23.06.2024, 14:00 ✶
- Mama niech nie marzy o łobuzie dla ciebie, bo ją poniosę... Dla ciebie kawaler to musi być najwyższa półka. Ja żadnej mątwy nie chcę tu widzieć u siebie na audiencji - odparłem niby pogodnie, ale z lekka nutką groźby, czym chciałem dać Pandorce do zrozumienia, że akceptacja jej randek akceptacją, ale jeśli liczyła na coś więcej, to lepiej żeby ostrożniej dobierała tych delikwentów... Matko, ja sobie nie potrafiłem wciąż tego wyobrazić. Lepiej, żeby taki się nie znalazł, co skradnie serce Pandorki, a na domiar złego, wpadnie mi w oko jako zięć. Pfu, nie zięć. Delikwent!
Ale nie ukrywałem, że odetchnąłem, kiedy mi powiedziała, kiedy mi obiecała, że zwróci się do mnie, jak tylko jakiś tam namiesza... O, ja sobie już wtedy z takim poradzę. Może nawet pofatyguję się osobiście, jeśli zrani moją córcię małą. Lepiej niech nie próbuje! Dlatego lepiej by było, gdyby wiedział, z jakimi siłami się mierzy, a tak...? Tak jeszcze przyjdzie mu to ze zbyt dużą łatwością... Kości połamię.
Kości połamię jak tego eklerka, ale dobrze już, dobrze. Zająłem się jedzeniem, żeby nie podupaść z głodu i przemęczenia. Świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że Pandorka przedłuża tę chwilę, żeby zebrać myśli. Sam stosowałem taka taktykę niby niewinną ciszą... Ale przyznać trzeba, ten ekler ratował mi życie.
I musiałem przyznać, że nieco się uspokoiłem, kiedy Pandorka podjęła odpowiadanie na moje pytanie. W końcu ktoś, kto był w stanie wyznać mi od a do z co grało, a nie przemilczać albo mijać się z odpowiedziami. Teraz wiedziałem, że to bardziej Pandorka manipuluje tym chłopakiem niż chłopak nią, bo był jakimś ignorantem. Dobrze, że czystokrwistym. Oby nie kłamał z tą niewiedzą... Ale Pandorka raczej miała nos do tego by każdego zainteresowanego naszą rodziną i naszą fortuną wyczuć na kilometr. Bynajmniej musiałem temu zawierzyć... Ech, wolałbym takie sprawy mieć pod większą kontrolą, ale musiałbym wtedy pakować im się w randki, i Pandorce, i Laurentowi. Wtedy to oni ponieśliby mnie.
- Dobrze, dobrze. Widzę, że masz to pod kontrolą, ale uważaj, żeby uczucia nie zakryły ci obiektywnego osądu - poradziłem Pandorce, gładząc przy tym jej plecy dłonią. Delikatne głaskanie. - Plus, jeśli jakimś cudem okaże się być ciebie godnym, będzie musiał zapoznać się z magicznym światem w pełnej krasie. To ignorancja z jego strony, że nie wie, co się wokół niego dzieje... - zauważyłem. Miało to swoje plusy, bo nie wykorzystywał Pandorki, ale też jej potencjalny... małżonek powinien mieć głowę na karku i ją wspierać we wszystkim. Dosłownie we wszystkim.
Ale nie ukrywałem, że odetchnąłem, kiedy mi powiedziała, kiedy mi obiecała, że zwróci się do mnie, jak tylko jakiś tam namiesza... O, ja sobie już wtedy z takim poradzę. Może nawet pofatyguję się osobiście, jeśli zrani moją córcię małą. Lepiej niech nie próbuje! Dlatego lepiej by było, gdyby wiedział, z jakimi siłami się mierzy, a tak...? Tak jeszcze przyjdzie mu to ze zbyt dużą łatwością... Kości połamię.
Kości połamię jak tego eklerka, ale dobrze już, dobrze. Zająłem się jedzeniem, żeby nie podupaść z głodu i przemęczenia. Świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że Pandorka przedłuża tę chwilę, żeby zebrać myśli. Sam stosowałem taka taktykę niby niewinną ciszą... Ale przyznać trzeba, ten ekler ratował mi życie.
I musiałem przyznać, że nieco się uspokoiłem, kiedy Pandorka podjęła odpowiadanie na moje pytanie. W końcu ktoś, kto był w stanie wyznać mi od a do z co grało, a nie przemilczać albo mijać się z odpowiedziami. Teraz wiedziałem, że to bardziej Pandorka manipuluje tym chłopakiem niż chłopak nią, bo był jakimś ignorantem. Dobrze, że czystokrwistym. Oby nie kłamał z tą niewiedzą... Ale Pandorka raczej miała nos do tego by każdego zainteresowanego naszą rodziną i naszą fortuną wyczuć na kilometr. Bynajmniej musiałem temu zawierzyć... Ech, wolałbym takie sprawy mieć pod większą kontrolą, ale musiałbym wtedy pakować im się w randki, i Pandorce, i Laurentowi. Wtedy to oni ponieśliby mnie.
- Dobrze, dobrze. Widzę, że masz to pod kontrolą, ale uważaj, żeby uczucia nie zakryły ci obiektywnego osądu - poradziłem Pandorce, gładząc przy tym jej plecy dłonią. Delikatne głaskanie. - Plus, jeśli jakimś cudem okaże się być ciebie godnym, będzie musiał zapoznać się z magicznym światem w pełnej krasie. To ignorancja z jego strony, że nie wie, co się wokół niego dzieje... - zauważyłem. Miało to swoje plusy, bo nie wykorzystywał Pandorki, ale też jej potencjalny... małżonek powinien mieć głowę na karku i ją wspierać we wszystkim. Dosłownie we wszystkim.