![[Obrazek: imgproxy.php?id=7kMIkpi.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7kMIkpi.png)
Był poranek, a Victoria wyglądała, jakby w biurze siedziała już przynajmniej dobre dwie godziny: rozwalona przy swoim biurku, zasypana papierami, a obok tych wszystkich papierzysk stały dwie filiżanki. I obie były puste.
Był poranek, a ona już odwaliła część zaległych raportów, swoich, ale też kompletnie nie swoich, bo w końcu przegrała z Atreusem pewien zakład i oto były efekty… Nadal uważała, że to dobrze, chociaż w jej głowie co jakiś czas leciała jakaś co barwniejsza wiązanka, która jednak nie wylatywała nigdzie na głos.
Ale pomiędzy tymi raportami (podzielonymi na cztery kupki, bo dwie to były dokumenty jeszcze nierozpisane, a kolejne dwie to te już skończone), które teraz odsunięte były na bok, dlatego wyglądało to wszystko jak pewnego rodzaju bardzo poukładane pobojowisko (Lestrange uważała, że jej biurko nagle jest za małe), walała się otwarta teczka ze sprawą, którą ostatnio przejęła od brygadzistów. Sprawa, która miała zostać umorzona ze względu na brak tropów i ogólny burdel biurokratyczny, a w której Victoria widziała istotny problem z wielu punktów, więc Brenna zdobyła dla niej teczkę, którą już dwa dni temu przeglądały, ale teraz należało to chyba pchnąć dalej. Wczoraj nie miała na to czasu, były nieco ważniejsze rzeczy, ale dzisiaj… Może dzisiaj uda się uszczknąć trochę czasu. Między innym i dlatego przyszła do pracy tak wcześnie: by sobie ten czas zorganizować.
I tak właśnie mógł ją zastać Atreus, ewidentnie po dwóch kawach i od dawna siedzącą nad papierologią, i zapewne był z siebie bardzo dumny, widząc na jej biureczku część wypełnionych dokumentów, które należały właśnie do niego.
– O, Bulstrode – rzuciła, kiedy akurat w roztargnieniu przejechała dłonią po czole, by odgarnąć jakiś niesforny kosmyk i uniosła spojrzenie, dostrzegając aurora. – Ta część jest twoja – dodała, kiwając głową na jedną z kupek po czym sięgnęła po jedną z filiżanek, chcąc się napić i ze zdziwieniem odkryła, że jest pusta.
Westchnęła przeciągle, przetarła oczy, po czym zmrużyła je, patrząc na Atreusa, bo właśnie przyszło jej do głowy, że to wspaniała okazja, by zająć mu trochę czasu. Wyrwie się z biura w teren, będzie mógł z kimś pogadać, może się zaangażuje w jakąś sprawę…
– Masz czas? Mam robotę, przydałaby mi się pomoc – stwierdziła dość nagle i przekrzywiła głowę. – Jak stoisz teraz z zielarstwem? – nie miało to aż takiego znaczenia, ale musiała wiedzieć, ile musi mu powiedzieć, żeby załapał, jak istotna ta sprawa w ogóle jest. A na ostatni stan jej wiedzy, to Bulstrode był na poziomie może odrobinę lepszym niż Borgin, czyli nadal nie za dobrze.