02.04.2026, 22:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2026, 23:09 przez Aaron Andrew Moody.)
Aaron nic nie powiedział na widok krwi, której strużka spłynęła powoli, znacząc wnętrze dłoni wampira. Nie cofnął się jednak. Skinął głową z należytą powagą, gdy przypieczętowali zawarcie umowy. Musiał być tym usatysfakcjonowany, bo nie protestował dłużej, tylko rozwalił się wygodnie w fotelu. Mimo wszystko, był człowiekiem honorowym, wierzył więc w moc danego słowa.
Trudno mu było jednak opuścić gardę. Otworzyć umysł na obcy wpływ. Nie chodziło tylko o kontrolę. Jego ciało buntowało się przeciwko próbom odpuszczenia. Przeciwko próbom zapomnienia. Niełatwo było bowiem odpuścić komuś, kto całe życie trwał w stanie nieustannej gotowości bojowej. Z czym w tym momencie walczył? Nie wiedział.
– To nie działa. – Dotąd oparty swobodnie o wezgłowie fotela Aaron pochylił się do przodu, wsparłszy się rękami o kolana. Odetchnął głęboko, przejechawszy nieuświnioną niczym dłonią po twarzy. Zwiesił na chwilę głowę, jak gdyby potrzebował skryć się przed spojrzeniem Gabriela, po czym poruszył napiętymi barkami, aż strzyknęło. Aaron Andrew Moody był maszyną złożoną z wielu pozornie niedopasowanych do siebie części. Aaron Andrew Moody był armią w jednej osobie. Działał automatycznie niemal, mechanizm aurora nigdy przecież go nie zawiódł. Ciało musiało podporządkować się rozkazom, umysł trudniej znosił jednak konieczność subordynacji. – Może to przez oklumencję. – Zacisnął na chwilę powieki, jak gdyby miało mu to w czymś pomóc. Wyprostował się w fotelu, oparłszy dłonie na podłokietnikach. Pięści miał zaciśnięte, aż pobielały mu knykcie. "Człowiekiem jest ten, kto nie zatracił na mocy klątw tożsamości, zdolności do samostanowienia, rozumowania i tworzenia więzi społecznych", powiedziała mu Lorien. Zacytowała Kodeks Postępowania z Magicznymi Stworzeniami i Istotami z początków XVII wieku. Ciekawe, czy Gabriel chodził już po ziemi, gdy go spisywano, pomyślał jak gdyby od niechcenia Aaron, odetchnąwszy głęboko. Z całej siły próbował zająć myśli czymś innym niż samym sobą.
A potem po prostu łyknął porządnie z wyciągniętej z kieszeni kurtki piersiówki. Od alkoholu zapiekło go w gardle.
– Spróbuj jeszcze raz – poprosił, starając się otworzyć swój umysł mimo protektywnej osłony oklumencji. – Postaram się kontrolować.
Trudno mu było jednak opuścić gardę. Otworzyć umysł na obcy wpływ. Nie chodziło tylko o kontrolę. Jego ciało buntowało się przeciwko próbom odpuszczenia. Przeciwko próbom zapomnienia. Niełatwo było bowiem odpuścić komuś, kto całe życie trwał w stanie nieustannej gotowości bojowej. Z czym w tym momencie walczył? Nie wiedział.
– To nie działa. – Dotąd oparty swobodnie o wezgłowie fotela Aaron pochylił się do przodu, wsparłszy się rękami o kolana. Odetchnął głęboko, przejechawszy nieuświnioną niczym dłonią po twarzy. Zwiesił na chwilę głowę, jak gdyby potrzebował skryć się przed spojrzeniem Gabriela, po czym poruszył napiętymi barkami, aż strzyknęło. Aaron Andrew Moody był maszyną złożoną z wielu pozornie niedopasowanych do siebie części. Aaron Andrew Moody był armią w jednej osobie. Działał automatycznie niemal, mechanizm aurora nigdy przecież go nie zawiódł. Ciało musiało podporządkować się rozkazom, umysł trudniej znosił jednak konieczność subordynacji. – Może to przez oklumencję. – Zacisnął na chwilę powieki, jak gdyby miało mu to w czymś pomóc. Wyprostował się w fotelu, oparłszy dłonie na podłokietnikach. Pięści miał zaciśnięte, aż pobielały mu knykcie. "Człowiekiem jest ten, kto nie zatracił na mocy klątw tożsamości, zdolności do samostanowienia, rozumowania i tworzenia więzi społecznych", powiedziała mu Lorien. Zacytowała Kodeks Postępowania z Magicznymi Stworzeniami i Istotami z początków XVII wieku. Ciekawe, czy Gabriel chodził już po ziemi, gdy go spisywano, pomyślał jak gdyby od niechcenia Aaron, odetchnąwszy głęboko. Z całej siły próbował zająć myśli czymś innym niż samym sobą.
A potem po prostu łyknął porządnie z wyciągniętej z kieszeni kurtki piersiówki. Od alkoholu zapiekło go w gardle.
– Spróbuj jeszcze raz – poprosił, starając się otworzyć swój umysł mimo protektywnej osłony oklumencji. – Postaram się kontrolować.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.