• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[24/25 VII, Biblioteka Parkinsonów] Doppelganger. Tajemnicze Runy.

[24/25 VII, Biblioteka Parkinsonów] Doppelganger. Tajemnicze Runy.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
24.05.2024, 20:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—24-25/07/1972—
Biblioteka Parkinsonów, Aleja Horyzontalna
Morpheus Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: M8kl142.png]

Jeśli będziemy zbyt skrupulatnie próbowali uporządkować wydarzenia, dotrzeć do punktu x logicznym szlakiem, to też znaczy, że z punktu x tym samym szlakiem, ale w odwrotnym kierunku, będzie można dotrzeć do nas. Wprawne oko zawsze dostrzeże świadome działania. A ślepy los? Jest niewidzialny, nieprzewidywalny, anielski.


— Donna Tartt, Tajemna historia




Jednym z ulubionych miejsc Morpheusa w magicznej dzielnicy Londynu była skarbnicza wiedzy magicznej, przypominająca swoją potęgą legendarną Bibliotekę Aleksandryjską, Biblioteka Parkinsonów. Doskonale znał jej rozkład, bywając tam nader często, a w czasach nastoletnich również poza godzinami jej otwarcia. Wszystko zasługa przyjaźni z siostrzeńcem ciotek Parkinson, które trzymały pieczę nad zbiorem intelektualnym brytyjskich czarodziejów. Również tej nocy dostał się tam dzięki Anthony'emu, który użyczył mu swojego dostępu do biblioteki.

Domknął za sobą drzwi do świątyni wiedzy i ruszył znanym hallem. Anthony zaraz miał do niego dołączyć, gdy tylko poinformuje ciotki o intruzie.

Minął dział transmutacji, z grubymi tomami opisującymi metody zmieniania jednych form w drugie, od podstawowych podręczników, po subtelne teorie i teoretyczne traktaty na temat niemożliwego. Nigdy szczególnie często tam nie zaglądał, a pogrążona w półmroku nieznana część katalogu nieszczególnie go zachęcała, nie wtedy, gdy gonił go czas.

Zignorował dział eleksirów, z książkami pełnymi przepisów i receptur oraz gablotami wypełnionymi ekspozycjami z próbkami roślin, ziół, składników, których zapach przenikał nieco do powietrza. Zbiory te zawierały nie tylko przepisy na eliksiry lecznicze, ale również na trucizny, antidota oraz mikstury dające niezwykłe moce. Eliksir na miłość. Na szczęście. Tego ostatniego potrzebował tej nocy, jeżeli chciał pomóc Geraldine w jej kłopocie.

Największy i najjaśniejszy dział Biblioteki Parkinsonów był poświęcony jest zaklęciom. Półki wypełniono księgami z różnymi inkantacjami, od prostych zaklęć użytkowych po potężne zaklęcia obronne i ofensywne. Sala odkąd pamiętał, zawsze rozświetlona migotaniem zaklęć ochronnych, które zapewniają bezpieczeństwo zbiorów oraz użytkowników. Nawet teraz.

Wchodząc po schodach, rozpalił swoją różdżkę, aby móc lepiej widzieć kolejne stopnie. Tutaj nie sięgały magiczne łapmy z działu zaklęć, a on nie chciał rozpalać całego budynku; wolał udawać, że go nie ma w Bibliotece, aby uniknąć zbędnych tłumaczeń wobec kogokolwiek.

Przez chwilę zatrzymał się przy dziale związanym z obroną przed Czarną Magią, ale zrezygnował. Za ciężkimi dzwiami znajdowały się księgi opisujące techniki obronne, amulety, zaklęcia ochronne oraz sposoby na rozpoznawanie i unieszkodliwianie czarnej magii. Wiele z tych dzieł napisali wybitni aurorzy i łowcy czarnoksiężników. Na pewno Geraldine będzie znała kogoś z praktycznymi umiejętnościami do wykonania tego, czego potrzebuje. Zresztą. Znała Erika. To była jego praca.

Poszedł więc dalej, otoczony ciszą i echem własnych kroków, miękkością powietrza o stosowanego do idealnego przechowywania papieru oraz magii. Wraz z mgiełką kurzu wdychał wiedzę. Znalazł w końcu dział lingwistów, etymologii oraz magicznych run i zaklinania. Należało powoli rozpocząć pracę. Rozpalił światło na jednym z biurek, małą lampkę, która wyglądała jak kobieta trzymająca kulę, która ziewnęła i zamrugała, ożywiona do życia magią. Zrobił to też drzemiący na ścianie portret jakiegoś badacza z Renesansu.

— Tylko głupi złodziej zapala światło — odezwał się do Morpheusa zaspanym głosem, w którym jasno dało się słyszeć włoski akcent. — O! Pan Longbottom!

— A więc mnie pan pamięta. Będzie też Antoniusz — uśmiechnął się do portretu Morpheus, wyciagając pergamin i pióro i ożywiając je, tak aby notowało nad jego ramieniem potrzebne fragmenty i bibliografię. Sądził, że będzie musiał trochę pokopać, aby dowiedzieć się, o co chodzi z runami.

— Oczywiście, że pamiętam! Chociaż wygląda pan już nienajmłodziej, Antoniusz zresztą też nie— stwierdził złośliwie i pogładził własne, dość gładkie oblicze. Badacz zginął dość młodo, z tego co pamiętał Morpheus z lekcji historycznych dotyczących run, nic więc dziwnego, że jego oblicze pozostawało młodsze od tego wieszcza o jakieś dziesięć lat. On przynajmniej nie umarł, ale tego nie zamierzał powiedzieć na głos, licząc na współpracę portretu w jego poszukiwaniach.

— Nie wszyscy mogą pozostać piękni na zawsze.

Puścił do portretu oczko. Pamiętał, że badacz był łasy na wszelkie komplementy, a runy stanowiły tak mało popularny przedmiot badań w obecnych czasach, że prawdopodobnie nie ma zbyt wiele okazji do rozmów.

— Poszukuję informacji o runach, które zostały umieszczone na plecach... — zaczął ostrożnie, a oczy portretu, o ile to możliwe, od razu zabłysnęły radością i ekscytacją.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#2
24.05.2024, 21:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 20:41 przez Anthony Shafiq.)  
– Cierpliwość nigdy nie była Twoją mocną stroną Somnia. – dobiegł z ciemności zmęczony głos. Nawet nie kłopotał się, by rozpalić jakiekolwiek światło, nawet choćby iskry lumosa, gdy schodził ze swojego apartamentu te dwa pietra niżej, bo księgozbioru, którym opiekowały się jego ukochane ciotki. Spędzał w tym miejscu ostatnio zaskakująco wiele czasu, porządkując kwerendę dotyczącą magii rozproszenia ze specjalną dedykacją dla wzmacniania ścian ochronnych umysłu. Ściany wzniesione lata temu chroniły go i ocalały przed machinacjami zarówno krajowych, jak i zagranicznych spiskowców, ponad wszystko cenił ich spiżową nieprzekraczalność. Tymczasem Somnia, jego własny, prywatny jasnowidz, kilkukrotnie dla rozdrażnienia go, dla czczej zabawy, omijał tę ochronę by podejrzeć przyszłość skołowanego dyplomaty. Czar działał, ale dało się go obejść i Anthony uważał tę sprawę za rzecz absolutnie niedopuszczalną. Nie mógł sobie na to pozwolić nie tylko przez wzgląd na swoją pozycję, ale - a może przede wszystkim - przez wzgląd na potrzebę kontroli absolutnej. Kontroli z której zadrwiła ledwie miesiąc temu Lorraine Malfoy, zmuszając jego oczy do obserwacji tańczących figur, które prawdziwie stały w miejscu. Nic nie działało na jego motywację lepiej, niż tamto upokorzenie.

Ileż można jednak siedzieć nad księgiami? List przyjaciela zastał go podczas ćwiczeń, które znał coraz lepiej, które zaczęły mu w końcu sprawiać przyjemność, ale też nie zamierzał pokazać się Longbottomowi w wygodnych szarych bawełnianych szarawarach, które miał na tę okoliczość. Już wystarczy, że czuł lepki pot na swojej skórze, który nie był wyczuwalny przez warstwę intensywnej żywicznej woni olejku ze smoczego drzewa, ale wciąż... wciąż miał świadomość tej dodatkowej niewidzialnej "warstwy" i bardzo go to drażniło.

– Więc jak jest z tymi kluczami? – zapytał opierając się o regał z idealnie, patologicznie wręcz równo ułożonymi księgami. – I o co chodzi z tymi runami na plecach? Kryzys wieku średniego pcha Cię do trwałego okaleczenia skóry? A może trafiłeś na jakąś ciekawą zagadkę na ciele kochanki mm? – próbował zgadnąć, choć i ton i przekrwione oczy wskazywały na to, że nie był w najlepszym stanie. Widzieli się ledwie kilka dni temu na oglądaniu posiadłości w Little Hangleton, który też miał miejsce po kilku dobach, jakie spędzili razem. Wtedy Anthony zdawał się być pełen werwy, roztaczał opiekuńczą troskę. Teraz... Zdawał się być przygaszony. Jak w Hogwarcie, zawsze po otrzymaniu korespondencji od ojca.

– Ten tu huncwot nic Ci nie powie, dział z runami jest po drugiej stronie – kiwnął głową i odepchnął się biodrem od drewnianej półki. – Chodź, pokażę Ci. – Nie pytał co będzie z tego miał, nie sugerował przysługowej waluty. Nie na tym etapie była ich znajomość. Morpheus nie musiał nawet odpowiadać po co mu te informacje. Potrzebował czegoś, więc Anthony chciał mu to dać. Zwykle chciał mu też dawać rzeczy lub ludzi których Longbottom nie potrzebował, ale to inna rzecz.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
24.05.2024, 22:00  ✶  

Morpheus zrobił głęboki wdech, gdy usłyszał Anthony'ego. Jak w krzywym zwierciadle całkowitych różnic, Shafiq ujrzał Morpheusa jeszcze w ubraniach, które ten uznawał za najbardziej robocze i udające, że nie istnieje, jakby wiedział, że będzie musiał się udać w teren z ramienia Departamentu Tajemnic i wygłosić jakiś wyrok, więc nie po mugolsku, ale odstając od swojego zwykłego stylu. To jednak nie miało takiego znaczenia, jak pasja w jego oczach, zakrawająca o manię. Szaleństwo pasjonata. Miał taką minę, jak Anthony w '54, gdy planowali akcję ze smoczą czaszką.

— Są w mojej skrytce u Gringotta, zostawiłem je tam przed delegacją i zapomniałem wyciągnąć. Coś chce zamordować pannę Geralidne Yaxley i ma to coś wspólnego z jej bratem bliźniakiem, którego nie ma.

Głos Somnii aż wibrował ekscytacją, tak jakby właśnie nie opowiadał o śmiertelnym zagrożeniu dla kogoś i potencjalnym postradaniu zmysłów. Zignorował nawet docinki o huncwocie, bo nie był w tym dziale po raz pierwszy, śmiał nawet twierdzić, że bywał tu częściej niż Antoniusz, bo ten nie potrzebował słowników ani nie znał się na magicznym alfabecie runicznym i tworzeniu sygili. Nadal jednak pomoc się przydawała, ale Antoniusz był lepszą opcją dla niego na ten moment. Nawet jeśli nie wiedziałby, jakiego źródła szukać, po wskazaniu go, odpowie mu językiem biblioteki, katalogów, indeksów i pozycji.

Kiedy zaś wyszli poza zasięg uszu obrazu, wyjaśnił sprawę.

— Panna Yaxley poprosiła mnie o interpretację run, które przerysowała z pleców swojego brata bliźniaka. Miały one mieć coś wspólnego z wydarzeniami, które zapoczątkował sen, o tym że coś oślizgłego i czarnego wyrywa jej serce i je pożera. Powiązała swojego brata z tym snem, ponieważ w dobie rozmów ze swoim ojcem, odkryła, że nigdy nie miała brata bliźniaka, a przy zbadaniu jego osoby, zdecydowanie namacalnej dla osób trzecich,  jasnowidzeniem, zdawało się, że ma więcej niż jedną osobę wewnątrz siebie. Runy, które ma ten chłopak na plecach to wycinek większej całości. Potrzebuję na początek pieczętowania.

Podał przyjacielowi tytuł książki, od której chciał zacząć swoje poszukiwania, chociaż wiedział, że nie dadzą mu odpowiedzi wprost. To nigdy nie było takie łatwe.


Rzut na percepcję [PO] żeby odnaleźć odpowiednie miejsce
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
24.05.2024, 22:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 20:58 przez Anthony Shafiq.)  
Coś chce zamordować pannę Geralidne Yaxley
Chciałby zapytać kimże jest ta osoba, ale wiedział aż za dobrze. Przekleństwo wiedzy, przekleństwo potrzeby kontroli, które często o ironio przejmowało nad nim kontrolę. Wiedział kim jest Geraldine Yaxley, choć ona pewnie biegając po puszczach i lasach nie miała pojęcia kim jest on. I może gdyby tak na tym bieganiu i polowaniu się wszystko zatrzymywało...

Coś w nim drgnęło, jego ręce zacisnęły się mocniej na różdżce, nieświadomie pragnąc od razu zniszczyć to co odbierało mu kontrolę, świętą kontrolę. Najwyższą wartość, jaką udało mu się wywalczyć w swoim życiu. Jego serce na moment przyspieszyło, krew pulsowała w skroniach, choć starał się nad tym z oczywistych powodów zapanować. Nie był sam. Ale też wiedział, że jeśli pozwoli sobie na choćby jeden krok w stronę tego pragnienia, w stronę tych myśli, zbyt łatwo wpadnie w pułapkę, z której nie ma powrotu. Obsesja wyniszczała, obsesja sprawiała, że tracił ów kontrolę, nawet jeśli Geraldine Yaxley nie stała obok.

Przestrzeń na obsesję, miał już zarezerwowaną... Już teraz nie potrafił odlepić się od tęsknoty, od nieszczęścia związanego z utraconą szansą. Erik, ten, który nigdy naprawdę nie należał do niego, choć każda chwila przypominała Anthony’emu, jak bardzo chciałby go mieć tylko dla siebie. Geraldine... mimo więzi, która łączyła ją z młodszym Longbottomem, pozostawała nic nieznaczącą istota. Jego ból, jego zazdrość, jego uwaga... nie zasługiwała na nią. Musiał to zdusić, musiał odciąć się w sposób absolutny od szarpiących jego trzewiami emocji, ale szczęśliwie, przychodziło mu to z łatwością latami maskowania zarówno pragnień, ale też zgryzot. Nie mógł pozwolić Morpheusowi tego zauważyć. On zawsze wyczuwał, zawsze wiedział, byłaby to jednak nitka, która doprowadziłaby ich do rozmowy o Eriku, a Anthony nie mógł do tego dopuścić.

I też z drugiej strony, nie chodziło o to żeby sam chciał ją mordować, mimo że przez moment, przez krótki momencik zastanowił się, nie... to nie było zastanawianie się, to był rozbłysk myśli, który pojawił się nieoczekiwanie, gdy przemierzali regały, w poszukiwaniu właściwego działu, czy może nie byłoby dobrym rozwiazaniem zapodzianie się, odprawienie Somni, poszukanie samemu i podsunięcie mu księgi możliwie niepomocnej. Graficzny opis konsumpcji jednego z kluczowych organów brzmiał nader... intrygująco. I to nawet nie byłyby jego ręce, nie musiałby nikogo prosić. Wystarczy podsunięcie złej książki... Aż poczuł lekką wibrację w dłoni, jak smok otulony białym kokonem zamruczał do niego głodny krwi.

– Jakże mi przykro – powiedział tak płasko, tak zobojętniale, możliwie arogancko, głównie po to by zamaskować własne cichutkie pragnienia serca, swojego smoczego, zazdrość o wiele, w tym o istotę, która być może, zgodnie z jasnowidzeniem, pozbawi życia młodą Yaxleyównę. Fantazja podpowiadała mu, że być może, trochę w niezgodzie z własną naturą, chciałby być na miejscu tego stworzenia.

Ostatecznie, pokusa nie była nawet interesująca, a myśl jak szybko pojawiła się tak zgasła, wraz z czubkiem różdżki trzymanej w dłoniach Shafiqa. Anthony wiedział, że takie pragnienia zbyt łatwo rodzą obsesje, a te z kolei dotkliwie przeszkadzają w życiu, w funkcjonowaniu. Już wystarczy, że jedna osoba zainfekowała mu myśli. Dwie, to byłby tłok.

Morpheus zatrzymał się pierwszy przy właściwym regale, Anthony w roztargnieniu cofnął się o krok.
– Tak, tak to tutaj, pomyślmy runy na skórze... To mi się kojarzy z jedną gocką sektą z IV wieku... Oddawali oni cześć Beskóremu, wycinali sobie rytualnymi nożami zamiast tatuaży znaki przynależności zdzierając całe... ale nie, tam chyba nie było run. Moment moment... Rzućmy na to odrobinę światła. – uśmiechnął się łagodnie, do książek, jak do starych przyjaciółek, które były o tyle prostsze w obsłudze od ludzi.

Kształtowanie II na wykreowanie dobrego, lewitującego oświetlenia na czas poszukiwań

Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
24.05.2024, 22:39  ✶  

Morpheus skanował spojrzeniem kolejne półki. Jedna, druga, trzecia, słuchał opowieści o runach wyrytych na skórze jednym uchem, kręcąc przy tym głową. Oboje należeli do Ravenclaw, w swoich głowach nosili wiedzę bezkresne większą niż przeciętni czarodzieje, ale z ich dwójki to on był naukowcem i spędzał godziny nad woluminami, czasami takimi, o których biblioteka Parkinsonów mogła jedynie pomarzyć. Miał wrażenie, że jego przyjaciel o tym często zapomina, patrząc na jego złamany nos i opaloną skórę.

Obecność Anthony'ego przywróciła go do czasów szkolnych, gdy pracowali nad różnymi esejami w idealnym tandemie, wyjmując książki dla młodszych roczników bez spoglądania na grzbiety, co było jedną z ulubionych sztuczek Morpheusa. Razem wkradali się do działu ksiąg zakazanych, korzystając z przywilejów nocnych przechadzek prefektów i czytali, czytali i jeszcze raz czytali. Strumień wiedzy.

Miłość do nauki i książek, jest jak niekończąca się podróż po labiryncie wiedzy. Obaj mężczyźni rozumieli, że prawdziwa pasja do nauki to nie tylko gromadzenie faktów, lecz również głęboka refleksja nad tym, co te fakty oznaczają w kontekście ludzkiej historii i kultury. Książki są nie tylko źródłem informacji, ale także kluczami do zrozumienia naszej tożsamości i miejsca w świecie, a każda strona otwiera nowe drzwi, prowadzi nas głębiej w meandry ludzkiego myślenia i odkrywa złożoność naszej egzystencji. Miłość do książek jest więc miłością do samej idei poznania, do nieustannego poszukiwania prawdy w niekończącej się rozmowie z przeszłością. To pasja, która nie pozwala osiedlić się w jednym miejscu, ale ciągle pcha nas ku nowym horyzontom, odkrywając nowe perspektywy i wyzwania intelektualne.

— Konstrukcja i dekonstrukcja kręgów runicznych... — wymamrotał, sięgając po tytuł oświetlony magicznym światłem Shafiq'a. Nie kartkował go w panice, jak czyni to wielu uczniaków oraz laików, przeszedł od razu do tabeli treści oraz bibliografii. Znalazł pozycję, która była obiecująca i odłożył książkę, szukając kolejnej. — To co ten... Thoran Yaxley, powiedzmy, ma na plecach, to fragment większej pieczęci na planie koła, dlatego muszę dowiedzieć się...

Wyjął kolejną książkę i zatrzymał się dłużej na spisie treści.

— Co oznacza, bo na tę chwilę, to bełkot.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#6
24.05.2024, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 23:03 przez Anthony Shafiq.)  
Różdżka w pierwszym momencie nie zareagowała, być może obrażona, że zamiast krwawej ofiary, dostała ofertę wytworzenia kuli światła. Możliwe też, że była obrażona za to, że Anthony niemal dwa miesiące dokładał wszelkich starań, żeby radzić sobie bez niej. Było to prawdziwie wymagające, szczególnie, że jego nauczycielka upierała się, że potrzebne do tego i niezbędne są również ćwiczenia ciała, że splatanie surowej magii wynika otworzenie czakr i odpowiedniej... postury. Kompozycji ciała. Forma i treść wzajemnie musiały się przenikać. Jak kochał wschód, tak czasem ta filozofia napełniała go niechęcią, zwłaszcza teraz, gdy zamiast natychmiastowego efektu, musiał się starać, musiał się wspinać, musiał się pocić.

Teraz w oświetleniu kuli, patrzenie na Morpheusa było prostsze i sprawiało wiele przyjemności, które wynagradzały mu te nocne przechadzki po księgozbiorze. Fakt, że portret został daleko za nimi pozwalał również na robienie tego bez lęku, że ktoś mógłby podejrzeć i ocenić to z jaką intensywnością stalowe oczy śledziły każdy ruch przyjaciela. Byli naukowcami choć ich drogi się rozeszły. Zabawnym byłoby, gdyby to Anthony pogrążył się w badaniach nad różnorodnością kultur, które z taką ciekawością zgłębiał, a Morpheus wyszedł w końcu na pierwszy plan i sięgnął po wieniec tak jak powinien. Anthony znał oczywiście słabości Longbottoma, głównie brak jakiegokolwiek poszanowania dla czasu, skoro mógł podglądać go w przód i korygować czasozmieniaczem w krytycznych momentach, ale i tak, wiedział że głęboko w sercu Morpheus jest liderem, za którym poszłoby wielu. Zabawne byłoby patrzeć na nich w odwróconych rolach, to skojarzenie zakwitło w nim i paradoksalnie pozwoliło osadzić się w bieżącej chwili i bieżącej potrzebie mężczyzny.

– Bełkot? Może to kwestia języka? Szyfru? Albo... pieczęć była na czymś innym i masz odbicie tylko jej okruchów. Trochę jak rozsypane puzzle, czekaj... myślę, że najbardziej pomogłyby Ci "Осколки рун, воссоздание печатей в восточной мысли"? Подожди, она должна быть где-то здесь. – Intonacja wskazywała, że padł tytuł i być może jakieś kolejne polecenie. Anthony zbliżył się do półki i zadarł głowę ku tym wyższym tytułom, celowo tam ustawionym bo w językach których buńczuczni i przekonani o własnej wspaniałości czarodzieje, zwykle nie używali. – Հայերենում հաստատ ուրիշ բան կա...Թեև չգիտեմ, բայց այս խաբեության համար անհրաժեշտ կլիներ մշակութային շրջանակ ստեղծել – zastanawiał się, ściągając drugą, bardzo, bardzo starą księgę.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
25.05.2024, 09:12  ✶  

— Runy tworzą swój własny język, a pieczęcie to trochę jak zdania z logik — wyjaśnił, zerkając na Anthony'ego tylko przelotnie. Spojrzenie ślizgało się po kolejnych woluminach, w wprawą. Zmarszczył nos na obco brzmiące słowa. Jedno brzmiało jak coś z bloku wschodniego i terenów ZSRR. Może rosyjski? Drugiego bełkotu zupełnie nie potrafił odcyfrować i mógł strzelać, równie celnie, jak w przypadku Kambodży i jej położenia w Afryce. Na jego ucho powiedziałby, że to dziecko arabskiego i rosyjskiego, bardzo niechętnie dziecko, które miesza swoje zgłoski dowolnie w błocie swojego dialektu.

— Przejrzę ryciny i powiem ci, co tłumaczyć— oznajmił i zaczęła się mozolna praca wieloetapowych poszukiwań. Pióro skrobało notatki, oni wyjmowali kolejne pozycje z różnorodnych kultur i języków, wracali do rodzinnych tekstów, zapętlając się w poszukiwaniach. Oczy Morpheusa zaczynały piec, nadal zmęczone i nadwyrężone po przypadku kilkudniowej ślepoty, ale czego się nie robi dla odkrycia tajemnicy.

Morpheus używał swojego daru jasnowidzenia, aby wykluczyć przynajmniej połowę lektur, gdy tylko ułożył palce na ich grzbietach, widząc swoję własne zawieszenie brakiem kolejnych tropów. W końcu uznał, że za bardzo skupili się na konstrukcji run, w za mało na pieczęci i jej fragmentaryczności.

Ujrzała rycinę, która przedstawiała schematycznie człowieka o cechach kojarzonych z demonami mugolskimi, z runami rozrzuconymi na ciele i grafy pełnych znaków i jakichś... Naczyń. Podsunął tekst w języku hiszpańskim, a dokładniej hiszpańskim z siedemnastego wieku.

— Chyba mamy to... — westchnął ciężko, przekazując przyjacielowi książkę i ruszając głową, aby rozluźnić mięśnie szyi, zdrętwiałe od pochylania się nad stronami i zadzierania głowy do góry w poszukiwaniu kolejnych tomów i opracowań.

Wskazany fragment mówił o hipotetycznym przypadku sytuacji,  kiedy demon wydostaje się z naczynia, w którym został zapieczętowany. Wtedy elementy tejże pieczęci wypalają mu się na skórze powłoki. Odnalezienie miejsca z którego się wydostał jest kluczowe dla informacji, w jaki sposób uwięzić go ponownie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#8
25.05.2024, 10:06  ✶  
Noc nabrzmiewała ciężką wonią ciszy, przetkaną szelestem przekładanych stron. Anthony, sprowadzony do roli tłumacza sprawdzał się wybornie. Jak za dawnych dobrych czasów bycia stażystą, ale też wcześniej za czasów szkolnych, jak przekomarzał się z Somnią, punktując mu, że jako fascynat starożytności powinien znać co najmniej grekę i łacinę.

Mam Ciebie

Ta rozmowa odbywała się niemi tak wiele razy, że nie musieli nawet przechodzić tą drogą, wystarczyło spojrzenie, brew umieszczona w odpowiednim miejscu, w opozycji do drwiącego kącika ust i cichego westchnienia. Jak konstelacja, którą rozpoznaje się od razu, gdy wkracza na nocne lub letnie niebo. Nie musieli już używać słów, jedno spojrzenie wystarczyło by wiedzieć, że na nieboskłon powrócił Wężownik ze swoim pupilem, a kawałek dalej swój czar roztacza Łabędź.

Anthony mógłby też mu powiedzieć, jak lubi takie nocne niespodzianki i że komuś w Londynie częściej mógłby zagrażać mężczyzna z logiczną układanką na plecach. Cierpliwie tłumaczył i obserwował rozdrażnienie przyjaciela, to jak miotał się, jak nadużywał daru by skrócić sobie drogę. W Ravenclaw mieli opracowany cały system pomagający uczniom bezproblemowo przejść przez zestarzały sylabus i zajmować się tym, co ich prawdziwie interesowało. Ale gdy w końcu natrafiło się na wyzwanie...

– Dobrze, że wróciłeś. – powiedział do jego pleców, gdy sarkał wściekle nad kolejną księgą, która w wizji okazała się ścierwem. To było miłe myśleć, że w umyśle Morpheusa oni spędzają jeszcze więcej czasu. Sycił się tym, nawet jeśli był tylko narzędziem w jego rękach. W końcu jego językiem miłości była, wbrew wszelkim oczekiwaniom, gesty i czyny. I okazjonalne prezenty, choć te niewątpliwie zbyt łatwo sypały się z przepastnego rękawa wujka Tonego, którego podopieczni objęci uprzejmym, sennie zaangażowanym patronażem dorastali rozsiani po całym świecie. Na stole po pierwszej godzinie pojawiła się czarna, świeżo parzona kawa i słodkie, kruche ciasteczka.

Gdy w końcu dobrnęli do brzegu niemal świtło.
– Ha! Mówiłem że puzzle! –wykrzyknął zadowolony zapoznając się z księgą, tłumiąc żal za tym, że oznaczało to schyłek ich nocnej eskapady. W kilku słowach przybliżył Morpheusowi sprawę, możliwie prosto, choć zaznaczał sobie fragmenty, które zdały się Longbottomowi kluczowe i wymagające wejście w detal. –... i gdyby tylko ormianie uznawali za zasadne dodawanie obrazków dla dzieci okazałoby się, że ta pozycja, którą wybrałem na samym początku udzieliłaby nam bardzo podobnych odpowiedzi. – Parsknął rozbawiony, kontent z tego, że umysł przeżarty polityką jeszcze tak nie zaśniedział. – A więc reasumując, bełkot na plecach jest niekompletny, ponieważ podczas ucieczki z naczynia na którym, jak mówiłem, była ta pieczęć, część z jej elementów została na miejscu. Koniecznie trzeba znaleźć miejsce uwolnienia istoty, aby móc odtworzyć pieczęć. Myślę że... – sięgnął po swoje lazurowe pióro o srebrzystej stalówce i kawałek czystego pergaminu, którego nie było tak wiele przy niewielkim okrągłym stoliczku, który na czas badań stał się ich bazą.

– Viorica Zamfir zajmuje się pieczęciami w stopniu wystarczająco zaawansowanym, by pomóc w tej sprawie. Nie wiem, czy robiła to z demonami, ale z pewnością dysponuje wiedzą jak odtworzyć zabezpieczenie i umiejętnościami by je na rozłożonej skórze odtworzyć. Cechuje ją też dyskrecja, jeśli potrzebowałbyś... Cóż, to jej zawdzięczasz swój prezent urodzinowy, ale jest kobietą wielu talentów.– Uśmiechnął się, podając zapisany zamaszyście bilecik Morpheusowi. – Demon w Londynie, kto by przypuszczał. Czy podrzuciłbyś mi jego rysopis? Chciałbym uprzedzić ciotki, o kliencie, którego nie będą chciały obsługiwać. – zaczął się pakować. Czy chciał, żeby Morpheus wychodził? Nie. Czy zamierzał mu proponować wspólne śniadanie? Bynajmniej. Zdecydowanie łatwiej było radzić sobie z odmową, gdy propozycja nigdy nie zaistniała.

Wziął obie książki, hiszpańską i ormiańską i uśmiechnął się łagodnie, choć z dystansem, chłodem pomagającym mu radzić sobie w takich sytuacjach.

– Jako zatroskany obywatel zlecę tłumaczenia tych ksiąg i odeślę je do Twojego Departamentu, żeby w podobnych przypadkach ministerialni funkcjonariusze mieli tę wiedzę pod ręką. Życzę Ci udanych łowów Morpheusie. I może odrobiny snu we własnych objęciach.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2026), Morpheus Longbottom (1679)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa