27.05.2024, 22:09 ✶
05.07.1972
Brede High Woods
Jagoda Brodzki
Za naukę teleportacji nie było ocen. Durmstang oczywiście zachęcał do zdania tego kursu, bardzo ułatwiającego życie, Jaga nigdy do niego nie podeszła, zajmując swoje myśli dodatkowymi lekcjami z klątw. To była jedna z tych rzeczy, które chciała nadrobić w przyszłości i nigdy nie znalazła chwili by rzeczywiście do tego przysiąść. Zawsze miała łatwy dostęp do świstoklików, a jej wygodne myślenie do przodu niwelowało zupełnie możliwość by nie mogła się łatwo z pomocą tego urządzenia przenieść w miejsce, które akurat było jej potrzebne. Być może tym razem zignorowała jakąś maleńką ryskę, która pojawiła się na starym, stalowym kluczu, który służył jej do przenoszenia się do opuszczonej kamienicy ledwie przecznicę od przejścia na Ulicę Pokątną. Uszkodzenie? Czy może działanie magii, której nie wyczuła?
Cokolwiek się nie wydarzyło, zawrót głowy odebrał jej równowagę. Zapach mokrego mchu wypełnił płuca, nogi osłabły, a zazwyczaj kręte loki ugięły się pod ciężarem wody. Zamiast twardej drewnianej podłogi, pod nogami, to plecy spotkały przemoczoną leśną ściółkę. Kobieta wzięła głęboki oddech, powietrze wypełniał zapach lasu, ziół i wczesnych jagód. Wylądowała twardo i nieprzyjemnie, lecz nim się uniosła, uporządkowała myśli.
Co się właściwie wydarzyło?
Nieprzewidywalne życie. Uniesienie sylwetki do siadu poprzedziło długie i ciężkie westchnienie. Zanim zdążyła przemyśleć swoją sytuację, była zupełnie przemoczona. Brązowa bluzka przyległa do ciała, ciasno oplatając jego kształty, a czarna spódnica z zamszu stała się ciężka. Krótsze pasma tuż przy jej policzkach przylgnęły do twarzy. Burza była w pełni swojego majestatu, gdy Jagoda uniosła spojrzenie, zaraz po pierwszym zalaniu oczu przez deszczówkę, rozpoznała ciemnogranatowe, nieprzeniknione chmury, które nie wyglądały, jakby miały się niedługo rozstąpić. Złapała za kluczyk w swojej dłoni, jednak gdy spróbowała skupić się na jego działaniu, nic się nie stało. Był uszkodzony? Najwyraźniej. Następnie złapała za inny świstoklik, srebrny, grawerowany guzik, który miałby zabrać ją przed chatkę w lesie, należącą do niej samej. Nie zadziałał. Czyli to nie wina uszkodzenia?
Swoją sytuację oceniła w końcu jako wyjątkowo pechową, ale siedzenie we mchu raczej jej nie rozwiąże. Podniosła się i znalazła w okolicy najbardziej rozłożyste drzewo, które da jej chociaż najbardziej podstawowe schronienie i możliwość rozejrzenia się. Już tam, poczuła jak okropnie się trzęsie. Chociaż letnia temperatura obecna była w całej Anglii, takie skutki miała zimna woda i równie zimny wiatr.
Być może właśnie te warunki sprawiły, że gdy zobaczyła światło w okolicy oraz coś, co wyglądało jak wiodąca w jego stronę ścieżka, nawet niespecjalnie zastanowiła się, jak wygodny był to zbieg okoliczności. Po prostu ruszyła przed siebie, chcąc szybko przenieść się gdzieś, gdzie będzie wygodnie i ciepło. Im zbliżała się bardziej tym wyraźniej widziała urokliwy domek, przypominający jej jej własny. Również nie pomyślała, kiedy pukała w drewniane drzwi...