• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition

[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#41
25.01.2026, 00:50  ✶  

"Nie zabiłam Roberta Mulcibera." Usłyszał z ust szwagierki. Słowa wypowiedziane tak spokojnie, jak na osobę, która uważała się za niewinną. A nawet i winni, potrafili dobrze ukrywać swoje brudne czyny. Przecież on też taki był. Zrozumiał błąd, poruszając ten temat przy stole rodzinnym, przy członkach rodziny. Dobrze dla Lorien, że na tych słowach poprzestała a resztę, zostawiła dla siebie. Inaczej, mogłaby się nigdy tych przeprosin nie doczekać.

Richard zacisnął zęby, wiedząc że był na przegranej pozycji i wsparcia nie miał w nikim. Uległ, przepraszając tę, którą oskarżał. Uświadamiając sobie tym samym, ze faktycznie, był sam.

Prezenty. Zwykle dostawało się na urodziny. Ewentualnie wręczano między sobą w dzień święta Yule. Ale nie w Mabon. Tak, nie było w jego gałęzi rodzinnej, w której się wychował. Z Robertem nawet od tego odeszli, pozostając jedynie przy wręczaniu upominków dla swoich dzieci. Zaś między sobą, rzadko kiedy coś sobie oferowali. A jeżeli już, rzecz ta była najbardziej cenna. Zwykły list im wystarczał. Zwyczajne wypicie wspólnie whisky wystarczało. Być może samo otrzymanie obrazu, Richard odebrałby jako jedyny wyjątek mówiący o "pojednaniu” ich gałęzi.
Na tym jednak nie było końca.

Usłyszawszy Charlotte, wspominająca o prezentach, przeniósł na nią swoją uwagę. Czy nie wspomniał jej, że nie musiała nic kupować? Poniosła przecież duże straty w pożarze. Sprezentował jej ubranie z obuwiem na dzisiejszy wieczór. Zrobiła jednak tak uważała. Odebrał wręczony mu pakunek od służby. Spojrzał jeszcze w jej kierunku, gdy wspomniała że musi wyjść do łazienki. Czyżby atmosfera przy stole ją przerosła? Nie zauważył tego wcześniej.

Rozwinął opakowanie, otworzył pudełko i na chwilę zamarł. Papierośnica. Druga w jego życiu, jaką w prezencie otrzymał. Cały czas nosił przy sobie tę, którą dostał od Roberta. A teraz, miał drugą. Słyszał co mówiła Lorien, postanawiając oddalić się i zając Charlotte. Także usłyszał, że miała prezenty. Ale żeby i dla niego?

Kiedy służący stanął obok mu wręczając, Richard spojrzał na pakunek, po czym na niego, i znów na pakunek. Odłożył papierośnicę na wolnej przestrzeni stołu obok swojego talerza i odebrał paczkę. Dotykając, czuł że jest miękka. Ostrożnie się z nią obchodził, jakby obawiał, że sprezentowała mu coś, co miałoby go zaraz zabić z miejsca. Ostrożnie otworzył opakowanie, trzymając pakunek na kolanach. Materiał okazał się być swetrem, golfem. W jego ulubionym kolorze. Od razu poznał iż z Rosiera. Takie nosił przecież Robert. "Co mam z tym zrobić? Sprzedać na bazarze?" – Rozważał w myślach. Choć prezent zaskakujący, w pięknym kolorze, to nie miał pewności, czy nie był śmiertelny. Z drugiej strony, Richard wiedział, że go nie ubierze. Czerń żałobna mocno go trzymała. I trzymać będzie bardzo długo.

Gdy Scarlett została poproszona o zagranie do kolacji, Richard spojrzał na córkę, która puściła jego ramię i udała po swoje skrzypce. Także i od niej, nie spodziewał się iż przygotuje prezenty. Wręczony mu pakunek, położył na kolanach, na swetrze od Lorien. Rozpakował i rzucił okiem, co mu wręczyła córka. Piękny notes a także klepsydra. Sięgnął po liścik, czytając jego treść. Gdy przeczytał, ponownie spojrzał na zawartość, zastanawiając się, czy zestaw ma magiczne działanie. Czy jeżeli wpisze coś, to się sprawdzi. Czy to tylko zeszyt na spisanie swoich myśli, pragnień, które nie zostaną spełnione. Ale mają być zapomniane. Czy jeżeli wpisałby chęć zabicia Lorien, czy ta myśl zniknie? Na pewno nie chciałby się jej pozbywać.

Selina zdawała się być obecna, ale też u nieobecna. Niewzruszona na rozmowy, nie reagowała na słowa, jakie padały przy tym stole. Skupiona w swoim świecie. Richard spojrzał w jej kierunku, kiedy się odezwała do jego córki. Jego uwaga musiała przejść na Philomenę, seniorkę rodu, która także rozdawała prezenty. Jak większość babć. Koperta. Jej zawartość była tajemnicza. Po otwarciu i wyjęciu świstka papieru, odczytaniu go, Richard zamarł. Z zaskoczeniem spojrzał od razu na babkę. Nie spodziewał się dostać pieniędzy. Nie mógł tego przyjąć. Jednakże ten transfer był dokonany.

Nie spodziewał się tego.
Nie spodziewał się cokolwiek otrzymać.
Nie był na to przygotowany.

Schował świtek papieru do koperty, a tę do pudełka z klepsydrą i notesem. Dorzucił tam papierośnicę od Charlotte i sweter od Lorien. Sięgnął po niedopitą szklankę z whisky, którą dopił zaraz do końca. Odstawił szklankę na miejsce. Nawet nie spojrzawszy na Alexandra, który może tego oczekiwał? Czy przewidział, że Richard to zrobi? 

- Rodzina wybaczy… Muszę zapalić.
Nałóg wzywał. Ale też przeprosił, że również musi odejść od stołu. Wstał od stołu a pudełko wręczył służbie, aby odstawili obok obrazu w miejsce, gdzie później zabierze przy wychodzeniu z posiadłości. On sam udał się po prostu do salonu, gdzie wyjął papierośnicę z kieszeni. Spoglądał na nią przez chwilę, po czym otworzył i wyjął papierosa z zapalniczką. Zapalił i zaciągnął się. Przedmioty schował do kieszeni, wypuścił dym z ust. Potrzebował chwili dla nałogu. Chwili dla siebie.

On jeden nie miał dla nikogo prezentów. Bo u niego, Mabon nie było świętem tak ważnym, aby wręczać sobie upominki. Nie rozumiał tego zwyczaju tutaj. Być może faktycznie nic nie wiedział o tej części gałęzi rodzinnej. Czy może, nie zapamiętywał wszystkiego, odkąd ojciec zerwał kontakty z własnym bratem i jego rodziną?

Jedyny prezent jaki Richard przyniósł, to kwiaty na grób swojego brata...



Postać opuszcza sesję
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#42
28.01.2026, 11:31  ✶  

W łazience

Lorien dobrze myślała - Charlotte nie biegła przez całą posiadłość, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego, chociaż Matka jej świadkiem, że miała ochotę. Zamiast tego jednak zamknęła się w pierwszej lepszej łazience, którą napotkała, by pozwolić słonym łzom rosić jej policzki. Makijaż rozmazywał się, a ona przestała już się starać wycierać go delikatnie chusteczką. Niech łzy płyną, a gdy w końcu źródełko wyschnie - poprawi wszystko.

Za dużo w niej było z człowieka. Za dużo w niej było kobiety, która nie chciała być jak matka. Nie chciała milczeć, nie chciała pozwalać na niesprawiedliwość. Gdy Scarlett mroziła ją spojrzeniem, odpowiedziała jej tym samym dead stare, bo nie będzie jej gówniara rzucać spojrzeń. To mógł być jej ojciec, lecz Richard był jej kuzynem. Kuzynem, który przegiął. Który powiedział za dużo i został upokorzony. Nie miał prawa mówić tak o Lorien i jeżeli Scarlett chciała siedzieć cicho i pozwalać obrzucać rodzinę błotem: niech i tak będzie. Ale Charlotte to nie była Scarlett. Charlotte miała emocje, wyrwała się spod buta tradycji i wiecznego milczenia.

Nigdy nie zamilknie, jeżeli chodzi o Lorien. Nie... nie tylko Lorien - jeżeli chodzi o kobiety, które w końcu odzyskały głos. Jeżeli reakcją na to będzie policzek, przyjmie go z godnością. Nie nadstawi drugiego, lecz będzie pielęgnować w sobie żal i wściekłość, by oddać potrójnie w zemście po latach.

Stukanie wyrwało ją z rozmyślań. Łzy jak na komendę przestały lecieć, a chusteczka zmazała czarne ścieżki tuszu na policzkach. Nie była w stanie poprawić makijażu tak, by było idealnie, ale mogła nie wyglądać jak klaun przed ciotką.
- Już otwieram - głos nadal jej drżał z emocji, ale to nic. Wdech, wydech... Jeszcze jedno zerknięcie w lustro, sztuczny i słaby uśmiech, a potem zamek przekręcił się, by wpuścić Lorien do środka. Nie spodziewała się prezentu. - Dla mnie?
Spojrzała pytająco na ciotkę, zapominając na moment o łzach. Wyglądała teraz jak ta sarenka, która stała przed myśliwym i czekała na ostateczny cios. Nie uciekała, lecz wpatrywała się w Lorien z szokiem. I tylko sączące się piętno na przedramieniu przypominało o tym, co się stało przed chwilą.
- Dziękuję - oczy ponownie zaszły jej łzami. Nie dbając o konwenanse, bo przecież były same, przytuliła się do kobiety. - Przepraszam, że tak wyszłam. Ja... Niezbyt dobrze to wszystko znoszę.
Przyznała się w końcu, odkładając prezent na umywalkę. Podwinęła rękaw sukni, by pokazać Lorien zaropiałe, srebrne piętno, które musiało zostać chwilę temu rozdrapane. Sączyła się z niego krew i ropa. Srebrzyste plamy pyszniły się wokół ran, nie dając dziewczynie zapomnieć o tym, że była chora i nic nie mogło tego zmienić.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#43
29.01.2026, 13:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2026, 14:01 przez Bard Beedle.)  
Zmrok zapadł już za oknami. Zmrok zapadł na wiszących na ścianach jadalni pejzażach przedstawiających wrzosowisko. Alexander wymamrotał krótkie pożegnanie zanim zniknął w głębi domostwa. Był jak wiatr, którego próżno szukać w polu. Spróbuj zatrzymać wiatr, gdy zawieje. Zniknął jak tylko odprowadził matkę do jej komnat, rolę gospodarza oddając szacownemu przodkowi, po którym dostał swój tytuł i imię. Budowniczy rodowej siedziby Mulciberów, Alexander Mulciber I, powrócił bowiem w ramy portretu wiszącego w sali jadalnej. Powrócił, ażeby móc w milczeniu przyjrzeć się twarzom swych potomków zanim zdążą odejść. Powrócił, aby przyjrzeć się waszym twarzom zanim odejdziecie, każdy w swoją stronę. Sam odszedł w głąb obrazu niezauważenie. Tylko zarys jego sylwetki majaczył w oddali, skryty w mgle wrzosowisk.
Mulciber Manor znów pogrążyło się we śnie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7426), Bard Beedle (2311), Charlotte Mulciber (3851), Lorien Mulciber (5080), Philomena Mulciber (4168), Richard Mulciber (5037), Scarlett Mulciber (3905)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa