• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine

[8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine
Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#11
12.07.2024, 21:10  ✶  

Zadawanie Urlett pytań wymagających dłuższej wypowiedzi, to jedna z tych rzeczy, których szybko oduczyli się ludzie spędzający z nią czas. Kobieta często dawała krótkie i zwięzłe odpowiedzi. Ale czasami... pytający otrzymywał niekończący się esej. Kobieta nie była snobką, ani też nie uważała się za pępek świata. Nie miała nastawienia moralizatorskiego, czy edukacyjnego... Ona po prostu zaczynała uzewnętrzniać wszelkie myśli krążące jej w głowie wokół danego tematu. Nie miała hamulców. Rozumiała, że jej powściągliwość podczas standardowych pogawędek nie sprawiała dobrego wrażenia, dlatego łapała okazję i "nadrabiała" niewypowiedziane wcześniej normy słów.

— Oczywiście, że są takie miejsca. Chciałabym zobaczyć Esy i Floresy, podobno największa magiczna księgarnia w Wielkiej Brytanii. Chciałabym porównać asortyment do mojej lokalnej księgarni. Także biblioteka mnie interesuje. Nie tylko magiczna, ale też Biblioteka Narodowa i Biblioteka Londyńska. No i biblioteki uczelni, szczególnie Imperial College London, University College London... — Urlett wymieniła jeszcze kilka klasycznych atrakcji turystycznych, jak i bardziej specyficznych lokacji związanych z jej naukowymi zainteresowaniami. Czymś się przecież musi zająć podczas pobytu tutaj.

— Tak, nazwisko jest rzeczywiście jednoznaczne — odpowiedziała przyjaźnie. — Pewnie każdy od razu po poznaniu pyta was o pokrewieństwo z Jean Théodore Delacour, prawda? Twój ojciec przekazał mi już smutne wieści, panno Delacour, że niestety nie macie z nim związku. A szkoda. Mimo wszystko możemy uważać Plagiopholis delacouri za symbol życzliwych relacji pomiędzy naszymi rodzinami, prawda? Nazwany na cześć Jean Théodore, a więc z "Delacour" w nazwie, wąż, będący symbolem moich kognatów. Bo ojciec wspominał o tym, że moja matka jest z Gauntów, prawda, panno Delacour?

Urlett nie miała po drodze ze sztuką niemuzyczną, ale na symbolach potrafiła zawiesić oko na dłużej. Odczytywanie ukrytych znaczeń, nadawanie nowych. Fascynująca zabawa.

— [b]Dla mnie to wszystko. Dobra robota[b] — odpowiedziała skrzatce. Miłe, ale niecodzienne słowa. Otóż dla Urlett skrzaty domowe były jak zwierzątka. O wysokim stopniu inteligencji, ale wciąż bliżej psa, niż człowieka. Dlatego zamiast "dziękuję", czy chociażby neutralnego skinięcia głową, czarownica korzystała z metod warunkowania.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#12
19.07.2024, 20:12  ✶  

Uczyła się. Powoli poznawała kobietę. Jej zachowania. Pewne dziwactwa. Być może przedwcześnie wyciągała jakieś tam wnioski na temat Urlett. Nie dało się tego wykluczyć. Kiedy ta uraczyła ją esejem w ramach odpowiedzi na proste pytanie, Celine pozwoliła sobie upić kilka łyków wina. Niespiesznie. Choć trochę ją to zaskoczyło, starała się jakoś to wszystko ogarnąć. Zapamiętać?

Odezwała się ponownie po chwili milczenia. Po krótkiej chwili, która była jej potrzebna, żeby cokolwiek sensownego odpowiedzieć.

- Cóż. Sporo tego. - zaśmiała się. Być może nieco sztucznie się zaśmiała, ale jednak weźmy pod uwagę, że Celine to celebrytka z krwi i kości. Jakieś tam aktorstwo miała we krwi. Regularnie występowała na scenie. - Może w takim razie zacznijmy od magicznej części Londynu, a później skupimy się na tej... mugolskiej? - nie do końca rozumiała, że ten mugolski Londyn może być dla kogoś aż tak interesujący, ale też tego nie podważała. Antymugolskich poglądów Delacour nigdy nie przejawiała. Zarazem jednak też nie była jakimś zagorzałym obrońcom tych, którym nie została ofiarowana magia. Pozostawała możliwie najbardziej w tym wszystkim neutralna. - Herbaciarnia, Esy i Floresy oraz Biblioteka Maeve. Na miejscu zdecydujemy czy coś jeszcze wyda Ci się interesujące? - nie chciała umieszczać na liście zbyt wielu miejsc. Odwiedzać ich w ciągu jednego dnia. Celine wolała jakoś sensownie to rozplanować. Przede wszystkim dla swojej własnej wygody. Komfortu. Po kilka punktów na dany dzień, a do tego dorzucić jeszcze jakąś herbaciarnie, kawiarnie, bar z alkoholami? Najlepiej taki z dobrym winem albo koktajlami.

Do tematu nazwiska, korzeni, wszystkiego co przy tej okazji padła - odniosła się dopiero w następnej kolejności. Kiedy ogarnęła już pierwszy temat. W międzyczasie salon zdążyła opuścić zadowolona z siebie i otrzymanej pochwały malutka Tiny.

- Tata rzeczywiście coś o tym wspominał. Gauntowie to rodzina o prawdziwie interesującej historii. - odpowiedziała, odnosząc się do tego, co na ich temat krążyło pośród magicznej społeczności. Wśród brytyjskich czarodziejów. - Aczkolwiek mnie najbardziej interesowało, Urlett.. mogę zwracać się do Ciebie po imieniu, prawda? No więc zawsze mnie interesowało to czy Quirrelowie faktycznie przyczynili się do tego, że ta... Twoja rodzina praktycznie wymarła. - na początku ściszyła głos, ale po chwili znów mówiła względnie normalnie. Temat naprawdę uważała za interesujący. Być może mogący uczynić z niej wyznawczynie jakiś tam teorii spiskowych, ale była w stanie jakoś to przeboleć. W końcu kto by nie chciał tej zagadki jakoś rozwikłać? Dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej?

Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#13
20.07.2024, 21:54  ✶  

Urlett nie wyczuła fałszu w śmiechu Celine. Nie wyłapywała subtelności, nawet takich, które na określenie "subtelność" były już zbyt duże. Do niej trzeba było mówić dużymi literami. Jasno i wyraźnie. Krótko i na temat. Chociaż co do tej drugiej kombinacji sama nie potrafiła się stosować.

— Oczywiście! — Skinęła głową. Rozpoczęcie od magicznej strony było jak najbardziej sensowne. W końcu to centrum miasta — przynajmniej dla czarodziejów. To tam mogła najwygodniej wypatrywać potencjalnych celów bez obaw, że napotkany przechodzeń okaże się mugolem. Co nie znaczyło, że tylko to chodziło jej po głowie. Wizyta w innych interesujących miejscach zdawała się być równie ekscytująca.

— Niestety ta sprawa nie jest nie jest zbyt dobrze udokumentowana i teraz już za późno na zrobienie czegoś w tej kwestii. Z opowieści mojej matki wynika, że tak, Quirrelowie chcieli "przejąć" zaszczyt bycia nazywanymi "potomkami Slytherina", dlatego aranżowali tak wiele małżeństw z moją rodziną, i w związku z tym w generacji mojej matki nie było już żadnych mężczyzn, którzy mogliby przejąć nazwisko Gaunt. No ale nazwisko nazwiskiem. Gorzej sprawa tu wygląda w kwestii zbyt bliskiego pokrewieństwa małżonków... — Tu się na chwilę zatrzymała. Bardzo nie lubiła poruszać tej kwestii. Przyznawać się, że ma w sobie skrzywione geny z chowu wsobnego. — Ogólnie rzecz biorąc, nawet posiadając zapisy genealogiczne, nie jesteśmy w stanie poznać przyczyn takiego, a nie innego biegu wydarzeń. Te informacje przepadły wraz z moimi pradziadkami.

Z początku była ożywiona przy tak zajmującym temacie, lecz jego nieprzyjemność uwidoczniła się na twarzy. Uśmiech nie zniknął z twarzy. To oczy owiała smutna aura, której Urlett w lustrze by nie dostrzegła, ale każdy z odrobiną empatii już tak.

— Och, i tak, oczywiście, proszę mówić do mnie po imieniu, jeśli to jest dla ciebie wygodniejsze, panno Delacour — dodała spiesznie, jakby ta sprawa wymagała natychmiastowej odpowiedzi.

Chociaż Urlett posługiwała się staromoświecką etykietą, nie wymagała tego samego od innych, a przynajmniej nie w takiej intensywności. Niegrzeczne zachowanie wciąż uznawała za niegrzeczne, ale nie oczekiwała bycia przepuszczaną w drzwiach, wstawania przy stole z powodu jej przybycia, czy właśnie formalnego zwracania się. Uznawała takie rzeczy za absolutnie niepotrzebne, jednocześnie samej odruchowo dostosowując się do sztywnych reguł, jakie wykuła w jej umyśle matka.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#14
12.08.2024, 10:21  ✶  

Słyszała coś nie coś na ten temat. Do pewnego stopnia orientowała się w tym, jak to wyglądało. Nie spodziewała się tym samym, że usłyszy od Urlett coś nowego. Może coś bardziej konkretnego? Zarazem nie byłaby jednak sobą, gdyby po prostu nie zapytała. Nie zaspokoiła własnej ciekawości. Celine bowiem lubiła wiedzieć. Dlatego też, kiedy blondynka zaczęła wszystko wyjaśniać, słuchała jej uważnie. Chłonęła każde jedno słowo. Gdzieś na bok odpłynęła empatia. Znaczenie przestało mieć to, na ile komfortowym ten temat był dla panny Reykjavík. Nawet nie dostrzegła, iż cokolwiek było tutaj na rzeczy. Nie zauważyła tego.

- Wielka szkoda. Większość z nas bardzo ceni swoją historię. – zauważyła, odnosząc się do tego, w jaki sposób spoglądały na tę kwestię niektóre, przede wszystkim czystokrwiste rodziny. Pamiętano o przodkach. Pamiętano o tym, kto i skąd się wywodził. Kim był. Dbano o to, żeby ta wiedza nie przepadła z biegiem czasu. Gauntowie mieli w tym przypadku dużego pecha. Można powiedzieć, że spotkało ich duże nieszczęście. Może nawet – prawdziwa tragedia?

No ale o tym przecież rozmawiać teraz nie będą.

- Ty też powinnaś zwracać się do mnie po imieniu. – dodała jeszcze po chwili. Na panią była zbyt młoda, na pannę za stara. Poza tym całe te określenia pan, pani, panna… one zawsze sprawiały, że Celine czuła się dość niekomfortowo. Były one jak dla niej zbyt formalna jak na takie spotkanie. Spotkanie w zasadzie… no cóż, niezobowiązujące.

Upiła kolejny łyk wina. Alkoholu stopniowo ubywało. Coraz mniej pozostawało go wewnątrz lampki, którą Celine trzymała w ręku. Jeszcze kilka chwil i będą mogły opuścić mieszkanie. Zająć się tym całym zwiedzaniem, o którym mówiły wcześniej. Zanim odezwała się ponownie, chwilę szukała jakiegoś tematu rozmowy.

- W zasadzie…. Jak to się stało, że Twoja matka trafiła na Islandię? – spojrzenie, przez moment skupione na winie, przeniosła z powrotem na Urlett. Pytała. Pytała o to, co jej do głowy przyszło. Miała przy tym nadzieje, że nie trafi się tutaj przypadkiem jakiś temat dla kobiety niewygodny. Nie chciała tego. – To chyba… jednak… uhm, zbyt wielu czarodziejów tam nie mieszka?

Bo i niby czemu czarodzieje mieliby chcieć mieszkać w takich warunkach?

Niby tutaj wyspa, tam też wyspa. Pewne podobieństwa występowały. Zarazem jednak, na ile Celine się orientowała, to różniły się od siebie bardzo. Zwłaszcza pod względem liczby ludności. A także typowo rozwojowym. Delacour miała swoje, najpewniej dość błędne wyobrażenie na ten temat, ponieważ tego kraju nigdy nie odwiedziła.

Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#15
02.09.2024, 16:19  ✶  

— Rzeczywiście, jesteśmy w podobnym wieku, więc możemy mówić sobie po imieniu. Bardzo gubię się w tych konwenansach, gdy przychodzi mi ich używać w praktyce. Prywatnie rzadko mam kontakt z kimś spoza rodziny. — Roześmiała się lekko i uciesznie. Jakie ekscytujące było to spotkanie! Jak ekscytująca była ta nowa znajomość!

— Matka była tam na wycieczce i bardzo spodobał jej się kraj, dlatego namówiła rodziców na wżenienie ją w którąś z rodzin. Nie było to łatwe, ale ona zawsze dostaje to, czego chce. — Wyjaśniła. — [b]Jeśli chodzi o ogólną populację Islandii to jest ona znacznie mniejsza od populacji w Wielkiej Brytanii, ale wśród czarodziejów dysproporcja jest mniejsza. Islandia oferuje więcej miejsc do spokojnego życia z dala od Mugoli. Żyje tam też sporo imigrantów... a raczej uciekinierów z innych stron świata. Nie wlicza się ich do społeczeństwa, bo też się nie asumilują, ale do statystyk się już łapią.

Kobiety miło spędziły dzień na pogawędkach, wybierając się później na spacer w celach turystycznych. Dla obu stron spotkanie to było niecodzienne, ale spodobały się sobie.


Koniec sesji


⋆。‧˚ʚ?ɞ˚‧。⋆
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Celine Delacour (2337), Urlett Reykjavík (1783)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa