• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
17 marca '72 [Klubokawiarnia Nory] - Sauriel i Nora

17 marca '72 [Klubokawiarnia Nory] - Sauriel i Nora
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
31.12.2022, 13:31  ✶  
Była słodka. Słodka i niewinna Nora - takie miał o niej wyobrażenie. Spoglądanie na to, jak się rumieni, jak kraśnieje w oczach mężczyzny było czystą przyjemnością. Nie tylko widok jej żywej, bo w tych niespokojnych czasach nic nie było oczywiste i wiadome, ale widok jej chcącej żyć był miły. Słyszał kiedyś, że słowo "miły" jest jednym z najgorszych określeń, jakimi można obdarzyć człowieka. Chodziło o nadużywanie tego słowa. O to, że jeśli ktoś był uprzejmy, to kiedy ktoś cię zapytał: "hej, co myślisz o tej pani Kasi ze sklepu zza rogu?", to odpowiadałeś: "no, miła jest". Niby racja, niby to było banalne. Z drugiej strony kiedy ktoś był taki jak Nora to nie pasowało do niej nawet określenie "miła". Gdyby ktoś zapytał: co sądzisz o Norze Figg to odpowiedź byłaby zupełnie inna. "Nora? Nora jest przekochana!" Brzmi zupełnie inaczej niż "miła jest", co? Miała magię, która sprawiała, że łagodniał. Nie wiedział, czy działała tak na wszystkich, ale dla niego była plastrem miodu na popękane usta. Natychmiast łagodziła ból i sprawiała, że te popękane wargi znów stawały się miękkie. Zaleczone. W jego oczach nie była cukiernikiem i nie była matką. Była kobietą, która zasługiwała na coś lepszego od życia. Widział w niej zbawienie i lekarstwo. Widział w niej kobietę, której oczy lśniły życiem, którym była wypełniona wręcz po brzegi - dlatego chciała się nim dzielić. I widział w niej też kobietę, która za dużo tego szczęścia rozdawała na boki. Kobietę, która potrzebowała czegoś więcej. Czegoś, czego nie mógł jej dać. Oprócz zainteresowania. Tego mógł jej ofiarować pod dostatkiem.
- To chyba zależy od tego, co chcesz ukrywać. - Ten uśmiech, ten smirk nie schodził mu właściwie z gęby przez tę rozmowę. To było naprawdę przyjemne, tak cholernie przyjemnie. Ożywcze. I pewnie będzie sobie pluł w brodę, że jednak przyszedł, że zerwał ze swoimi standardami, by nie zadawać się z kimkolwiek znajomym. Żeby się odciąć. Był na to za słaby. O wiele za słaby. I teraz wiedział też, że będzie o wiele za słaby, żeby sie tutaj już nie pojawić. I zacznie kochać to miejsce, a kiedy pojawi się w progu to już będzie się uśmiechać. Bo przecież to właśnie TA knajpka. Nie żadna inna, tylko TA. Klubokawiarnia Nory. Gdzie nie spojrzysz tam widać było jej dłoń, a ściany brzęczały od jej perlistego śmiechu. Ludzie wydawać się tu będą przystępniejsi i bardziej skłonni do rozmów. Tak, już wiedział, że tak będzie. Wystarczyło tylko kilka chwil spędzonych pod czarem tej niezwykłej istoty.
- Ja bym się spodziewał. Powiem ci więcej: spodziewałem się, że spotkam się już zamężną, z gromadką dzieci i w... no, kawiarnię już masz godną Landrynki, więc teraz jeszcze biały domek z czerwonym daszkiem i pomalowanym świeżo płotkiem. - Podzielił się z nią tą wizją, jaką miał na jej temat. Teraz ta wizja się zmieniła. Jeśli jednak obawiała się tego, że teraz weźmie ją za, no nie wiem, łatwą i flirtującą ze wszystkimi jak popadnie dziunię to się myliła. Nawet do głowy mu to nie wpadło. Zresztą flirt jeszcze nikogo nie zabił... chyba? Jak na zawołanie zaś, kiedy wspomniała o mruczeniu, to zamruczał gardłowo, jak rasowy kocur, z zadowolonym uśmiechem na ustach. - Starczy ci, bo się przyzwyczaisz. - Jeśli szukasz w tym wszystkim prawdy bądź pozy, droga Norko, to były dwa rozwiązania - albo Sauriel był tak świetnym aktorem albo po prostu: był sobą. Oczywiście tutaj wchodziło wiele zmiennych. Na przykład to, że ten Kocur był strasznie chimeryczny. Jak to koty. Dzisiaj przyszedł tutaj z dobrym nastrojem, który tylko poprawiłaś. Jutro może być zupełnie inaczej. Co pozostawało zaś niezmienne to twój wpływ. Sauriel czuł pod skórą, że jeśli doszukiwałby się we wszystkich chęci czynienia krzywdy, to w tobie próżno jej było szukać.
- Uuuu, Zakazane Owoce, grzeszki w raju z listkami na tyłkach i te tematy? - Zrobił wink wink, trochę uhahany z tego, co usłyszał. No, TAKIEGO tekstu to się z jej strony nie spodziewał! Dał się tutaj zaskoczyć, ale w tym pozytywnym znaczeniu. - Dobra, dobra, bo religia dzieli ludzi i zaraz nas tu wodą święconą poleją.
Zadziwiająco często słyszał, że "ma rację". I to przy rzeczach, przy których wcale nie chciał tego słyszeć. Dziwić się potem, że ludzie mieli go za nosiciela nieszczęść? Nie było jakoś ludzi, którzy byliby wobec niego neutralni. Byli ci, którzy nawet go lubili i lwia część tych, która go nie znosiła. Kropka. Tutaj też nie chciał słyszeć, że się bardzo nie pomylił. Wolał, żeby Nora była szczęśliwa. Ale chyba w dzisiejszych czasach ciężko było o szczęście, co? Nawet jak się je miało to za łatwo było je stracić.
Cisnął mu się na usta żarcik, że co mu szkodzi - może być cały jej. Bo w końcu: jak faceci mówią na gwałt? seks niespodzianka! Ale sobie darował, nie chcąc jej urazić swoim rynsztokowym poczuciem humoru.
- Nie widzę w tym żadnej straty dla mnie. - Przeciągnął po niej spojrzeniem potwierdzającym, że naprawdę tak uważa. Bo jaka tu by była strata? Piękna kobieta, kobieta sukcesu w dodatku, biorąca faceta w obroty? Ha! Marzenie wielu! Nora była naprawdę śmiałą niewiastą. Kompletnie zatarło się to w jego pamięci o niej.
- Nie zależy. Ale skoro nie umiem się od poklasku odgonić, to niech już sobie będzie. Przynajmniej mogę się pośmiać z tego, co nowego ludzie nawymyślali. - Nie bardzo zaliczał się do ludzi zdolnych do chowania się w całkowitym cieniu. Za głośno tupał nogą, kiedy coś mu się nie podobało i zbyt wyraziście akcentował swoje zdanie na różne tematy. I tak to jakoś leciało. - Hehe, w domu masz gadającego kota, to zaprosiłaś do kawiarni drugiego. Swoją drogą - sprytne. - Złapał przesuniętą po blacie szklankę.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#12
04.01.2023, 23:26  ✶  

Norka wpatrywała się w Sauriela tymi swoimi zielonymi oczami jak w obrazek, bo miała i ona w sobie coś kociego - te ślepia. Błyszczały jej one radośnie. Nie dało się nie zauważyć, że przestało jej towarzyszyć to dziwne spięcie, które pojawiło się, kiedy dostrzegła go w cukierni. Niby sama do niego napisała, niby się spodziewała, że się tu pojawi, choć może, tak właściwie to wcale nie. W końcu minęło tyle lat, nie odzywała się do niego od dawna, mogło to zabrzmieć dosyć egoistycznie, że pisze do niego z przysługą, dlatego też nieco się wahała, bo nie była raczej tą osobą, która o coś prosi. Nie mogła się jednak powstrzymać, chciała znowu usłyszeć jak gra, może chciała zobaczyć, czy żyje, a powód otwarcia cukierni wydał się jej być wystarczający, aby się do niego odezwać. Szczególnie, że wreszcie wylądowała w Londynie, nie musiała już dłużej mieszkać z rodzicami. Mogła wziąć głęboki oddech, poczuć choć trochę wolności i samodzielności, której od tak dawna pragnęła. Stojący przed nią Sauriel zawsze wydawał się jej być uosobieniem wolności, odkąd pamiętała chodził własnymi ścieżkami, robił zawsze to na co miał ochotę, nic go nie obchodziło, czy nie powodowało to, że wydawał się jej być odpowiednim kompanem do poznania smaku tego uczucia? Dokładnie tak było. Miał w sobie coś zakazanego, co zawsze zwracało jej uwagę, potrafiła jednak trzymać się pewnych granic, nie przekraczać ich, czy nadal miała w sobie wystarczająco silną wolę? Oby tak było, bo zapomniała, jak bardzo czarujący potrafi być w tym wszystkim.

- Choćbym chciała ukryć cokolwiek, wiem, że to się nie uda, ze mnie zawsze można czytać niczym z otwartej księgi.- i zdawała sobie z tego sprawę. Nigdy nie była stworzona do intryg, nie znosiła manipulacji. Była czysta niczym łza, nie kryła się z tym. Norka należała do tych niewielu osób, które były zupełnie niewinne, tak niewinne, że mogło się to wydawać czymś zupełnie nieprawdziwym. Mało kto mógł uwierzyć w to, że istnieją osoby po prostu dobre, życzące wszystkim dookoła dobrze. Od zawsze taka była - nigdy nie odnawiała pomocy, czy chodziło o zadanie domowe, ucieczkę z lekcji, czy o stworzenie eliksirów. Nie pytała, wydawało się, że skoro już ktoś tego potrzebuje to ma swój powód, który nie powinien ją obchodzić. Czy sama czasem dostała przez to po dupie? Bywało i tak, ale jak się ma miękkie serce, to dupa musi być twarda. Panna Figg bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę.

Dostrzegła uśmiech na twarzy Czarnego Kota. Wydał się jej być szczery, spowodowało to tylko i wyłącznie to, że jej twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej. Coraz mniej ją obchodziło, że może ją wziąć za głupią trzpiotkę, choć może trochę siebie nie poznawała w tej całej konwersacji, to zdecydowanie czuła że żyje, te rumieńce, ten dziwny kontekst tej całej rozmowy. Brakowało jej tego luzu przez te ostatnie lata.

Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. Nieomal zakrztusiła się zawartością swojej szklanki, kiedy usłyszała o wyobrażeniu, jakim się z nią podzielił. Gromadka dzieci, mąż, dom... Może jeszcze pies do tego, zasadzone drzewo w ogrodzie i co tam jeszcze powinno być? - Trochę Cię rozczaruję. Mieszkam na tyłach tej kawiarni, może kiedyś, jak ta kawiarnia zrobi furorę dorobię się domu, liczę na to, że Twoje występy mi w tym pomogą. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Męża też nie mam, jakoś nie znalazł się żaden taki, który byłby zainteresowany, a gromadka dzieci, gdzie bym je wszystkie tutaj zmieściła? No i też nie miałabym ich sobie z kim zrobić.- Czy powinna mu wspomnieć o Mabel, o swojej jedynej córce? Zastanawiała się, czy jest to odpowiedni moment, w końcu jeśli będzie tu bywał to prędzej, czy później się o niej dowie. Czy jednak coś to zmieniało w tym momencie? Nie, może więc lepiej zostawić tę rozmowę tak lekką, jaką była od samego początku. Nie chciała, żeby zaczął patrzeć na nią z litości, traktować jakby spieprzyła sobie swoje życie.

- Masz rację, starczy, bo przywyknę, i co wtedy? Jeszcze spotka mnie zawód i sobie biedna z tym nie poradzę Czarny Kocie.- Miała świadomość, że Rookwood nie jest podobny do ich gadających kotów, które były stworzone, żeby im służyć. Mimo wszystko, jednak gdzieś w głębi duszy czuła, że go rozumie, że wie, w jaki sposób z nim rozmawiać, mimo, że są tak różni. Miała chyba do niego jakąś słabość, pomimo tych kilku lat, kiedy nie zamienili ze sobą ani słowa. Wcale nie czuła, że są sobie obcy, wręcz zupełnie przeciwnie.

- Tak naprawdę to po prostu, chodziło mi o to, że wiesz, czasami, żeby poczuć, że się żyje, szczególnie w momencie takiej dziwnej, życiowej stagnacji trzeba zrobić coś złego, może złego nie jest to odpowiednie słowo, czegoś silnego, co spowoduje, że znowu poczujesz, że żyjesz. Coś, czego byś nigdy się po sobie nie spodziewał. - Spoważniała nieco przez moment i zamyśliła się na chwilę. Miała nadzieję, że zrozumiał o co jej chodzi, choć może jej tłumaczenie było raczej nie do końca dokładne, jednak nie umiała ubrać tego inaczej w słowa.

- Mam nadzieję, że poza brakiem straty coś zyskasz, w końcu brak straty to taki średni argument, liczy się zysk.- Prawdziwa się z niej zrobiła przedsiębiorczyni. W końcu sprowadziła go tu nie bez powodu, liczyła na to, że dzięki niemu pojawi się tutaj więcej klientów, że pomoże jej rozkręcić nocne życie tego miejsca, nie znała osoby, która by się do tego bardziej nadawała, czy wypadało porozmawiać o zapłacie? W końcu wiedziała, że nie ma nic za darmo, zresztą nie oczekiwała tego. - Właściwie, to chyba idealny moment, aby porozmawiać o zapłacie. Jakie są koszta Twoich usług mój drogi? - Figg dopiła zawartość swojej szklanki, czekała na odpowiedź mężczyzny lustrując go wzrokiem. - Nie wiem nawet, czy mnie na Ciebie stać, może od tego powinnam zacząć negocjacje.- Uśmiech jednak nadal nie schodził jej z twarzy, bo czuła, w głębi duszy czuła, że będzie się tutaj pojawiał. - Nic nie dzieje się bez przyczyny, lubię koty, nie da się tego ukryć, mam wrażenie, że i one lubią mnie.- Może dość odważne do było stwierdzenie, nie bała się jednak powiedzieć go na głos.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
05.01.2023, 18:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:33 przez Morgana le Fay.)  
Koty uosabiały wolność. Śmieszne, bo przecież były strasznie terytorialne, trzymały się własnego terenu i zmianę miejsc znosił naprawdę bardzo źle. W ich zwyczaju było robienie codzienne obchody tegoż miejsca zamieszkania. Ale człowiek widział tylko, że miały ścieżki, a ścieżki te były utajnione przed ludzkim wzrokiem. Choć Nora miała tak jasne oczy, że może potrafiła je przejrzeć. Zabawna sprawa, bo znowuż dla Sauriela Nora była prostym skojarzeniem z domowym ogniskiem. Ze świętami spędzanymi przy kominku, na którym zawieszono skarpety i wspólnych spacerach po parku.
- Nie doceniasz tego, jak potrafisz zaskoczyć. - Może i była jak otwarta księga, ale z drugiej strony Sauriel też nie był stworzonym aktorem. Pomagała jego filozofia życiowa, która mieściła się w jednym zlepu słów tumiwisizm. Jak to kiedyś mówił: miej wyjebane a będzie ci dane. Szkoda tylko, że wcale nie działało tak, jak dobrze brzmiało. Jego emocje też zazwyczaj były na nim widoczne, po prostu był o wiele mniej ekspresywny, o wiele bardziej wycofany i o wiele bardziej się z nimi hamował. Nie potrafił jednak ukryć swojego strachu, gniewu czy tak jak tu - rozluźnienia. To zaś, że ktoś był otwartą księgą wcale nie było złe. Tak samo jak Nora, tak samo i on gardził manipulacjami i zawiłymi metodami wykorzystywania ludzi, które polegały na udawaniu kogoś, kim nie jesteś. Byłoby absolutnym kłamstwem powiedzieć, że sam nigdy się manipulacji nie dopuścił. Dopuścił. Potrzeba matką wynalazków, jak to mawiają. Czasami wystarczyło tylko człowieka wystarczająco przycisnąć. Blondynka musiała mieć naprawdę mocny tyłek, skoro przez tyle lat uchowała się w swoim anielskim wydaniu.
- Tania siła robocza w postaci dzieci roznosiłaby drinki. - ZażartowałDzieci miały to do siebie, że odstraszały mężczyzn, więc brak wspomnienia o małym cukiereczku, który mógłby się tutaj pałętać, był ze strony Figg bardzo dobrym wyborem. Sauriela też by odstraszyło. Nie przepadał za dziećmi, za bardzo naruszały strefy osobiste, nie wiedziałeś, co ci zaraz dopierdolą i co zrobią. Były zbyt delikatne, kruche i niewinne. Całym sobą czuł, że nie powinien ich dotykać. One były czystymi, białymi rękawiczkami. On był kawałkiem węgla. - Żadne rozczarowanie, Cukiereczku. Poradziłaś sobie śpiewająco. - Trzymając szklankę pokazał nią całą tą kawiarnię, która naprawdę wyglądała wyjątkowo i odjazdowo. Tak, nawet jeśli nie miała takiego życia, jak sobie wyobraził, to, czego się dorobiła, było imponujące samo w sobie. - Taka inwestycja wymagała odwagi. Niczego innego bym się po tobie nie spodziewał. - Odwagi i siły psychicznej. Wiary w siebie i swoje możliwości. Spojrzenia na swoje dłonie i powiedzenia: dam radę! Dała radę. Choć dopiero czas miał to zweryfikować. Komplementował ją dalej - bo w pełni sobie na te komplementy zasłużyła. Ciekawe, co by powiedziała Victoria, jego narzeczona, gdyby tu była i widziała, że Sauriel potrafi być taki przyjemny w obyciu. Niemal szarmancki! Niemal - było to słowo klucz.
Śmiechy śmiechami, ale to, co powiedziała potem było co najmniej niepokojące, przynajmniej w pierwszym rzucie. Zwaliło się lawiną do jego wnętrza, przesunęło wszystko w środku i pokryło magicznym, białym puchem śniegu. Jego mróz sprawił, że trochę otrzeźwiał. Zrozumiał, co było do niego mówione, choć wiedział, że nie rozumie tego dokładnie. Domyślał się. Próbował wejść na jej tok rozumowania i powiedzieć sobie: przecież to Norka, nie wymyśli niczego ZŁEGO. Czyżby? Nie znał jej na tyle, żeby to stwierdzić, ale człowiek poddany jej aurze automatycznie przyjmował, że tej kobiety nie byłoby stać na coś naprawdę... okrutnego. Przemaglował więc swój umysł - wynurzył go spod tej śnieżnej lawiny, otrzepał, wsadził z powrotem do głowy i użył jak trzeba - czyli zinterpretował to, co powiedziała w kontekście rozmowy. I tak przez moment spojrzenie Sauriela stało się czujne, on sam wydawał się na moment zesztywnieć, ale zaraz wszystko wróciło do normy i nawet uśmiechnął się pod nosem. Bardziej do własnej głupoty, własnych paranoi i dzikich tańców głowy. Zgadza się, człowiek czasem potrzebował po prostu czegoś nowego.
- Żeby nie wpaść w rutynę? - Zasugerował ujęcie tego tematu i jednocześnie zapytał, czy dobrze rozumie to, co próbowała mu przekazać. - Dobrze, żarty na bok, porozmawiajmy o biznesie, pani prezes. - Łyknął sobie jeszcze alkoholu i wysunął jej swoją propozycję - malutkiego procentu od nadwyżki z utargu z wieczorów, w których będzie tutaj grał. Jeśli nie będzie żadnej nadwyżki to trudno, jego pracą tu w końcu było zwabienie klientów, żeby chętniej przesiadywali. Przynajmniej on wyznawał taką filozofię tego przedsięwzięcia. Według niego - był to najbardziej uczciwy układ, jeśli nie zakładali biletów wstępnych czy innych takich pierdół, a znowu bileciki wstępne wydawały się, jego zdaniem, marnym pomysłem dla takiego no-name artysty jak on sam. Zwłaszcza, że nie chciał szczególnego rozgłosu w muzycznej branży. To było tylko (albo AŻ) hobby.
Nora miała całkowitą rację - miała rękę do kotów.
I wychodziło też na to, że koty naprawdę ją lubiły.

Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nora Figg (4066), Sauriel Rookwood (5235)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa