21.08.2025, 21:50 ✶
'There is nothing either good or bad, but thinking makes it so.'
Mimo tkanego nićmi przepychu wieczoru, budynek teatru wydawał się cichy i pusty. Zgromadzeni w dolnej części widowni czarodzieje opuścili The Globe, a drzwi zamknęły się za nimi; mieli dojrzeć skrawki dzisiejszej nocy na stronach gazet, przez kadr aparatu i wydrukowane paragrafy. Osadzony w oranżeryjnej dokładności jaśmin nie przesłaniał jedynie widoku, wkradał się przez dziurki w nosie i zatykał możliwość zaciągnięcia się w pełni spopielonym gruntem stolicy. Choć swąd czarnej magii nie mógł być całkowicie zamaskowany żadnym aromatem, roślina zdawała się spełniać swoją funkcję wyśmienicie, zwłąszcza jako klapki na oczy; nie trzeba było długo się zastanawiać, dobierani w pary czarodzieje czystokrwiści niewiele różnili się od hodowanych ku społecznej chwale, 'ambitnym' celom koniom, czy ojcowskich psów myśliwskich. Wygiął wargi, pozwalając sobie na lekki grymas po upiciu ciepłej wody z idealnie wypolerowanego kryształu. Temperatura trunku nie była nawet w połowie tak obrzydliwa i depresyjna, jak myśli, którymi właśnie się raczył.
Delikatne stuknięcie szkła o marmur balustrady wybrzmiało dobitnie w oazie wyciszonego balkonu.
- Nie odpisałeś, rozumiem. Czy, pomijając kwestię techniczną z sowią pocztą, mogę zapytać dlaczego sam nie zdecydowałeś się poinformować mnie o swoim stanie zdrowia? - niebieskie oczy przypominały skute lodem stawy, kryjącą się w nim nadzieję świtu, skrzętnie ukrywał ciężki marmur. Choć nie chciał brzmieć szorstko, zwłaszcza rozmawiając z Desmondem, w głębi duszy bał się, że utraciłby swój autorytet, jeżeli okazałby więcej zrozumienia.
Skarcił się w myślach.
Czy w ten sposób wykonuję pierwszy krok, by spojrzeć w lustro i zobaczyć nie siebie, a swego ojca?
- Wybacz. Sytuacja jest dość nerwowa, nieprzyjemna. Nie powinienem gromić cię za brak kontaktu, nie jestem twoim rodzicem, nawet najbliższym przyjacielem. Troska może przejawiać się też w gniewie, ale ja swojej nie lubię tak wyrażać - nie był pewien skąd znalazł w sobie tak ogromne pokłady empatii, ale rozmawiając z młodszym Malfoyem nie mógł pozbyć się wrażenia, że jeżeli nie będzie potrafił go wspierać, co zrobi, gdy Nicholas podrośnie? Nie był pewien czy idzie w dobrą stronę, bo błądził po omacku w chłodnej próżni, każdy dotyk był jak złudzenie, a zawieszony po środku, mógł jedynie patrzeć przed siebie, w ciemność.
- Co stało się z twoim mieszkaniem, czy rodzice zaproponowali ci wsparcie? - zainicjował dalszy kurs rozmowy, spoglądając w przeplatające się zieleń z bielą, dając młodszemu mężczyźnie chwilę na zebranie myśli, skoncentrowanie energii na słowach, w które miał włożyć najwięcej znaczenia.
Chciał być cierpliwością i wyrozumiałością, czymś, czego samemu nigdy nie przyszło mu doświadczyć, a czego tak bardzo pragnął, przez lata szamocząc się, spętany cudzą nienawiścią, której ciężki oddech zabrudził również jego własną krew.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦