18.09.2024, 16:56 ✶
20 czerwca 1972
sklep jubilerski Złota Chimera
sklep jubilerski Złota Chimera
Ostatnio miała szczęście w nieszczęściu, można by rzec. Wielu zwykłych czarodziejów - ba, nawet mugoli - chciałoby teraz być na miejscu Faye, która odkryła prawdziwą żyłę złota. No, może nie prawdziwą, bo z tego co wiedziała, żyłą złota określało się miejsca, które dawały ogromne korzyści finansowe. W przypadku Faye jednak ta żyłka była maleńka i, prawdę mówiąc, była bardziej utrapieniem niźli korzyścią. Już do jednej osoby szła, żeby zapytać o swoje znalezisko, ale w życiu nie pomyślałaby, że gdy tylko wróci na miejsce, gdzie je znalazła, dostrzeże więcej świecidełek.
Faye Travers nie była kobietą, która lubiła otaczać się pięknymi rzeczami. Jak chociażby teraz: na sobie miała krótkie szorty do kolan, luźne i zapewniające swobodę, w odcieniu plażowego piasku. Buty, które wzuła na stopy, były znoszone, acz raczej zadbane. Widać było, że dużo przeszły: dosłownie i w przenośni, ale ich właścicielka dbała o nie, uważając że dobre obuwie było podstawą w jej pracy. Szkoda życia na niewygodne buty, prawda? A koszulka... Cóż, była po prostu obrzydliwie zwyczajna. Faye ubierała się raczej jak turysta z zimnych krajów, który przyjechał na letnie wakacje do Londynu. Podczas gdy inni paradowali po dzielnicach magicznego Londynu w szatach czy garniturach, ona poprawiała plecaczek niczym mały podróżnik powsinoga, i szła tam, gdzie musiała. Lubiła Londyn, ale zdecydowanie nie lubiła lata. Wychowała się w Szkocji, gdzie było zimniej i bardziej deszczowo: do tej pory nie przeszkadzało jej to, ale tegoroczna pogoda chyba oszalała. Słońce grzało jej skórę i włosy, sprawiając że pojedyncze pasma rudziały, zmieniając się z pięknego odcienia jesiennych kasztanów w... Coś.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się na wstępie, zanim jeszcze drzwi Złotej Chimery zdążyły się na dobre zamknąć. Traversówna rozejrzała się z ciekawością po sklepie. Nie była sroką i nie obwieszała się złotem, co zresztą było widać, bo kobieta nie miała nawet jednego pierścionka czy łańcuszka na swoim ciele. Ale nie oznaczało to, że nie lubiła popatrzeć na ładne rzeczy. Lubiła - po prostu nie lubiła ich nosić.