzącym spod jego różdżki… dotychczasowe doświadczenie z jego osobą nie nakazywało mu podejrzliwości, że mógłby chcieć go otruć. Widział przed sobą skołowanego po śmierci żony mężczyznę i nawet jeśli ten strój gryzł się z całokształtem to Elliott musiał wewnętrznie cierpieć. Chyba. Nie znał go tak dobrze, nie wiedział co w środku czuje.
Nawet wyjaśnienie, że nie zdołał się przebrać po pracy nie tłumaczyło obecności szlafroka na ubraniu i nieuczesanych włosów (halo, to ród Malfoyów, oni wyglądają perfekcyjnie i w wychodku.. nie żeby się tym interesował).
- Nie ma problemu, rozumiem przyzwyczajenia, zwłaszcza w twoim rodzie. Jeśli masz problem aby to oddzielić to nie przejmuj się, jakoś damy radę to obejść.- próbował nawet mówić w bardziej swobodny sposób, który głowy rodów nazwały by zuchwałym, spoufalającym się. Wyrzucił to z głowy na rzecz łyka alkoholu, palącego koniuszek języka. Zatrzymał wzrok w okolicach jego oczu, słuchając, że jednak spotkanie ma drugie dno o którym nie został uprzedzony. Z jakiejś przyczyny nie umiał mieć mu to za złe. Może to ta charyzmatyczna nuta na jego zmęczonej twarzy? Jak można być tak przekonywującym i pewnym siebie chwilę po śmierci małżonki? Ten facet musiał mieć naprawdę solidną moc… i nie myślał tutaj o tej czarodziejskiej części.
Uniósł brwi na wieści o problematycznym sygnecie. Odstawił kieliszek na ten sam stolik i pochylił się do przodu nad bladą dłonią Elliotta, spoglądając przede wszystkim na pierścień. Wysłuchał go w milczeniu, od razu przenosząc swoje myśli w tryb klątwołamacza. To temat ulubiony, jeśli chodzi o rozmowy lecz nietypowy w spotkaniu przed pogrzebowym.
- Jak długo to nosisz?- padło pierwsze, podstawowe pytanie. Posłał mu pytające spojrzenie o pozwolenie zanim sięgnął po jego nadgarstek i przysunął bliżej siebie, drugą ręką odnajdując różdżkę i wyczarowując na jej krańcu zwyczajne światło. Oświecił szafir, oglądając również rzeźbione fale po bokach.
- To niedobrze, że wpływa to na mięśnie twojej ręki. Potrzebuję szczegółowego wywiadu, Elliott. Bardzo szczegółowego, gdzie będzie dużo pytań… uch. - po obejrzeniu sygnetu na jego dłoni nie mógł za wiele wywnioskować. Puścił jego dłoń i rozmasował swoją żuchwę i usta, co było nieodzownym znakiem, że dostał zagwozdkę.
- Pytasz mnie o to akurat dzisiaj więc mam wnioskować, że to nieoficjalna prośba?- zapytał z lekką rezerwą w głosie. Kiedyś już mieli podobną sytuację kiedy to rodowi Malfoyów zależało aby problem rozwiązać bez zbędnego rozgłosu. Wolał od razu to ustalić aby wiedzieć na czym stoi. Miło wspominał współpracę z Elliottem bo i sakiewka była przyjemnie obciążona.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#6
18.01.2023, 06:04  ✶  
Gdyby Elliott wiedział, jak mocno castiel ocenia jego wygląd prawdopodobnie o wiele bardziej by się tym przejął, w pozytywnym jak i negatywnym tego słowa znaczeniu. Niby niecodziennie siedzi się w salonie z mężczyzną, ktory rozbiera cię wzrokiem, nawet jeżeli to tylko jego nienawiść do szlafroków, a nie chęć faktycznego zobaczenia kogoś nago. Malfoy definitywnie czuł intensywność spojrzenia, nawet jeżeli nie wiedział, co ono dokładnie znaczy. Przekręcił delikatnie głowę, jakby zastanawiając się czym takim mógł aż tak spodobać się Flintowi. Zaraz też zaczął myśleć nad tym, czy to nie rozwichrzone włosy, które zazwyczaj miał w idealnym porządku. Jak na zawołanie spróbował je przeczesać długimi palcami dłoni i odrobinę przyklepać, aby te nie okalały jego twarzy w takim nieładzie. Poprawił się na fotelu i zwilżył usta zrobionym przez siebie drinkiem, bo skoro całkowite odrzucenie manier nie wchodziło w grę, to tak jak Castiel mówił - można było pozwolić im zniknąć z paroma łykami trunku.
- Myślę, że masz rację, alkohol może w kwestii rozluźnienia pomóc - odparł, tłumiąc chęć zapytania czy ma coś na twarzy. Niesamowicie chciał zaspokoić swoją ciekawość, co do tego, dlaczego castiel tak mu się przygląda, ale byli sami w pokoju. Ten równie dobrze mogł to zrzucić na kontakt wzrokowy z rozmówcą, a Elliott wyszedłby na idiotę, który dopatruje się w normalnym zachowaniu czegoś dodatkowego. Nie mógł jednak nie ulec wrażeniu, że spojrzenie jasnych oczu towarzysza było intensywniejsze, niż zazwyczaj. Może to kwestia oświetlenia? Lub przyzwyczajenia się do nowego miejsca? Cóż, nie było mu dane poznać odpowiedzi.
Zaraz jednak uwagę Castiela przykuł sygnet, o jakim Malfoy wspomniał. Wyciągnął dłoń w jego stronę, nie oponując przed tym, aby drugi mężczyzna ujął go za nadgarstek. W końcu chciał pomocy, a Filnt był jedną z niewielu osób, której na tyle ufał, aby być w stanie powierzyć mu ten, bardzo prywatny przypadek.
- Niecałe dwa tygodnie - wyznał po krótkim zastanowieniu i uniesieniu oczu ku górze, aby zwizualizowac w głowie kalendarz i wydarzenia, które miały pozwolić mu odszyfrować dokładną datę, w którą przywdział dziadkowy sygnet. Zaraz wrócił spojrzeniem na skupionego klątwołamacza, który różdżką, bardzo zgrabnie oświetlił sobie badany obiekt. Elliott musiał przyznać, że w takim momencie, gdy smugi ostrzejszego światła padały na pochłoniętego przedmiotem Castiela, jego młoda twarz wyglądała nader delikatnie, a policzki wręcz prosiły się o wzięcie w dłonie i... odwrócił wzrok, na szybką chwilę i przymknął oczy. Skarcił się w myślach. Zaraz zabrał dłoń i cofnął się odrobinę w fotelu, upił też drinka, bo potrzebował na parę sekund skupić się na czymś innym, choćby przepływie trunku przez gardło.
- To nioficjalna prośba, więc też zasługująca na nieoficjalną kwotę - przyznał bez ogródek - Jeżeli o to pytasz. Normalnie oddałbym ci sygnet, ale problem jest w tym, że jak powiedziałem, nie mogę go ściągnąć. Nie sprawia mi on bólu, jedynie, właśnie, zanik w czuciu. Mimo noszenia go non-stop jest chłodny, to też zauważyłem. Co do pytań, zadaj ile potrzebujesz. Odpowiem na wszystkie, na które znam odpowiedź. Wolałbym uniknąć odraczania pogrzebu z powodu... własnej głupoty - przyznał, skruszony, poniekąd zawstydzony, że musiał powiedzieć to na głos. Zacisnął usta w cienką kreskę, bo nawet jeżeli nie opłakiwał Simone, to jakby to wyglądało gdyby przełożył już zaplanowaną uroczystość? Musiał dać sobie radę.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#7
18.01.2023, 09:34  ✶  
Dopiero kiedy Elliott postanowił poprawić włosy to uzmysłowił sobie, że się w niego zbyt mocno wpatruje. Zawstydził się swoim zachowaniem więc momentalnie zerwał wszelaki kontakt wzrokowy. Nie był w stanie wyjaśnić mu dlaczego akurat ten szlafrok budzi w nim tak niechętne uczucia. Nie przyszedł tu krępować gospodarza a służyć towarzystwem, radą zawodową i ogólnie poświęceniem czasu na pielęgnację znajomości. Nie bez przyczyny Malfoy potrzebował dzisiaj jego obecności - okazywało się, że istniało drugie dno. Nie mógł tego niszczyć poprzez podsycanie swojej niechęci wobec tej marnej, niezbyt ciekawej podomki. Uch, nawet w myślach nie potrafił oderwać się od krytykowania tego elementu garderoby.
Na rękę była zmiana pozycji i przekierowanie zainteresowania na sygnet. Zdecydowanie zapomniał o gryzącym otoczenie szlafroku, a oto przed oczami miał męską dłoń spętaną prawdopodobnie przeklętym przedmiotem. Pod skórą czuł pierwsze impulsy ekscytacji na myśl o czekającej go zagadce. Nie miało to nic wspólnego z zaufaniem, które Elliott mu ofiarowywał, ani z nieoficjalną kwotą zapłaty ani tym bardziej z niemal białą ręką Malfoya, którą to obrócił pod różnym kątem gdy próbował dostrzec jak najwięcej szczegółów sygnetu. Nie trwało to długo, oględziny były powierzchowne a z tej pozycji sygnetu nie miał szans dostrzec niczego więcej. Ekscytacja w nim jednak pozostała, została leniwie rozbudzona i nie zapowiadało się aby minęło dopóki nie odkryje zagwozdki przedmiotu.
- Rozumiem.- powstrzymał kącik ust przed rozciągnięciem się w uśmiechu na myśl o nieoficjalnych interesach o których Bank Gringrotta się nie dowie. Ta adrenalina towarzyszącą łamaniu zasad dosyć kusiła go. Przywykł już, że nieskazitelny (powierzchownie) Elliott nie ma oporów przed przymknięciem oka na parę paragrafów. Obaj na tym korzystają.
- Przeprowadzę z tobą wywiad i przygotuję pewną pulę badań i zaklęć, które będziemy mogli nałożyć przy innym spotkaniu, najpewniej dopiero gdy poczujesz się lepiej już po pogrzebie Simone. Wolałbym abyś był w pełni wyspany, zdrowy i zrelaksowany.- głos drgnął mu na wzmiankę o jego żonie. Coś zbyt rzadko o niej myślał na spotkaniu przed pogrzebowym. Nie przystoi zapominać o głównym powodzie tego spotkania.
- Udostępnisz mi kawałek stolika, pergaminu i pióra z atramentem?- zapytał póki co rezygnując z popijania alkoholu skoro miał zrobić zapiski. Gdy otrzymał już niezbędne przedmioty, przysunął stolik bliżej siebie, rozsuwając rolkę pergaminu na stołku. Na jego krańcach ułożył specjalne obciążniki, a drugi zwój zaczarował aby się unosił obok ich głów. Przywołał z kurtki samopiszące pióro i również je zaklął.
- Usiądź proszę bliżej. Nałożę szkic sygnetu na pergamin, a w międzyczasie samopiszące pióro zapisze odpowiedzi na pytania. W ostatniej części sprawdziłbym w którym miejscu na twojej dłoni zanika czucie. Niektóre paraliżujące przedmioty mają określony schemat wydzielania trucizny. Może to zawęzić krąg podejrzanej grupy klątw. - wyjaśnił, kiwając głową aby usiadł na sofie i przysunął dłoń do stolika. Wyczarował w powietrzu jasną choć mała kulkę światła, która nakierował tuż nad jego knykcie. Zamoczył końcówkę pióra w pergaminie i próbował naszkicować oddzielnie wzór szafiru,i falistej obręczy.
- W międzyczasie powiedz mi w którym roku twój dziadek kupił ten sygnet, w jakim dokładnie miejscu, czy masz może na to dokumenty sprzedaży i potwierdzające oryginalność szafiru. - prosząc go o informację podnosił na niego wzrok, za każdym razem zaskoczony, że im jaśniej na niego padało światło tym mniej zmęczony się wydawał. Czasami obracał jego dłoń wnętrzem do góry i dorysowywał szczegóły. Każdą odpowiedź zapisywało samopiszące pióro. Na jego twarzy malowało się skupienie a tęczówki w tym świetle wydawały się bardziej zielone niż niebieskie.
- Jakich sposobów używałeś gdy próbowałeś go z siebie zdjąć? Czy w tych momentach odczuwałeś ból, zawroty głowy, może zarejestrowałeś gorączkę? Czy uciska Cię? - pytał raz za razem, słuchając jego wyczerpujących odpowiedzi. W pewnym momencie - a musiało upłynąć z trzydzieści minut - stuknął różdżką w pergamin. Rysunek szafiru przesunął się na szkic falujących obręczy. Porównał i nie było źle, najważniejsze zostało oddane. Rozmasował kark czując na nim ciężar ciepłego powietrza. Czuł jakby płonący kominek lizał płomieniami jego plecy.
- Wygląda nienajgorzej choć do oryginału mu daleko. - ocenił na głos, odkładając pióro na stolik. Wyciągnął ręce przed siebie, wyginając do zewnątrz palce by je rozciągnąć.
- Za każdym razem gdy masz dla mnie specjalne zadanie to idealnie wpasowujesz je w moje gusta. - uśmiechnął się do niego z zadowoleniem. Nie wydawał się strasznie zmartwiony sygnetem bo nie miał podstaw aby go straszyć. To i tak ledwie wstępny wywiad. Sięgnął po dwa kieliszki alkoholu i wręczył mu do ręki jeden z nich.
- Za intrygujące zagadki i współpracę.- postanowił na drugi toast a jego oczy cieszyły się na myśl o zadaniu. Taki zawodowy błysk pasji, niezaspokojony głód odkrywania. Upił spory łyk alkoholu, nawilżając przy tym suche usta. Zostało jeszcze bezpośrednie badanie jego dłoni i będzie miał co robić przez najbliższy miesiąc.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#8
07.02.2023, 21:22  ✶  
Malfoy był nad wyraz cierpliwym i spokojnym pacjentem. Po podaniu dłoni nie spoglądał ponaglająco, jedynie śledził spojrzeniem poczynania badacza, chociaż też bez większej ekscytacji wypisanej na twarzy. Blade lico pozostawało bez zmarszczek, gdy magiczne światło padało rownież na niego, wyglądał w półmroku i nienaturalności padających promieni, trochę jak teatralna maska, którą przywdziewał aktor, gdy pod jego stopami miały zaskrzypieć deski sceniczne. Mrużył delikatnie oczy, gdy światło padało na niego pod takim kątem, aby odrobinę razić. Nie był to dyskomfort, z którym nie umiał sobie poradzić, a nie chciał wybudzać Flinta z transu, w jaki wprowadził go temat sygnetu i prawdopodobieństwa ciążącej na nim klątwy.
- Pełnia zdrowia to kwestia finansów, natomiast, abym był w pełni wyspany i zrelaksowany to musielibyśmy się spotkać w innym życiu, Castielu - wymówił jego imię delikatnie, to doskonale układało się na języku, płynnie ukoronowało wypowiedź, jakby było wisienką na torcie, albo dopiero co kiełkującym na wiosnę pąkiem kwiatu. Pozwolił sobie zawrzec w tym zdaniu teatralny dramatyzm, który wskazywał, że wypowiedziana sentencja była oczywiście żartem. Uniósł delikatnie kącik ust, aby podkreślić ton tej wypowiedzi.
Śmierć żony dla każdego byłaby trudnym czasem. Dla Elliotta największym wysiłkiem wydawało się prezentowanie przed innymi jako mąż w żałobie, ale czy na pewno? Przez całe życie musiał udawać kogoś, kim nie jest. Reagować spokojem na sytuacje, przez które aż w nim wrzało. Skupiał się na sobie samym tak bardzo, że nie zauważał wygranej na loterii życia, gdy większość ludzi na świecie musiała mierzyć się z problemami, chociażby natury finansowej. Trudno było spojrzeć ponad granicę, poza którą nigdy się nie wyszło, współczuć tym, których sytuacji się nie rozumiało.
Pergamin, wraz z resztą potrzebnych przedmiotów, wygramolił się z regału oraz stojącego pod jednym ze stolików przy oknie kufra. Elliott szybkim skinieniem różdżki sprawił, że przedmioty były w zasięgu ręki drugiego blondyna. Bez słowa zlustrował kolejne poczynania swojego rozmówcy, dając mu możliwość do zebrania myśli. Poruszył się dopiero, gdy został o to poproszony. Wstał z fotela, pozwalając, aby szlafrok delikatnie zsunął mu się z ramienia odsłaniając materiał białej koszuli, gdy wyciągał rękę, aby spojrzenie zielonkawych oczu Flinta dostrzegło wszystkie potrzebne do sporządzenia notatek szczegóły.
- Ostatni raz był w Indiach trzy lata przed śmiercią, bardzo chciał zobaczyć co się zmieniło po tym, jak kraj nie był już kontrolowany przez Brytyjczyków - zamyślił się na chwilę, niebieskie oczy pociemniały, chociaż trudno było stwierdzić, czy było to spowodowane umykająca kulą światła, czy faktyczną zazdrością dotyczących podróży członka rodziny.
- Zostawił mi wszystkie pamiątki, ale też korespondencję, z której wynika, ze ten sygnet wpadł w jego posiadanie w 1899 roku. Wspomina jedynie czarodzieja, do którego ten sygnet należał wcześniej, o imieniu Inder. Był to prezent, nie zakup, z tego co rozumiem. Jak było naprawdę, trudno stwierdzić. Dziadek był zawsze dość tajemniczy jeżeli chodziło o prywatną stronę pobytu w Indiach - posłał Castielowi uśmiech zza zaciśniętych lekko warg, historie o podróżach dziadka zawsze były jego ulubionymi, sam chciałby mieć takie do opowiadania, a jedyne czym mógł się z rozmówcami dzielić to ewentualna ekspertyza na temat rocznego rozliczania podatków. Ognik zaintrygowania, który tlił się w spojrzeniu jasnych oczu zgasł, wracając do smutnej rzeczywistości; zakopanych pod perskimi dywanami dziecinnych marzeń. Zazdrościł Flintowi, że mógł się zajmować tym, co tak bardzo go ciekawiło, co sprawiało, że skrępowana wcześniej mimika jego twarzy teraz była rozluźniona, gdy mężczyzna dając pochłonąć się żywiołowi pracy oglądał sygnet.
- Wiem, że odwiedzał Bombay, Delhi, Lahore... - mruknął, bardziej do siebie - Ten sygnet jest na pewno z Punjabu, więc z Lahore. Oryginalność szafiru została potwierdzona dopiero w Londynie, dokument jest z roku 1905. Osoba badająca sygnet nie wykryła niczego specjalnego, poza właśnie jego pozytywnymi właściwościami - o których Elliott, widocznie, nie chciał wspominać - To też typowe indyjskie złoto, 22 karatowe, więc sam sygnet jest dość miękki, łatwo o zniekształcenia jeżeli za mocno się przyciśnie. Ma na sobie odcisk palca pradziadka, to na pewno - dopowiadał tak dużo szczegółów, jak tylko pamiętał.
Złapał Flinta za dłoń, zanim ten wrócił do pergaminu i odwrócił swoją rękę tak, aby jej wnętrze było zwrócone ku górze. Przyłożył palce drugiego mężczyzny do środka swojej dłoni.
- Drętwienie nie zaczyna się od palca, chociaż odrobinę też na niego nachodzi. Tutaj, w samym środku nic nie czuję - spojrzenie miał skupione na ich rękach, a nie na samym Castielu, przesunął jego palcami po swojej dłoni od środka, po mały palec - dochodzi aż tutaj, czuje ciepło twojej dłoni dopiero opuszkiem najmniejszego palca - wyjaśnił i dopiero wtedy odsunął palce od tych rozmówcy.
- Nie uciska, głowa bolała mnie ostatnio częściej, to fakt, musiałem brać więcej eliksirów, aby zasnąć... - zmarszczył lekko brwi, jakby powiedział coś, co nigdy nie miało zostać usłyszane, zaraz jednak kontynuował - Próbowałem ściągać go zaklęciem, próbowałem go rozluźnić, najpierw mechanicznie, potem też zaklęciem. Nie naciskałem za bardzo, bo nie chciałem go odkształcić. Nie próbowałem bardziej niszczących zaklęć, chociaż, w ostateczności, jeżeli nic innego nie będzie się dało zrobić, jestem skory spróbować. Lepiej wyleczyć rękę niż stracić czucie w całym ciele. Chociaż, w zimie to byłoby całkiem przydatne, nie czułbym chłodu - mruknął, żartobliwie, chociaż wykrzywił usta w raczej grymaśnym uśmiechu. Widać było, że wadziło mu pytanie się kogoś o pomoc, ale nie chciał tego przyznać na głos. Wolał wszystko załatwiać samemu, zwłaszcza sprawy tak delikatne.
Nie zmienił już miejsca siedzenia, pozostał na kanapie i przyjął drinka od drugiego blondyna. Stuknęli się w krótkim toaście.
- Za twoją pasję, z którą zawsze podchodzisz do zadań specjalnych - dodał od siebie i dopiero wtedy upił sporą ilość drinka. Po wszystkich myślach, jakie przesunęły mu się przez głowę, potrzebował odprężenia, a alkohol był na to najprostszym i najlepszym lekiem.
- Skoro już przy tym jesteśmy, zawsze chciałeś zostać klątwołamaczem? Rzadko mam możliwość widzieć w kimś tyle pasji, gdy pracuje. Fakt, zajmuje się podatkami, przy nich człowiek cieszy się tylko i wyłącznie w momencie zakończenia obliczenia i wstania od biurka - parsknął pod nosem, wywrócił lekko oczyma, jakby temat pracy był dla niego żmudny i okropny jak ciągnący się w nieskończoność występ nudnego komika.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#9
14.02.2023, 19:27  ✶  
Doceniał spokój swojego nowego "pacjenta". Jeden z najgorszych typów badanych osób to te, które zalewają go falą pytań w trakcie przeprowadzania wstępnej diagnostyki. Łatwo w takiej sytuacji o pomyłkę bądź pominięcie szczegółu, które oko klątwołamacza jest w stanie wyłapać. Mógł na dobre wpaść w swój tryb aspirującego pracoholika, a zaangażowanie widoczne na twarzy poświadczało, że robił to, co kochał. Ani razu się nie zająknął, nie zaciął w zdaniu ani nawet nie mrugnął z wątpliwości kiedy zadawał pytania i spisywał wstępną obserwację.
To nie treść wypowiedzi skłoniła go do podniesienia wzroku na bladą twarz Elliotta ale sposób wymówienia jego imienia. Siedem liter złączonych w ten tonacji sprawiało, że imię stawało się ciekawsze, pozyskiwało głębię, której mu brakowało. Zerknął na niego z lekkim zaciekawieniem i nieznacznie się uśmiechnął.
- Wierzę, że znajdziesz na to sposób. Osobiście polecam przyjemny wysiłek fizyczny dzięki któremu zrelaksowanym można spokojnie zasnąć. U mnie sprawdza się pływactwo. - jego źrenica zadrgała w swojej objętości kiedy zdał sobie sprawę, że jego wypowiedź można odebrać dwojako. Postanowił stłumić tę myśl głęboko na dnie umysłu aby teraz się nie zadręczać swoimi słownymi wpadkami. Nie był dobrym mówcą; czasami źle ujmował myśli w słowa. Z tego powodu miewał problemy aby kogoś do siebie przekonać, co z kolei przekładało się na jego pewnego rodzaju odosobnienie. Odwrócił wzrok do swojej różdżki jakby nagle odnalazł w niej coś niezwykłego. O szlafroku również próbował zapomnieć, jak i o tym, że krawędź tego odzienia zsunął się na ramieniu. Gdy Elliott siadał, dyskretnie zaczerpnął tchu. Teraz mógł już pracować lecz zanim do tego przystąpił sięgnął po łyk drinka. Nie było to z jego strony profesjonalne lecz jeszcze tego nie dostrzegł. W trakcie przerysowywania detali sygnetu słuchał wyczerpującej odpowiedzi Elliotta. Samopiszące pióro panicznie zapisywało słowo za słowem, a zapełnione kartki notatnika gwałtownie odskakiwały robiąc miejsca na kolejne informacje. Część z nich zapamiętywał; pozostałą resztę będzie musiał przeanalizować i sprawdzić, potwierdzić, wygrzebać coś dodatkowego aby wiedzieć z czym dokładnie ma do czynienia.
- U zapalonych podróżników nietrudno o przeklętą pamiątkę. Według statystyk prowadzonych przez bank Gringrotta istnieje siedemdziesiąt osiem procent szans, że na takowy trafią przynajmniej raz na dwa lata. - pokiwał głową i dokańczał sprawnie szkic.
- Skoro metal jest miękki to mogę wstępnie przypuszczać - ale nie na sto procent - że został wybrany celowo pod tą potencjalną klątwę. Elastyczny metal łatwiej zaciśnie się na twoim palcu gdybyś próbował go na siłę zdjąć. - w jego głowie pojawiały się już obrazy ze stażu i z ksiąg, które niegdyś pochłaniał. Obrazy ciał, w które wrosła przeklęta biżuteria. To dawało więcej poszlak, które to zaraz zapisał w notatniku, na chwilę wyręczając pióro. Najwyraźniej nie chciał dzielić się tą myślą z Elliottem aby go niepotrzebnie nie straszyć. Sam tytuł księgi, którą tam zanotował mógł wzbudzać niepokój - "Przedmioty martwe z klątwą pożerania".
- Znasz pozytywne skutki tego przedmiotu? - zatrzymał wzrok na jego jasnej twarzy, a dokładniej na niebieskich oczach. Kosztowało go to odwagi i wysiłku - jak nic przegrałby walkę na spojrzenia. Musiał jednak wyłapać z jego twarzy wszelką poszlakę niepewności bądź... zatajenia.
- Ta wiedza może mi to ułatwić. - nie było to pełną prawdą ale... nie musiał o tym wiedzieć. Co zrobić gdy zżerała go ciekawość dyktowana ambicjami zawodowymi. Im więcej klątw spotka tym bardziej jest w nich doświadczony. Im więcej doświadczenia posiada tym ciekawsze zadania będzie dostawać od przełożonego. Wszystko było ze sobą połączone.
- Cokolwiek siedzi w tym sygnecie może mieć w sobie uśpioną klątwę, która aktywowała się dopiero po spełnieniu poszczególnych okoliczności... ale jakich, będę mógł się dowiedzieć po dodatkowych badaniach. - dodał jeszcze i już sięgał po pióro aby dopisać jeszcze kilka tytułów gdy poczuł ciepłą dłoń na swojej. Znieruchomiał i niestety ale absolutnie nic nie zapamiętał z jego wyjaśnień. Nawet jedno słowo nie zostało w jego głowie. Tak się rozproszył tą ścieżką badań i ciepłem bijącym z częściowo pozbawionej czucia dłoni, że migocząca kulka światła błyskająca nad ich głowami trzasnęła słabo i zniknęła. Magia Castiela na moment wyparowała w chwili kiedy w jego głowie pojawiła się pustka wywołana zachowaniem Elliotta. Cofnął rękę gdy tylko zelżał na niej nacisk. Między nimi zapanował półmrok; musieli na nowo przyzwyczaić się do spokojnego światła dobiegającego z drugiej części pomieszczenia. Dzięki temu nie było widać jak krańce jego szerokich policzków nieco poczerwieniały. Ni stąd ni zowąd poczuł się tutaj dziwnie, chyba nieswojo. W mimikę wkradła się delikatna nerwowość, której nie potrafił wyjaśnić. Zmusił się do powrotu na tory rozmowy choć trzeba przyznać, że na moment stracił wątek i nie był pewien o czym rozmawiają. Słowa Malfoya szybko go ocuciły.
- Żadnych amputacji. Skoro się mam tobą zająć... znaczy się, twoim sygnetem... - o Merlinie, ile jeszcze tych wpadek językowych? - ... to osobiście zadbam żeby ten sygnet opuścił twoją rękę bez konieczności jej odcinania. - przez czas tej wypowiedzi w jego głosie i postawie namalowała się pewność siebie. Nie powinien zajmować się klątwami dotyczącymi jego grona znajomych - etyka zawodowa zabrania - jednak ta sprawa była nieoficjalna i mógł zaangażować się w nią również niejako na płaszczyźnie emocjonalnej. Lubił współpracę z Elliottem więc udowodni mu, że potrafi zdjąć z niego sygnet bez konieczności utraty kończyny.
- Gdy będę gotowy to przedstawię ci plan działań i wyjaśnię wszystko, co będę chciał ci zrobić. Znaczy się, tej sprawie, nie tobie. - tak, sięgnął po kolejny łyk alkoholu i po tym razie spostrzegł już w szklance dno. Najwyraźniej miał to być ich ostatni toast. Machnął ręką na notesik, który w efekcie zamknął się i wylądował na stoliku razem z piórem. Sam Castiel usiadł wygodniej, próbując siebie przekonać, że jest zrelaksowany. Rozmasował palcami swoje brwi i wykrzesał z siebie cały zapas umiejętności społecznych po to, aby utrzymać poziom rozmowy. Zależało mu na relacji z Elliottem - w głównej mierze z powodu możliwości rozwoju zawodowego, ale i prywatnie wydawał się facetem o sercu we właściwym miejscu. Nie znał go zbyt dobrze ale wnioskował na podstawie ich dotychczasowych rozmów.
- Dopiero w połowie nauki w Hogwarcie wiedziałem, którą ścieżką chcę iść. Lubię tę pracę, a takie "przypadki" jakie dziś mi przedstawiłeś przemawiają do moich ambicji. Nawet nie wyobrażasz sobie jak wewnętrznie cieszę się, że będę mógł do tego przysiąść. Lubię odkrywać takie tajemnice. Często okazuje się, że to co widzimy to jedynie zasłona dymna a gorzka prawda kryje się pod wieloma warstwami. Chcę się do nich dokopać. Niekiedy od tego obrywam ale jeśli kocha się to, co się robi to człowieka nie zatrzyma... - rozgadał się a na jego twarzy pojawił się pełen fascynacji uśmiech, zakrwawiające już o rozmarzenie. Na wpół świadomie odnosił też te słowa i do ludzi. Nie tylko przedmioty skrywają mroczne tajemnice - nigdy jednak nie przypuszczałby, że to Malfoy skrywa w sobie ten mrok. W jego przypadku powierzchowność była na tyle ciekawa, że wolał zatrzymać na niej wzrok i poudawać, że to warstwa jak najbardziej autentyczna. Uzmysłowiwszy sobie o czym myśli jego twarz zmieniła swój odcień na ewidentnie zakłopotany. Coś tu jest nie tak, coś mu się tu nie podobało a to podskórnie wywoływało panikę.
- Jest jeszcze trochę alkoholu? - zapytał gotów uciec do etanolu. - Twoja praca dowodzi, że masz ścisły umysł. To też zapewne przekłada się na umiejętność rzucania bardziej złożonych czarów, niekiedy składających się z dłuższych inkantacji. Mam rację? - zmieniał temat i prosił w myślach gospodarza aby alkohol lał się tu strumieniem bowiem zrodziła się w nim nerwowość.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#10
23.12.2023, 16:52  ✶  
Wieczór powolnie zmierzał ku swojej kulminacji. Przeciągłe spojrzenia i prowadzone entuzjastycznie rozmowy, z pomocą pitego trunku przerodziły się w intensywny taniec dotyku, szybszych oddechów i przechodzących po skórze dreszczy.
Elliott nie mógł się powstrzymać od myśli, że Castielowi musiało ulżyć, gdy ściągał z niego szlafrok. Jakkolwiek pysznie by to nie brzmiało, głównie chodziło o fakt, że Flint wydawał się prowadzić jakąś personalną batalię z tą częścią garderoby. Po tej myśli niewiele, co przyszło do głowy Malfoya można było zakotwiczyć w porcie logiki. Poddał się doznaniom i gorącu, aby dotrzeć do wyczekiwanej przyjemności. Pomimo wyrachowania, miał swoje słabości, a fakt, że te najczęściej były młodymi, przystojnymi mężczyznami nie był przypadkiem.
Bezsenność męczyła go od najmłodszych lat, a wieczorem miał ręce i myśli zajęte czymś innym, tak więc eliksiru pozwalającego mu zmrużyć oczy nie zażył. O brzasku wymsknął się z pościeli, z wytrenowaną zwinnością pilnując, aby druga osoba nie otworzyła powiek nawet na minimetr. Nim słońce zachwyciło Londyn całą swoją okazałością, jeszcze niedawno rozchylające się w przypływie przyjemności chwili usta Malfoya wyszeptały słowa znanej inkantacji.
Castiel miał nie pamiętać niczego z ich fizycznego uniesienia - Malfoy nawet nie mrugnął, chowając różdżkę do klapy tak poturbowanego oceniającym spojrzeniem Flinta szlafroka. Zamknął za sobą drzwi gościnnej sypialni i, nie czując wyrzutów sumienia, postanowił wypić poranną filiżankę herbaty.

Koniec sesji


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Castiel Flint (3429), Elliott Malfoy (3388)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa