22.01.2023, 04:21 ✶
Z lekkim westchnieniem odłożył filiżankę na stół, skupiając się raz jeszcze na artykule, który maglował od dłuższej chwili. Ołówek sunął po tekście, w kilku miejscach zaznaczając fragmenty, które nie przypadłby mu do gustu. Zarówno ze względu na treść, jak i dobrane słownictwo. No naprawdę. Mógłby się bardziej przyłożyć — rzucił w myślach do samego siebie, kręcąc przy tym lekko głową.
Niewiele rzeczy potrafiło sprawić, żeby sięgnął po egzemplarz Czarownicy. Oczywiście zdarzało mu się pisać tam artykuły, raczej nieoficjalnie, ale jednak starał się nie pokazywać z tym... czasopismem w miejscach publicznych. I chociaż zazwyczaj trzymał się tej zasady dość mocno, pewne sytuacje wychodziły poza tę regułę.
Nie potrafił odmówić sobie zakupienia egzemplarza, gdy pojawiało znane mu się nazwisko, czy w tym przypadku — pseudonim. Podczas gdy dla większości pozostawał tajemnicą, Skeeter znał jego personalia. Ba, znał go osobiście. Tajemniczym twórczą był nie kto inny jak Darcy Lockhart, jego kuzyn. I chociaż jego towarzystwo musiał sobie rekompensować sporą dawką eliksirów uspokajających — od których swoją drogą absolutnie nie był uzależniony — nawet go lubił. Na tyle, że od czasu do czasu spędzali razem czas, głównie na dyskutowaniu o najnowszych wydarzeniach. Aaron wręcz na to naciskał, wiedząc, że jeśli zacznie słuchać jego losowych mądrości, głowa prawdopodobnie mu wybuchnie od nadmiaru Darcy'ego, jeśli można to tak ująć. Ciekawiło go, czy spotkają się dzisiaj. Szczerze wątpił, ale z Lockhartem nic nie było pewne. W końcu dzisiejszą atrakcją miało być odsłonięcie serii dzieł kilku wybitnych artystów świata magicznego. Innymi słowy — nuda dla większości ludzi. Po cichu liczył, że jego kuzyn pomyśli właśnie w ten sposób. Aaron chciał bowiem zakręcić się przy kilku osobistościach, które miały się zjawić i zadać im pytania, których ci unikali już od jakiegoś czasu, a skoro już o tym mowa, trzeba było się zbierać.
Złożył gazetę w równy prostokąt, po czym odłożył ją na stolik. W końcu nie mógł się pokazać z czymś o tak wątpliwej rzetelności na wydarzeniu na tę skalę. Byłoby to co najmniej kompromitujące. Och, był przekonany, że sama Czarownica z rozkoszą napisałaby o tym, że jest ich czytelnikiem. Obrzydliwe. Rozejrzał się jeszcze po lokalu, ale nie dostrzegłszy nic godnego jego uwagi, zostało mu tylko wstać.
Gdy już to zrobił, przeciągnął się lekko, mimowolnie przy tym ziewając. Cóż, spędzony tutaj czas był wyjątkowo nudny.
Po wyjściu z kawiarni poprawił nieco płaszcz, po czym ruszył w stronę muzeum. Co prawda od oficjalnego rozpoczęcia dzieliła ich ponad godzina, ale tylko leniwi i głupi pojawiali się dopiero na czas. W końcu wszystko, co ciekawe działo się w trakcie przygotowań. Nerwowe komentarze, uwagi, niespodziewane zwroty akcji, wszystko to, co dziennikarze kochali.
Było już całkiem sporo osób, ale z tego, co zdążył zauważyć, brakowało tych, na których faktycznie mu zależało. Westchnął lekko, skupiając wzrok na tym, co miał do wyboru i o dziwo, coś, czy raczej ktoś przyciągnął jego uwagę. Młoda, ładna kobieta, której zdecydowanie nie znał. Wspaniała okazja, żeby zadać kilka pytań, kto wie, może natrafi na kogoś ciekawego?
Zgarnąwszy po drodze dwa kieliszki szampana od kelnera, podszedł do nieznajomej.
— Nie przeszkadzam? — zaczął z miłym, uprzejmym uśmiechem, przy okazji oferując jej jedno z posiadanych szkieł. Następnie, czekając na jej decyzję, postanowił lekko się przedstawić.
— Niech mi pani wybaczy, gdzie moje maniery. Aaron Skeeter, jest mi niezmiernie miło — rzucił, skinąwszy jej przy tym lekko głową. Może było to nieco zbyt formalne, ale wciąż nie wiedział, z kim ma do czynienia. Ludzie z wyższych sfer potrafili być niezwykle czepliwi, gdy przychodziło do manier. — Przyszłaś podziwiać wystawiane dzieła, czy może masz z nimi coś wspólnego? — zagaił jeszcze, nie potrafiąc się powstrzymać od chociaż jednego pytania, przynajmniej na ten moment.
Niewiele rzeczy potrafiło sprawić, żeby sięgnął po egzemplarz Czarownicy. Oczywiście zdarzało mu się pisać tam artykuły, raczej nieoficjalnie, ale jednak starał się nie pokazywać z tym... czasopismem w miejscach publicznych. I chociaż zazwyczaj trzymał się tej zasady dość mocno, pewne sytuacje wychodziły poza tę regułę.
Nie potrafił odmówić sobie zakupienia egzemplarza, gdy pojawiało znane mu się nazwisko, czy w tym przypadku — pseudonim. Podczas gdy dla większości pozostawał tajemnicą, Skeeter znał jego personalia. Ba, znał go osobiście. Tajemniczym twórczą był nie kto inny jak Darcy Lockhart, jego kuzyn. I chociaż jego towarzystwo musiał sobie rekompensować sporą dawką eliksirów uspokajających — od których swoją drogą absolutnie nie był uzależniony — nawet go lubił. Na tyle, że od czasu do czasu spędzali razem czas, głównie na dyskutowaniu o najnowszych wydarzeniach. Aaron wręcz na to naciskał, wiedząc, że jeśli zacznie słuchać jego losowych mądrości, głowa prawdopodobnie mu wybuchnie od nadmiaru Darcy'ego, jeśli można to tak ująć. Ciekawiło go, czy spotkają się dzisiaj. Szczerze wątpił, ale z Lockhartem nic nie było pewne. W końcu dzisiejszą atrakcją miało być odsłonięcie serii dzieł kilku wybitnych artystów świata magicznego. Innymi słowy — nuda dla większości ludzi. Po cichu liczył, że jego kuzyn pomyśli właśnie w ten sposób. Aaron chciał bowiem zakręcić się przy kilku osobistościach, które miały się zjawić i zadać im pytania, których ci unikali już od jakiegoś czasu, a skoro już o tym mowa, trzeba było się zbierać.
Złożył gazetę w równy prostokąt, po czym odłożył ją na stolik. W końcu nie mógł się pokazać z czymś o tak wątpliwej rzetelności na wydarzeniu na tę skalę. Byłoby to co najmniej kompromitujące. Och, był przekonany, że sama Czarownica z rozkoszą napisałaby o tym, że jest ich czytelnikiem. Obrzydliwe. Rozejrzał się jeszcze po lokalu, ale nie dostrzegłszy nic godnego jego uwagi, zostało mu tylko wstać.
Gdy już to zrobił, przeciągnął się lekko, mimowolnie przy tym ziewając. Cóż, spędzony tutaj czas był wyjątkowo nudny.
Po wyjściu z kawiarni poprawił nieco płaszcz, po czym ruszył w stronę muzeum. Co prawda od oficjalnego rozpoczęcia dzieliła ich ponad godzina, ale tylko leniwi i głupi pojawiali się dopiero na czas. W końcu wszystko, co ciekawe działo się w trakcie przygotowań. Nerwowe komentarze, uwagi, niespodziewane zwroty akcji, wszystko to, co dziennikarze kochali.
Było już całkiem sporo osób, ale z tego, co zdążył zauważyć, brakowało tych, na których faktycznie mu zależało. Westchnął lekko, skupiając wzrok na tym, co miał do wyboru i o dziwo, coś, czy raczej ktoś przyciągnął jego uwagę. Młoda, ładna kobieta, której zdecydowanie nie znał. Wspaniała okazja, żeby zadać kilka pytań, kto wie, może natrafi na kogoś ciekawego?
Zgarnąwszy po drodze dwa kieliszki szampana od kelnera, podszedł do nieznajomej.
— Nie przeszkadzam? — zaczął z miłym, uprzejmym uśmiechem, przy okazji oferując jej jedno z posiadanych szkieł. Następnie, czekając na jej decyzję, postanowił lekko się przedstawić.
— Niech mi pani wybaczy, gdzie moje maniery. Aaron Skeeter, jest mi niezmiernie miło — rzucił, skinąwszy jej przy tym lekko głową. Może było to nieco zbyt formalne, ale wciąż nie wiedział, z kim ma do czynienia. Ludzie z wyższych sfer potrafili być niezwykle czepliwi, gdy przychodziło do manier. — Przyszłaś podziwiać wystawiane dzieła, czy może masz z nimi coś wspólnego? — zagaił jeszcze, nie potrafiąc się powstrzymać od chociaż jednego pytania, przynajmniej na ten moment.