Siedziała na jakimś murku i zadzierała głowę do góry, wypatrując najjaśniejszej z gwiazd.
Bo w Londynie chuja widać
Tak było. Miasto zionęło chłodem, śmiercią i smutkiem.
Ale tutaj gdzie Lewis ją zabrał było więcej zieleni, nawet jeśli była to zieleń wyspy.
– Ej widzisz tamtą posępną posiadłość? Myślisz, że mieszka tam wampir? No wiesz, hrabia Dracola. Nie czekaj, Dracula? Czytałam kiedyś taką książkę na zaliczenie, strasznie śmieszna. - zapytała zezując teraz na blachę sernika, która to blacha nie została jeszcze zainicjowana.
– Wiesz, gwiazdy u mnie wyglądały zupełnie inaczej. To pewnie przez równik. – rozmyślała, znów patrząc na niebo i nie wiedząc za bardzo co ze sobą począć, poza tym, że wypadało w końcu się rozluźnić i poczuć moc przepływającą nad ziemią i z góry w dół ku nich. – Dobrze, że wczoraj nagotowaliśmy tyle potrawki, że dzisiaj pan Woody nas puścił. – dodała, jakby nie było tak, że po prostu patrzyła i od czasu do czasu mieszała w garze. – Czasem dobrze jest spojrzeć na niebo. Prawda? Czy nie prawda?