• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[2.10.1967] spotkanie po latach

[2.10.1967] spotkanie po latach
casanova
Something in my heart told me I must have you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Zawsze będę patrzył na ciebie z góry (i nie tylko dlatego, że mierzę ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu), a moje jasne oczy będą cię przenikać. Mam powodzenie u kobiet i nie waham się użyć swojego czarującego uśmiechu, abyś dzisiaj ty zagościła w mojej sypialni.

Luno Skeeter
#21
08.07.2024, 14:23  ✶  
Przez to, że nigdy nie miałem problemów z tym, że musiałem udowadniać swoją wartość, myślałem o innych (tych, którzy musieli to robić), że gdyby pracowali tak ciężko jak ja, mieli odpowiednią prezencję (to też przecież było ważne) to wcale nie musieliby nic nikomu udowadniać. Wydawało mi się także, że trzeba być ponad tym wszystkim i nic nie powinno się chcieć komukolwiek udowadniać. Jeśli tak było to oznaczało, że albo przebywało się w złym towarzystwie albo trzeba pokazać tym ludziom jakim robactwem byli. Strach to również pewien rodzaj szacunku. Zwłaszcza taki po którym nie trzeba nic nikomu udowadniać.
W późniejszym czasie zapewne uważałem, że to urocze, iż lubiła przywłaszczać sobie cudze ubrania. Za pewnie uwielbiałem taki widok z rana, w mieszkaniu, ale niekoniecznie gdzieś po przekroczeniu progu mojego mieszkania. Wtedy zawsze byłem podirytowany i naburmuszony, że nie jest ubrana ładnie, jak inne. Choć w początkowej fazie związku nigdy jej tego nie powiedziałem, dopiero później. Początki to był piękny, sielankowy czas, gdzie uważaliśmy, że tworzymy cudowny związek i nie jedna para powinna nam zazdrościć tego jak dobrze się dogadujemy i egzystujemy razem ze sobą.
Zdziwiło mnie, że nie przepadała za winem. Ja uwielbiałem dobre wina, nawet te mugolskie.
- Mam jeszcze tylko brandy – zazwyczaj nie posiadałem za wiele alkoholi w domu poza winem. Nauczony doświadczeniem, że kobiety kochają gotujących facetów, zapraszałem często na randki do siebie do domu. Przygotowywałem wówczas trzy daniową kolację – mają przystawkę, kolację i niewielki deser. Miałem pasujące wino do głównej potrawy jako że dosyć dobrze znałem się na winach. Tak więc w moim domu wino to był o b o w i ą z e k. Nie pijałem zazwyczaj alkoholu, więc innych trunków nie posiadałem. Tę brandy akurat dostałem tamtego dnia na urodziny od kolegów z pracy.
Gdy wyraziła aprobatę na brandy lekko się zdziwiłem, ale włożyłem nam do odpowiednich szklanek lodu (koneserzy pewnie by mnie teraz zabili za to, że rozcieńczam coś tak dobrego z wodą, ale nic bardziej mylnego, to są zaczarowane kostki, które nie topnieją!), a następnie nalałem do nich wyżej wspomnianego alkoholu.
- Proszę – powiedziałem, podając jej brandy, a następnie sam usiadłem na fotelu. – Co właściwie robiłaś o tak później godzinie sama? – w życiu bym nie pozwolił swojej kobiecie chodzić o takich godzinach samej. Mamy niebezpieczne czasy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
08.07.2024, 14:39  ✶  

Wiele zależało od towarzystwa w jakim się obracano. Kobiety, które wykonywały nietypowe zawody już na samym początku spotykały utrudnienia. Były traktowane lekceważąco tylko i wyłącznie przez swoją płeć. Gerry uwielbiała ścierać im z twarzy te głupiutkie uśmieszki, pokazując, że warto ją szanować. Sporo czasu poświęcała doskonaleniu swojego kunsztu, bo chciała być najlepsza, zależało jej na tym, aby nikt nie mógł jej dorównać. Kosztowało ją to wiele czasu i poświęcenia, ale była na dobrej ścieżce, aby osiągnąć założone sobie cele. Miała już pewną pozycję, wśród sobie podobnych, co ją uszczęśliwiało, mniejsza o to, że to było jedyne, co tak naprawdę udało jej się osiągnąć. Tylko o tym myślała, tylko tego chciała.

Mało kto ją krytykował, bo raczej nie zbliżała się do nikogo na tyle blisko, aby znał jej przyzwyczajenia, nie dopuszczała do siebie ludzi, bo wiedziała, że strata może boleć, a wszyscy odchodzili, prędzej czy później zawsze coś musiało się wydarzyć. By uniknąć nieprzyjemnych wrażeń po prostu nie dopuszczała do takich sytuacji, tak było prościej. Czasem zastanawiała się nad tym, co by było, gdyby chociaż raz zmieniła swoje postępowanie, może warto było to zrobić, spróbować chociaż raz. Miała się dowiedzieć, że była to gówno prawda i życie wyglądało dokładnie tak, jak sobie zakładała, że cierpienie po otworzeniu się na innych może być naprawdę okropne.

- Brandy brzmi lepiej, zdecydowanie. - Cóż, później pewnie sięgnęłaby i po to wino, byle ją sponiewierało. Rzadko kiedy miewała umiar w piciu, lubiła się zatracać, ogromną przyjemność sprawiało jej uciekanie w nałogi. Nie wiedziała właściwie, kiedy się to zaczęło, ale trwało już jakiś czas. Zagłuszała w ten sposób wszystkie nieprzyjemne myśli, które ją nawiedzały.

Zapewne by się zdziwiła, gdyby Luno powiedział jej o tym, że potrafi ugotować trzy potrawy. Ona nigdy nie interesowała się gotowaniem, zazwyczaj karmiła ją skrzatka rodziców, która przynosiła co jakiś czas zapasy do jej mieszkania, aby nie umarła z głodu.

Podziękowała mu skinięciem głowy za alkohol, który jej wręczył. Niemalże od razu zanurzyła usta w trunku, nie skupiała się jednak na jego smaku, tak naprawdę był jej obojętny, dopóki przynosił oczekiwane efekty.

- Wracałam do domu. - Odpowiedziała szczerze, chociaż zdziwiło ją to pytanie. Może nie było najwcześniej, jednak nikt, nigdy nie zwrócił jej uwagi na to, że wraca późno do domu. - Mieszkam w okolicy, tak właściwie to kilka kamienic dalej. - Zmrużyła oczy, zastanawiała się ile czasu zajęłoby jej stąd dotarcie do domu, może jakieś pięć minut, to naprawdę nie było daleko.

- Mam wrażenie, że trochę otrzeźwiałeś. - Postanowiła jeszcze to skomentować, jeszcze chwilę temu chciała mu powiedzieć, że nie powinien więcej pić, bo przecież miał problem z dotarciem do domu, ale teraz jakby mu przeszło.

casanova
Something in my heart told me I must have you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Zawsze będę patrzył na ciebie z góry (i nie tylko dlatego, że mierzę ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu), a moje jasne oczy będą cię przenikać. Mam powodzenie u kobiet i nie waham się użyć swojego czarującego uśmiechu, abyś dzisiaj ty zagościła w mojej sypialni.

Luno Skeeter
#23
10.07.2024, 19:26  ✶  
Nigdy nie patrzyłem na relacje w taki sposób jak ona. Nie bałem się krytyki czy porzucenia i właśnie dlatego na siódmym roku nie przewidziałem w zupełności zachowania Geraldine. Następstwem tego było już jakiekolwiek odrzucenie chęci posiadania dziewczyny (a w późniejszym czasie kobiety) na stałe. Zacząłem żyć tak jakby złamanych serc po prostu nie było, bo żadne z nich u nikogo nie istniało. Tak jak nie dopuszczałem do siebie myśli, iż moje zostało rozbite na milion małych kawałeczków w Hogwarcie, tak i również, iż tym razem to ja bywałem powodem czyjegoś nieszczęścia.
Zapewne w późniejszym czasie karciłem ją mocno za te nałogi. Ja byłem od nich wolnych – nie paliłem papierosów ani nie upijałem się nader często. Lubiłem smak drogiego alkoholu, ale liczne fety zakrapiane trunkami, to nie było coś dla mnie. Preferowałem natomiast krótkie wyjazdy w okresie wakacyjnym i rundki po pubach czy wydarzeniach towarzyskich. Wtedy ilość alkoholu nie miała dla mnie większego znaczenia, jedynie liczyła się zabawa. Można by rzecz, że co działo się poza granicami kraju, zostawało poza granicami kraju. Rozgrzeszałem sam siebie.
Może i nie jestem mistrzem w kuchni, ale naprawdę sprawiało mi radość ugotowanie czegoś. Dobrze bawiłem się wśród różnych składników z książkami kucharskimi oraz poradami od matki. Nie mieliśmy skrzata domowego, więc własnoręcznie (z dużą pomocą różdżki, oczywiście) przygotowywała te wszystkie pyszności na przyjęciach.
- To zostaliśmy sąsiadami – jeszcze nie wiedziałem czy to dobrze czy źle. Miałem wyrobić sobie zdanie dopiero nad ranem, gdy przebudziłem się i wypiłem magiczną miksturę, znajdującą się koło mojego łóżka w sypialni. – Zamieszkałem tu niedawno. – Chociaż mieszkanie to kupiłem jakiś czas temu to nie przebywałem tu za specjalnie, podróżując po Europie. Właściwie stacjonowałem tu bardzo rzadko, a gdy tu bywałem to tak naprawdę miałem piękną towarzyszkę obok siebie, która wciąż dekorowała lokum.
Westchnąłem ciężko, bo rzeczywiście czułem się bardziej trzeźwy po jej słowach, które padły zanim weszliśmy do mojego mieszkania.
- Nie rozumiem dlaczego mnie przeprosiłaś – upiłem duży łyk brandy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
11.07.2024, 00:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 09:53 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Gerry od zawsze miała tendencje do przewidywania. Z góry zakładała wszystkie możliwe sytuacje jakie mógłby przynieść jej los. Niczego nie bała się tak jak odrzucenia, to mogło być najgorszą z możliwości, dlatego tak bardzo bała się przywiązania.

Siedziała tu z nim jednak, wpatrującym się w nią tymi błękitnymi oczami, nie wiedziała jak mogłaby go powstrzymać przed tym, co robił. To spojrzenie doprowadzało ją do szału, lustrowało na każdy możliwy sposób, był inny niż wszyscy których znała i miała się o tym przekonać bardzo dokładnie.

- Nie wyglądasz na zadowolonego. - Zostali sąsiadami, ale co z tego. Była jego sąsiadką, mógł ją lubić, albo nie. Nic nie zmieniało to, że mieszkali obok siebie. Nadal mogli udawać, że się nie znają. Czy na pewno? Yaxley wiedziała, że to nie będzie takie proste, nie po tym, jak znowu na niego wpadła, i przepadła w tych błękitnych oczach.

- A ja mieszkam tu od dawna. - Postanowiła dodać, bo faktycznie tak było. Mieszkała tu od dawna, nadal nie zdążyła nawiązać żadnych sąsiedzki relacji, poza tą z Florence, która polegała na tym, że wpadała do niej zawsze jak jej życie było w zagrożeniu i potrzebowała pomocy.

- Dlaczego? bo miałam na to ochotę. - Ona zawsze robiła to, co chciała, co wydawało jej się słuszne, nie przejmowała się zadaniem innych, dlatego też właśnie go przeprosiła. Uważała też, że wtedy źle zrobiła, nie zastanawiała się zbyt długo nad tym, co mogą spowodować jej słowa, nad tym że mogą go zranić. Jeśli uważała że popełniła błąd, to nie miała większego problemu z tym, żeby przeprosić nawet kilka lat za późno.

Pociągnęła spory łyk alkoholu, miała ochotę się znieczulić, bo rzadko kiedy stawiała siebie w podobnych sytuacjach, rzadko kiedy ponosiła konsekwencje za to, co zrobiła kiedyś.

Co miała mu odpowiedzieć? Nie wiedziała. Upiła spory łyk brandy, ta rozmowa nie należała do tych najbardziej lekkich. Miała spory problem z tym, żeby mówić o tym co nią kierowało kiedyś, czy teraz. Ciągle się jednak mu przyglądała, nie odrywała wzroku nawet na moment.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (4827), Luno Skeeter (4300)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa