23.03.2025, 00:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.03.2025, 00:22 przez Elias Bletchley.)
|
—06/09/1972—
Izba Przyjęć, Szpital św. Munga Elias Bletchley & Ambroise Greengrass |
| Elias miał skomplikowaną relację ze szpitalami, zwłaszcza z Kliniką magicznych chorób i urazów w Londynie. Powinien być wdzięczny za ich istnienie, za darmowe leczenie i pomoc wykwalifikowanego personelu w nagłych wypadków, ale placówki medyczne nigdy nie kojarzyły mu się pozytywnie. I po części winą za to obarczał swoich rodziców. Każda wizyta w szpitalu przypominała mu, że na korytarzu mógł wpaść na ojca, który, jak to ojciec, z pewnością wysłałby go na jakieś badania kontrolne, do apteki po zaległe recepty i mikstury witaminowe, które miał cudownie naprawić wszystkie problemy. Bletchley westchnął przeciągle, ściskając pakunek zawinięty w grube warstwy zabezpieczającego papieru. Nie chodziło tylko o jego rodziców. To była też sprawa jego samego. Choć cieszył się z obecnej pracy, czasami dręczyły go wątpliwości. Czy nie zawiódł krewnych swoim brakiem wysokich ambicji? Ojciec uzdrowiciel, matka aptekarka, siostra - medyczka-antropolożka, czy jak tam się teraz nazywała jej profesja po zmianie miejsca pracy. A Elias? Zamiast podążyć ich śladem, wybrał całkiem inną drogę. Czy gdyby w Hogwarcie porzucił swoje artystyczne hobby, dziś przechadzałby się po szpitalu w tych dziwacznych szatach? — Ekhm — chrząknął znacząco, ponownie podchodząc do kobiety siedzącej za biurkiem przy głównym punkcie informacyjnym. — Bardzo przepraszam, ale ile jeszcze mam tutaj tak czekać? Mówiłem, że to pilna sprawa. Nie jestem waszym kurierem, do jasnej cholery, dokończył w myślach, żałując, że po prostu nie wmaszerował na oddział, zamiast bawić się w oficjalne przekazanie tej przeklętej paczki. Z tego, co powiedział mu szef, w środku znajdowały się jakieś rzadkie soczewki, które zostały sprowadzone z zagranicy przez ''Szklaną Alchemię'' na dość dramatyczną prośbę jednego z uzdrowicieli Szpitala św. Munga. Element jakiegoś narzędzia z laboratorium? Przyrządu pomiarowego? Cholera wie. Szkoda tylko, że nikt nie raczył zjawić się po swoje zamówienie pomimo kilku upomnień. A teraz Bletchley musiał bawić się w kuriera, żeby zakład został pozytywnie zapamiętany przez personel szpitala. Zlecenia z Ministerstwa Magii i Szpitala św. Munga nie były regułą, a raczej wyjątkiem, więc wywiązanie się z takiej umowy mogło zaowocować dużym kontraktem w przyszłości. Na przykład wymianą okien w całym skrzydle. Albo modernizacją zwierciadeł przy najbliższym remoncie. — Czy nie może pani wezwać jakiegoś... Ordynatora? Zarządcy? Kogoś, kto łaskawie to ode mnie zabierze, żebyśmy wszyscy mogli wrócić do swoich klasycznych obowiązków i zapomnieli, że kiedykolwiek byliśmy na siebie skazani i... Rozejrzał się na prawo i lewo, gdy nagle na drugim końcu korytarza dostrzegł znajomą twarz przy jakiejś... Tablicy informacyjnej? A może tablicy z rozpiską zabiegów na tym piętrze? Och, to mogło się nawet udać. Elias otworzył usta, jakby chciał oficjalnie pożegnać się z pracownicą izby przyjęć, ale w ostatniej chwili się rozmyślił i po prostu prychnął na nią i odmaszerował chwiejnym krokiem w stronę swojego wybawcy. — Ambroży — powitał przyjaciela cichym głosem, przystając tuż obok niego. Stanął na tyle blisko, że dosłownie stykali się łokciami i wbił wzrok w tablicę. — Pomóż mi, Ambroży. Jesteś moją jedyną nadzieją. |