• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Stadion Quidditcha [6.10.72] Hope they bury us in good shoes

[6.10.72] Hope they bury us in good shoes
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
22.03.2026, 00:18  ✶  

Jesienna mgła wciskała się między rzędy ławek i osiadała na wszystkim cienką, wilgotną warstwą. Louvain siedział na jednej z nich, lekko pochylony, z jedną nogą opartą wyżej, kiedy zapinał skórzane ochraniacze. Ruchy miał pewne, niemal mechaniczne. Wyćwiczone, powtarzane tyle razy, że nie wymagały już uwagi. To dobrze. Bo uwaga była dziś zasobem, którym nie zamierzał szastać. Palce przesunęły się po sprzączce, zacisnęły ją mocniej, niż było to konieczne. Skóra skrzypnęła cicho. Louvain na moment zatrzymał dłoń, jakby sprawdzał, czy napięcie w materiale odpowiada temu, które czuł pod nim. Nie odpowiadało. Oparł łokcie o uda i przez chwilę patrzył przed siebie, w mleczną pustkę stadionu. Trybuny ginęły w mgle, rozmyte, odległe, jak coś, co już dawno przestało mieć znaczenie. Kiedyś ta przestrzeń żyła, pulsowała hałasem dla niego, napięciem i oczekiwaniem. Teraz była tylko tłem. Może to i lepiej. Cisza była łatwiejsza do zniesienia niż słowa. Ich spotkania już od jakiegoś czasu nie należały do lekkich. Szczególnie dla niego. Zbyt wiele rzeczy zdążyło się nagromadzić, zbyt wiele tematów czekało na moment, w którym ktoś w końcu je poruszy. A Louvain wiedział, jak to się skończy. Jedno zdanie za dużo, jeden ton nie taki jak trzeba, i napięcie, które dotąd tylko krążyło pod powierzchnią, nagle znajdowało ujście. Dlatego potrzebowali czegoś pomiędzy. Kart, które zajmowały ręce, alkoholu, który rozwiązywał język, albo wysiłku, który zagłuszał wszystko inne. Dziś wybór padł na to ostatnie.

Louvain sięgnął po drugi ochraniacz, przeciągnął go przez łydkę i zaczął zapinać paski, wolniej niż poprzednio. Świadomie. Jakby każdy ruch miał odsunąć w czasie moment, w którym nie da się już udawać, że chodzi tylko o trening. Louvain, co zdarzało mu się rzadziej, niż sam byłby skłonny przyznać, był spięty jeszcze zanim padło jakiekolwiek słowo. Napięcie nie wynikało z obecności obok, do niej był przyzwyczajony, lecz z powagi tematów które same cisnęły się do głowy. Każdy z nich był zbyt poważny, zbyt naładowany napięciem, by dało się je zbyć półuśmiechem albo rzuconym od niechcenia kwaśnym komentarzem. Tym razem nie było miejsca na jego zwyczajowe zagrania, na lekkość udawaną tak długo, aż stawała się niemal przekonująca. Zwykle potrafił to rozbroić. Sprowadzić rozmowę do poziomu, na którym wszystko brzmiało mniej groźnie, mniej ostatecznie. Nawet Spaloną Noc, temat, który dla wielu był niemal nietykalny, obracał w sarkazm, w coś na granicy niepokojącego rozbawienia i przesadzonego entuzjazmu. Ale to działało tylko w jedną stronę. Atreus widział zbyt wiele. Przeżył zbyt wiele, by pozwolić, żeby takie rzeczy przykryć żartem, nawet jeśli ten żart był wygodny. Przy nim ta maska zawsze pękała szybciej, niż Louvain by chciał. A nie chciał sprawiać mu przykrości. Dlatego tym razem nie próbował nawet po nią sięgać. Zamiast tego sięgnął po coś bezpieczniejszego, coś właściwie dość regularnego. Coś, co pozwalało mówić, nie rozbierając się od razu do kości. - Jak po Mabon?



i got ninety-nine problems but a bitch Mulciber ain't one
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
04.04.2026, 15:06  ✶  

Mgła była gęsta i lepka, swoim pryzmatem okrywając całość stadionu, na którego trybunach przysiedli. Spoglądał na nią w pewnym zastanowieniu, śledząc zarysowaną w oddali sylwetkę budowli, która wydawała się odrobinę nierealna. Kiedy ostatni raz był na stadionie, żeby zrobić cokolwiek więcej niż oddać się rozrywce kibicowania zawodnikom śmigającym gdzieś nad głowami? Ciężko mu nawet było to wyliczyć; czas dzielił na obowiązki związane z pracą, resztę natomiast najczęściej przeznaczając na kasyna. Ciasne, znajome schematy, które pozwalały mu skupić się na tym co dobrze znał, a jednocześnie posiadało w sobie wystarczająco dużo losowości, by nie kwalifikować tego jako rutyny.

Rozparł się na swoim miejscu, jedną nogę opierając o rzędy siedzisk, które znajdowały się stopień niżej. Podczas gdy Louvain powoli i metodycznie zapinał swoje ochraniacze, jakby czerpał z tego jakąś otuchę i dodatkowo rozpraszał myśli, on zrobił to szybko. Zacisnął sprzączki bez namysłu i nie poddając gestów pod wątpliwość. Nie upewnił się po tym, jak dobrze leżą na skórze, przyjmując ogólne wrażenie jako to właściwe. Zamiast pochylać się nad szpejem, palił nieśpiesznie papierosa, czekając aż Lestrange upora się ze swoim.

Wszystko co było między nimi niewypowiedziane do tej pory, zdawało się wisieć dokładnie tak samo jak ta mgła. Lepiło się do skóry i myśli, zawsze gdzieś obecne i nie dało się tego tak zwyczajnie od siebie odsunąć. A pomimo tego, Atreus na przestrzeni lat usilnie zamykał oczy na wszelkie sytuacje, które mogłyby wzbudzić wątpliwości. Na wszelkie oczywistości, z którymi czasem obchodziły się przecież czystokrwiste rody, w niemal naturalny sposób. Ale ostatnie miesiące tylko zagęszczały sytuację; atak podczas Beltane, a potem i powolna, ale coraz wyraźniejsza obecność Brenny w jego życiu. Następnie przyszedł wrzesień i w końcu rozkwitła Spalona Noc, ciemnym dymem podkreślając wszystko na co nie chciało się zwracać uwagi. Może gdyby nie Florence, to wcale nie zadręczałby się momentami aż tak bardzo.

- Nic przesadnie ekscytującego - powiedział, podłapując temat obiadu z niezwykłą łatwością, mimo że pewnie jeszcze z pół roku temu zwyczajnie zbyłby go jakąś uwagą i pomknął w innym kierunku. - Obiad zjedzony, rodzina zobaczona, stragany pozwiedzane. Nawet zamówiłem jakiś wianek z chwastów, żeby złożyć w Whitecroft. A u ciebie? Jakieś ekscytujące dyskusje?

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
07.04.2026, 00:00  ✶  

Nie od razu odpowiedział. Zamiast tego pozwolił ciszy osiąść między nimi, trudnej, ale nie jeszcze niewygodnej, i tylko kątem oka przyglądał się sylwetce obok. Uważnie, choć pozornie bez zainteresowania, jakby spojrzenie było przypadkowe, jakby niczego w nim nie szukał. A jednak szukał. Zastanawiało go to za każdym razem, choć nigdy nie formułował tej myśli wprost, jak to możliwe, że Atreus potrafił wyglądać tak… spokojnie. Tak zwyczajnie. Jakby świat wokół nich nie próbował co chwilę się rozpaść, jakby nic nie zaciskało się na gardle z uporem, który nie dawał wytchnienia. Jakby nikt nie próbował go zabić, rozszarpać albo odebrać mu czegoś, czego nie da się odzyskać. A mimo to stał obok i palił, z tą swoją niedbałą pewnością, jakby wszystko było dokładnie takie, jakie powinno być, jakby cofnięto ich o kilka lat, do czasów, w których największym problemem było to, czy zdążą na trening albo czy ktoś znowu nie zacznie niepotrzebnej sprzeczki przy stole. Jakby nic się nie zmieniło. Louvain odwrócił wzrok, zanim myśl zdążyła się w nim rozwinąć głębiej. Nie był pewien, czy to kwestia siły, czy raczej… prostoty. Tego, że Atreus nie musiał niczego ukrywać, niczego maskować, niczego rozgrywać na kilku poziomach jednocześnie. Nie musiał udawać. W przeciwieństwie do niego.

Palce Louvaina na moment zatrzymały się na pasku ochraniacza, choć wszystko było już dopięte. Napięcie, które wcześniej rozpraszał mechaniczny ruch, wróciło nagle, cięższe i bardziej konkretne. Ruszył się więc. Najpierw lekko, przeciągając ramiona, potem rozciągając kark, barki, nadgarstki, z krótkimi, kontrolowanymi ruchami, które stopniowo rozbijały resztki napięcia. Wszedł w rytm bez zastanowienia, pozwalając, by ciało przejęło inicjatywę. Bo jeśli zatrzyma się na dłużej, jeśli pozwoli sobie zostać w tej ciszy jeszcze chwilę, wszystko, co właśnie odsunął, wróci szybciej, niż był gotów to przyjąć. Westchnął cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. - Loretta wyjechała - powiedział w końcu, tonem pozbawionym ozdobników, jakby chciał mieć to już za sobą, zanim zdąży się rozmyślić. - Do Francji. Na stałe. Słowa opadły między nimi prosto, bez dramatyzmu, bez podkreślania ich znaczenia. Ale coś w nim się zmieniło w tej samej chwili. Napięcie w barkach odpuściło, ledwie zauważalnie, a oddech pogłębił się, jakby dopiero teraz pozwolił sobie naprawdę zaczerpnąć powietrza. Louvain opuścił wzrok na swoje dłonie, przez moment nieruchome, spokojniejsze niż jeszcze chwilę temu. Ulga nie była czymś, co łatwo przychodziło. A jednak była. Cicha, ciężka, niemal niepokojąco wyraźna. - Na szczęście - dodał po chwili, już ciszej, ale szczerzej niż wszystko, co powiedział wcześniej. I tym razem nie próbował tego ukryć.



i got ninety-nine problems but a bitch Mulciber ain't one
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
13.04.2026, 00:08  ✶  

Nie zwykł zastanawiać się nad tym, dlaczego był jaki był. Pewnie gdyby Louvain teraz zapytałby go o te rzeczy, tylko wzruszyłby ramionami, a potem zapytał co dokładnie miał na myśli, bo najtrudniej było dopatrzeć się swoich własnych zachowań i schematów. Teraz, siedząc obok przyjaciela, nie miał się czym w gruncie rzeczy przejmować. Stadion sam w sobie uspokajał, mgła oblepiała ciało i myśli, a papieros dodatkowo uspokajał wszystko to, co mogło dziać się w środku i próbować kiełkować na zewnątrz. Może w tym wszystkim miał udział fakt, z jakiej rodziny pochodził. Potomkowie Roweny Rawenclaw, strażnicy tajemnic i obdarzeni od pokoleń trzecim okiem. Widzieli więcej. Wiedzieli więcej. I nawet jeśli sam Atreus nie widział dokładnie ani przyszłości, ani przeszłości, to meandry wielościeżek zawsze go otaczały. Wiedział jak funkcjonuje ten świat, który znajdował się niedostępny dla większości czarodziejów i nauczył się akceptować niektóre rzeczy. Głęboko w nim istniała też zakorzeniona potrzeba, by istnieć tu i teraz. Aurowidzowie podobno mieli to do siebie, odsuwając wszelkie gdyby, co jeśli i trzeźwe spojrzenie na konsekwencje przeszłych działań. Siła czy prostota - czemu nie oba, kiedy wszystko było takie jak być musiało?

- Ah - mruknął, jakby nagle zrozumiał wszystko. Jakby w tym momencie połączył wszystkie, do tej pory rozrzucone niedbale kropki i stworzył z nich pełen obraz. Napięcie w ruchach Lou stało się bardziej uzasadnione, tak samo jak i ulga, która zdawała się przyjść z głębszym oddechem. Wyciągnął w jego stronę papierosa. - Może to i lepiej - podsumował w ślad za nim, bo prawda niestety była taka, że ostatnie wydarzenia z Lorettą w roli głównej były zwyczajnie katastrofalne. W gruncie rzeczy lubił ją, bo czemu miałby nie. Ożywiała towarzystwo, wzbudzała emocje i sprawiało że było ciekawiej. Rozumiał jednak jak męcząca być mogła, kiedy było się jej bratem. Jak nużące mogły być wszystkie próby zachowania twarzy. - A co z pieprzeniem Mulcibera? Ma to jakieś znaczenie, czy wystarczy poczekać aż wszyscy o tym zapomną? - zerknął kątem oka na niego, obserwując go w podobny sposób jak on robił to jeszcze przed chwilą. W nazwisku Alexandra mimowolnie zatańczyła jakaś gorycz i obrzydzenie, bo jakby nie patrzeć reprezentował sobą wszystko to, czego osoba o jego statusie nie powinna. Gdyby mógł, wyciąłby go jak raka i byłaby to przysługa dla całej socjety.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (726), Louvain Lestrange (869)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa