Klub wędrujących rączek
– Pytanie brzmi… drań przewidział, że przyjdziemy, czy ktoś dał mu cynk? – westchnęła Brenna, poruszając przy tym lekko ramieniem, chyba nieco nadwyrężonym, gdy rano z Samem działali w Warowni.
Od tego czasu minęło wiele godzin: zmierzch już dawno opadł na Londyn, i magiczne ulice tonęły w ciemnościach, rozpraszanych tylko światłem latarni, we mgle, a tutaj, gdzie się znalazły – bo właśnie przechodziły z Nokturnu ku jednej z uliczek wiodących na Horyzontalną – wciąż jeszcze tu i ówdzie w nieusuniętych popiołach. Zsunęła z twarzy szalik, który wspólnie z kapturem płaszcza (zakapturzone, tajemnicze postacie na Nokturnie: nic nowego…) miał w zamierzeniu nie alarmować pewnego wróżbity, podejrzanego o wróżenie z ludzkich kości, że zbliżają się ludzie z Ministerstwa. Prawą dłoń, z przyzwyczajenia, trzymała przy różdżce, a gadać zaczęła dopiero, kiedy znalazły się na granicy między dzielnicami. Wprawdzie o tej porze i w taką pogodę, i pewnie trochę z powodu grozy Spalonej Nocy, niemal puste były już wszystkie ulice magicznej części miasta, ale tam wolała zachowywać szczególną ostrożność.
– Przecież miejsce jego pobytu udało się ustalić niecałe dwie godziny temu – dodała, z jakimś takim niedowierzaniem: bo zastały jego mieszkanie absolutnie puste, ale noszące ślady ledwo co rzucanych zaklęć. Ktoś spakował się w ogromnym pośpiechu, to czego nie mógł zabrać zniszczył czarami i musiał to zrobić niedługo przed ich przybyciem.
A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wróżbitą był fałszywym. Stąd w ogóle zgłoszenie, które Brenna normalnie zepchnęłaby na szeregowych Brygadzistów, bo naprawdę miała teraz poważniejsze sprawy niż naciągaczy, gdyby nie to, że opisy samego wróżenia były dość niepokojące i wyglądały na to, że mężczyzna nie wróży sobie z fusów, kryształowej kuli czy choćby zwierzęcych wnętrzności. Szczątki? Obojętnie czy pozyskane z cmentarza, czy w… inny sposób, były już nielegalne. A do tego takie rzeczy mogły sugerować udział w jakichś paskudniejszych procederach, bo chyba nikt nie rozkopywałby grobów tylko po to, by „zrobić wrażenie”.
– To drugi wróżbita, z którym mam problemy tej jesieni. Tylko poprzedni na pewno nie miał trzeciego oka, za to wyraźne zamiłowanie do klątw.
A w przypadku tego? Nie była pewna. Chociaż chyba wolała, aby okazało się, że przewidział ich przebycie, a nie że w Ministerstwie pracował ktoś, kto dał mu cynk – zwłaszcza że musiałby to być ktoś, kogo znały, bo przecież nie traciły czasu