- Pamiętam - odpowiedział, nie łagodząc jednak rysów twarzy. Bellatrix go nie zraniła - słowa, które wypowiedziała po tym, co przeszedł, na zawsze pogrzebały resztki człowieczeństwa, które w sobie pielęgnował. Bo robił to dla niej. Wszystko co Rolph robił, robił dla niej i Czarnego Pana. Najwyraźniej tylko temu drugiemu mógł ufać.
Czy wiedział, jak jej było trudno? Może kiedyś. Teraz nie miało to już znaczenia. Nic nie miało znaczenia, ale w tym jednym Black miała rację. Powinni palić wspólnie świat, nie siebie nawzajem. Przeszli już tak wiele, tak wiele o sobie wiedzieli. Nawet jeśli ta przeklęta Litha zniszczyła szansę na miłość, to wciąż mogli trwać u swojego boku i siać chaos. Rodolphus rozszerzył uśmiech, lecz wciąż nie było w nim ciepła. Wstał i przeszedł wzdłuż stołu. Sięgnął po butelkę i nalał wina do kieliszka Belli. Nie mógł pozwolić, by był pusty, nawet jeśli narzeczona nie wypije już ani kropli.
- Nie jesz - zauważył, zerkając na jej talerz. Wina tym razem nalał w rozsądnej ilości, niewielkiej, jak przy degustacji. Chyba że chciała, by było go więcej, to spełni jej żądanie.
Ani on, ani ona nie zamierzali się przed sobą płaszczyć. To było chyba gwoździem do trumny, chociaż według Rodolphusa to on tu poniósł porażkę. I to na całej linii. Wplątał się w coś, z czego nie było już ucieczki. Myślał, że chociaż w niej znajdzie ukojenie, będzie mógł wylać cały gniew i frustrację, która otaczała go od kilku dni. Ale najwidoczniej się pomylił. Słowa Black o braku zaufania mocno wżarły się w jego duszę. Ostatnia nitka pękła z trzaskiem, ale nie było mu przykro. Już nie.
Wrócił na swoje miejsce. Nie przejmował się tym, że kobieta nie je, sam zamierzał zjeść tyle, by nie być głodnym. Wygłodniałe ciało źle wpływało na funkcje poznawcze i na opanowanie. A obu potrzebował teraz bardziej niż kiedykolwiek.
- Wiem - odpowiedział krótko, nie podnosząc wzroku znad talerza. Chciał z nią jeszcze o czymś porozmawiać, ale zrezygnował. Nie będzie poruszał zastępczego tematu, a tego, który chciał, nie mógł. Żałował spotkania tej cholernej dziewczynki, bawiącej się zapałkami. Następne dziecko, które spotka, skończy z poderżniętym gardłem.