• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Manchester [25.07.1972] Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac

[25.07.1972] Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#21
20.04.2024, 17:25  ✶  
-Nie pożałujesz. A jeśli kiedyś jednak pożałujesz, to na pewno nie z mojego powodu. - Jeśli miało to być pocieszenie, to wyszło dziwnie. Isaac jeszcze raz zaciągnął się papierosem, po czym zgasił go o skalniak i niedopałek wrzucił pomiędzy kwiatki. Podszedł do chłopaka, kucnął przy nim i jedną z dłoni położył mu na udzie.
-Nie musisz żałować tego co się stało, ani tego co mi powiedziałeś. - Spojrzał na Laurenta z zacięciem w oczach. Bagshot potrzebował w swoim życiu odważnych ludzi, a taki właśnie był Prewett. Szkoda tylko, że chłopak nie był chyba tego do końca świadom, albo po prostu wystarczająco w siebie nie wierzył, żeby czerpać z tego siłę.- Nie wiem ile razy powinienem Ci to powtórzyć, ale nawet jeśli powiem to teraz sto razy, to i tak mi nie uwierzysz. I wiem, że się wstydzisz bycia synem kochanki. Ale zastanów się, jakie to tak naprawdę ma znaczenie? Boisz się bycia ocenianym? A kto Cię oceni? Ty sam w swojej głowie, albo ludzie których powinno być Ci szkoda, skoro zwracają uwagę na tak nieistotne szczegóły jak czyjeś pochodzenie. Pieprzyć ich.- Isaac naprawdę był prosty jak budowa cepa. Nie przejmował się ludźmi, którzy mieli zerowy wpływ na jego życie, lub tymi, których po prostu nie lubił. Zapalał papierosa, wzruszał ramionami i szedł dalej, żeby realizować swoje plany. Albo żeby kolejny raz zaginąć w czasie i przestrzeni. Zawsze jedno z dwóch!
-Laurent, skoro się nie boisz, to będę potrzebował twojej pomocy. Sam tego nie zrobię, a Ty jesteś dobrą osobą. - Podjął decyzję w ułamku sekundy. Coś podpowiadało mu, że młody Prewett jest godny zaufania i głowę ma pełną pomysłów. Tego właśnie będzie potrzebował.
-To będzie bardzo niebezpieczne, ale postaram się, żebyś ryzykował jak najmniej. Nie mogę Ci powiedzieć dokładnie czego to będzie dotyczyło... - Spojrzał na dłoń, którą ułożył na jego udzie. Myślał bardzo intensywnie, ponieważ jeśli Laurent się zgodzi, to nie będzie już odwrotu. Wtedy i dla Isaac'a będzie już wiadome, w którą stronę całego tego sporu poszło jego własne serce.- ... ale chciałbym, żebyś podjął decyzję. Dam Ci czas. Nie musisz mówić teraz. Będziemy robić... myślę, że naprawdę dobre rzeczy. Dopiero jeśli się zgodzisz, to będę mógł powiedzieć więcej. Jeśli się nie zgodzisz, to moje zdanie o tobie się nie zmieni, ale jak już powiedziałem wcześniej, tym najmniej powinieneś się przejmować. - Mówił do jego kolana. Nie chciał wywierać na chłopaku nacisku, wpatrując się w niego intensywnie.
- A zaufanie? To w dzisiejszych czasach zdecydowanie bezcenna waluta, masz rację. - Zaśmiał się cicho pod nosem sam do siebie. Podejmując pewne decyzje, właśnie wydawał na siebie wyrok śmierci. Z jakiegoś powodu bardzo go to bawiło.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
20.04.2024, 19:35  ✶  

Jeśli w tym życiu za kogoś można było poręczać to za samego siebie. Nie możesz kontrolować innych - możesz próbować im pokazywać drogę, ale niekoniecznie ją wybiorą. Ten świat był światem wyborów i nawet najdoskonalsi w sztuce manipulanci nie byli w stanie wszystkiego przewidzieć. Więc możesz tylko zapewnić, że sam czegoś nie zrobisz. Potem zdarzała się jakaś wypadkowa i dramat gotowy - zmieniałeś zdanie, zdrada, kłamstwo. Wszystko układało się nie tak jak powinno. Więc to, co zostało dopowiedziane po magicznym "nie pożałujesz" miało bardzo duże znaczenie. Nie mów o innych - mów o sobie samym. Na ile Isaac był mistrzem słowa - tego nie był pewien. Czemu wierzyć, czemu nie i koniec końców - jakie miało to znaczenie? Inwestycja w nowych ludzi to zawsze była dzika karta. Po wczorajszym spotkaniu z Perseusem powinien lepiej rozumieć, że wcale nie taka zła.

Nie spodziewał się tego, że mężczyzna przed nim klęknie. Odłożył sztućce, popił kawą posmak i odstawił również filiżankę, żeby oprzeć się wygodnie, jakby został zaproszony na wyjątkowo ciekawy spektakl, który zamierzał podziwiać. Aż naelektryzował jego ciało tym dotykiem dłoni. Podobał mu się ten wyraz twarzy Isaaca. Co chciał osiągnąć tym gestem? Zapewnić, że nie stanowi zagrożenia? Laurent znał takie sztuczki, a nigdy nie sądził, że ktoś ich użyje tak chętnie przeciwko niemu. Isaac wyglądał teraz jak pełen płomienia wierny przed ołtarzem. Tylko do jakiego boga modliłaby się taka osoba jak on..?

- Takie odważne słowa... - Wyciągnął do niego dłoń i pochylił się ku niemu odrobinę. Oparł palce na jego policzku, przesunął palcami po jego twarzy i zsunął je na jego szyję, jakby zaraz miał je tam zacisnąć, ale nic takiego się nie działo. Przesuwał wzrok od oczu Isaaca do wędrówki własnych palców, które znalazły oparcie na jego karku. Zawiesił swój głos na parę chwil. - Pieprzę tylko ludzi, którzy patrzą na mnie tak jak ty, Isaacu. - Laurent bardzo nie lubił używać tych wszystkich brzydkich słów, bo przecież nie pasowały do tego, na jakiegoś chciał się prezentować. Brzmiały prawie zawsze tak samo obco na jego wargach. Teraz był to ledwo zabieg stylistyczny, mała gra słów. - Nie boję się. Chcę, żeby mnie oceniali. Żeby oceniali mnie dokładnie tak, jak ty, kiedy błysnęły twoje oczy nim zaczął padać deszcz. - I skierowali się do baru, a rozmowa całkowicie zmieniła swój klimat. - Dziękuję za miłe słowa. - To nie było takie proste, nie było zerojedynkowe. Żyli w świecie, w którym za dużo oczu potrafiło na ciebie patrzeć, oceniać, a potem na podstawie tej oceny wytyczane były ścieżki twojego życia - być albo nie być. Tu nie chodziło o samo ocenianie. Chodziło o to JAK cię ocenią. Laurent chciał, żeby jego wartość przewyższała zawady. Tak więc Isaac Bagshot był prosty jak budowa cepa, a Laurent Prewett był jak eklerek, bo eklerki, jak cebule, mają warstwy. I nie znasz kogoś, kto nie lubi eklerków.

Przesuwał dłonią po szyi Isaaca, bawił się jego kręconymi włosami, muskał znów linię jego szczęki i policzki, kiedy ten mówił dalej. Robił to delikatnie, bardziej automatycznie, bo skupiał się na słowach, które do niego płynęły.

- Chcesz nieznajomego zaprosić do misternego planu, który może być niebezpieczny... i jeśli zdradzisz go potencjalnie złej osobie to grozi ci większe niebezpieczeństwo, jeśli dobrze rozumiem. - Oparł się znowu na krześle, żeby móc przyjrzeć się całemu temu pięknemu obrazkowi, jaki Bagshot sobą tworzył. Och, naprawdę miał taką słabość do mężczyzn na kolanach... Przesunął kciukiem po sygnecie rodowym na palcu w zamyśleniu. - Mam bardzo duże możliwości, tylko jak mam się zgadzać na coś, co może być poza zasięgiem moich rąk. - Nie dziwiło go wcale to, że z Isaaca posunęło się takie wyznanie. Może planował to wcześniej, a możee po prostu się zauroczył. Ludzie jakoś potrafili bardzo szybko mu ufać, a potem pytali, czy na pewno nie jest wiłą. Tylko... czy powinien się zgadzać?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#23
21.04.2024, 16:25  ✶  
Isaac uśmiechnął się, czując jak palce Laurenta wędrują po jego twarzy oraz szyi, a później bawią się jego włosami. Przymknął na chwilę oczy, po czym zaśmiał się w głos, słysząc komentarz na temat uprawiania miłości.
-W takim razie życzę Ci, żeby ludzie oceniali Cię tak jak ja. Chociaż nie wszyscy, bo może mógłbym poczuć się nieco zazdrosny? - Ścisnął lekko udo Laurenta w miejscu gdzie trzymał dłoń. Zaczął powoli wstawać, jednak nie po to żeby się odsunąć. Wsunął chłopakowi palce we włosy, a ustami dotknął miejsca na szyi gdzie wczoraj zostawił czerwony ślad.
- Zapraszam cię… - Zaczął i zdecydował się na pozostawienie podobnego śladu tuż obok tego pierwszego. Tym razem użył również zębów, przygryzając skórę nieco mocniej niż powinien. - … do bardzo niebezpiecznej współpracy, która zdecydowanie jest w zasięgu twoich rąk… - Mówił i uniósł nieco głowę żeby móc pocałować Laurenta w policzek. Palcami prawej ręki przeczesywał lśniące blond włosy, a lewą objął go w pasie.- … potrzebuje twoich pomysłów, obecności… - Kolejny, nieco mokry pocałunek, tym razem już bliżej ust. - … potrzebuję partnera w "zbrodni"... - Zaśmiał się cicho i zacisnął delikatnie palce na włosach chłopaka. Nosem dotykał jego policzka. Przymknął oczy uśmiechając się kącikiem ust. - ... będziemy drukarzami. Za współpracę płacę pocałunkami... - Odchylił głowę Laurenta i nieco nachalnie pocałował go w usta. Przymknął lekko powieki, jednak patrzył mu prosto w oczy.
Czy ryzykował? Bardzo. Ale chciał i musiał. Podjął już decyzję.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
21.04.2024, 18:39  ✶  

Zazdrość. Opera dla prawdziwie zakochanych, a czasami tych niezakochanych wcale. Pragnących tylko, żeby coś było ich, mylących zauroczenie i żądze z miłością. Laurent potrafił odróżnić je doskonale - a Isaac? Łatwo mówić o miłości, kiedy nie znało się na wskroś człowieka siedzącego przed tobą. Łatwo było też się zauroczyć kilkoma wspólnymi chwilami, które obfitowały w doznania. Pleść czar, który mógł zostać rozplątany tylko zręcznym dotykiem palców - te grubiańskie nie mogły pomóc, zerwałyby więź dopiero powstającą, która nie raz i nie dwa nie miała szans dotrzeć do końca. Więc - zazdrość, tak. Uczucie zdrowe tylko do pewnego stopnia. Za łatwo przekraczalnego stopnia. Na ustach blondyna pojawił się lekki uśmiech po pytaniu o tę zazdrość puszczonym w eter. Z przyjemnością przyjął jego dotyk i równie chętnie odchylił dla niego lekko szyję przymrużając oczy.

Naprężyły się jego mięśnie, poruszył się pod dotykiem jego ust i wyciągnął w końcu ręce, żeby opleść je za Isaaciem. Rozchylił usta, z których wydobyło się westchnienie. Szeptał mu do ucha, przelewał słowa i próbował je nakryć słodkim miodem. Mamił i wodził. Laurent rozchylił powieki, skupiając się na słowach. Wiedział, do czego to zmierza, bo przecież to była najprostsza droga manipulacji mężczyznom - przez jego pragnienia, przez te wspomniane żądze, przez ciało prosto do serca, a od serca prosto do umysłu. Niech sądzi, że ta przyjemność wcale nie zmieniła jego decyzji, bo pragnął więcej. Tak, to było przyjemne... ale Laurent nie lubił mieszać prywaty z interesami, a Isaac miał do niego interes i chciał go wziąć bardzo podstępnym sposobem z włosem.

Pacnął rękę Isaaca, która miała go objąć - delikatnie, ale dając znać, żeby dalej się nie zapuszczał. Palce drugiej dłoni oparł na jego klatce piersiowej i odsunął go od siebie na niekoniecznie odpowiednią odległość, ale taką, która pozwalała mu spojrzeć na jego twarz. I jemu pozwalał się przyjrzeć jemu. Na policzkach miał rumieńce, usta lekko rozchylone, włosy zmierzwione. Tak, Isaac zdecydowanie potrafił pobudzać. Miałoby to o wiele bardziej zmysłowy wygląd, gdyby nie to, że Laurent cicho parsknął śmiechem. To, w jaki sposób Bagshot wypowiedział "będziemy drukarzami" brzmiało niemal jak erotyczne wyznanie kochanka.

- Praca drukarza brzmi doprawdy jak wielka zbrodnia, panie Bagshot. - Odsunął dłoń z jego klatki piersiowej, żeby przejechać palcami po swoich wargach. - Zrobimy tak, Isaacu. - Zarzucił obie ręce za jego kark, uśmiechając się pod nosem. - Teleportujesz mnie do miejsca, z którego mnie zabrałeś tutaj. Wtedy ja dam ci odpowiedź i dowiesz się, czy powierzyłeś komuś nieznajomemu część kontroli nad swoim życiem ze świadomością, że jeśli coś mi się nie spodoba to będę mógł się wycofać. Jak ci się podoba ta wizja? - Laurent wolał zachować ostrożność i trzymać karty po swojej stronie, skoro już siadali do gry. Nawet jeśli miało to być małe zabezpieczenie to nie chciał grać va bank. Nie w swojej obecnej sytuacji życiowej. Lubił strzelać i zgadywać zachowania ludzi, ale tutaj nie potrafił niczego przewidzieć. Isaac zaś zdecydowanie nie był taki niewinny, na jakiego wyglądał. Ale pod tym względem byli chyba siebie warci.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#25
23.04.2024, 18:57  ✶  
Laurent zdecydowanie nie musi martwić się o uczucia Isaac'a. Bagshot tak naprawdę nigdy nie czuł się zazdrosny o innych ludzi. Uważał, że każdy ma wolną wolę i nie wolno uważać się za posiadacza czyichś uczuć lub atencji. Może nie było to do końca zdrowe, ale tak żyło się zdecydowanie lepiej.
Skarcony i odsunięty, również zaczął się śmiać. Sam nabrał kolorów na twarzy, a Laurent zdecydowanie miał w sobie więcej uroku, kiedy się uśmiechał. Podobał się oczywiście Isaac'owi we wszystkich odsłonach - najbardziej w tej z przed kilku godzin, jednak mężczyzna pozostawił tę myśl tylko dla siebie. Przez prawie trzydzieści lat prowadził niespokojne życie heteroseksualnego mężczyzny. Naprawdę nie spodziewał się, że drugi osobnik tej samej płci może mu się fizycznie spodobać. Zaskakiwał sam siebie! Ale to dobrze, ponieważ lubił własne towarzystwo.
- Będzie to wielka zbrodnia. - Przytaknął rozbawiony i wysłuchał planu. Odsunął się dopiero, kiedy Laurent mu na to pozwolił.- Dobrze. Chyba nie mam wyjścia, panie Prewett. - Sięgnął po papierosy, które leżały na ogrodowym stoliku. Wyciągnął jednego.
- W takim razie pozwól mi jeszcze zapalić. Może to będzie mój ostatni papieros w życiu? Wolałbym się również ładniej ubrać, bo jak umierać zdradzonym po dobrym seksie, to w porządnej koszuli. - Uśmiechnął się pogodnie. Psychicznie, gotowy był odstawić Laurenta tam, skąd go zabrał. Miał przeczucie, że to nie dziś czeka go spotkanie ze stwórcą w zaświatach.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#26
24.04.2024, 11:18  ✶  

Drukowanie papieru zdecydowanie brzmiało jak ta wielka zbrodnia, więc Laurent przesunął palcami po włosach Isaaca, a potem zrobił ruch sugerujący, że zamierza się obrócić na krześle z powrotem do stołu i swojego niedokończonego śniadania, którego swoją drogą skończyć nie miał szans ze względu na to, ile mu tego Isaac nałożył. To nic. Jadł wolno, zupełnie nie przeszkadzając temu, że Bagshot najwyraźniej był bardzo uzależniony od papierosów. Nie zamierzał tego komentować, to nie było jego sprawą, a nie znali się wcale. Za to poznali się na tyle, żeby Laurent dał upust swojej frustracji seksualnej zabranej prosto z gabinetu terapeuty, o zgrozo. Tak jakby terapia zamiast pomagać miała szkodzić, ale wcale tak nie było - nic złego się nie stało, a wyciągnął z jednego spotkania wartości, na których mu zależało. Pewne ukojenie myśli, usprawiedliwienie własnych odczuć. Usprawiedliwienie siebie wobec świata, któremu uważał, że jest bardzo wiele winien. Teraz zastanawiał się, czy aby na pewno winny jest tak wiele.

- Kiedyś wpędzisz się w kłopoty, jeśli będziesz ufał tylko swojemu instynktowi co do ludzi. - Ewentualnie on sam był kłopotem i tylko zgrywał niewiniątko. Widział i poznał już przeróżnych ludzi, których gra aktorska była perfekcją. Widział też ludzi, których intencje z początku były szczere. Dopiero później ulegały wypaczeniu i stawały się kotwicą, która ściągała cię na samo dno. Tworzyła niebezpieczeństwo, na które nie byłeś gotów. Nie powiedział tego w pełni poważnie, bo trochę się uśmiechał, żeby nie powiedzieć - z lekkim politowaniem? Niekoniecznie dla samego Isaaca, bo dla samego siebie również. Dla głupoty, w jaką człowiek łatwo może się wpędzić, jeśli nie będzie uważał. Żarty ze śmierci zaś nie bawiły go wcale, bo nie było niczego żartobliwego w zdradzie i umieraniu. Śmierć była obrzydliwa, odrzucająca i zimna. Przerażająca. Złożył sztućce na talerzu. - Dziękuję za pyszne śniadanie. To była prawdziwa przyjemność. - Podniósł się z krzesła dopijając ostatni łyk kawy, kiedy i Isaac skończył palić.

Poczekał na niego chwilę, stając przed różami i dopatrując się resztek papierosów, które mężczyzna tam rzucał. Piękne róże, których nie szanował. Jak gwałt świętości, mieszanie ludzkiego odpadu z uosobieniem miłości, piękna i wiszącej nad tym groźby. Znów - nie powiedział nic, bo czemu by miał? Nawet jeśli mu się to nie podobało to nie był jego ogród. Za wiele razy dostał w nos za to, że był nadgorliwy i chciał wszystkim pomóc, wszystkich nauczyć piękna i kolorów. Zadziwiająco, jak łatwo było z tych barw ostygnąć. Lecz może to tylko przejściowe? Może potrzebował tylko czegoś, co go pobudzi do życia?

Chciało mu się nad tymi różami płakać, chociaż nawet nie był smutny.

Znaleźli się znów w tym samym zaułku co wcześniej. Pusta, brzydka, brudna uliczka, z której zamierzał uciec, jak tylko pojawi się odpowiedź, której Isaac chciał. Zrobił dwa kroki tyłem, spoglądając na Isaaca z enigmatycznym uśmieszkiem.

- Jestem zaintrygowany, więc jestem również zainteresowany. Poślę pocztę i umówimy spotkanie, żeby dopowiedzieć sobie szczegóły, bo skoro zależy ci na dyskrecji to mniemam, że droga pocztowa do tego ci nie odpowiada. - Sowy przecież za łatwo przechwycić. Nawet jeśli i to proste nie było. - Do zobaczenia.

Każdy odszedł w swoją stronę.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (4390), Laurent Prewett (7988)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa