Sam przechowywał w pamięci każdy gest, każdy wyraz twarzy, każdy ton głosu wszystkich członków ekipy – oszukanie go byłoby trudne, jeżeli nie niemożliwe i mógłby dokonać tego tylko wprawny aktor, który dobrze poznał swój cel. Ginewra miała jednak rację, ktoś mógł spróbować ponownie, a jeśli tym razem lepiej odrobi pracę domową albo będzie miał więcej szczęścia, coś zniknie lub zostanie skradziona.
…a może nawet już zostało? Nie mieli przecież pewności, że to był pierwszy raz. Że już wcześniej „Nell” nie weszła do tego namiotu.
– Ja powinienem was rozpoznać – mruknął, przez moment rozdarty pomiędzy tą kwestią, bo zadbanie o to, aby sytuacja się nie powtórzyła, było ważne, a między chęcią ruszczenia natychmiast, by rozejrzeć się po okolicy, po wszystkich punktach, z których ktoś mógłby ich obserwować. Ta druga sprawa była chyba jednak bardziej nagląca. – Ustalimy jakieś hasła później i wprowadzimy dodatkowe środki bezpieczeństwa. Nie mówcie na razie innym, co się stało, omówimy to wieczorem, ale chcę się najpierw rozejrzeć.
Ktoś mógł przecież likwidować teraz ślady po swojej bytności albo rozszczepiona „Nell” znajdowała się całkiem blisko. Wymaszerował więc z namiotu, już robiąc w głowie przegląd miejsc, do których iść najpierw.
– Poza tym, że nie dostałam mojej czekolady i jakiś bezczel paradował tutaj z moją twarzą, to wszystko wspaniale – oświadczyła Nell, wrzucając sobie do ust żelkę. Jej gniew, jak zwykle zresztą, był duży, ale krótki: nie zdawała się już zirytowana ani na Cathala, ani nawet na to, że ktoś próbował dostać się do namiotu. – Nie, oczywiście, że nie moje, moje guziki są dużo ładniejsze – oświadczyła stanowczo, chociaż guziki podsunięte jej przez McGonagall były zupełnie normalnie, podobnie jak te, które Nell miała przy bluzce (ot nieco mniejsze i innego koloru). – A to już pytanie, gdzie wylądował. Jak ktoś zna podstawy, rozszczepienie jest nieduże, i ma się pod ręką dyptam, powinno się obejść bez pogotowia i nawet sam się poskłada. Ale może być i tak, że wywaliło go z celu albo pojawiły się jakieś rany. Przy poważnych obrażeniach i braku kogoś do pomocy, może umrzeć – zrelacjonowała Nell beznamiętnie, najwyraźniej ani trochę nieprzejęta taką ewentualnością. [i] – Jeżeli z kolei ktoś do pomocy jest, a poważenia są duże, musi wezwać prywatnego medyka albo kogoś z Munga. A jeśli zniosłoby go z celu i wpadłby gdzieś, gdzie są mugole… no o tym na pewno usłyszy. I jasne. Leć. Ja tu popilnuję, pojem żelki i zaplanuję, czym otruć kogoś, kto mi próbuje kraść moją piękną buzię.[i]