09.05.2024, 16:23 ✶
Ulysses zamarł w pół kroku. Podniósł na Cathala zaskoczone spojrzenie, usilnie myśląc nad tym, że źle dobrał słowa. Fakt, może trochę powtarzał po przyjacielu, ale tylko dlatego, że wewnątrz siebie czuł narastające pragnienie, by pokazać mu jak wiele ich łączyło. Nie chciał by ten sądził, że traktował go dokładnie tak samo jak ojca.
Przecież wszystko właśnie o to się rozchodziło, że nie traktował.
Jeśli kiedykolwiek przeciwstawiał się Chesterowi to głównie przez wzgląd na Cathala. Nawet Danielle nie miała takiej mocy jaką nieświadomie dzierżył jego przyjaciel. To dla niego Ulysses stworzył prawie dwa oddzielne życia, byle tylko nie skalać tej znajomości wpływami ojca.
A teraz usłyszał, że nie ma charakteru i nie miał bladego pojęcia, jak powinien na to odpowiedzieć. I paradoksalnie, z jednej strony gotów był nawet w tej kwestii zgodzić się z Shafiqiem. Może rzeczywiście nie miał charakteru, może rzeczywiście trochę za rzadko akcentował własne zdanie a w tej chwili nawet robił to mniej niż zazwyczaj, bo zależało mu tylko na tym, by trzymać się w pobliżu przyjaciela.
Nie dostrzegł konfrontacyjnego tonu, który pojawił się w głosie Cathala. Być może był to wpływ tego, co się działo w Windermere, bo zazwyczaj był wyjątkowo wyczulony na takie rzeczy, ale teraz pomyślał, że Shafiq oczekuje od niego pokazania, że właśnie miał swoje zdanie.
- Wandelina nie mogła być wiedźmą, która spłonęła na stosie w Carlisle – powiedział wreszcie. – Obydwie historie dzieli przepaść przynajmniej dwustu lat. – Ulysses wiedział, że niepotrzebnie wracał do tego tematu, chwilę wcześniej przecież nazwał – sam nie wiedział kogo właściwie tak nazwał – przeklętą idiotką, ale to był bodaj pierwszy temat, gdzie miał jakieś inne zdanie niż Cathal, więc się go kurczowo uczepił.
Nabrał głębiej powietrza w płuca, szukając w myślach czegoś jeszcze, czegoś co mogłoby Shafiqowi pokazać, że miał charakter i potrafił go pokazać a jednocześnie, jednocześnie było na tyle neutralne, żeby nie obrazić cennych uczuć przyjaciela i nie popsuć ich relacji (zwłaszcza, że Ulysses w myślach ciągle gotów był porzucić pracę w Ministerstwie Magii, byle tylko wyjechać za nim za granicę).
- Więc nie oglądajmy wszystkiego. Opisałem ci to, co znalazłem w przewodniku turystycznym. Możesz wybrać, co rzeczywiście cię zainteresuje. – Ja przecież nie mam problemu z dostosowywaniem się do okoliczności, dodał w myślach, ale już nie na głos (za bardzo potwierdzałoby to wcześniejszy zarzut o tym, że nie miał własnego zdania). – Wał Hadriana jest prawie jedenaście wieków starszy od zamku.
Przecież wszystko właśnie o to się rozchodziło, że nie traktował.
Jeśli kiedykolwiek przeciwstawiał się Chesterowi to głównie przez wzgląd na Cathala. Nawet Danielle nie miała takiej mocy jaką nieświadomie dzierżył jego przyjaciel. To dla niego Ulysses stworzył prawie dwa oddzielne życia, byle tylko nie skalać tej znajomości wpływami ojca.
A teraz usłyszał, że nie ma charakteru i nie miał bladego pojęcia, jak powinien na to odpowiedzieć. I paradoksalnie, z jednej strony gotów był nawet w tej kwestii zgodzić się z Shafiqiem. Może rzeczywiście nie miał charakteru, może rzeczywiście trochę za rzadko akcentował własne zdanie a w tej chwili nawet robił to mniej niż zazwyczaj, bo zależało mu tylko na tym, by trzymać się w pobliżu przyjaciela.
Nie dostrzegł konfrontacyjnego tonu, który pojawił się w głosie Cathala. Być może był to wpływ tego, co się działo w Windermere, bo zazwyczaj był wyjątkowo wyczulony na takie rzeczy, ale teraz pomyślał, że Shafiq oczekuje od niego pokazania, że właśnie miał swoje zdanie.
- Wandelina nie mogła być wiedźmą, która spłonęła na stosie w Carlisle – powiedział wreszcie. – Obydwie historie dzieli przepaść przynajmniej dwustu lat. – Ulysses wiedział, że niepotrzebnie wracał do tego tematu, chwilę wcześniej przecież nazwał – sam nie wiedział kogo właściwie tak nazwał – przeklętą idiotką, ale to był bodaj pierwszy temat, gdzie miał jakieś inne zdanie niż Cathal, więc się go kurczowo uczepił.
Nabrał głębiej powietrza w płuca, szukając w myślach czegoś jeszcze, czegoś co mogłoby Shafiqowi pokazać, że miał charakter i potrafił go pokazać a jednocześnie, jednocześnie było na tyle neutralne, żeby nie obrazić cennych uczuć przyjaciela i nie popsuć ich relacji (zwłaszcza, że Ulysses w myślach ciągle gotów był porzucić pracę w Ministerstwie Magii, byle tylko wyjechać za nim za granicę).
- Więc nie oglądajmy wszystkiego. Opisałem ci to, co znalazłem w przewodniku turystycznym. Możesz wybrać, co rzeczywiście cię zainteresuje. – Ja przecież nie mam problemu z dostosowywaniem się do okoliczności, dodał w myślach, ale już nie na głos (za bardzo potwierdzałoby to wcześniejszy zarzut o tym, że nie miał własnego zdania). – Wał Hadriana jest prawie jedenaście wieków starszy od zamku.