Dawno nie czuła takiej beztroski. Nie wiedzieć czemu, wszystkie ostatnie komplikacje jej życia wydawały się zniknąć podczas tego krótkiego wypadu. Jakby znaleźli się w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Nie liczyło się nic, tylko Leo i to, jaki był cudowny i wspaniały. Do tego wszystkiego, on również zachowywał się, jakby tylko ona była ważna. Niesamowite, że ich tak jednocześnie to uderzyło, że też potrzebowali oddalenia się od cukierni, żeby to wszystko zauważyć. Zmiana otoczenia najwyraźniej mogła zdziałać cuda.
Mogłaby trwać w tym pocałunku nawet cały dzień. Nie myśleć o niczym, ani o nikim, zatracać się w tej beztrosce, kiedy nic innego nie miało znaczenia. Nic się nie liczyło. Po co właściwie się tutaj udali? Nie miała pojęcia, to w ogóle nie było teraz ważne. Istotne było to, że ich usta wydawały się pasować do siebie idealnie, pocałunki były słodkie niczym lukier na jej pączkach, tyle, że nie takie mdłe.
W końcu oderwał się od niej, spoglądała więc na niego swoimi błyszczącymi oczami, i zastanawiała się dlaczego przerwał tę krótką chwilę zapomnienia, co chciał jej powiedzieć?
- Leo, uwielbiam cię, ale to chyba wiesz, od samego początku cię uwielbiam. - Stał się przecież jej ulubionym pracownikiem, i to wcale nie dlatego, że najlepiej mu szła praca w Kawiarni. Wydawało jej się, że mu powtarzała, może czuł się mało doceniony? Będzie musiała mu to częściej powtarzać.
Po chwili padł na kolana. Nie ukrywała swojego zdziwienia, miała ochotę go pociągnąć do góry, jednak z jej siłą... na pewno nie była w stanie tego zrobić, nawet nie spróbowała. Nie mógł tak przed nią klękać, z tą całą swoją wspaniałością, nie była przecież tego warta.
Jego słowa uderzyły w nią dość mocno. Chyba nieco otrzeźwiała. Jak to tak, wyjść, za niego? To nie tak, że go nie uwielbiała, naprawdę miała świadomość o jego cudowności, ale czy nie było to zbyt spontaniczne? Ledwie się znali, a do tego był taki młody, miał do odkrycia cały świat, a ona by była jego kulą u nogi, ograniczeniem. Nie chciała być tym, co będzie ciągnęło go w dół, miał kwitnąć, niczym piękny słonecznik wzbijać się w stronę słońca.
- To nie tak, że bym nie chciała słońce, ale nie wydaje ci się, że to za szybko? Co jeśli ta spontaniczna decyzja odbije ci się później czkawką? - Próbowała przemówić mu do rozsądku.