15.10.2025, 11:14 ✶
Może powinien, a może nie powinien. Gdyby jego umysł miał ogarnąć więcej niż czystokrwiste stereotypy, to najpewniej by wybuchł - poruszanie się wśród stereotypów, prostych słów i brutalnej prawdy było jego żywiołem, on nie dałby rady w innym świecie. Był na to za leniwy, za bezpośredni i - niestety - za głupi.
- Energiczny? Tak. Rezolutny? Co to w ogóle znaczy? - wzruszył ramionami, ale panna Dolohov podsunęła mu pewną myśl. Nudziła się, tak? - A co, nudzisz się?
Machnął ręką na książki. No miał ich dużo, czytał nawet sporo, ale inną sprawą było to ile informacji z ksiąg z biblioteki Maeve zostało w tym wielkim łbie.
- Dobra, żabciu, chodź - nie chciała być żabą? To jej problem, zostanie żabą. - Uwierz mi, że gdybym cię podrywał, to byś o tym wiedziała.
Obruszył się nieco, bo przecież jeżeli chciał, to potrafił. Po prostu teraz nie chciał, okej? Wypił whisky do końca, na raz, bo i tak niewiele mu zostało. A potem szarmancko wyciągnął rękę do Lyssy. Na moment na jego twarzy pojawił się uśmiech: wcale nie tajemniczy i nie czarujący, raczej cwaniacki, z tego typu uśmiechów, które mówiły “hej, mam 11 lat i właśnie wpadłem na KURWA SPRYTNY pomysł!”.
- Jak się nudzisz, to chodź, załatwię ci rozrywkę. I obiecuję nie tknąć cię palcem, nie musisz się obawiać - nie znała go, ale akurat obietnice traktował bardzo poważnie. Mogła mu nie ufać by teraz wyjść i pójść gdzieś w pizdu, wiadomo, ale z drugiej strony zarówno jego matka, jak i jej ojciec wiedzieli, z kim była i co robiła. Raczej nie było się czego obawiać.
- Tylko powiedz mi, czy twoje delikatne podniebienie udźwignie żarcie na wynos?
- Energiczny? Tak. Rezolutny? Co to w ogóle znaczy? - wzruszył ramionami, ale panna Dolohov podsunęła mu pewną myśl. Nudziła się, tak? - A co, nudzisz się?
Machnął ręką na książki. No miał ich dużo, czytał nawet sporo, ale inną sprawą było to ile informacji z ksiąg z biblioteki Maeve zostało w tym wielkim łbie.
- Dobra, żabciu, chodź - nie chciała być żabą? To jej problem, zostanie żabą. - Uwierz mi, że gdybym cię podrywał, to byś o tym wiedziała.
Obruszył się nieco, bo przecież jeżeli chciał, to potrafił. Po prostu teraz nie chciał, okej? Wypił whisky do końca, na raz, bo i tak niewiele mu zostało. A potem szarmancko wyciągnął rękę do Lyssy. Na moment na jego twarzy pojawił się uśmiech: wcale nie tajemniczy i nie czarujący, raczej cwaniacki, z tego typu uśmiechów, które mówiły “hej, mam 11 lat i właśnie wpadłem na KURWA SPRYTNY pomysł!”.
- Jak się nudzisz, to chodź, załatwię ci rozrywkę. I obiecuję nie tknąć cię palcem, nie musisz się obawiać - nie znała go, ale akurat obietnice traktował bardzo poważnie. Mogła mu nie ufać by teraz wyjść i pójść gdzieś w pizdu, wiadomo, ale z drugiej strony zarówno jego matka, jak i jej ojciec wiedzieli, z kim była i co robiła. Raczej nie było się czego obawiać.
- Tylko powiedz mi, czy twoje delikatne podniebienie udźwignie żarcie na wynos?