• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[08/10/2026] Today's subject: slavery

[08/10/2026] Today's subject: slavery
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#1
05.03.2026, 02:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 02:37 przez Desmond Malfoy.)  
Knole House, Sissinghurst
Desmond Malfoy & Deirdre Malfoy & Oleander Crouch

Czekał. Z dzbankiem herbaty w ręku - czekał. Bez cienia uśmiechu wpatrywał się w tarczę magicznie wygłuszonego zegara, aż dłuższa jego wskazówka spoczęła na dwunastce. Ósma zero-zero, ósma rano, ósma w zroszoną szarą mżawką niedzielę. Starannie, niemal ceremonialnie postawił imbryk w centrum zastawionego do śniadania stołu. Przeciągnął spojrzeniem po usadzonych na swoich miejscach uczestnikach rytuału, na którym obecność pozostawała kategorycznie obowiązkowa.

Cienie pod jego oczami nabrały już bogatej barwy purpury, tak podobnej do skórki skrojonych w pół winogron, które czekały na nich nieopodal świeżo upieczonego Gâteau opéra. Ciężki, słodki zapach brandy z kawą prężnie walczył z siarkowym smrodem gotowanych jaj i solą chrupiących pasków smażonego boczku, wraz z delikatnie przyrumienionymi tostami stanowiących dzisiejsze danie główne. Dzisiejsze i wczorajsze. I przedwczorajsze. Zawsze przygotowywał to samo, z wyjątkiem słodkości, których rozmaitość zdawała się nie mieć końca.

- Cóż za pogodę dzisiaj mamy jak... - Zaczął, usiadłszy szeptem na jedynym krześle, które nie pasowało do jadalnianego kompletu. Zmrużył oczy, znów czując ten paskudnie znajomy opór. Pił już dzisiaj, ale z miesiąca na miesiąc odurzenie zdawało się coraz mniej mu pomagać z tymże oporem. - Ja-ja-jak wam się spało. Po. Tym Balu nie słyszałem. Jak wracaliście.
Oczywiście również żadnego z nich nie widział aż do dzisiejszego poranka. To był fakt niepodważalny. Bezgłośnym zaklęciem rozlał im wszystkim herbaty. Świadomie zrezygnował z pojawienia się na czystokrwistym przyjęciu i dlatego też nie było w nim ani grama zazdrości.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#2
08.03.2026, 00:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2026, 01:00 przez Oleander Crouch.)  
Nie przepadał za wieprzowiną. Świnie kojarzyły mu się z brudem, porastającym magiczne społeczeństwo rakiem; umorusane błotem stworzenia powinny znać swoje miejsce, nie obejmować stanowisk w instytucjach państwowych.

Charakterystyczny akord porcelanowego dzbanka dzwoniący dotknięciem krawędzi filiżanki dołączył do harmonijnej skali uderzających o witraże kuchennego świetlika kropel. Anglia powoli pogrążała się w oktawie jesiennych opadów, acz ziemia nie nasiąkała wilgocią w znanych interwałach szarości. Spróchniałe, przepalone korzenie wyginały się w rytm wynaturzenia; tercja płomieni zdawała się łapać co trzeci krok, wślizgiwać w rozczochrane myśli, spomiędzy rdzawych kosmyków.

Jadeitowy materiał jedwabnego szlafroka, niedbale zarzucony na ramiona, przewiązany paskiem o złotej nici podkreślał ognistość odżywionych, choć znających lepsze dni włosów. Uwiązane w niedbały twór prawdopodobnie mający imitować kok, pozwalały Oleandrowi widzieć odrobinę więcej świata. Nie poczuwał się dziś do zabawy przed lustrem, ba, nie trafił nawet do swojej sypialni po powrocie z balu. Sen miał płytki, przerywany ciężkim oddechem drugiej osoby. Wspomnienia balu maskowego pozostawały żywe, faerie barw i półmroku rezydencji Lestrange'ów wkradały się pod powieki ilekroć zieleń tęczówek została nimi zakryta.

Słowa Desmoda zdawały się równie odległe, co wspomnienia ciepłego lata, które spędzili razem w Wiltshire. Blondyn wciąż był obok, ale wszystko dookoła było tak inne, oni sami zdawali się kompletnie innymi ludźmi, bo tamten Desmond, nigdy nie okłamywałby swojej kuzynki przy niedzielnym śniadaniu.

Zaburczało mu w brzuchu, acz zapach jajek i słoność bekonu przyprawiały go tylko o mdłości. W typowym sobie zniecierpliwieniu, maskowanym senną ociężałością, sięgnął po najbardziej atrakcyjną część posiłku - deser. Intensywny zapach kawy zmieszany z brandy oraz francuskim kremem przez sekundę zdawał się wszystkim, co tylko sobie wymarzył.

- Nie powiem, że wiele straciłeś - odparł, ciągnąc kłamstwo, zupełnie jakby w emocjach, szeptem nie opowiadał Malfoyowi wszystkich frustracji związanych z występami na balu - Jedna z nudniejszych imprez, a raczej, tak samo nudna jak wszystkie inne. Starzy ludzie licytowali jakieś kompletnie bezużyteczne bibeloty w imię charytatywnej działalności, grajkowie weselno-imprezowi zabawili towarzystwo i parę osób zatruło się alkoholem, bo jedna z toalet była ciągle zajęta. Ot wspaniały bal - przewrócił oczyma, lekko trzepocząc rzęsami, z których spadła resztka brokatu - dowód wczorajszej kreacji.

- Tak się cieszę, że zabrałem ze sobą Dei. Inaczej umarłbym z nudów. Ah, no właśnie, moja droga, chcesz opowiedzieć o tych wspaniałych eliksirach, które podolewali nam do drinków? - Crouch uśmiechnął się zawadiacko, spoglądając to na jednego Malfoya, to na drugiego. Musiał postawić się w centrum wydarzeń, inaczej nie byłby sobą. Fakt braku zazdrości w Desmondzie odrobinę mu przeszkadzał, więc może historia Deidre o pocałunkach miała to zmienić.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#3
08.03.2026, 10:24  ✶  

Deirdre w ogóle nie wyglądała, jakby nie zmrużyła oka. W rzeczywistości kobieta udała się do swojej tymczasowej od miesiąca sypialni, otworzyła swój dziennik, wygładzając przestrzeń w złożeniu kartek nadgarstkiem, zostawiając tam zapach swojej zmęczonej skóry i poczyniła zapiski ubiegłego dnia. Następnie rozwinęła włosy i przez trzysta ruchów szczotką rozczesywała białe pukle do całkowitej sypkości, aby następnie zawinąć je w luźny warkocz i schować pod pod jedwabną szlafmycą. Jej przewagą była zwyczajność takie trybu życia. Co jakiś czas musiała żyć niczym nocna mara, bo zaskakująco, czarodziejom zdarzały się wypadki natury zoologicznej również nocami, a ona nie umiała spać podczas nocek, nawet gdy nie działo się zupełnie nic na oddziale.

W przeciwieństwie do swoich gospodarzy, nie pojawiła się na śniadaniu w negliżu; założyła tę samą domową sukienkę co zawsze, w kolorze nieokreślonego niebieskiego z dobrej jakości bawełny, zapinaną z przodu na guziki z masy perłowej, jeden lekko ukruszony, niemal pod szyję. Dekolty należały do mody wieczorowej. Teraz już luźne włosy opadały falami na ramiona. W głowie Deirdre ten dzień powinien być słoneczny, ale rzeczywistość wyśmiała jej oczekiwania.

Deirdre nie jadała mięsa, ale nie przywoływała tego faktu w żaden głośny, wulgarny sposób, nie oczekiwała też, że gospodarz będzie zmieniał swoją rutynę podle jej preferencję. Wzdrygnęła się na to. Wydziwianie przy stole było domeną dzieci, a nie dorosłych. Zresztą, nie miała na co narzekać, Deirdre wbrew swojej sylwetce, nader uwielbiała słodkości. Dlatego, tak samo, jak Oleander, rozpoczęła od deseru.

Najpierw jednak złagodziła suchość ust herbatą.

Nie wyłapała kłamstwa. W ogóle nie zwróciła uwagi, że mogłoby jakiekolwiek paść.

— Była to jedyna. Hmmm. Jedna z ciekawszych rzeczy. Oleandrowi do twarzy w niebieskim, a mi. Mi niezbyt pasują czarne włosy. Ale poza tym, mam teorię. Otóż... jakby to, Lestrange otworzyli, hmm, rynek matrymonialny, przy czym mam na myśli rynek w sensie, ym, dosłownym. Jako Aperitif został zaserwowany eliksir. To jest, różne eliksiry. Były osoby, które dostały skrzydeł, ale też. Mój eliksir spowodował, że, hm... — końcówki uszu Deirdre zaczerwieniły się. — Bardzo chciałam pocałować Oleandra. I chęć była tak duża, że potrzeba było zaklęcia rozproszania, aby... aby ją pokonać. Więc mieliśmy mężczyzn pokazujących zasobność portfeli i eeee, eliksiry nakłaniające do kontaktów fizycznych, a także zwracające uwagę na siebie.

Zakończyła ze zgrozą.

— Więc, więc jak widzisz. Rynek czystokrwistych. A później śpiewał ten dziwaczny chłoptaś Selwynów. Współczuję jego przyszłej żonie. Albo będę gratulować naprostowania.

Była z niej straszna hipokrytka pod tym względem, ale dla niej była znacząca różnica pomiędzy Oleandrem, artystą metamorfomagiem, ze względu na jego magiczne zalety, wpisane w krew, a Hannibalem, który był aktorem.



I can feel the light shine on my face
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Deirdre Malfoy (419), Desmond Malfoy (242), Oleander Crouch (412)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa