• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11
05.03.1972 Thes i Ger

05.03.1972 Thes i Ger
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
27.10.2022, 20:54  ✶  
Yaxley naprawdę czuła, że może wiele. Samo to, że potrafiła postawić granice swoim rodzicom, nie dała sobie wejść na głowę, a mimo wszystko pozostała z nimi w całkiem przyjaznych stosunkach, gotowych finansować jej wyprawy. Jednak, czy to, że poszła śladami rodu ojca w pewien sposób jej nie uwiązało, czy równie łatwo by jej szło, gdyby pracowała sama, na swój własny rachunek, bez nazwiska związanego z tym wszystkim? Pewnie nie. Może w pewien sposób to ją ograniczało, nie mogła powiedzieć, że wszystko osiągnęła sama. W przeciwieństwie do Theseusa, który nie miał tak łatwo w życiu jak ona, a radził sobie wyśmienicie.

Geraldine nie zaważyła nawet, jak podgląda kobiety przy stoliku obok. Była zbytnio zbita z tropu pytaniem, które jej zadał. Zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią, bo wydawało jej się to zbyt nierealne, a ona raczej nie należała do marzycieli, no może poza tym jednym przypadkiem.

W między czasie pojawiło się na stole ciasto różane. Gerry sięgnęła po talerzyk i widelcem sięgnęła po kawałek, po chwili wylądował w jej ustach. Była zdziwiona, bo faktycznie jej posmakowało, choć nie do końca przepadała za słodyczami.

- Myślisz, że swoją wolnością zabiorę jego? - miał w tym na pewno rację. W końcu smoki były stworzeniami, nad którymi nikomu się nie udało zapanować. Niby smoczogniki, chociaż jak dla niej to przypominały bardziej jaszczurki. - Trochę na tym polega moja praca, przecież zabijam inne stworzenia, tresuje, to odbieranie im ich wolności, natury. - a przy tym tak bardzo sama nie chciała zostać ograniczona. - Myślisz, że może być możliwe stworzenie tak silnej więzi? By to zwierzę czuło to samo, co jego opiekun? Wydaje mi się, że to trochę za wiele. Może pewne rodzaje zachowań może połączyć z ekspresją, od niego nauczyć się o tym, jak zachowuje się dana osoba, ale nie sądzę że są w stanie stworzyć taką więź. Kto wie tak naprawdę, w końcu nie zbadano tego aż tak dokładnie. W sumie bardzo ciekawy punkt widzenia. - Theseus trochę ją skłonił do myślenia. Zadał idealne pytania. Teraz będzie musiała znaleźć odpowiedzi. - Wiesz, chciałabym się dowiedzieć tego wszystkiego, a nie tylko gdybać, bo tak naprawdę nie mamy żadnych informacji, materiałów, to po prostu domysły.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#12
30.10.2022, 03:20  ✶  
- W jakimś sensie tak. – potwierdził, podpierając się na zamkniętej w pięść dłoni. – I zgadzam się, na tym polega nasza praca. Nie chodzi mi o to, że wahałbym się przed pozbawieniem ich życia. – powiedział z czystym spokojem, skupiając uwagę już tylko na Geraldine. O ile pozbawienie życia smoka było takie proste. Rozmawiali jednak o czystej teorii. – Robiliśmy to już wiele razy w innych przypadkach. – dodał, zanurzając się ponownie w myślach o etyce swojego zawodu. Daleko mu było do tego, aby nazwać się pacyfistą. Nie wahał się przecież przed pozbawieniem życia istot, które nie mogły się bronić lub były myślące. Czy uważał się za złego człowieka? Może. Czy miał wyrzuty sumienia? Może. Ale czy wyszłoby to mu na dobre, gdyby ciągle o tym myślał? Raczej nie.

I nie wychodziło. Może po prostu z każdą kolejną wyprawą dziczał coraz bardziej. Tak jak jego ojciec, który teraz przemierzał kto wie jakie zakątki tej ziemi, on też potrzebował adrenaliny. Napędzał się nią nadając dniom jakiś kształt. Nie miał wobec siebie jasno zarysowanego planu. Nie był pierwszym synem wydumanego domu, szlacheckiego rodu, w czasach, w których tradycja powoli odchodziła do lamusa. Był miałki. Momentami bezbarwny. Bez potrzeb, jak trybik, wprawiany w życie potrzebami nawet nie swoimi a przecież nikt jeszcze nie wymyślił perpetuum mobile. Nie licząc magii, która też miała swoje ograniczenia.

- Jest parę książek na ten temat. Ale tak naprawdę… nie wiemy tego. Niektóre zwierzęta mówią przecież ludzkim głosem. – Leniwie sięgnął po dzbanek z wodą, nalał sobie pełną szklankę i zmoczył usta na kilka łyków.

- Myślę, że tak, ale to wymagałoby czasu, badania reakcji. Wydaje mi się, że najważniejsze są intencje. – powiedział, nie do końca wiedząc czy zgadza się ze wszystkim, co powiedziała. Zgrabnie lawirował więc między niedomówieniami.

- Z technicznego punktu widzenia… w kontekście smoków byłoby to dosyć trudne. – stwierdził, powracając do opierania się na łokciu. – Myślisz, że jest na to zapotrzebowanie? Nie wiem, czy Ministerstwo nie wetknęłoby w to swój nos.

I faktycznie, nie wszystko przecież było możliwe. Lub legalne.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
31.10.2022, 12:27  ✶  
- Tak, robiliśmy wiele razy, ale może warto też trochę rozszerzyć nasze usługi?- przecież zwierzęta były potrzebne nie tylko po to by uzyskać z nich komponenty, mogły się również przydać żywe. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślała? Może zabijanie wydawało się być prostsze... jednak dlaczego by nie spróbować czegoś zupełnie innego? Może akurat im się uda. Mogliby się wiele dowiedzieć. Nie, żeby ciążyło jej zabijanie, przywykła do tego, nie wahała się nawet przez moment. Od dziecka przecież patrzyła na to, jak jej rodzina zabija, a później sama to robiła. Ostatnio miewała problemy ze snem, prześladował ją widok krwi, a co jakby nieco zmienić profil tej działalności?

- Słyszałam o gadających kotach, myślisz jednak, że zachowują się inaczej niż zwykłe koty?- w sumie mogło tak być, jednak, czy miały sumienie, jak ludzie? Czy dalej rządziły nimi tylko instynkty. Nie miała pojęcia. Może warto by było to sprawdzić, zastanowić się nad tym wszystkim, przeprowadzić jakieś badania? Na pewno będzie to interesujące, i może wreszcie to, czym się zajmują nabierze jakiejś głębi, a nie będzie tylko przelewaniem krwi.

- Mamy dużo czasu Thes.- skończyła jeść kawałek różanego ciasta. Było całkiem smaczne. - Oczywiście, jeśli chciałbyś się tym zająć, ja nie widzę żadnych przeciwwskazań.- ba, wręcz przeciwnie, w jej oczach pojawił się błysk, widać było, że bardzo ją zainteresował ten temat. - Może i trudne, ale myślisz, że nie poradzilibyśmy sobie z tym, my we dwójkę? Oczywiście o ile widzisz i dla mnie miejsce w tym pomyśle.- wiedziała, że razem potrafią naprawdę wiele i będą w stanie sporo osiągnąć, szczególnie w tej dziedzinie.

- Mam pieniądze, nie wiem, czy jest zapotrzebowanie, ale możemy się tym zająć, jeśli nie dla innych, to dla nas samych.- wiedziała, że to będzie czasochłonne, ale może wreszcie znajdą w tym wszystkim jakiś większy cel. - Nie ma co się martwić ministerstwem, ufam Ci najbardziej na świecie, musielibyśmy po prostu nikomu o tym nie mówić, przynajmniej na razie. Z czasem może, ale to daleka droga przed nami, a ministerstwo aktualnie na głowie chyba inne problemy.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#14
03.11.2022, 22:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2022, 15:11 przez Theseus Fletcher.)  
- Rozszerzyć usługi? – zastanowił się, choć nie do końca chyba mieli to samo na myśli. Uważał, że ludzie mieli dziwne zainteresowania. Wolał nie hodować zwierząt rzadkich na poklask dla jakichś bogatych gagatków, którzy mogliby te istoty skrzywdzić. Czy chodziło mu zatem o ochronę? Być może.

- Myślę, że mogą. – kiwnął głową, wbijając łyżeczkę we własne, w końcu zamówione ciasto. Zanim ugryzł jego kawałek, pogrzebał chwilę w różowej masie. – W końcu my też się różnimy. Czy to za sprawą magii, czy tak po prostu. – dodał. Wydawało mu się to całkiem prawdopodobne i był z tych, którzy podchodzili do świata jak do otwartej książki popularno-naukowej z elementami przygodowymi.

- Szczerze, Geraldine, mnie tu po prostu nic nie trzyma. – wyznał, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. Wyglądał na wpół zdeterminowanego, na wpół zrezygnowanego. Jakby siedział mu na piersiach jakiś ciężar, trudny do zrzucenia i dający o sobie znać z każdym oddechem. – Mógłbym po prostu wyjść stąd, spakować manatki, najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyć w podróż. Może bez końca. Nie wiem. – pokręcił głową. Jaki ojciec, taki syn. Tylko, że ten pierwszy przed czymś uciekał. Ten drugi? Może jeszcze tego nie wiedział, a wydrapana dziura w jego klatce piersiowej, która przez te wszystkie lata tylko się powiększała, miała jakieś znaczenie. Niektórzy nie żyją dla sławy, pieniędzy, tylko żeby przykryć to, czego im brakuje. Przelotnymi znajomościami, niebezpiecznymi zajęciami, czy w jakikolwiek inny sposób.

Pokręcił głową, wolna dłoń wybiła pojedynczy rytm o blat stołu. Nie podobały mu się pieniądze, które były zależne. Nie chciał mówić tego na głos. Może powinien odezwać się do kuzynów albo poważnie pomyśleć nad dorabianiem jako kaletnik? Nie jako niedzielne zabijanie nudy między jednym, a drugim zleceniem.

- Na razie może nie mówmy. – przytaknął, bardziej „na miejscu” niż chwilę temu. – Masz rację, może nawet by się na to nie zgodzili. – dodał, zanim oparłszy obie ręce na oparciu krzesła, powoli wspiął się, a raczej przesunął do przodu, w niby to spiskowym geście. – Musielibyśmy mieć też jakąś przykrywkę. – powiedział przyciszonym głosem z uśmiechem kiełkującym gdzieś w kącikach ust. – Chciałaś się nauczyć więcej robić w skórach, tak? – Opadł na krzesło, tak jak normalni ludzie. Kątem oka zerknął na otoczenie, już jakby mniej istotne.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
04.11.2022, 14:55  ✶  
- Wiesz, nawet dla nas samych.- zastanowiła się przez chwilę. - Powiedzmy, że spotykamy ranne zwierzę, zamiast je dobijać, można by wziąć do siebie, zaopiekować się. Byłoby wdzięczne, moglibyśmy się nauczyć o nich czegoś nowego.- oswoić, to zapewne dużo ciekawsze od zabijania.

- Fakt, to prawda.- nigdy się jakoś specjalnie nad tym nie zastanawiała. Była raczej stworzona do prostych czynności, typu strzel z łuku do stworzenia, tak wychowała ją jej rodzina. Już dawno jednak pozostawiała jednak gdzieś w dali ich przekonania, może w przypadku pracy, powinna zrobić tak samo? Spróbować czegoś ponad? Wydawało się to być całkiem dobrym pomysłem.

Słysząc kolejne słowa Theseusa gwałtownie się wyprostowała. Spoglądała na niego uważnie. Trochę ją to zabolało. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że zostawia ją tu samą. - A ja? Co ze mną?- Nie mogła się powstrzymać. Może była w tym wszystkim samolubna, jednak uderzyło w nią to zupełnie niespodziewanie. Myślała, że siedzą w tym razem, a on teraz chciał rzucić wszystko i zniknąć? Poczuła się, jakby dostała obuchem w głowę. - Mógłbyś mnie zostawić?- wydawało jej się, że są partnerami. Była z nim związana nie tylko zawodowo. Najwyraźniej potrzebował czegoś więcej, czy nie mogła mu tego dać? Wystarczyło tylko słowo.

Wyciągnęła drżącą ręką papierosa z papierośnicy, którą miała w kieszeni, zapaliła go i zaciągnęła się dymem. Nie wiedziała, co powinna myśleć o tym wszystkim, co właśnie usłyszała. Zauważyła, że się nachylił, zrobiła to samo. - O ile mnie nie opuścisz, jaki ma to sens jeśli chcesz odejść?- nie mogła sobie wyobrazić, że zaczynają zajmować się czymś zupełnie innym, a on chwilę później znika. W jakim celu to wszystko.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#16
04.11.2022, 15:33  ✶  
Byłoby wdzięczne, moglibyśmy się nauczyć o nich czegoś nowego.

Nie, Theseus, za dużo tym myślisz. W kontekstach, które nie powinny być nawet Twoim udziałem. Taka jest natura rzeczy. Przetrwa najsilniejszy. A jeśli nie on, to najsprytniejszy. Dobór naturalny zawsze będzie lepszy od sztucznego, powoli łamiąc założenia jajogłowych naiwniaków.

Za dużo o tym myślisz, Theseus.

Przetarł twarz dłonią, opadł na krzesło. Dopiero po chwili zauważył co jej zrobił. I w myślach skarcił się za to od razu, na zewnątrz utrzymując jako taki spokój. Nie powinien był wypluwać tych słów, które przed chwilą padły. Co byś zrobił w innym wypadku? Uciekł, jak własny ojciec? A może zapadał się dzień po dniu, gnił w poczuciu tego niewyartykułowanego niezrozumienia? Problem w tym, że ono niezrozumienie rozpoczynało się w nim samym. On sam w sobie wydrapał tę piekącą dziurę w klatce piersiowej a wokół wybudował mury, przez których szczeliny zaglądało tylko parę osób.

A Geraldine ubrudziła się zaprawą murarską, próbując przedostać się do jego małego podwórka. 

Pochylił się do przodu po raz kolejny. Wyciągnął tym razem dłoń, aby zatrzymać przyjaciółkę od schowania papierośnicy na swoje miejsce. Różane ciasto miało wymieszać się smakiem i zapachem z szorstkim i kwaśnym tytoniem.

- Przepraszam. – powiedział odsuwając się z wahaniem. Bawił się papierosem w dłoni jeszcze chwilę zadumany.

Bał się, że mimo wszystko byłby w stanie po prostu wszystkich zostawić. Martwiłby się o wszystkich bliskich którzy jeszcze mu pozostali w takim samym stopniu a może nawet i większym jak na co dzień. Ale koniec końców nie zawahałby się uciec. Tak jak uciekał jego ojciec. Tego nie mógł już powiedzieć na głos. Bał się, że choć nie chciał tego uznać za prawdę, prędzej czy później taką by się okazała.

- Nie o to mi chodziło. – pokręcił głową. Włoży papierosa do ust a dłonie do kieszeni płaszcza, w poszukiwaniu zapalniczki.  – Nie wiem, jak to ująć. – Chociaż tym razem nie kłamał. – Ale poczekaj… jak sobie to wyobrażasz…? – zmarszczył brwi, ona doskonale wiedziała, że jest zmieszany.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
04.11.2022, 17:11  ✶  
Gerry próbowała odnaleźć swoją ścieżkę na tym świecie. Jak na razie wychodziło jej to różnie, była gdzieś pomiędzy tym, czego oczekiwała od niej rodzina, a tym, co sama chciała robić. Niby stawiała na swoim, nie bała się demonstrować swojego zdania, jednak nigdy do końca się nie odcięła. Miała pewne obawy, jaka by ta rodzina nie była to w końcu łączyła ich krew, wiedziała, że gdy będzie naprawdę źle, to się za nią wstawią, to taki mały element zabezpieczenia. Z drugiej jednak strony, czy nie byłaby w stanie poradzić sobie sama? Bała się to sprawdzić, przynajmniej jak na razie.

Nie sądziła, że tak emocjonalnie zareaguje na jego słowa. Coś w niej jednak pękło, bo traktowała go jako pewną stałość w swoim życiu, gdyby go zabrakło, to faktycznie zostałaby sama. Z rodziną mogła utrzymywać chłodne stosunki, jednak gdyby Thes gdzieś odszedł, mogłoby ją to złamać. Może nie powinna się tak przywiązywać? W zasadzie dlaczego pozwoliła sobie na taką niesubordynację? Będzie cierpieć, prędzej, czy później. Wiedziała, że wystarczy bodziec, a ją zostawi.

- Za co mnie przepraszasz?- Przyznał się do tego, co chce zrobić. Uprzedził ją w pewien sposób, będzie mogła się przygotować na taką ewentualność. Powinna spojrzeć na to trochę inaczej. Przecież Theseus nie był jej własnością. Miał swoje plany i marzenia, nie mogła ich ograniczać. Właściwie dlaczego tego wymagała? Wynikało to z jej egoistycznych pobudek. Była przyzwyczajona do tego, że zawsze był obok. Spoglądała na to, jak bawi się papierosem. Sama zaciągała się dymem tego, który miała w ustach. Smak był gorzki, aczkolwiek nie wiedziała, czy było to spowodowane jedynie tytoniem, cała ta sytuacja obudziła w niej gorycz.

Widząc, że szuka zapalniczki sięgnęła po swoją i nachyliła się, aby odpalić mu papierosa wsuniętego w usta. - To powiedz mi, o co chodzi, czy mogę coś zrobić, wystarczy słowo.- była zdesperowana, mogłaby zrobić dla niego naprawdę wszystko, aby tylko był gdzieś obok. - Jak na razie nie wiem Thes, wiem tylko tyle, że nie wyobrażam sobie tego.- zauważyła jego zmieszanie, właściwie to dobrze, że zaczęli tę rozmowę, może będą w stanie to wszystko jakoś ułożyć? Może jeszcze była szansa, przynajmniej łudziła się, że jakaś jest. - Mów o wszystkim, skoro już zaczęliśmy, czego pragniesz? Co sprawi, że będziesz szczęśliwy. Wieczna podróż, ucieczka, tylko przed czym?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#18
05.11.2022, 18:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 18:14 przez Theseus Fletcher.)  
- Przepraszam, bo nie powinienem czegoś takiego mówić. – teraz wzruszył ramionami. I nie przez to, że było mu obojętne. To był inny rodzaj rezygnacji, to nie dotyczyło jej, czy kogokolwiek innego. To było coś, co pewnie od jakiegoś czasu siedziało w nim skryte, jak za połami grubego, wełnianego płaszcza.

On sam sądził, że to uzewnętrznienie się, teraz, chwilę temu, nie powinno mieć miejsca. Wiedział mniej więcej jak ponuro potoczyłoby się jego życie za parę lat. Może pisaliby do siebie listy, które po paru miesiącach, latach… może szybciej, kto wie, stałyby się coraz rzadsze. Może zostałby tylko wspomnieniem bliskiego człowieka, ducha nieprzywiązanego do żadnego obrazu. Może wróciłby po jakimś czasie, z siwą brodą i wciąż młodymi oczami, w których nadal czegoś by brakowało. Nagle, kiedy te myśli, jedna po drugiej, przechodziły przez jego głowę, właściwie powtarzając już przerobione scenariusze, nagle nie chciał o tym rozmawiać. Gdzieś w sobie poczuł zakłopotanie, ukrywane stoicką twarzą z niewielkimi zmarszczkami niepokoju na czole, chowając się za zapalonym papierosem i za smugą nikotynowego dymu.

- Nie, nie. Ty nie zrobiłaś nic źle. – powtórzył to, o czym przed chwilą pomyślał. – To nie tak, że chciałbym wszystkich zostawić. – dodał, celowo nie mówiąc tylko o niej. Może to on nie chciał jej do siebie przywiązywać jeszcze bardziej. Przecież i tak byli już na tym etapie „przywiązania”, którego mało kto mógł doświadczyć. Tak mu się czasem zdawało. I pewnie chciał teraz wszystko naprawiać, może przygotowywać na ewentualny zawód, którego mógłby być potencjalną przyczyną. Wszystko to kotłowało mu się w głowie, powoli zmieniając w jedną wielką i pozbawioną sensu papkę.

- I nie chodzi o to, czego ja chcę. Czy ciebie zadowoliłoby, gdyby ktoś pstryknął palcami i dał ci… powiedzmy, że choćby tego smoka. Gdyby całą tę drogę ktoś za ciebie przeszedł? – przerwał. Zanim nie strzepnął resztek do szklanego naczynia na środku stołu, kawałek popiołu spadł na ziemię. Ciężko mu było patrzeć prosto w oczy Geraldine, wodził wzrokiem po obserwowanych jakiś czas temu kobietach. Zbierały się już do wyjścia lub zapłaty za swoje zamówienie.

- Nie miałem też na myśli, że byłbym niewdzięczny za taką pomoc. Byłbym po prostu... – Westchnął, zwiesił głowę, a potem podniósł na nią wzrok. Nie do końca wiedział jak to wszystko ująć. – Mam wrażenie, że wiesz o co mi chodzi. Sama jesteś uparta. I chcesz robić rzeczy po swojemu. – wytłumaczył jeszcze, nie chciał, żeby były między nimi jakieś nieporozumienia. – I samo to, że dałaś mi dzisiaj jakiś cel, podczas tej rozmowy… i cholera wiem, że to jest pieprzenie bzdur momentami to co mówię… nie wiem, może spróbujmy to z tymi zwierzętami. – machnął ręką w bliżej nieokreślonym geście. To była jakaś myśl, której mógł się uwiesić.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
06.11.2022, 22:38  ✶  
- Thes, nigdy nie przepraszaj mnie za to, że mówisz to, co myślisz.- Westchnęła nieco rozczarowana. Myślała, że są ze sobą na tyle blisko, że miał tego świadomość. Najgorsza prawda była lepsza od kłamstwa, tego zdania się trzymała. Zgasiła papierosa o talerzyk, na którym jeszcze chwilę wcześniej był kawałek tortu. Odpaliła od razu kolejnego, widać było, że naprawdę przejęła się tym wszystkim. Ponownie zaciągnęła się dymem, musiała jakoś to odreagować, nie spodziewała się bowiem, że takie przyjemne wyjście będzie się wiązało z tą dosyć trudną rozmową, przynajmniej dla niej.

Tak właściwie, to może dobrze, że powiedział jej to wszystko? Może miał gorszy czas, walczył ze sobą, próbował podjąć decyzję. Była jego przyjaciółką, nie mogła samolubnie podchodzić do tego tematu, w końcu chodziło o NIEGO, o jego uczucia i to, co dalej chciałby zrobić ze swoim życiem. W końcu ile można tak żyć obok siebie? Może potrzebował czegoś więcej, czego ona nie mogła mu dać?

- Nie chciałbyś wszystkich zostawić.- powtórzyła po nim. Spoglądała na jego twarz, ciekawa tego, co może z niej wyczytać. Jednak wcale jej to nie pomagało. Dzisiaj zdecydowanie czuła się zagubiona w tej całej rozmowie, właściwie do czego ona prowadziła? Nie miała zielonego pojęcia. Wiedziała jednak, że nie będzie potrafiła z niego zrezygnować, na pewno nie. Nie potrafiła sobie tego wyobrazić, może za bardzo się do niego przywiązała, zresztą wszyscy wokół niej o tym wiedzieli, nie zamierzała jednak tego zmieniać. Musiałby ją naprawdę mocno zranić, żeby zmieniła nastawienie.

- Oczywiście, że nie.- Doskonale zdawała sobie sprawę, o co mu chodzi. Byli do siebie tak bardzo podobni. Te same schematy zachowań, najlepiej wszystko robić samemu, choćby mieli robić to długo, to sama świadomość, że było to tylko i wyłącznie ich zasługą wystarczała.

- Na moje to po prostu chcesz od życia czegoś więcej, czegoś ci brakuje i wiem jak to jest, bo ja też to czuje. Tak jakby to wszystko nie miało sensu. Niby się budzisz, robisz to, co do ciebie należy, ale to wszystko jest jakieś takie puste, sama nie wiem.- po raz kolejny zaciągnęła się dymem, wzrok teraz wbiła w szybę, spoglądała za okno. Przymknęła na moment oczy. Wydawało jej się, że ten pomysł, związany ze zwierzętami może być dobrym rozwiązaniem. - Spróbujmy, tylko proszę cię, jeśli to nie będzie to, jeśli będziesz potrzebował czegoś więcej, nie bój się mi o tym powiedzieć. Nie chcę, żebyś był nieszczęśliwy, żebyś się dusił, doskonale zdajesz sobie sprawę, że mi na Tobie zależy, jak na nikim innym.- teraz wróciła spojrzeniem do swojego przyjaciela.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#20
06.11.2022, 23:47  ✶  
Milczał przez dłuższą chwilę. Pozwolił jej po prostu mówić. Albo wolał, jak mówi. Gdzieś pomiędzy jej słowami starał się uporządkować co zostało wypowiedziane już wcześniej, ale to nie była wcale taka prosta sprawa. Zakręcił się znów wokół tych samych tematów, a potem zatrzymywał wpół, żeby sam przed sobą dojść do wniosku, że jedynym wyjściem, jakie dla siebie ma, jest danie sobie tego celu. A raczej chwycenie się brzytwy, wyciągniętej do niego daleko po drugiej stronie brzegu.
Może to będzie miało jakiś sens. Po prostu. Mieć jeden cel, który w jakiś sposób będzie mógł go ponieść dalej. Reszta jakoś sama się napisze, jeśli odpowiednio się przyłoży do tego, co chciałby osiągnąć.

Problem był może w tym, że Theseus niespecjalnie często robił rzeczy dla siebie. Zawsze spełniał oczekiwania innych. Nawet jeśli ten upragniony cel był jego własną inicjatywą, ona uwzględniała w nim osoby postronne. Nie dla próby przypodobania się innej osobie. Nie dla próby akceptacji, ale dla znaczenia więcej niż tylko samo egoistyczne bycie.
Miała rację. Budzisz się. Zaczynasz dzień po raz kolejny w ten sam sposób. Zaskoczeniem może być tylko to, że nie wiesz czego będzie dotyczyć kolejne zlecenie. Czy coś większego od ciebie nie urwie ci głowy. Może tak miał żyć, napędzając się adrenaliną. Podobny do ojca, jak dwie krople wody.

- Mi na tobie też zależy. – powiedział, a papieros w jego opartej o blat dłoni, spopielił się i zgasł. Zostawił go w popielniczce. – Nie chciałbym tego stracić. Możesz… - przerwał i ukradł jej jeszcze jednego papierosa. - …mnie po prostu walnąć jak będę plótł zbyt wielkie głupoty? – zapytał i zaśmiał się.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (3307), Theseus Fletcher (2964)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa