-W takie razie, Ginny, ja się zajmę tym kielichem. - Odwrócił wzrok od koleżanki po fachu, żeby zająć się "artefaktem".- Na mnie mówią po prostu Isaac. I tak, szkoda pana Morrisa, ale niestety jest dość znany w światku kolekcjonerów. Bardzo często kupuje szmelc, a potem dzieje się właśnie to.- Wskazał własną różdżką na nogę od stołu, przy okazji zawieszając wzrok na różdżce Ginny. Uniósł lekko brwi ku górze.- Czujesz więź ze swoją różdżką, pomimo umiejętności jakiej posiadasz? Wspominałaś, że różdżka jest bardziej precyzyjna... - Zainteresował się, zwieszając na chwilę głos. Nie wiedział wiele o magii bezróżdżkowej, jednak sam motyw czarowania bez użycia różdżki, był kuszący. Musi o tym więcej poczytać! Albo umówić się z panną McGonagall I dowiedzieć więcej. Druga opcja była bardziej kusząca.- Historyczka, badaczka ruin oraz lekarka. Coś...- Isaac chciał coś jeszcze dodać, ale wściekła noga od stołu zaatakowała Ginny, unosząc się w powietrze i wirując niczym strzała. Kobieta jednak szybko rozproszyła magię, a niegroźny już kawałek drewna upadł na podłogę.
- O nie, nie Ginny... - Isaac wstał i złapał kobietę za ramiona, żeby nakierować ją lekko w stronę wypoczynku.- Nie wiem ile wiesz o brytyjskich czarodziejach, ale ponoć jesteśmy dżentelmenami, więc jednak się zamienimy.- Zarządził, chwilowo nie dając jej dojść do głosu.- Ja będę rozpraszał magię, a Ty będziesz oceniać wartość. Jeśli coś mnie zaatakuje, to udzielisz mi pierwszej pomocy.- Podczas mówienia, jedna z dłoni Isaac'a zjechała na biodro dziewczyny, a drugą lekko ją do siebie przyciągnął. Stała teraz przodem do fotela, a bokiem do niego, tak że mógł objąć ją w pasie. Wszystko oczywiście po to, żeby nawigować i nakierować na wygodne miejsce tuż przy stoliku!
-Nalegam.- Dodał, zerkając na Ginny z ukosa. Uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Mimo że była wysoka, to on był od niej wyższy o dobre piętnaście centymetrów. Pachniał dymem, wanilią i bursztynem.