• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[kwiecień 1968] Damsel in distress | Viorica i The Edge

[kwiecień 1968] Damsel in distress | Viorica i The Edge
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#11
01.04.2024, 22:57  ✶  
Może i głupi żart, Viorica potrzebowała jednak choć odrobiny jakiejś względnej normalności w tym całym pierdolniku, który na siebie zwaliła. Dlatego nawet się lekko zaśmiała wiedziona pewnie czystą desperacją. Albo miała równie zryte poczucie humoru co Crow. Sama nie była w tej chwili pewna.
- Jak się ostatecznie poddam, to pójdę na największą imprezę swojego życia, wydam tyle pieniędzy ile będę mogła, kupię prawdziwego szampana, przeliżę się z każdym kto będzie miał ochotę, a potem, o ile przeżyję te kilka godzin, mogę się do ciebie zgłosić. Na razie jednak jeszcze próbuję coś nie wiem, wymyślić? Także nie mam po prostu humoru, ale dzięki za propozycję, doceniam, że nie chcesz mi dać zdechnąć samotnie - przymknęła oczy. Takie wsparcie lepsze niż żadne. Nawet, jeśli miała wyjść na łatwą. W końcu umiera się raz, chociaż można spróbować to… No może nie uczcić, ale sprawić, że mało się w życiu żałowało.
Dobra, miała chyba jednak dość słuchania o własnej śmierci.
Życie wydawało się o wiele bardziej w tej chwili korzystne, szczególnie, gdy zaczęto w to wciągać jej dwuosobową rodzinę. Pal licho ją, jeśli miała wyobrazić sobie swoją matkę, która straciła swoje jedyne dziecko… Jeszcze gorzej, jeśli mieliby w końcu zmienić cel. Wiedziała, że jeśli ktokolwiek tknie Ralitse, Viorica sama pójdzie, nakopie komuś obcasem, po czym pewnie da się w końcu zabić. Nie, wolała opcję ze znalezieniem jednak rozwiązania.
Nie wiedziała, że było ono tak bliskie.
No dobra, inaczej. Nie wierzyła, że ktokolwiek byłby w stanie w ten sposób zapewnić jej ochronę.
Na początku z powątpiewaniem spoglądała na Crowa, zastanawiając się, czy jego zamyślenie to zwiastun genialnego planu, czy kolejnego wyszukanego żartu.
Ku jej uldze, padło na to pierwsze.
- Jak pszczoła bez ula? - zapytała, lekko unosząc wargi, widząc lekkie zakłopotanie mężczyzny, po którym się tego nie spodziewała. Wyglądał w tej chwili wręcz uroczo, nie miała jednak teraz odwagi się z nim droczyć. Zamilkła więc na chwilę, patrząc na powoli wypalającego się papierosa, z którego kawałek popiołu spadł na grunt. Podniosła się, wspierając się tylko na jednej ręce, przeszła kawałek, stając tyłem do Crowa i przygryzając znów resztki paznokcia na kciuku, po czym się odwróciła. W jej oczach błysnęła nadzieja.
- To może się udać. Nie wiem co to za robota, mam jednak spory wachlarz umiejętności, więc mogę na coś się przydać. - Spróbowała zacisnąć pięść na uszkodzonej ręce. Bolała jak diabli, ale jeśli by się postarała, mogłaby jej używać. Nie chciała być balastem. Balast się wyrzucało. - Dante na pewno dwa razy by się zastanowił, gdyby próbował zadrzeć z Fontaine. I tak w końcu jestem u niego spalona, więc nic mi po neutralności. - Kolejne przygryzienie, tym razem już samego palca. Mimo to czuła na języku metaliczny posmak.
Myślała znów chwilę, po czym spojrzała Krukowi prosto w oczy.
- Nie będziesz miał przez to kłopotów? - była kompletną idiotką martwiąc się w takiej sytuacji o innych. Nie chciała jednak nikogo pociągnąć na dno, gdy sprawa była całkowicie jej winą.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
02.04.2024, 10:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 13:34 przez The Edge.)  
Nie wydawał się być zdenerwowany odmową - wręcz przeciwnie, zrobił się zaczepny, bo podejście Viorici go najzwyczajniej w świecie rozbawiło.

- Kurwa, nawet na takiej imprezie będę ostatnim wyborem? - W nieco teatralny sposób pokręcił głową z udawanym brakiem wiary w samego siebie. - Jeszcze kiedyś ustawisz się do mnie w kolejce. Narazie jest tam aż jedna osoba. - Mówił o Fontaine, bo była przecież jego dziewczyną, ale to przecież było paskudne kłamstwo, bo od lat nie próżnował w dobieraniu sobie coraz to dziwniejszych partnerów, a na powodzenie nigdy nie narzekał. Zamfir pewnie zdziwiłaby się jak dobre można było mieć znajomości w Ministerstwie Magii, kiedy Kanclerz Skarbu okazywał się być gejem łasym na uwagę typów spod ciemnej gwiazdy.

- Wycenisz durnoctwa, które Furfur kazała mi załatwić, bo... - Chyba nie powinien jej tego tłumaczyć, więc odchrząknął. - Nie wiem, na pewno ma jakieś powody. - Na tym etapie sam jeszcze nie wiedział, że przyniesione jej składniki alchemiczne okażą się ostatnią cegłą prowadzącą do ich rychłego rozstania. Bo naiwnie wierzył wciąż w jakąś nieistniejącą od lat iskierkę dobra, jaka każe jej powstrzymać się przed kolejnymi krokami ku ostatecznej upadłości, ale jak się później okazało czarna magia tak nie działało - kiedy już w nią wsiąknąłeś, zaczynało brakować ci hamulców.

A na to pytanie, czy będzie miał kłopoty... No po prostu nie mógł znowu się nie zaśmiać.

- Vior, spójrz na mnie i zadaj to pytanie jeszcze raz. - Wydawało mu się, że jego wygląd miał wyjaśniać absolutnie wszystko, ale nie licząc tendencji do noszenia ze sobą broni, Crow wyglądał jak bardzo smutny kundel, może jakiś artysta, niekoniecznie od razu ktoś wyjęty spod prawa. - Pomogę ci, ale jeżeli jutro się nie pojawię, to pewnie zdechłem. I absolutnie nikogo to nie zdziwi. To, że życie spisało mnie na straty już dawno to coś, czego powinnaś być świadoma. - Wcale nie potrzebował Viorici do tego, żeby zaakceptować już dawno ryzyko rychłej śmierci z ręki kogoś na Ścieżkach, a Dante nienawidził Fontaine od tylu lat, że gdyby tylko miał okazję, pozbyłby się jej utrzymanka natychmiast. Jedynym co utrzymywało go przy życiu było to, że na ten moment oboje bali się skoczyć sobie do gardeł, żeby nie obrócić w ruinę tego, co zdążyli zbudować. Byli jak dwójka najsilniejszych graczy w Monopoly - nie chcieli kończyć tej gry bez pewności, że ich imperium pozostanie nienaruszone.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Pociągowy. Pwease @Viorica Zamfir


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#13
19.04.2024, 23:16  ✶  
- Hej, najlepsze lubię zostawiać po prostu na deser - pocieszyła, nie wiedząc, czy flirt był najlepszym sposobem na poradzenie sobie z widmem rychłego końca, cała ta wymiana działał jednak na nią jakoś kojąco. Może po prostu nie potrzebowała ręki do wypłakania się, a właśnie kogoś, kto odwróci choć na chwilę jej uwagę od dręczących jej myśli. A potem przedstawi realny obraz sytuacji i znajdzie rozwiązanie. W końcu łzy na nic się i tak by na nic nie zdały. Przyniosłyby chwilą ulgę, a potem wsiąkły w ziemię, pozostawiając żałosną pustkę w głowie i sercu.
I jeszcze bardziej rozmazany tusz.
Słuchała o tym, co miałaby zrobić na ich małej robocie, a jej uśmiech wydawał się coraz wyraźniejszy i szczery. Uwielbiała pracować w ten sposób. Czuła się w wycenie najpewniej i chętnie mogła użyczyć swojej wiedzy i umiejętności nawet za bezcen, nie wspominając już nawet o uratowaniu jej życia.
- Wiesz, że nie będę wnikać co i jak, zachowuje jakiś poziom profesjonalizmu nawet przy zwykłych zleceniach - zwykle nie obchodziło jej kto i po co potrzebował jej usług. Owszem, miała pewien kodeks moralny, stosowała go jednak tylko wtedy, gdy chciała mieć jakiekolwiek pojęcie w czym uczestniczy. A w tej branży zwykle im mniej się wiedziało, tym lepiej się spało.
W jej wypadku zresztą rzadko kiedy można było wybrzydzać, gdy ktoś zaproponował zatrudnienie. Inna sprawa, gdy to od niej zależało, kogo miała oskubać. Tu miała już swoje ulubione typy. Choć wolała nie wyjawiać, kto mógł się poczuć przez nią zagrożony.
Spojrzała na niego. Przez chwilę nawet podłapała jego wzrok, zaglądając prosto w jego ciemne oczy, jakby próbując znaleźć jakieś wahanie.
Trochę nie mogła zrozumieć jego obojętności względem życia, gdy sama właśnie próbowała się go kurczowo utrzymać. Jednocześnie przecież mało o nim wiedziała, na pewno nie na tyle, by oceniać. Życie potrafiło być do dupy, jej po prostu chyba nie osiągnęło jeszcze takiego etapu.
- Nie za bardzo mi w smak, gdy osoby które polubiłam umierają. Dlatego mam nadzieję, że jutro spotkamy się w miarę żywi, a nie w piekle, gdzie będę musiała cię skopać za wystawienie mnie i zostawienie samej - uśmiechnęła się aż za słodko. Cóż, złudzeń nie miała, na pewno nie zasługiwała na raj czy inne miłe, puchate i radosne miejsce, gdy już kopnie w kalendarz. Nikt, kto pracował na tych ulicach prawdopodobnie nie zasługiwał. Ani Dante, ani Fontaine, ani oni.
- Gdzie się spotkamy i o której? - podeszła do niego, próbując ułożyć w głowie szczegóły dzisiejszej nocy. Musiała tylko ukryć się do rana, dotrzeć w umówione miejsce i potem już z górki. Da radę. Smak bezpieczeństwa i wolności był zbyt bliski, czuła go niemal na języku, co dodawało jej nowego zastrzyku energii.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#14
20.04.2024, 14:18  ✶  
Crow parsknął. Wcale nie potrzebował pocieszenia. Takich rzeczy nie mówiło się głośno, na pewno nie na Ścieżkach, ale... on nie potrzebował od niej niczego. Miał zamiar jej pomóc, bo chciał jej pomóc. Żadne mrugnięcie ani żart nie zmieniłyby jego nastawienia na przychylniejsze. Tym czego pragnął od życia, jakie sobie wybrał była wolność - możliwość wyboru za kim pójdzie i jak, komu poda rękę i dlaczego. I chociaż codzienność, w jakiej egzystował, była podła, brudna i śmierdząca, a on sam przesiąknął w tym na wskroś, wciąż siedział w nim ten zalążek dobrego człowieka - kulawy, bo nie wykształcił się do końca, ale był tam i sięgał nostalgią czasów swojej młodości.

Lubił pomagać dobrym ludziom. Nawet jeżeli się zagubili. Tylko czy o Viorice mógł powiedzieć, że była dobrym człowiekiem? Jasne, że nie. Nie mógł o tej drobnej złodziejce powiedzieć absolutnie nic poza jakimiś losowymi informacjami o szajce złodziei, w jakiej się obracała - i to tyle. Tylko i aż. Tylko, bo nikt normalny by jej nie pomógł. Crow nie był ani normalny, ani nie zgubił tego aż - wychowany wśród Bellów po prostu musiał podchodzić do takiej szajki z dużą pięścią pełną kruchej nostalgii. To nie Fontaine nauczyła go skakać tak wysoko, to nie ona pokazała mu jak otwierać zamki wytrychem i wsadzać dłonie do kieszeni przechodniów tak, żeby nikt się nie zorientował. Pewnie nawet gdyby mu wskazać głupotę tego nakładania własnych wspomnień na cudze życie, wzruszyłby ramionami. Jeżeli Zamfir to przeżyje, on poczuje się dobrze.

W jego oczach nie odnalazła wahania. Ciemne, uważnie obserwujące ją teraz tęczówki były pewne siebie, pewnie zbyt pewne siebie jak na sytuację, w której się znajdował. To musiała być jakaś maska i nikt nie lubił kiedy się przed nimi udawało, ale przy takiej codzienności chłopak pewnie nauczył się kłamać bardzo, bardzo wcześnie. A może nie kłamać, tylko... udawać. Grać.

Wyraźnie zmarszczył się dopiero wtedy, kiedy usłyszał słowo piekło. Uśmiech mu nie pobladł, ale brwi spięły się nieznacznie i coś w oczach mu zgasło. Przynajmniej na moment.

- Baby - skomentował wreszcie, kręcąc głową. - Dają ci kosza już na starcie, a potem znajdą cię nawet na samym dnie tego cholernego świata, żeby skopać ci dupę, bo za nimi nie pobiegłeś. - Niby narzekał, ale... wcale nie przeszkadzało mu nigdy zabieganie o kogoś dłużej. Jeżeli tego kobiety potrzebowały, aby czuć się dobrze, mógłby za nimi biegać do osranej śmierci.

- Wiesz, że mieszka W- - Wcale nie musiał dzielić się jego imieniem. - Nieważne. - Machnął ręką, jakby chciał odgonić tę myśl. A później wyrwał kartkę z notesu i przerażająco krzywym charakterem pisma wyskrobał na niej adres nieopodal magicznych dzielnic. - Masz. - Podał jej ją. W rogu była nieco poklejona od lukrowej polewy i wyglądała, jakby dziecko próbowało naśladować pismo techniczne, ale dało się ją rozczytać. - Przyjdź jutro rano i zapukaj. - Zapomniał tylko dodać, że rano znaczyło dla niego okolice dwunastej.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#15
21.04.2024, 16:08  ✶  
Ceniła ludzi, którzy potrafili w tym wszystkim jeszcze znaleźć sobie jakieś dobro. Zresztą, to nie tak, że Viorica sama była pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Nigdy nie zagłębiła się tak głęboko w bagno Nokturnu jak Crow, bojąc się właśnie utraty człowieczeństwa. Nie chciała ruszać morderstwa i czarnej magii, nie, jeśli nie musiała. A mimo to miała na swoim sumieniu sporo. Na tyle, że czasem bała się, że przekroczy jakąś granicę bez odwrotu.
Mimo to, potrafiła tego teraz tak po prostu porzucić. Wiedziała, że jej złodziejka działalność sprawiła, że już nigdy nie będzie taka jak inni. Zanurzyła się w świecie, gdzie dobro nie zawsze stało na pierwszym miejscu, a wszyscy patrzyli tylko na to, co mogli zdobyć dla własnej korzyści.
Nie bardzo przejmując się drugim człowiekiem.
To, że teraz Crow chciał dla niej ryzykować, było niczym wygranie losu na loterii, który chwyciła z całej siły i nie zamierzała puścić. Według wszystkich praw i zdrowego rozsądku powinna po prostu zapłacić życiem za swoją głupotę i mało kto by mrugnął na to okiem.
Może sentymenty były głupie, zawdzięczała im jednak życie.
Pewność siebie jej rozmówcy mogła być nawet i udawana. Chciała jednak jakiegokolwiek potwierdzenia, że ten nie spieprzy jutro z jej życia, tak jak ci, którzy zapewniali ją wcześniej, że wszystko będzie dobrze. Że załatwią całą sprawę. A potem zostawili ją na lodzie.
Tym razem ona parsknęła, gdy zdała sobie sprawę, jak głupio musiały brzmieć wcześniej jej słowa.
- Hej, nie oceniaj, dostaję co chwilę ataku paniki i nie wiem nawet do końca co mówię. - Niezwykła chwila szczerości. Aktualnie w większości paplała nie bardzo zastanawiając się nad swoimi słowami, próbując jedynie jakoś się uspokoić. Co na razie pomogło.
- Dzięki - powiedziała, przyjmując karteczkę, na która gapiła się, jakby wykonana została ze złota, a napis wysadzono na niej diamentami. - Naprawdę, dziękuję.
Tymi słowami zakończyli swoje spotkanie.
Następnego dnia, choć dobicie się do drzwi trochę jej zajęło, wybrali się wspólnie na misję, która jak przypuszczali, naprawdę sprawiła, że Dante się przestraszył i dał Vior spokój. Na tyle, że mogła spokojnie wrócić do swojego życia, nie przejmując się wiszącym nad nią wyrokiem, choć od czasu do czasu zdarzało się, że natykała się na drobne przypominajki, z którymi jednak zwykle dawała sobie radę.
Nigdy nie zapomniała tej przysługi, nawet jeśli opłaciła ją sowicie wcześniej galeonami. I miała nadzieję, że jeszcze kiedyś spłaci ten dług, który sama na siebie narzuciła.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (3124), Viorica Zamfir (3996)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa